Religia
3.5

Tomasz A. Kalita: W obronie Synodu – czyli parę uwag na temat książki Krystiana Kratiuka „Synod Papieża Franciszka”

Nota autora
Poniższy tekst napisałem, chcąc obronić jedną tezę „nie należy bać się Synodu i pontyfikatu Papieża Franciszka”. Zapyta ktoś, skąd ta ufność? Odpowiem, że tylko i wyłącznie z wiary… a także z tego, że Kościół przechodził wiele katastrof, jak np. schizmy i reformacje, i historia uczy, że mimo to, zachowuje On swoją tożsamość (nawet czynnik grecki, tj. filozofia wielkich Ateńczyków, nie zhellenizowała Chrześcijaństwa, ale przez Kościół została „ochrzczona”). Broniłem tej tezy, gdyż książka Krystiana Kratiuka zdawała się przeczyć tej tezie. Stąd przyznaję, że jest to tekst, przez swoją polemiczność, niezgodny ze sztuką recenzencką.
W obronie Synodu… przesłałem samemu Krystianowi Kratiukowi i, co mnie miło zdziwiło, redaktor PCH24.pl odpowiedział. Ponieważ był to mail prywatny, to jedynie zaznaczę, jakie błędy zostały mi wytknięte:
Ogólnie rzecz ujmując: wytknięta została mi erystyka – i muszę przyznać, że w pełni zgadzam się z Autorem recenzowanej książki: mimo, że tekst miał być analityczny, to nie powstrzymałem się od pewnych ataków nieracjonalnych. Np.: piszę, że Papież Franciszek, według Pana Kratiuka, realizuje teologiczne postulaty kardynała Kaspera – można mieć takie wrażenie z lektury, ale sam Autor książki nie stawia takiej tezy – jest więc to nadużycie. Potem stawiam zarzut, że Autor wie, że rozwodnicy będą potępieni – jest to zwykła złośliwość z mojej strony, przyznaję. Odnośnie konferencji z kardynałem Marksem: analizuję pojęcia, ale odrzucam całkowicie kontekst i psychologię, kiedy Pan Kratiuk zdaje się głównie opierać na tych ostatnich oraz na sposobie odpowiedzi, bądź jej braku, ze strony kardynała Marksa, odnośnie pytania o doktrynalność, bądź duszpasterskość Synodu, którą to kwestię postawił dziennikarz amerykański; dodam, że Pan Kratiuk był osobiście na konferencji. Rzeczywiście, pomijam ten czynnik, jedynie mówiąc o możliwości „wykrętu” – jest to jednak spowodowane moim podejściem do wypowiedzi: sądzę, że obiektywne znaczenie pojęć, które można wywieść z konkretnej wypowiedzi (która jest tym znaczeniem zdeterminowana) oraz własnej intuicji językowej, rzeczywiście istnieje i można je analizować poza kontekstem subiektywnym (tak ze strony nadawcy, jak i odbiorcy), tj. psychologicznym.
Na koniec dodam, że usunąłem jeden nawias, pod wpływem Krystiana Kratiuka, który był wtrętem w ogóle niezwiązanym z tematyką tekstu, ale wynikał z chęci dopieczenia współczesnym miłośnikom każdej Mszy Świętej, która nie jest posoborowa (po Soborze Watykańskim II), sądzących, że każda dobra, ale ta ostatnia z pewnością jest zła i luterańska, bądź komunistyczna.
To tylko niektóre z uwag, które uznałem, że powinny zostać zakomunikowane Czytelnikowi. Nie zmienia to faktu, że podtrzymuję moją krytykę w pozostałych, nieerystycznych, kwestiach, o których można poczytać poniżej.

Synod Papieża Franciszka Krystiana Kratiuka jest książką, którą na pewno warto przeczytać. Napisana wartko, szybko wciąga i zachęca do nieprzerwanej lektury. Oprócz historii przygotowań i przebiegu samego Synodu o rodzinie, czytelnik ma możliwość zapoznać się z głównymi postaciami owego wydarzenia, szczególnie z biskupami niemieckimi, którzy w książce jawią się jako główni inicjatorzy ideowi zgromadzenia doradczego Papieża. Publikacja opatrzona jest bibliografią, która głównie składa się z internetowych doniesień prasowych, choć znajdziemy tam również teologiczne pozycje trzech ostatnich Papieży. Sam autor zresztą nie ukrywa, że jest tylko dziennikarzem, śledzącym przebieg Synodu, jako korespondent gazety „Polonia Christiana” oraz portalu PCH24.pl, których jest także redaktorem.
Nie zmienia to faktu, że Kristian Kratiuk w swojej publikacji nie unika teologicznego języka, a nawet – pod pretekstem cytowania medialnych wypowiedzi biskupów – stara się określać, co jest ortodoksją, a co herezją w Świętym Kościele Katolickim (słowo „herezja” pojawia się zresztą około 50. razy – w tym raz na odwrocie książki – stając się wyczuwalnym akcentem podczas lektury). Skłania to do myślenia, jednak należy od razu powiedzieć, że książka ta, jak zapewnia sam autor we wstępie, to nie „jedynie spis wydarzeń, które rzeczywiście się odbyły” (s.9); „spis” ten rzeczywiście jest obecny i, jak napisaliśmy, czyta się go z przyjemnością, jednakże oprócz wyliczenia wypowiedzi oraz wydarzeń, w książce pojawia się komentarz odautorski, bardzo często przybierający postać pytań retorycznych. Kratiuk jednak nie grzeszy pychą – na końcu książki znajdujemy skromne, dwustronicowe podsumowanie futurologiczne (tylko na dwóch, gdyż, jak autor wyjaśnia, adhortacja posynodalna Papieża Franciszka jeszcze nie powstała), które sparafrazować można tak: Kościół po Synodzie o rodzinie „znajduje się w ogromnym niebezpieczeństwie” (s.169). Niezależnie od tego, co postanowi współczesny Piotr, to i tak Kościół Katolicki zostanie śmiertelnie zraniony: jeśli Ojciec Święty zgodzi się na Komunię Świętą dla rozwodników, to Kościół przyjmie herezję do swojego nauczania; jeśli potwierdzi ogólnikowy dokument posynodalny, to część duchowieństwa będzie postępować zgodnie z herezją; i w końcu, jeśli Papież jednoznacznie potwierdzi dotychczasowe nauczanie Kościoła o Komunii dla rozwiedzionych, czyli Jej brak, to heretycki Kościół w Niemczech odstąpi od Rzymu – dojdzie więc do kolejnej wielkiej schizmy.
Ktoś zapyta, czemu miałoby to się wydarzyć właśnie z powodu Komunii dla rozwodników? Czytelnik po przeczytaniu książki stwierdzi, że Synod, mimo że o rodzinie, medialnie, ale i na sali obrad, został sprowadzony głównie do tematu rozbitych małżeństw (na drugim miejscu pojawił się temat homoseksualistów). Lektura książki rzeczywiście przekonuje do takiego wniosku, jednakże sam autor na końcu przyznaje, że tylko trzy paragrafy z 94. dotyczą tematów poruszanych w książce. Czytelnika z pewnością musi to zdziwić, gdyż koalicja liberalnych biskupów w trakcie lektury zdaje się wygrywać, mimo że konserwatyści walczą, jak mogą. Pojawia się więc pytanie, czy aby sam autor Synodu Papieża Franciszka nie przesadza w swojej interpretacji faktów (nawet jeśli są one tylko doniesieniami prasowymi)? W tej recenzji będziemy chcieli przyjrzeć się wybranym przykładom, które, jak nam się zdaje, potwierdzają owe przypuszczenie. Od razu jednak chciałbym zaznaczyć: wierzę, że Komunia Święta nie powinna być udzielana rozwodnikom, ani nie jest możliwe, by homoseksualiści udzielili sobie sakramentu małżeństwa. Wierzę też w nieomylność Papieża oraz że Duch Święty działa w Kościele. Łączy więc nas z Krystianem Kratiukiem bardzo wiele (też nie jestem teologiem). Jedyne co nas dzieli, to to, że nie jestem dziennikarzem…

Główna hipoteza książki sprowadza się do tego, że Papież Franciszek zamierza realizować teologiczne postulaty kardynała Waltera Kaspera, który na konsystorzu w 2014 roku wygłosił referat m.in. na temat rozwodników w Kościele. Postać tę poznajemy od razu ze złej strony: po pierwsze, jest on absolwentem wydziału teologicznego w Tybindze, która to uczelnia, jak sam autor przypomina, została uwieczniona w Krótkiej powieści o Antychryście Włodzimierza Sołowjowa, jako uniwersytet przyznający honoris causa samemu Antychrystowi (s. 18-19). Trudno powiedzieć, co autor ma na myśli mówiąc, że ten obraz z opowiadania rosyjskiego filozofa, jest „publicystycznym poglądem” (s. 18), jednakże warto tu podkreślić, że w przeciwieństwie do Kratiuka, Sołowjow wierzył w Papieża i Sobór (w 1900 roku, kiedy autor Sensu miłości pisał swoje opowiadanie instytucja synodu jeszcze nie istniała). Czytając Krótką opowieść…, dowiadujemy się bowiem, że mimo zwycięstwa Antychrysta, sam Papież Paweł II, jak i starzec Jan reprezentujący Cerkiew, umierają z wyznaniem Chrystusa za Pana i Zbawiciela na ustach, a nieliczna co prawda, ale jednak wierna grupa Chrześcijan, udaje się na pustynię z ich relikwiami, by oczekiwać „pewnego” przyjścia Zbawiciela.(1)
Zły obraz kardynała Kaspera jest konsekwentnie pogłębiany: najpierw poprzez poznanie nauczycieli niemieckiego duchownego, potem przez zapoznanie się z sytuacją Kościoła w Niemczech. Trudno w książce znaleźć jednak, oprócz samej Ewangelii (zresztą tylko cytowanej bez jakiejkolwiek analizy), jakiś mocny argument teologiczny przeciw tezom niemieckiego kardynała. Dowiadujemy się jedynie, że jest on teologiem Miłosierdzia, zresztą, jak sam Papież Franciszek, oraz że głosi co prawda postulat Komunii dla rozwodników, ale z pewnymi zastrzeżeniami, które już dla autora książki zdają się mało istotne. Wydaje się jednak, że są to zastrzeżenia ważne: kardynał bowiem rozróżnia sytuację osoby opuszczonej i osoby decydującej się na rozwód; po drugie, przystąpienie do Sakramentu miałoby być połączone z okresem pokuty i zgodą biskupa. Z tej perspektywy nawet przeciwnik Komunii dla rozwodników musi przyznać, że cytat z Ewangelii dotyczący listu rozwodowego (Mt 19, 1-9) wart jest przemyślenia. Autor co prawda przywołuje zdania innych biskupów, którzy nie podzielają poglądów kardynała, jednakże poglądy te sprowadzają sie do nazwania tego poglądu „herezją” i występują bez uzasadnień (choć należy sądzić, że takie są). Znajduje zaś wiele argumentów ekonomicznych, które zawiera w rozdziale II. pt. Kryzys Kościoła w Niemczech. Po jego lekturze, z którego jednoznacznie i przekonywująco wynika, że kryzys apostazji w Niemczech jest ogromny, czytelnik może połączyć fakty i uznać, że kardynał Kasper głosi miłosierdzie dla rozwodników, by przyciągnąć wiernych na nowo do Kościoła, który jest opłacany z podatku zdefiniowanego przez Republikę Federalną Niemiec. W tym kontekście jakoś nasuwa mi się postać Marcina Lutra, który wytykając pazerność duchowieństwa w krótkim czasie stał się heretykiem… Z drugiej strony, interpretowanie poglądów niemieckiego kardynała za przejaw chciwości wydaje się co najmniej niesmaczne.
Autor wprowadza również rozróżnienie na Kościół walczący oraz Kościół kapitulujący (s.22-23) – są to zresztą określenia samego Redaktora wprowadzone bez komentarza. Jedynym argumentem dla Kratiuka za takim podziałem jest fakt, że w Kościele pojawiła się dyskusja o rozwodnikach i homoseksualistach. Wydaje się to jednak zbyt mało, by dzielić Kościół w ten sposób tym bardziej, że Credo głosi Jego Jedność. O wiele stosowniejszy byłby ten podział, gdyby poszczególne episkopaty były podległe władzom świeckim w kwestii wyboru kandydatów na nowych biskupów, albo gdyby biolodzy i genetycy determinowali naukę Kościoła o Człowieku.(2)
Przejdźmy teraz do kilku przykładów ilustrujących sposób interpretowania przez Kratiuka przywoływanych, jak się zdaje rzetelnie, wypowiedzi.
Pierwszy przykład dotyczy wspomnianych wyżej pytań, które adresowane wprawdzie do czytelnika, są w sumie nie orzekającą eksplikacją zdań autorskich:
Podczas jednej z audiencji generalnych Franciszek przypomniał, że pozostawanie w nowym związku przez osoby, które wcześniej zawarły sakramentalny związek małżeński, „jest sprzeczne z chrześcijańskim sakramentem”. Dodał również, że „spojrzenie Kościoła-nauczyciela zawsze jednak czerpie z serca matki; serca, które ożywiane Duchem Świętym zawsze poszukuje dobra i zbawienia osób”. Papież zadeklarował również, że zawsze należy „właściwie rozeznać sytuację” i „wskazać na różnicę między tymi, którzy doznali separacji, a tymi, którzy ją spowodowali”. Przypomniał także, że rozwodników „nikt z Kościoła nie wyrzuca”.
Czy słowa papieża, jak często bywa podczas tego pontyfikatu wypowiadane z głowy, a nie czytane z przygotowanego wcześniej tekstu, są jednoznacznym odcięciem się od tez kardynała Kaspera? Znów każdy z nas może i powinien zinterpretować je samodzielnie. (s.106)
Zgodnie z zachętą samego autora, stwierdzam, że Papież potwierdził dotychczasowe nauczanie o udziale rozwodników, a raczej ich braku, w sakramentach, co jest spełnieniem roli nauczycielskiej Piotra naszych czasów i Kościoła w ogóle; ponadto podkreślił matczyny charakter Kościoła Apostolskiego, który wychodzi z Dobra Nowiną do ludzi oraz wyraził przekonanie o indywidualistycznym charakterze etycznej oceny poszczególnych wiernych. Jak widzimy, taka wypowiedź składa się z trzech tez, z których ostatnia tylko dotyczy najbardziej interesującego autora tematu. Wypowiedź ta, tak przedstawiona, nie jest jednak ani afirmacją, ani negacją postulatów niemieckiego kardynała – intencją jest podkreślenie różnicy między opuszczonym, a opuszczającym partnerem. Choć Kratiuk zachęca do osobistej interpretacji, to wydźwięk jego wypowiedzi jest raczej negatywny, co ma podkreślać uwaga, że Papież mówił, co mu ślina na język przyniosła. Dziwi zresztą ta uwaga, gdyż prawie cały materiał zgromadzony przez autora to właśnie takie „wypowiedzi z głowy”. Na ich podstawie Kratiuk tworzy metodologię analizy tekstów jakichkolwiek, stąd jednoznaczna interpretacja poglądów kardynała Kaspera, który wydaje się być mimo wszystko osobą o mało skrajnych poglądach na temat rozwodników w Kościele (np. poprzez uznanie potrzeby pokuty, o czym wspomniałem wyżej).
Napisaliśmy, że książka jest ukrytą demaskacja herezji w Kościele. Jednakże sam autor przez przypadek popada w łagodną wersję pelagianizmu, czyli herezję, z którą zacięcie walczył Św. Augustyn. Po przytoczeniu jednej z wypowiedzi kardynała z Hondurasu, w której pasterz tamtejszego Kościoła nawołuje do wsłuchania się w krzyk cierpiących wiernych (z powodu ich porażki małżeńskiej) oraz potrzebie zaangażowania ich w życie wspólnoty wiernych, autor książki pisze tak: Żaden z biskupów progresistów nie wykazywał zainteresowania tym, do czego został powołany – prowadzeniem ludzi ku zbawieniu. A zbawienie, jak wie każde katolickie dziecko, uzależnione jest od życia w zgodzie z Chrystusem i jego przykazaniami (s.140). Co prawda, wiara bez uczynków jest martwa (Jk 2, 17), jednakże sama możność działania jest już z Woli Boga i z Jego Łaską: Wieńcząc nasze zasługi, Bóg wieńczy własne dary3, czytamy w Prefacji nr 70, będącej zarazem kwintesencją teologii łaski Świętego Pawła z Tarsu. Niestety, z książki wynika, że autor już wie, że rozwodnicy muszą zostać potępieni – trudno jest więc dyskutować z osobą, która posiada takie informacje.
Weźmy jeszcze trzy przykłady obrazujące sposób analizy zgromadzonego materiału:
Przywołując, jak sam autor mówi, „arcyważny tekst” ze strony internetowej konferencji episkopatu niemieckiego, autorstwa czarnego charakteru tej książki, tj. kardynała Kaspera, który brzmi
… słowa Pana Jezusa „Co Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela” nie są „żadną regułą prawną, ale tylko podstawową zasadą, z której Kościół musi wyprowadzić własną naukę, postępując zgodnie z całością przesłania Jezusa” (s.121)
Kratiuk komentuje go w ten sposób:
To zupełne novum w całej dyskusji – opinia ta sugeruje mniej więcej, że, proszę wybaczyć kolokwializm, „owszem, Jezus Chrystus coś o małżeństwie powiedział, ale wcale nie musiał mieć tego na myśli”! (s.121)
Wydaje się, że nie można mieć wątpliwości, co do tego, że rozumienia słów kardynała przez Kratiuka jest błędne. Kardynał mówi tyle: pozostawione po Chrystusie nauki, które mamy zapisane w Ewangelii nie stanowią kodeksu w sensie prawnym, ale są podstawą refleksji teologicznej, czyli nauki. Słowa Kratiuka znaczą zaś: wypowiedzi Chrystusa o małżeństwie, zapisane w Ewangelii, niekoniecznie referują sądy Jezusa na ten temat. Różnica między tymi zdaniami jest taka, że pierwsze określa podstawę teologii, jaką jest Ewangelia, druga zaś rozumie Ewangelię jako wtórny tekst, więc też w określony sposób zredagowany i skażony, wobec realnych sądów Jezusa Chrystusa (chyba, że przyjąć interpretację, że Mesjasz z jakiś względów nie mówił tego, co myślał, co nie wyklucza późniejszych modyfikacji w tekście Ewangelii). Różnica jest na tyle duża, że nie warto brać pod uwagę analiz autora w tym konkretnym przypadku: a dodajmy, że uważa ten tekst zamieszczony w Internecie za „arcyważny”…
Odnośnie kwestii wartościowania źródeł, wydaje się, że autor Synodu… przesadza w ocenie wielu z nich. Jak napisaliśmy: większość to wypowiedzi medialne, a nie doktrynalne stanowisko Kościoła. Co prawda, autor sam wyraża swoją niewiedzę, jak podejść do pewnych wypowiedzi np. Papieża Franciszka – które uznać za nauczanie, a które za zwyczajne, prywatne wypowiedzi Papieża. Zdaje się bowiem, i nie należy tego uważać za jakieś nadużycie, że słowa Papieża zawsze traktowane są jako wypowiedzi odnośnie doktryny (pomijam wypowiedzi typu żart etc.). Pragnę więc tu przywołać tzw. „problem Honoriusza”:
Honoriusz I został wybrany na papieża 27 października 625 roku i pełnił tę funkcję do 638. Znany jest z tego, że na pytanie patriarchy Konstantynopola, Sergiusza I, o to, czy Chrystus będąc Bogiem i Człowiekiem miał jedną wolę (monoteletyzm), czy dwie, odpowiedział listownie, bagatelizując ten problem – prawdopodobnie zrobił to z dobrej woli, chcąc utrzymać jedność Kościoła. Był to błąd, gdyż jego list mógł zostać potraktowany, jak sprzyjanie monoteltyzmowi, co było niezgodne z wyznaniem wiary z soboru w Chalcedonie (451 r.), który określał dwie wole w Chrystusie: ludzką i boską. Koniec końców uznano Honoriusza I za heretyka. „Problem Honoriusza” okazał się ważny dla sporu o nieomylność papieży. Na jego podstawie w późniejszych czasach uznano wypowiedź Honoriusza bardziej za niedouczenie i lekkomyślność, więc wyrażenie własnego poglądu (zresztą poprzez list, a nie np. bullę), niemającego mocy doktrynalnej.4 Wynikałoby z tego, że poglądy Papieża mają tylko wówczas moc, kiedy są wypowiadane ex cathedra i poprzez określoną formę.
Przejdźmy jednak do drugiego i jeszcze bardziej jaskrawego sposobu interpretowania tekstów:
Poniższy cytat dotyczy wystąpienia kardynała Pétera Erdö, członka Sekretariatu Synodu, które miało wyjaśnić procedury obrad w pierwszym dniu dyskusji. Kardynał jednak oprócz spełnionego obowiązku pozwolił sobie na wypowiedź na temat nierozerwalności małżeństwa. Kratiuk parafrazuje między innymi jeden z tematów wystąpienia (zakładamy, że poprawnie):
Kardynał Erdö dodał, że obowiązkiem Kościoła jest zajęcie się także tymi, których sytuacja rodzinna nie pozwala na zawarcie ważnego małżeństwa, a tym bardziej sakramentalnego. Dotyczy to również osób, które po rozwodzie zawarły nowe związki cywilne. (s.122)
Następnie autor przedstawia reakcje kardynałów i podkreśla, że wypowiedź była obroną Tradycji i nierozerwalności małżeństwa. Kończąc swoją konkluzję, stwierdza on:
Była to ewidentna próba ucięcia haniebnej dyskusji i zawrócenia niektórych ojców synodalnych na te tory, po których powinni się poruszać – a wiec na ścieżkę zastanawiania się nad pomocą katolickiej rodzinie w zagrażającym jej świecie, a nie na ścieżkę na ścieżkę nazywaną przez innych hierarchów heretycką. (s.123)
Z pierwszego cytatu wynika, że Kościół powinien zająć stanowisko w sprawie rozbitych małżeństw, kiedy Kratiuk stwierdza, że węgierski kardynał stwierdził, że Kościół powinien zająć się tylko rodziną katolicką, co zakłada, że ważną, nierozbitą i zawartą zgodnie z prawem kościelnym. Oczywiście, można osłabić tę tezę, w taki sposób, że pominie się postulat „nierozbitej rodziny”, która jednak przestrzega czystości małżeńskiej – wydaje się, że Kratiuk nie to jednak miał na myśli.
I na zakończenie dodajmy problem związany z tym, czy Synod był duszpasterski, czy doktrynalny, gdyż była to kwestia, jak wynika z książki, kontrowersyjna. Niemiecki episkopat twierdził, że duszpasterski, a nie doktrynalny i np. Komunia dla rozwodników, to tylko sposób podejścia do tej części wiernych, którym z różnych przyczyn nie udało się zachować rodziny w jedności, przez co nie naruszałby on doktryny katolickiej. Kratiuk jednak przywołuje konferencję prasową niemieckiej komisji synodalnej, w czasie której kardynał Reinhard Marx, odpowiadając na pytanie o charakter Synodu, powiedział:
Nie można przeciwstawiać duszpasterstwa teologii, a to teologia wpływa przecież na doktrynę, to wszystko jest ściśle powiązane, nie rozumiem, dlaczego są w tej kwestii wątpliwości”. (s.142)
Po tym cytacie następuje komentarz odautorski:
To niezwykle ważne, przegapione przez większość mediów zdanie. Niemieccy biskupi twierdzili bowiem do tej pory, że katolicka doktryna o małżeństwie nie ulega zmianie, a zezwalając na Komunię Świętą dla rozwodników żyjących w nowych związkach, zmieniają wyłącznie „podejście duszpasterskie”. Jak widać, nawet lider postępowej grupy wiedział, że nie jest to prawda. (s. 142)
Trudno mi oceniać intencje kardynała Marxa, jednakże jego odpowiedź, choć można oczywiście potraktować ją jako wykręt, nie wydaje się zaprzeczać duszpasterskości Synodu. Spróbujmy to zobrazować. Niech teologia posiada jakieś dwie cechy {b,c}, również duszpasterstwo {a,b} i doktryna {c,d}. Jeśli będziemy szukać cech wspólnych między duszpasterstwem, teologią i doktryną – {a,b},{b,c},{c,d} to wówczas zobaczymy, że doktryna i duszpasterstwo nie mają cech wspólnych, jednak obie posiadają po jednej z teologią. Wypowiedź kardynała Marxa można więc rozumieć (niekoniecznie zgadzając się z tym) w taki sposób: duszpasterstwo i doktryna łączą się ze sobą dzięki teologii5 (cała sprawa zresztą wyszła od tego, że kardynał Marx pochwalił sposób „uprawiania teologii” na Synodzie, co dziennikarze zrozumieli, jako wprowadzanie zmian do wykładni prawd wiary).
Na tym skończylibyśmy analizę najważniejszych, według nas, błędów tej publikacji.

Książka Kristiana Kratiuka Synod Papieża Franciszka jest książką napisaną dynamicznie, z niepróbującym ukrywać swojej tożsamości narratorem i bogatą w ciekawy materiał dziennikarski. Jak napisałem na początku, książkę czyta się świetnie. Informuje także o ciekawych wątkach Synodu, jak List Wiernych i pozytywna działalność polskiego episkopatu. Inspirujące są krótkie noty na temat idei teologicznych poszczególnych bohaterów książki. Niestety, grzeszy też ona w dwójnasób: po pierwsze, jest to publikacja, która przykłada zbyt dużą wagę do wypowiedzi medialnych; po drugie, autor stara się narzucić czytelnikowi swoje poglądy, ale robi to w sposób merytorycznie chybiony, a retorycznie niejaki („herezja” we wszystkich odmianach na prawie co drugiej stronie, litanie pytań retorycznych). Nie jest tych fragmentów na szczęście dużo, jednak stanowią poważny mankament i powodują wrażenie, że jest to swego rodzaju refren. Dużym minusem jest także to, że książka nie wyczerpuje wyznaczonego sobie celu, tj. opisanie z perspektywy dziennikarza Synodu Papieża Franciszka. Autor skupia się prawie wyłącznie na sprawie nierozerwalności małżeństwa, czasami jedynie dodając temat partnerstwa homoseksualistów, przez co niejako sam Kratiuk zasługuje na naganę, którą usłyszeli Ojcowie Synodalni z ust Papieża Franciszka: „Mamy Instrumentum laboris i o wiele więcej problemów do poruszenia. Komunia dla rozwiedzionych nie jest jedynym tematem” (s.134).
Tomasz A. Kalita

1  Por. Włodzimierz Sołowjow, Krótka powieść o Antychryście., [w:] tenże, Sens miłości i inne pisma., Hachette Polska, Warszawa, 2010, tom 35. Biblioteki Filozofów.

2  Jako przykład inspirującej teologii człowieka, podaję tu książkę abp Christophera Schönborna OP, który w książce Synod Papieża Franciszka jest przedstawiony jedynie jako entuzjasta homoseksualistów (s.109): tenże, Człowiek i Chrystus na obraz Boga., przeł. Wiesław Szymona OP, W drodze, Poznań, 2008.

3  „[Sanctorum] coronando merita tua dona coronans”, Por. Prefacja nr 70. Cyt. za André Daigneault, Droga niedoskonałości., tłum Agnieszka Kuryś, Wydawnictwo Karmelitów Bosych, Kraków, 2010, s. 168.

4 Por. Hubert Stadler, Leksykon Papieży i Soborów., przeł. Marcin L. Kalinowski i inni, oficyna Panda, Warszawa, 1992, hasło: Honoriusz I., s. 92-93.

5 Tutaj należy dodać, że teologia jest dziedziną teoretyczną, która w taki właśnie sposób wpływa na pewną działalność Kościoła, tj. na duszpasterstwo i definiowanie doktryny oraz strzeżenia jej nienaruszalności. Jeśli szukać więc w wypowiedzi kardynała Marxa jakiś błędów, to w tym, że postawił duszpasterstwo i doktryną na równi z teologią, kiedy różnią się one egzystencjalnie, jak fizyka różni się od budowania domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.