x. Tomasz Delurski: Szkoła miłości

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”.

Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Wiele napisano o tej przypowieści. Tysiące rekolekcji odbyło się w rytm tego fragmentu. Analizuje się postać ojca, młodszego syna i starszego. Każde słowo i gest mają tu znaczenie. Potraktujmy dziś te tekst jako odpowiedź na pytanie „jak kochać ludzi trudnych”. Jest bowiem w tej Ewangelii niezapisany fakt, który łatwo pominąć. Jak bowiem jest to możliwe, że obaj synowie odeszli? Skoro ojciec kochał ich obu i robił to mądrze, to czemu obaj postanowili odejść? Być może nie istnieje odpowiedź, może po prostu w naszej naturze, jak echo, odzywa się skutek grzechu pierworodnego. Być może też nie potrafimy wytrzymać przy kimś kto zawsze ma rację. Fakt pozostaje bezsporny, odchodzimy od Boga nawet wtedy, kiedy mieszkamy z Nim pod jednym dachem. Wtedy Bóg uruchamia całą moc swojej miłości, która w zetknięciu z ludzką nędzą nazywa się miłosierdziem. My uczymy się od Boga tej postawy, stąd z tej przypowieści wynika kilka zasad mądrej miłości i miłosierdzia.

1. Miłość najwyższą siłą
Ojciec w tej przypowieści nie zatrzymuje syna. Może to wielu zdziwić, ale ojciec pozwala się okraść i daje synowi wolną rękę. Robi tak dlatego, ponieważ zrobił już wszystko, aby syn został; kochał mądrze. Nie ma nic silniejszego w świecie osób nad miłość. Najlepszą inwestycją w dziecko jest inwestycja w miłość ojca do matki i matki do ojca.

2. Nadal kochać
Bywa jednak tak, że miłość nie działa. Z jakiegoś powodu osoba przez nas kochana, postanawia odejść. Jeśli więc nie działa mądra miłość, z pewnością nie zadziałają groźby czy błagania. Trzeba kochać błądzących mądrze. Głupia miłość wyrządzi im i nam wiele złego. Ojciec nie wycofał swojej miłości do synów.

3. Konsekwencje
Ludzie popadają w grzechy, toksyczne relacje, uzależnienia. Ci, którzy kochają przyjmują wtedy z reguły dwie postawy. Jedni wpadają w gniew, wycofują miłość i przekreślają człowieka. W takim przypadku marnotrawny syn nie ma gdzie wrócić. Inni usprawiedliwiają sytuację, bronią przed cierpieniem, grzeszą naiwnością. Stwarzają tym samym dogodne warunki do bycia w grzechu. Ojciec z przypowieści czeka na drodze. Nie biegnie za synem, nie zamyka mu drzwi, nie wysyła paczek i pieniędzy.

4. Cierpienie
Można lekceważyć sobie ból drugiego człowieka a nawet ból serca samego Boga. Nie można lekceważyć własnego cierpienia. To moment krytyczny dla obu stron. Cierpiący oczekuje naiwności, nie miłości. Ten, kto kocha jest gotów uwierzyć w kolejną obietnicę poprawy. Ile żon alkoholików nabiera się na ten teatr. Bóg przebacza nam, gdy się nawrócimy, nie wcześniej, ponieważ nie myli miłości z naiwnością ani z tolerowaniem zła.

5. Powrót
Powrót syna marnotrawnego nigdy nie jest łatwy. Wiedzą to ci, którzy dawno nie byli u spowiedzi jak też ci, który zgrzeszyli ciężko. Droga jest potrzebna. Jest ona jak układanie listy grzechów w drodze do konfesjonału. W spotkaniu młodszego syna z ojcem ma miejsce skandal miłosierdzia. Skandal (od greckiego słowa oznaczającego kamień przez który się upada), bo tam gdzie my reagujemy podejrzliwością i niechęcią, Bóg reaguje miłosierdziem. Bóg przekracza ramy sprawiedliwości.

6. Bez zakończenia
Opowieść od dwóch zagubionych synach nie ma zakończenia, urywa się nagle i pozostaje otwarta. Ci, którzy odeszli i zasmakowali życia w grzechu i ci, którzy chodzą do kościoła, ale głęboko tęsknią do grzesznego życia. Wszyscy tu jesteśmy.
„Miłość Boga jest szukająca, bo pragnie odnaleźć wszędzie nawet okruszynę dobra, i tak być musi, gdyż pomiędzy Dobrem najwyższym a dobrem świata i człowieka istnieje bytowe pokrewieństwo, dobro bowiem każde ciąży ku Dobru najdoskonalszemu. Przypowieść o owcy zagubionej, a szukanej z taką troską przez pasterza, okazuje w sposób paradoksalny, że Bóg i cały świat wiekuistego dobra więcej troszczą się o znalezienie dobra utraconego niż o posiadanie. (…)

Miłość Boża w Chrystusie ku ludziom jest odkrywcza. Kiedy bowiem ludzie o wąskim i płytkim spojrzeniu gotowi są jedynie potępiać, nie zauważając wielkości powstającej lub też już istniejącej w grzeszniku, Chrystus odkrywa w błocie niemoralności klejnot, który jedynie trzeba oczyścić, by mógł świecić pełnym blaskiem. (…)

Miłość Boża w Chrystusie jest przebaczająca, choć nie jest pobłażliwa. (…)

Miłość Boża w Chrystusie odznacza się wielką subtelnością. Tym, którzy od zła się odwracają, nie przypomina szczegółowo zła, lecz bardzo delikatnie kieruje ich ku dobru, nie poniżając, nie sądząc ani potępiając (…). Miłość Boża w Chrystusie jest karząca. Najtrudniej chyba zrozumieć ten właśnie przymiot, zwłaszcza jeśli pomyślimy, że kary zadawane przez miłość Bożą nie zawsze mają charakter leczniczy, lecz są po prostu bolesnym odepchnięciem. (…) musimy pamiętać, że kara istotna, spotykająca tych, którzy nie kochają, polega na samym braku miłości. Karząca miłość Boża jest niczym innym jak cofnięciem się odpychanej miłości. Kara Boża nie jest ani zemstą, nie jest też jakimś uczuciowym zagniewaniem i w bardzo nikłym stopniu jest podobna do kar ludzkich, a piekło wcale nie jest podobne do więzień ziemskich. Nieszczęścia, jakie spotykają ludzi na ziemi, nie zawsze są karą, mogą być bowiem doświadczeniem, i dlatego nikt nie może wyrokować o tym, że kogoś spotkała kara Boża” (W. Granat).

W jaki sposób my poznajemy, że kochamy i postępujemy w miłości?
„Najpierw są następujące znaki stanu łaski:
1. nie mieć świadomości jakiegokolwiek grzechu śmiertelnego;
2. nie poszukiwać rzeczy ziemskich: przyjemności, bogactw, zaszczytów;
3. mieć upodobanie w obecności Bożej: chętnie myśleć o Bogu, wielbić Go, prosić Go, dziękować Mu, przepraszać Go, mówić o Nim, dążyć do Niego. Do tych znaków należy dodać następujące:
4. chcieć podobać się Bogu bardziej niż wszystkim osobom, które się kocha;
5. miłować skutecznie bliźniego, mimo wad, które posiada podobnie jak i my, a miłować go, ponieważ jest dzieckiem Boga, miłowanym przez Niego. (…) Szczęśliwe serce, które w ten sposób miłuje Boga, nie szukając innej przyjemności jak przyjemność podobania się Bogu” (o. R. Garrigou-Lagrange).

Tekst pochodzi z bloga x. Tomasza Delurskiego. Przedruk za zgodą autora.

Wykorzystano:
Dziewiecki M., Gdy trudno kochać…, Idziemy nr 46 (478).
Garrigou-Lagrange R., Trzy okresy życia wewnętrznego (więcej z tego dzieła można znaleźć na fb #WstępDoNieba), Niepokalanów 2014.
Granat W. [red.], Ewangelia miłosierdzia, Poznań-Warszawa 1970.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.