„Nasza alternatywa będzie spójna, jeśli nie będziemy oddzielać codziennych zajęć od nacjonalizmu” – wywiad z Filipem Paluchem

Od redakcji: Zachęcamy do zapoznania się z wywiadem jakiego „Polityce Narodowej” udzielił prezes Stowarzyszenia Trzecia Droga i jeden z redaktorów naszego portalu,  Filip Paluch. 

***

Trzecia Droga, stowarzyszenie, którego jesteś prezesem, odnalazło stałe miejsce na mapie nacjonalistycznej Polski. Mógłbyś opisać historię Waszej grupy?

Nasza działalność w ramach Stowarzyszenia Trzecia Droga zaczęła się mniej więcej dwa lata temu, choć historia naszej grupy oraz naszego zaangażowania w sprawę narodową trwa znacznie dłużej. Duża część z rdzenia naszej organizacji współpracowała ze sobą już wcześniej w ramach środowiska, które postanowiliśmy opuścić. Naszym założeniem był projekt, w którym odsunięte na bok zostaną wszelkie organizacyjne czy personalne zaszłości, a celem nadrzędnym będzie realizacja idei nacjonalistycznej. Nie było łatwo przeprogramować swoje myślenie tak, by nie patrzyć na inne organizacje jak na konkurencję, lecz zobaczyć je w rzeczywistym świetle – jako partnerów dążących do podobnych celów, które obraliśmy my sami. Ważne było też sformułowanie naszej działalności w ten sposób, by nie stać się kolejną organizacją, która kopiuje innych i licytuje się na ilość ludzi zgromadzonych na manifestacjach. Dlatego też chyba pierwszym naszym poważnym przedsięwzięciem, po zakończeniu II Marszu Wolnej Polski, było nawiązanie kontaktu z krakowskimi narodowcami, zrzeszonymi w Młodzieży Wszechpolskiej oraz Małopolskich Patriotach, a także wysłanie sygnałów do innych organizacji, że jesteśmy zainteresowani współpracą. Tak też narodziło się nasze krakowskie trójporozumienie, w ramach którego wspólnie organizujemy m.in. obchody Narodowego Dnia Żołnierzy Wyklętych czy Nacjonalistyczny Klub Dyskusyjny.

Jesteście związani głównie z Małopolską. Czy uważasz, że decentralizacja i aktywność w takich lokalnych, autonomicznych grupach to właściwa forma działalności nacjonalistycznej czy jednak przyszłość należy do tradycyjnych, ogólnopolskich organizacji?

Sądzę, że polscy narodowcy za bardzo pochłonięci są problemami centralnymi, za dużo zaangażowania wkładają w omawianie wielkich problemów geopolitycznych, co oczywiście jest ważne, lecz na co nie mamy najmniejszego wpływu. Bardziej racjonalnym jest zaangażowanie się w sprawy lokalnej społeczności i przełożenie chociaż części wysiłku organizacyjnego na partycypowanie w jej problemach oraz ich rozwiązywanie. To zadanie bardzo trudne, w ramach Trzeciej Drogi sami się tego ciągle uczymy i nie bardzo mamy prawo kogokolwiek pouczać. Działalność ogólnopolskich organizacji, które imponują swoją strukturą i liczebnością, robi mniejsze wrażenie jeśli chodzi o realne zakotwiczenie w społecznościach lokalnych, a przecież to podstawa – solidny fundament, który pozwoli bez szwanku przetrwać, kiedy media znajdujące się pod wiadomym zarządem, przestaną nakręcać zainteresowania wokół jednej bądź drugiej organizacji. Angażując się lokalnie, zmuszeni jesteśmy do ograniczenia swojej wszechobecnej kontestacji tego co nas otacza, by podjęć pracę nad tym co chcielibyśmy, aby nas otaczało. W tym sensie przyszłość leży w decentralizacji, która jednak może odbywać się nawet w ramach organizacji ogólnopolskich, wykonujących również zadania zlecone na szczeblu centralnym. Nasze Stowarzyszenie nie jest jednak organizacją jedynie lokalną i choć owszem, większość naszych działań podejmowanych jest w Krakowie, to mamy ambicję aby nasze działania, takie jak konferencje, miały charakter ogólnopolski.

Ostatnią poważną próbą jednoczenia środowisk narodowych był Ruch Narodowy. Niestety polscy nacjonaliści są dziś mocno podzieleni. Na jakiej bazie mogłaby oprzeć się kolejna próba połączenia często zwaśnionych grup, ludzi, organizacji? Czy to realna i pożądana dziś wizja?

Ruch Narodowy pokazał jedynie, że pośpiech nam nie służy. Obserwując ten projekt z zewnątrz miałem wrażenie, że jedyną rzeczą, która jednoczy wszystkie osobistości oraz organizacje jest zrobienie w końcu „czegoś” i dostanie się w końcu „gdzieś”. Nie powstało nic, co można by nazwać poważną linią ideologicznego porozumienia, nie powstała żadna poważna alternatywa dla Polski, wręcz przeciwnie – Ruch stał się płaszczyzną patologizowania pewnych założeń, które wcześniej można było nazwać słusznymi. Powinniśmy z tego wyciągnąć poważną lekcję. Osobiście widzę ogromny potencjał i możliwości w zjednoczeniu się wszystkich polskich nacjonalistów, co oczywiście oznacza, że przyjmując jakiekolwiek, nawet minimalne kryterium jakościowe, na ewentualnym zjeździe zjawi się ich nie więcej niż setka. Podstawą jednak takiego porozumienia powinny być długotrwałe, może nawet kilkuletnie rozmowy, które doprowadziłyby do prostego stwierdzenia: więcej nas łączy aniżeli dzieli. Mamy konkretny plan dla Polaków, jesteśmy kompetentni i mamy zaufanie do samych siebie. Wtedy możemy stworzyć partię polityczną z prawdziwego zdarzenia, w której słowo „radykalny”, zastąpimy słowem „społeczny” i swoją działalność potraktujemy jako służbę narodowi i mimo, że może nigdy nie posmakujemy sejmowego cateringu, ani nie poczujemy jak się siedzi na krzesłach w Radzie Ministrów, to chociaż dorównamy naszym dwudziestowiecznym protoplastom i zmyjemy z siebie skazę, która spowodowała, że polski ruch nacjonalistyczny, niegdyś składający się z profesorów, pracowników naukowych, adwokatów, ekonomistów i literatów, w III Rzeczypospolitej składał się głównie z osób niedołężnych (co i tak jest eufemizmem).

W swoich tekstach powołujesz się na dystrybucjonizm. Czym dla Ciebie jest ta idea i jak łączy się z nacjonalizmem?

Dystrybucjonizm jest dla mnie chyba przede wszystkim wizją świata wolnych ludzi, w którym wyzysk został zastąpiony przez solidaryzm, a niewola ekonomiczna – własnością prywatną. To dominacja godności człowieka nad wszelkimi czynnikami świata finansów i gospodarki, ponieważ w dystrybucjonizmie większość ludzi jest właścicielami, czy też współwłaścicielami. Celem przestaje być tylko zysk, staje nim się człowiek w myśl powiedzenia, że to nie ludzie powinni służyć pieniądzom lecz pieniądze ludziom. W tym wszystkim jest też duża doza smutku spowodowana tym, że dystrybucjonizm, by zaistnieć w początkowej formie, nie potrzebuje wcale jakiś ustawowych regulacji. Wystarczy kilka osób dobrej woli, które postanowią zainwestować swój kapitał, zgromadzony przez najczęściej niewolniczą pracę, w coś co niekoniecznie sprawi, że zostaną Kulczykami nowej generacji, lecz przy odrobienie wysiłku, może sprawić, że staną się po prostu ludźmi wolnymi. Każdy pracodawca może wcielać w życie tę ideę, chociażby sprawiedliwie płacąc pracownikom za wykonywaną przez nich pracę (a czym jest godna płaca zdefiniował już Akwinata). Jak dystrybucjonizm łączy się z nacjonalizmem? W sposób bardzo prosty – poprzez kult wolności. Polski nacjonalizm w swojej wiodącej formie zawsze odrzucał wszelkie formy totalizmu i ekonomicznego niewolnictwa, zawsze dążył do nieskrępowanej wolności jednostki pracującej dla dobra większej zbiorowości tj. Narodu. Dystrybucjonizm łączy się z nacjonalizmem w ten sam sposób, w który Doboszyński łączy się z Chestertonem. Uważam, że nie ma jednego bez drugiego, przy czym to Gilbert Keith odcisnął piętno na Doboszyńskim. Dystrybucjonizm przeżywa dziś swój renesans – musimy to wykorzystać by tchnąć ożywczego ducha w tę ideę, która moim zdaniem jest najbliższa nacjonalistom. Musimy sprawić by stała się realną i kompleksową alternatywą dla obecnego zniewolenia ekonomicznego Polaków.

Jedną z Waszych inicjatyw jest odbywająca się już cyklicznie Konferencja im. Adama Doboszyńskiego. Jaka idea stoi za tym wydarzeniem?

Organizując Konferencją Gospodarczą im. Adama Doboszyńskiego chcieliśmy przesłać do środowiska konkretny impuls, który zmusi nas do myślenia i działania. Sądziliśmy, że dzieła czy to Doboszyńskiego, czy też Chestertona i Belloca, są dla nas zbyt piękne i zbyt ważne, by pokrył je kurz. W samej „Gospodarce Narodowej” znajduje się tyle elementów, które dziś nazwalibyśmy anachronizmami, a które jednak mogą zostać uwspółcześnione, że spowodowało to naszą wielką chęć by idea Doboszyńskiego stała się znowu żywa. W latach II RP wielką siłą obozu narodowego było wyczuwanie nastrojów społecznych i tworzenie alternatyw dla obecnego stanu rzeczy. Prace Doboszyńskiego zyskały tak niesamowite zainteresowanie w latach trzydziestych, ponieważ nie tylko kontestował on zastaną rzeczywistość, ale również dawał konkretną alternatywę, która ideowo nie przystawała, ani do skompromitowanego kapitalizmu, ani tym bardziej do socjalizmu, kłócącego się z polskim umiłowaniem własności. Podstawową ideą, która przyświecała nam przy organizacji tej konferencji było przekonanie że jesteśmy w stanie odświeżyć idee Doboszyńskiego i Chesterbelloca, co więcej będziemy w stanie ją rozwinąć i przedstawić konkretne przykłady jej zastosowania, co przy niesłabnącym zaangażowaniu konferencją, mam nadzieję nastąpi.

A więc Doboszyński został wybrany na patrona nie tylko jako pewien symbol, ale realne źródło inspiracji. Czy jego myśl jest jednak aktualna wobec dzisiejszych realiów i wyzwań?

Doboszyński, choć swe prace pisał w ubiegłym stuleciu, stawał naprzeciwko zagadnień, które mają swój rdzeń bardzo zbieżny do tego z czym my próbujemy uporać się dzisiaj. Ani kapitalizm w swej odczłowieczonej formie, ani socjalizm, nie przestały istnieć, co więcej, cieszą się podobną popularnością co kiedyś. Doboszyńskiego nie czytamy dosłownie, raczej chcemy wychwycić idee, którymi się kierował, złapać analogię pomiędzy zasadami, o których pisał, a tym jak konkretne problemy moglibyśmy rozwiązać dzisiaj. Adam Doboszyński jest dla nas symbolem nawiązującej do Katolickiej Nauki Społecznej polskiej myśli nacjonalistycznej. Jest on naszym patronem, ponieważ tak jak on, chcemy wypełnić niszę, którą niegdyś wypełniła „Gospodarka Narodowa”, a która dziś znowu zdaje się zionąć pustką. Nie bez znaczenia jest także związek Doboszyńskiego z naszym miastem, Krakowem, czy też jego zwariowany postromantyzm, który sprawia, że tą odległą w czasie postać traktujemy niemalże jak starego przyjaciela.

Wobec współczesnego polskiego nacjonalizmu spotyka się jednak zarzut „antykwaryczności”. Znamy dobrze pisma Dmowskiego czy idee Mosdorfa i Doboszyńskiego. Tymczasem nowych, współczesnych Doboszyńskich brak, a my wciąż ogniskujemy uwagę wokół starych sporów i idei przebrzmiałych dla przeciętnego człowieka. Jak zasiewać intelektualny ferment, który pozwoli na rozwój myśli naszych poprzedników, a nie jedynie ich interpretacje? W którym kierunku powinniśmy rozwijać nasze idee, by lepiej odpowiadały na wyzwania współczesności?

Na naszym portalu pojawił się kiedyś tekst znakomitego publicysty, ukrywającego się pod pseudonimem Aguirre, w którym autor wzywa nacjonalistów do tego, by przestali łasić się do różnej maści profesorów, ekonomistów itd. lecz by sami się nimi stali.
Faktem jest, że z różnych przyczyn ruch narodowy w Polsce stracił swoją intelektualną ciągłość. Konspiracja w czasach PRL nie doprowadziła w żaden sposób do rozwoju myśli, wręcz przeciwnie. Czasy III Rzeczy to okres, w którym ktokolwiek miał nieco oleju w głowie, ten szybko łamał sobie kręgosłup i zaczynał płynąć ze sprzyjającym prądem wynosząc na piedestał ideę koniunkturalizmu. Te samotne wilki, intelektualiści, których rzeczywiście można by nazwać ideowcami, skończyli tak jak każdy samotny wilk intelektualista – przez zbyt długi czas walcząc samotnie ze wszystkimi i wszystkim, w końcu doprowadzili bądź to do pomieszania swoich zmysłów, bądź też do alienacji w ukryciu. Tak czy inaczej, nie było mowy o czymś, co można by nazwać intelektualnym wzrostem na miarę narodu z tak wielkimi tradycjami nacjonalistycznymi. Głęboko wierzę, że niebawem pojawią się kontynuatorzy myśli Mosdorfa czy też Doboszyńskiego, muszą oni tylko wzrosnąć, pokończyć studia i porobić doktoraty. Muszą też widzieć szansę rozwoju w środowisku, które nie może zostać przez nich postrzegane niby pasożyt chcący wyssać z nich witalne siły i chęci do życia. To wielka praca, która mam nadzieję zakończy się tym, że konstruując swoje CV nie będziemy musieli więcej kluczyć wśród eufemizmów, a nasza działalność stanie się tak samo doceniana, jak chociażby zaangażowanie w Klub Jagielloński. Środowisko nacjonalistyczne stanie się twórcze wtedy, kiedy tworzyć je będą w większej mierze Twórcy.

W swoich artykułach poruszasz m.in. tematykę, którą można by nazwać ze staropolska lajfstajlową. Piszesz o tym chociażby w tekście pt. „Dziesięć sposobów na to, by być lepszym narodowcem”. Często zastanawiamy się, jak dotrzeć do ludzi z naszymi ideami. Może właśnie zbyt mało (i bez dobrego pomysłu) angażujemy się w sprawy bardziej prozaiczne, bliższe zwykłemu człowiekowi, jak styl, spędzanie wolnego czasu etc. Jakie wartościowe i atrakcyjne wzorce moglibyśmy jako nacjonaliści proponować w tym względzie?

Tak, to prawda! Nacjonalizm za bardzo kojarzy się z negatywnym przekazem, ciągłym kontestowaniem czegoś, co choć owszem ważne, to nie powinno stanowić 90% przekazu. Chcąc tworzyć nowe media, kreować swój własny przekaz i promować bliskie nam wartości, nie możemy dopuścić do tego, by pokrzepiony ideowym artykułem Iksiński, spędzał wieczór popijając ziółka przy śmieciowym przekazie liberalnych mediów, literatury, kina… Trzeba tworzyć, tworzyć i jeszcze raz tworzyć, ponieważ nasza alternatywa musi być pełna. Mamy zalążek jako takich, mniej lub bardziej profesjonalnych mediów, ale gdzie znaleźć fajny tekst z przekazem na niedzielny wieczór? Dlatego właśnie organizujemy konkurs literacki Orle Pióro i mamy nadzieję, że przyniesie on rzeczywiste owoce. Pisząc tekst „Dziesięć sposobów na to, by stać się lepszym narodowcem” chciałem wejść właśnie w lżejszą formę, która nie będzie pretensjonalna. Mnie osobiście to męczy i czasami z tego względu unikam treści profilowanych stricte nacjonalistycznie. A przecież każdy z nas jest zwykłym człowiekiem, ma swoje pasje, zainteresowania, które są, że tak powiem, niezobowiązujące. Sądzę, że też właśnie o tym powinniśmy pisać, robić vlogi, spotkania. Właśnie, słyszałeś może o jakimś vlogu z nacjoprzekazem, który warto by obejrzeć przed snem dla relaksu i ukojenia nerwów? Jesteśmy chyba zbyt siermiężni, w przeciwieństwie do naszych liberalnych konkurentów. Krzysztof Gonciarz, znakomity montażysta, codziennie publikuje luźne materiały ze swojego dnia, których głównym zamierzeniem nie jest przekazanie swoich poglądów czy wartości, tylko dające się mile oglądać filmy. A jednak o jego poglądach się dowiadujemy. Bo niby skąd po obejrzeć kilku przyjemnych klipów z Japonii, wiedziałbym jaki mniej więcej światopogląd prezentuje ten twórca? I tu jest pułapka, bo takie niuanse mogą podświadomie kształtować odbiorcę. Masy uwielbiają właśnie takie lajfstajlowe tematy – ładne zdjęcia, klimacik, relaks i bąbelki. Wyobraźmy sobie teraz dwa zdjęcia promujące sport. Jedno będzie neutralne, z jakiegoś czasopisma, drugie zaś z naszego ruchu. Pierwsze zdjęcie będzie przedstawiać parę biegnącą gdzieś w parku, modnie ubraną w stroje z jaskrawymi wstawkami, oboje będą uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do życia. Dla nas może brzmi to sztucznie (i takie zapewne jest), ale odbiorca to kupuje. My jednak, promując sport, wstawimy wydziaranych koksów, którzy zachęcać będą do pokonywania własnych słabości. To ja wolę ten neutralny przekaz. Drugi przykład to aktywizacja wewnątrz środowiska – i tutaj, proszę, zrozumcie mnie dobrze, First To Fight, nacjonalistyczny turniej walk, traktuję jako super imprezę i uważam, że to bardzo dobrze, iż się odbywa. Z drugiej jednak strony to znów jest ciężki kaliber i targetowanie chyba nie do końca idzie w tym kierunku, w którym byśmy, jako środowisko, chcieli. Z drugiej strony, gdy chciałem zorganizować rowerowy Rajd Myślenicki, będący połączeniem przyjemnego z pożytecznym (uczczenie Marszu na Myślenice), to nie znalazłem zbyt wielu chętnych do takiej aktywności, może więc racji nie mam. Wszystko o czym tutaj piszemy ma znaczenie! Coś dla intelektu, coś dla uciechy. Żyjemy we współczesnym świecie i znamy jego realia, używamy tego wszystkiego w życiu prywatnym, ale już nacjonalistycznie to jesteśmy bardziej purystyczni. Jest masa rzeczy, które możemy z powodzeniem realizować: imprezy sportowe, promocja strzelectwa, utwory literackie, filmy i animacje krótkometrażowe, vlogi, blogi itd. Animacje! Świetna forma przekazu z powodzeniem wykorzystywana na zachodzie przez aktywistów wszelkiej maści. U nas to jest tak, że jak ktoś jeździ na motorze, to jest to jakby zupełnie poza tym, że jest nacjonalistą i nigdy by tych dwóch faktów nie połączył. Nigdy by nie pomyślał o tym, żeby zrobić vlog czy reportaż ze swojej wakacyjnej podróży na Bałkany, a przecież byłaby to świetna rzecz. Młoda, ambitna nacjonalistka zajmująca się modą, prywatnie pod pseudonimem, robiłaby jesienne lookbooki, deszczowe stylizacje itp., ale nie sądziłaby, że warto się tym chwalić przed koleżankami z organizacji. Co więcej, nie wpadłaby na to, że naszym patriotom w wielu przypadkach taki lookbook czy inny poradnik stylizacyjny by się zwyczajnie przydał! Nacjonalista, student historii sztuki, aktywnie udzielający się w kole naukowym oddziela te dwie sfery życia, nie sądząc nawet, że wśród nacjonalistów znalazłby osoby tym zainteresowane. A przecież mógłby napisać sarkastyczną recenzję nowej wystawy w Muzeum Sztuki Współczesnej. To by był strzał w dziesiątkę! Podzieliliśmy swoje życie na to, co nacjonalistyczne oraz wszystko inne, a przecież sobą jesteśmy tylko, gdy reprezentujemy oba te światy. Warto je scalić, wtedy nasza alternatywa będzie bardziej spójna.

Na koniec proszę o polecenie naszym czytelnikom trzech inspirujących książek z biblioteczki lidera Trzeciej Drogi (wraz z krótkim uzasadnieniem).

To chyba najtrudniejsze pytanie w całej rozmowie! W tym roku w moje ręce w końcu wpadła „Uległość” Houellebecq’a. Książkę pochłonąłem w jeden wieczór i była ona zupełnym przeciwieństwem tego czego się spodziewałem. Może w tym tkwi doskonałość autora, że nie rzuca on w nas obrazami francuskiego kalifatu jako abstrakcyjnej rzeczywistości, w której to flaga proroka powiewa na wieży Eiffla. To opowieść o tym, że we Francji nie mamy do czynienia ze starciem cywilizacji czy też religii, bowiem Islam nie ma tam z czym się ścierać. Powieść niesamowicie przenikliwa, której poszczególne sceny zostają z czytelnikiem na długo i pozwalają odkrywać swoje podwójne znaczenie. Polecam także „Cząstki elementarne”, które traktuję jako wprowadzenie do obrazu zniszczenia i do których czuję absolutny wstręt ze względu na ich prawdziwość. Kolejną pozycją, którą należy uznać jako książkę do poduszki, są „Żydzi. Opowieści niepoprawne politycznie” Piotra Zychowicza. Należy przy tym uważać, by zbyt nie zaufać autorowi i jego narracji tylko dlatego, że kilkukrotnie ośmielił się, bądź to przedstawić prawdę, bądź też kontrowersyjne, cieszące tezy. Niemniej jednak jest to warty uwagi zbiór artykułów, w którym przedstawione jest oblicze syjonizmu „dla laików”. Na koniec zaś polecę pozycję, którą uważam za cenną ze względu na to, że zmusiła mnie do kilku przemyśleń bardziej teoretycznych. „Testament pułkownika Jeana Bastien-Thiry” z doskonałym posłowiem prof. Jacka Bartyzela, który w sposób naukowy wyjaśnia jak to jest z tym mitycznym zgładzeniem tyrana, na które wiele osób ze środowiska nacjonalistycznego się powołuje. Mam nadzieję, że nie zostanę rozliczony zbyt surowo z tych propozycji inspirujących lektur.

Dziękuję za rozmowę.

 

Wywiad ukazał się w piśmie „Polityka Narodowa”, nr. 17, wiosna 2017 roku. Przedruk za zgodą redakcji. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.