Wywiady
4.5

„Naszym głównym założeniem było stworzenie swoistej kuźni tradycji – miejsca wypełnionego wartościami”- rozmowa z Dawidem Hallmannem z Królestwa Bez Kresu

Na Królestwo Bez Kresu natrafiłem przypadkiem przez portal społecznościowy. Od razu wydało mi się projektem nietuzinkowy, interesującym, a nawet więcej – inspirującym. Wiedziałem, że to coś więcej niż zwykłe miejsce jednak nie potrafiłem do końca zrozumieć czym jest KBK. Postanowiłem więc zasięgnąć informacji u źródła. Po rozmowie z Dawidem Hallmannem, przeglądnięciu zdjęć i krótkich nagrań wiem więcej jednak mój „głód” nie ustał. Chyba po prostu Królestwo Bez Kresu trzeba odwiedzić i poczuć panującą w nim atmosferę, co mam nadzieję uczynię. Zapraszam do przeczytania wywiadu!

Filip Paluch : Królestwo Bez Kresu – herbaciarnia czy może raczej herberciarnia, zdaje się być czymś więcej niż miejscem. Co Wami kierowało gdy zdecydowaliście się zaadaptować stare mury autro-węgierskich koszar?
Dawid Hallmann, Królestwo Bez Kresów: „Herberciarnia” to zdecydowanie lepsze określenie. Ten neologizm oddaje dobrze charakter lokalu. I herbata jest tu w zasadzie tylko dodatkiem. Naszym głównym założeniem było stworzenie swoistej kuźni tradycji – miejsca wypełnionego wartościami. Tymi samymi, które odnajdujemy w poezji Herberta. Ta myśl towarzyszyła nam – ludziom związanym z Towarzystwem Michała Archanioła – od dawna. Niemniej trochę czasu minęło, zanim poczuliśmy, że jesteśmy w stanie ją wprowadzić w życie.

F.P: Herberciarnia zatem skupia ludzi wokół idei poezji i tradycji choć chyba nie w tak standardowy sposób w jaki starają się robić to inne lokale np. w moim Krakowie. Przeglądając zdjęcia i relacje z różnych spotkań na Waszej stronie, czułem jakby atmosferę  całkowitej samoorganizacji, jakby wszystko było inicjatywą oddolną. Często przychodzą do Was ludzie i mówią o swoich pomysłach na wystawę czy spotkanie?
KBK: Od samego początku zakładaliśmy sporą otwartość na pomysły tych, którzy się u nas pojawią. Zorganizowaliśmy już dwie wystawy, kilka spotkań podróżniczych, różne prelekcje np. na temat przetrwania w lesie lub kucia japońskich mieczy. Był też wieczór ułański. To wszystko inicjatywa osób trzecich. W dodatku bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony instytucji państwowych. Staramy się to podkreślać, bo utrzymanie tego miejsca tylko z darowizn wcale łatwe nie jest. Czasem trzeba dopłacić z własnej kieszeni. Ale taka jest cena niezależności. Moglibyśmy starać się o lokal miejski „za grosze”, ale wtedy bylibyśmy w pewien sposób podatni na naciski.

F.P: To chyba też w KBK, patrząc z zewnątrz, urzekło mnie najbardziej. Jesteście niezależną fundacją, która tworzy tak samo niezależną kulturę. Dużo w KBK mówi się o Kresach w sposób całkowicie odmienny od narracji, którą słychać było do tej pory – dlaczego? Często przypominacie kulturę ziem polskich na wschodzie ale i na północy. Chcecie przywrócić Inflanty polskiej pamięci? 
KBK: Narracji na temat kresów jest wiele, więc powiem tylko za siebie. Jestem bardzo daleki od taniego rewizjonizmu. Denerwują mnie te wszelkie wydumane opinie na temat „odwieczności” takich czy innych „polskich ziem”. Te sentymenty są szkodliwe, bo mają w sobie jakieś błędne przekonanie, że tam zawsze będzie Polska. A to jest fantom. Polska tam będzie, jak będą tam Polacy wychowani w polskiej kulturze. A ich niestety jest coraz mniej. Trzeba brać pod uwagę fakty – „podobno tylko one cenione są na obcych rynkach”, a nie mity. Nawet historia wiele nam nie pomoże. Czy jeśli za 100 lat, we Francji muzułmanie staną się większością i zaczną narzucać swoje zasady ludowi, wychowanemu w kulturze francuskiej, to czy ktokolwiek będzie brał pod uwagę odwiecznie francuski charakter tych ziem? Nie sądzę. A zatem sentyment to wróg. Dziś jednak głównym problemem jest przede wszystkim grzech zaniechania. W interesie każdego państwa jest wspieranie mniejszości narodowych w innych krajach. Polska tego nie czyni. Traktuje ich jak problem. To jest nie tylko karygodne, to jest po prostu głupie. Oczywiście zakładając, że chce się realizować własny interes narodowy. Moim zdaniem Polacy zagranicą, nie tylko na Kresach, to jest potencjał. Nazwalibyśmy to dziś kapitałem ludzkim. Na wschodzie są to często ludzie, którzy władają kilkoma językami. Niestety Polska się nimi nie interesuje, wiec idą na obcą służbę. I powoli wymierają. Polskość staje się skansenem. Na Łotwie, gdzie spędziłem łącznie blisko 500 dni, mało kto mówi tak na co dzień po polsku. W Kościołach jeszcze gdzieniegdzie ostał się nasz język. Ale to jest dla tamtejszych Polaków jak łacina. Tylko modlitwy i okazjonalne sentencje. Nic więcej. Martwy język. Ten problem jest jak morze – szeroki i głęboki. Przechodząc zatem do konkluzji: w przypadku braku działania państwa, to sami Polacy muszą wziąć sprawy w swoje ręce. Jeździć tam, podtrzymywać kontakty, realizować jakieś wspólne projekty – najlepiej tam, z prostej przyczyny – wtedy więcej ludzi usłyszy polską mowę. By jednak Polacy znad Wisły tam wyjeżdżali, najpierw muszą być świadomi istnienia Kresów. Ot sens przywracania pamięci choćby o Inflantach.

F.P: Można by sparafrazować słynne powiedzenie i powiedzieć: Kultura, głupcze! Bo tam gdzie kultura będzie żywa, atrakcyjna dla osób postronnych, tam polskość rozkwitnie. Z drugiej strony „i jeśli Miasto padnie a ocaleje jeden on będzie niósł Miasto po drogach wygnania on będzie Miasto” wybacz jeśli poniosła mnie nieco interpretacja ale czy KBK jest tym, który niesie Miasto? Depozytem, który nie tylko ma nie pozwolić zapomnieć ale także nauczyć nas inaczej patrzeć, inaczej pamiętać choćby o tych dwóch słynnych Miastach – Lwowie i Wilnie?
KBK: W KBK jest sporo starych zdjęć. Także z Kresów. Są słomiane łapcie poleskie, które przechowała pewna przedwojenna nauczycielka. Jest sporo innych „artefaktów”. Polskich i nie tylko. Są wiekowe talerze z Francji, kufle z niemieckimi zamkami. Pamiątki po Europie, która zdaje się powoli umierać. Ale mimo iż zbieramy te starocie, to nie chcielibyśmy pełnić roli muzeum. Tradycja musi być żywa. Kresy muszą stać się aktualną opowieścią, a nie reliktem. Docelowo chcielibyśmy, aby KBK było swoistym centrum działań kresowych. Po pierwsze gromadziłoby ludzi zainteresowanych tym tematem, gotowych wyjechać na wolontariat. Po drugie organizowałoby takie wyjazdy. Po trzecie przywoziłoby z Kresów produkty, których u nas nie ma, a które sprzedane mogłyby przynajmniej częściowo finansować kolejne akcje. W tej chwili realizujemy to trochę od końca, bo przy okazji prywatnych wyjazdów zawsze przywozimy jakieś kresowe przysmaki. Kompleksowe rozwiązanie to jednak pieśń przyszłości. Obecnie wiele naszej energii pochłaniają sprawy dość prozaiczne – opał na zimę, różne naprawy, zakupy, porządki, chory kot… bo w lokalu mamy kota. A raczej kotkę – Bajkę. Klimat jest więc bardziej domowy, niż muzealny.

F.P: Patriotyzm, kultura, cywilizacja europejska – łacińska, polskie dziedzictwo, …nacjonalizm? Czy można użyć tego słowa jako jednego z tych, które charakteryzuje KBK?
KBK: Lepszym słowem jest „tożsamość”. Słowo nacjonalizm ma dziś zbyt wiele znaczeń. Ja jako młody chłopak definiowałem go właśnie tak jak Ty – walka kulturowa, patriotyzm, dziedzictwo. I dlatego słuchałem wielu wykonawców z Francji, Daniela Landę, Thompsona. W tej muzyce odnajdywałem wspólny mianownik, wspólne wartości. Dziś jestem starszy o 10 lat i sam już nie wiem czym nacjonalizm jest. Ponad miesiąc temu czytałem w Internecie ciekawą dyskusję. Pewien Wilniuk oburzał się na hasło „Polska dla Polaków” uważając je za szkodliwe dla sprawy Polaków na Litwie. Co roku bowiem Litwini maszerują pod hasłem „Litwa dla Litwinów”. Odpowiedź jaką otrzymał od „internetowych nacjonalistów” była (mocno upraszając) taka: my możemy bo jesteśmy Polakami, oni nie mogą bo są Litwinami. I taką postawę określili jako nacjonalistyczną. Stąd też wolę słowo „tożsamość”, które pozwala objąć wszystko. Dla mnie osobiście oznacza to dumę z bycia Ślązakiem, Polakiem i Europejczykiem. Jest to też zatem przywiązanie do „śląskiej godki”. Tego u nacjonalistów ze Śląska nie widzę. To błąd. Poważny, bo tym samym oddają pola autonomistom. Paradoks jest też taki, że ludowością, zwłaszcza w wymiarze muzyki, często w Polsce zajmują się ludzie, którzy w stosunku do nacjonalistów są na drugim biegunie.

F.P: To o czym mówisz to rzeczywiście sprawa skomplikowana, starczyłoby jej na co najmniej kilka wywiadów. Pokrótce tylko powiem, że nasz nacjonalizm – ten, który chcemy kreować choćby poprzez portal, to nacjonalizm tożsamościowy, kultywujący lokalne tradycje, pielęgnujący wspólnotę i jej kulturę, także regionalizmy. Jak najbardziej podpisuję się pod hasłem „Polska dla Polaków” tylko chyba inaczej je interpretuję. Dla mnie przede wszystkim odnosi się ono do zagrożeń spoza naszego kręgu najpierw cywilizacyjnego, a potem kulturowego. Narodów, które tworzyły dawną Rzeczpospolitą bym w to nie włączał, ludzie mają prawo żyć tam gdzie się urodzili, tam gdzie mieszkali ich ojcowie i dziadowie, i mają prawo także do wolności w tym zakresie, o ile nie podważa ona interesu i stabilności pastwa na terenie, którego żyją. Nie wiem czy się ze mną zgodzisz?
KBK: Dla mnie podstawową kwestią jest stosunek przybysza. Jeśli chce się polonizować, to dlaczego mu tego zabraniać? Choćby i był z daleka. I to jest właśnie problem haseł z wysokim poziomem generalizacji – różnie można je interpretować. To zaś prowadzi często do krzywdzących uproszczeń. Z drugiej strony postawić sobie trzeba pytanie o proporcje. Ile przybyszy faktycznie się polonizuje?
Oczywiście wobec tego obecnego szaleństwa imigracyjnego w UE jestem negatywnie nastawiony.

F.P: Dziękuje Ci za inspirującą rozmowę. Powiedz, jak można wesprzeć KBK i wasze działania? Ostatnie słowa należą do Ciebie.
KBK: Jak wesprzeć? Na wiele sposobów. Można przyjść lub przyjechać, napić się herbaty i wrzucić darowiznę do puszki. Można przysłać nam paczkę z książkami, drewnianymi ramkami na zdjęcia i słodyczami. Można przywieźć drewno na opał lub węgiel. Zasadniczo nie narzekamy na nadmiar czegokolwiek. Nawet naczynia są pożądane, bo choć mamy ich sporo, to czasem się tłuką. Można też wspierać przelewając dowolną kwotę na konto Fundacji Tradycji Miast i Wsi: 16 1090 1740 0000 0001 2088 2593 (tytułem: dar na cele statutowe herberciarnia). To dopiero początek, więc potrzeby są spore. Mamy jednak nadzieję, że z czasem zakres naszych możliwości będzie się stopniowo poszerzał.

Dzięki za rozmowę.
Ten wywiad jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go bez zgody Redakcji jest zabronione.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.