Trzecia Droga: Polityka Zagraniczna

Polityka zagraniczna w swojej najgłębszej istocie jest najcięższym i zarazem najbardziej bezwzględnym rodzajem prowadzonej przez człowieka polityki. Wiąże się to z tym, że w podstawowej wersji jest ona w dużej mierze wolna od ideologicznych wskazań i wartości etycznych, mając za zadanie dwa kluczowe dla siebie cele. To jest: reprezentowanie interesów Narodu poza granicami państwa, oraz zapewnienie mu bezpieczeństwa i niezależności od zewnętrznych czynników decyzyjnych. Z uwagi na to, że należą one także do tak zwanych celów egzystencjalnych (kluczowych, fundamentalnych) państwa- ich wypełnienie ma pierwszeństwo nie tylko przed innymi celami rządzących, lecz także stoi lub powinno stać ponad realizacją kwestii związanych z innymi rodzajami polityki, jeśli te stoją ze sobą w sprzeczności. Stwierdzenie to choć dla niektórych czytelników może wydać się w tym miejscu kontrowersyjne- nie jest niczym więcej jak tylko logicznym wnioskiem płynącym z tego co już na łamach tej pracy wspominano wielokrotnie. Naród dla nas jest najbardziej doskonałą zbiorowością ludzi na ziemi, ustrój narodowy jest po to by zapewnić jego udział w strukturze państwa, a państwo ma zagwarantować jego przetrwanie i niezależność wszelkimi możliwymi drogami. Do tych ostatnich jak nie trudno się domyślić: należy prowadzona w rzeczywisty i konsekwentny sposób polityka zagraniczna.

Smutny wniosek płynący z analizy faktów dostępnych nam z ostatnich 29 lat- wskazuje na to, że Polska jako państwo do tej pory, nie prowadziło na większą skalę niczego co by można było uznać za podmiotowo realizowaną politykę zagraniczną. Dlaczego? Wytłumaczeń może być w tym miejscu całkiem sporo. Być może w przeciągu prawie trzydziestu lat: nie posiadano wystarczających możliwości czy niezbędnych ku temu zasobów, równie prawdopodobny- i piszemy to w tym miejscu zupełnie bez ironicznie- może być brak sprzyjających okoliczności. Nie jest naszym celem tutaj, głównie z uwagi na rzeczywiste skomplikowanie powyższej materii, formułowanie jakichkolwiek kategorycznych stwierdzeń. Za to faktem jest np. to że III RP jak do tej pory nie wykorzystała w żaden sposób możliwości płynących z naszego zasiadania w gronie niestałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ. Poczyniono znaczne postępy na kierunku euroatlantyckim, zaniedbując przy tym inne- uzależniając nasze bezpieczeństwo od kaprysu waszyngtońskiej administracji, która po następnych wyborach może odwołać wszystkie wcześniejsze ustalenia jednym ruchem ręki- bo imperiom tak wolno, a w tym zestawieniu to my jesteśmy na znacząco słabszej pozycji. Zbierając wszystkie te powyższe kwestie razem: całkiem uprawiony wydaje się nam w tym temacie wniosek, że brak faktycznej polityki zagranicznej nie wiąże się z jakiegoś rodzaju tajnym spiskiem, lecz najzwyczajniej w świecie jest on wypadkową braku rzeczywistej elity politycznej w naszym kraju. Zamiast prawdziwych decydentów wysokiej jakości, mamy jedynie naprzemiennie zmieniających się klientów zagranicznych ośrodków. Zwyczajnych pożytecznych idiotów- tak bardzo zapatrzonych w inne, większe państwa, że aż nie nie tylko nie zdolnych do zadbania o polski interes, lecz nawet nie zdolni do jego właściwego wyznaczenia i zdefiniowania.

Podobnie jak w przypadku innych omawianych w tej pracy tematów- także w kwestii polityki zagranicznej środowisko polskich nacjonalistów nie było w stanie do tej pory wypracować razem jakiejś konkretnej wizji. O ile w tym przypadku można to jeszcze zrozumieć, wszak trudno w obecnej sytuacji merytorycznie dyskutować na tematy tak bardzo odległe od naszej codziennej rzeczywistości- to jednak należy przyznać, że zmiana dynamiki wydarzeń międzynarodowych- zmusza nas do podjęcia pracy także nad tą kwestią. Nie wystarczy już więcej wspomnieć o „Europie Wolnych Narodów”, która dziś może być co najwyżej pewnego rodzaju ideową ramą, czy o „Europie braterskich Białych Narodów”- mocno karykaturalnej wizji odbijającej naszą subkulturową naiwność i tak powszechne wśród nas myślenie życzeniowe. Zatem jedyną godną wspomnienia w tym miejscu zdaje się być koncepcja Międzymorza. Choć jej początki w naszym środowisku datuje się na czasy II Rzeczpospolitej gdzie wzięła się z refleksji nad sytuacją dziejową w jakiej znalazł się nasz kraj, dziś jest znana głównie w postaci promowanej przez ukraiński ruch Azow- jako blok państw rozciągający się od Morza Bałtyckiego, po morze Adriatyckie i Czarne. Pomysł ten choć może wydawać się nam pociągający- z uwagi na iluzoryczną możliwość stworzenia przeciwwagi dla wrogich nam ośrodków- jest według nas niemożliwy do zrealizowania. Ukraina jako de facto państwo upadłe- czy też niezdolne do niezależnej działalności na arenie międzynarodowej, nie tylko nie może być zwornikiem takiego bloku- lecz jej obecność w nim, wobec obecnego układu politycznego- oznaczałaby automatyczne związanie takiego Międzymorza ze Stanami Zjednoczonymi- czego w zasadzie nie kryją nawet sami pomysłodawcy. Nie trudno zauważyć jak sprzeczne byłoby tu z postulatami Trzeciej Pozycji. Nasze wątpliwości względem tej koncepcji tyczą się też państw bałtyckich- których położenie kładło by na nich główny ciężar utrzymania spoistości całego bloku, a które występując nawet w pewnego rodzaju sojuszu- nie są w stanie tego zrealizować. Na koniec- ostatecznym przykładem zdaję się być w tym miejscu analiza historyczna, która pokazuje, że państwa mające tworzyć Międzymorze- współpracowały ze sobą jedynie w czasach pokoju i prosperity- rozrywając łączące je więzi na rzecz silniejszych podmiotów w sytuacji zagrożenia.

Jak zatem powinniśmy podejść do tego tematu? Co oczywiste- zdajemy sobie sprawę w tym miejscu, że kwestia wyłożenia kompleksowego programu polityki zagranicznej- znacznie przekroczyłaby ramy tego opracowania. Z resztą nie jest to tutaj naszym celem: chcemy jedynie swoim wysiłkiem zdefiniować pewnego rodzaju nienaruszalne podstawy- punkty wyjścia do dalszej dyskusji na te tematy w naszym środowisku.

Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że kwestia całkowitego wyłożenia skutecznego programu polityki zagranicznej- stanowczo przekroczyłaby ramy tego opracowania. Z resztą nie jest to naszym celem- chcemy jedynie zdefiniować nienaruszalne podstawy do dalszej dyskusji w tym temacie.

Co jest w tym miejscu absolutnie fundamentalne? Zdajemy sobie z tego sprawę, że musi istnieć pewnego rodzaju mechanizm współpracy pomiędzy państwami na naszym kontynencie- jeśli Europa i nasze zasady mają przetrwać w coraz bardziej globalizującym się świecie. Oczywiście- roli tej nie jest w stanie spełnić Unia Europejska- z uwagi na jej strukturalną niewydolność i antynarodowe podstawy. Fakt uznania związku losu naszego państwa z losem kontynentu- nie oznacza jednak, że Polska nie może aktywnie działać na rzecz wzmocnienia swojej pozycji. Wręcz przeciwnie: wydaje się to dla nas oczywiste, zwłaszcza jeśli wrócimy do tego, że państwo ma obowiązek zapewnić ochronę dla interesów swojego Narodu za granicą. Podstawą do spełnienia takich okoliczności- musi być odbudowa polskiego potencjału poprzez powrót do prowadzenia polityki wielowektorowej. Obejmuje ona wzmocnienie relacji z grupą Wyszehradzką (ze względu na silne związki natury ekonomicznej i strategiczne położenie dla urzeczywistnienia koncepcji Nowego Jedwabnego Szlaku), zwrócenie się w kierunku Bałkanów (gdzie istnieje spora luka do wykorzystania przez Polskę), powrót na Bliski Wschód (który wciąż przez następne lata będzie kluczowym obszarem dla światowej polityki, a który ze względu na kontakty naszego kraju jeszcze z poprzedniej epoki- może zostać przez nas skutecznie wykorzystany).

Bez względu na nasze obecne położenie- nacjonalizm nie może kapitulować przed przyjęciem na siebie odpowiedzialności- bez względu na to czego ona tak naprawdę dotyczy. Polityka zagraniczna, choć zdaje się tak bardzo odległa od naszej rzeczywistości- jest jednym z kluczowych obszarów funkcjonowania państwa i właśnie dlatego musi się stać przedmiotem nie tylko naszego zainteresowania, lecz także wzmożonej pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.