3DROGA.PL

Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Igor Grzyb: Roman Dmowski – Nauczyciel i Wychowawca Narodu

Roman Dmowski, Dmowski

Chciałbym serdecznie podziękować Organizatorom X Konkursu Wiedzy Patriotycznej o Romanie Dmowskim na czele z Fundacją Obowiązek Polski za możliwość wzięcia udziału w konkursie oraz pozwolenie na publikację mojej pracy. Poniższy esej został nagrodzony ex aequo III miejscem w owym konkursie. Mam nadzieję, że publikacja mojego eseju przyczyni się do większego wypromowania tej zacnej inicjatywy wśród młodzieży i wychowawców.

~Autor

Poczucie swej godności, które zabrania człowiekowi kraść lub żebrać, nie pozwala mu również korzystać z dóbr Narodowych, nie dokładając nic do nich od siebie, nie pracując nad ich pomnożeniem i nie biorąc udziału w ich obronie. – Roman Dmowski

Pan Roman Dmowski może być (i powinien!) nazwany Nauczycielem i Wychowawcą Narodu – nauczycielem, którego lekcje są tak bardzo zapomnienie, niekiedy wręcz wzgardzone przez współczesnych Polaków. Jeżeli natomiast nie są nauki te wzgardzone, to przynajmniej przemilczane, a zainteresowanie nimi dotyczy jedynie wąskiego grona osób o poglądach konserwatywnych i nacjonalistycznych. Ostatnimi czasy widzimy jednak, że środowiska skrajnej lewicy postawiły sobie za cel zniszczyć resztki jakiekolwiek pamięci o Romanie Dmowskim, szczególnie poprzez denazyfikację miejsc poświęconych jego pamięci.

Słowa p. Dmowskiego zacytowane na początku tej pracy doskonale uzupełniają się z niniejszym cytatem pochodzącym z wielkiego dzieła Nauczyciela Narodu pt. „Kościół, naród i państwo”: […] obowiązki względem narodu są obowiązkami, z których nikomu z jego członków nie wolno się wyłamywać: wszyscy jego synowie winni dla niego pracować i o jego byt walczyć, czynić wysiłki, ażeby podnieść jego wartość jak najwyżej, wydobyć z niego jak największą energię w pracy twórczej i w obronie narodowego bytu. Cóż za radykalizm, w najlepszym tego słowa znaczeniu, można odnaleźć w tych dwóch cytatach. Ojciec nacjonalizmu polskiego kilkoma słowami zadaje kłam wszędobylskiej współcześnie lewackiej propagandzie, według której narodowcy to osoby ślepo wpatrzone w państwo i potrafiące co najwyżej wykrzykiwać wulgarne hasła. Być może, niestety, w niektórych przypadkach lewackie opinie nie odbiegają od prawdy, ale wynika to, według mnie, z tego właśnie, że Polacy, włączając w to nawet osoby, które nabyły w ciągu życia przekonań konserwatywnych i narodowych, zostali pozbawieni możliwości brania lekcji z mądrości Romana Dmowskiego. Musimy sobie bowiem za p. Dmowskim uświadomić, że nie jest dobrym synem Narodu ten, kto bierze udział w rozlicznych manifestacjach patriotycznych, prowadzi zażarte dyskusje na portalach społecznościowych, lecz ten, kto codziennie pracuje dla dobra narodowego. W gruncie rzeczy sprawa ta ma się dokładnie tak, jak relacja pomiędzy małżonkami: mogą sobie pięćdziesiąt razy na dzień mówić, że się kochają, a jednocześnie zdradzać siebie nawzajem. Bo w miłości nie chodzi o słodkie słówka, lecz o prawdziwe pragnienie dobra dla ukochanej osoby – zapewnienie „kocham cię” bez pokrycia w czynach staje się frazesem! Piękne hasła – np. „Polska dla Polaków”, „Wielka Polska Katolicka”, „Ave Christus Rex” – nie znaczą nic, jeżeli nie pracujemy nad tym, by Polska w rzeczywistości taką była; same, choćby najgłośniej wykrzyczane, hasła nic nie zmienią w Narodzie. Owa codzienna praca dla ukochanego naszego Narodu jest punktem, z którego powinniśmy często rachować swoje sumienia, aby nigdy nie stać się nacjonalistami/patriotami/konserwatystami niepraktykującymi swych zasad. Smuci doprawdy widok tak wielu szczekaczy internetowych – często nieudaczników, którzy nie potrafią dostrzec własnej winy, zmienić swojego postępowania, w zamian zrzucając wszystko na barki szatana, masonerii i żydostwa. Owszem, siły nieprzychylne Polsce, a przede wszystkim dawnemu porządkowi świata, działają prężnie, jednak nie są wszechmocne. Ks. Dawid Pagliarani, przełożony generalny Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, słusznie napisał w jednym ze swoich listów o zaangażowaniu, jakie winniśmy sprawom wagi najwyższej. Słowa te tyczą się Mszy Wszech czasów, jednakowoż z łatwością odnieść je możemy do sprawy Narodu naszego, wszak można by rzec, że kto nie jest gotów dla Narodu poświęcić wszystkiego (a szczególnie swej wolności osobistej i egoizmów stanowych) nie jest godzien być jego członkiem. Ks. Pagliarani ujmuje to w takich słowach: Kto nie jest gotów przelać swojej krwi za tę Mszę, ten nie jest godny jej odprawiać. Kto nie jest gotów oddać wszystkiego, aby ją chronić, ten nie jest wart, żeby w niej uczestniczyć.

[…] jeśli kto nie chce pracować, niech też i nie je. (2Tes 12, 10) Prawda, o której napisał św. Paweł odnosi się nie tylko do fizycznego utrzymania jednostki, lecz jest także pewnym drogowskazem pod względem metafizycznym. Narody wszakże należą do bytów metafizycznych, są nieposiadającymi granic esencjami swoich państw. Jak zauważa Roman Dmowski w „Myślach Nowoczesnego Polaka”: Naród jest niezbędną treścią moralną państwa, państwo zaś jest niezbędną formą polityczną narodu. Naród może utracić państwo i nie przestaje być narodem […]. Można więc rzec, że Naród jest duszą ciała-państwa. Ciało bez duszy w naturalny sposób umiera. Jednak do rozłączenia się duszy od ciała mogą dopomagać czynniki nienaturalne np. głód. Człowiek rozumny wie, że musi dostarczać ciału pokarm, aby mógł żyć. Wielką tragedią jest, gdy ludzie, mimo najszczerszych chęci, nie mogą znaleźć dla siebie pożywienia wskutek klęsk żywiołowych, prześladowań czy gospodarczego kryzysu. Naród musi więc dostarczać „pożywienie”, by państwo mogło funkcjonować. W tym przypadku widać nieumiejętność obywateli do przełożenia najnaturalniejszych praw fizycznych na metafizykę. „Pożywieniem” państwa jest przemysł, złoża naturalne, myśl techniczna. Roman Dmowski zauważa to antypatriotyczne „głodzenie” państwa: Po dziś dzień sfera wielkiego przemysłu i handlu, która zresztą nigdzie nie odznacza się cnotami obywatelskimi, w Polsce jest wyjątkowo nieobywatelską. Jasnym jest więc, że egoistyczny liberalizm godny jest potępienia, ponieważ stawia on na wyłączne dobro jednostki, nie zważając wcale lub prawie wcale na dobro komunalne wspólnoty narodowej. Istnieje ponadto wiele przykładów historycznych, kiedy to klasa najbogatszych potrafiła wycierać sobie usta szczytnymi, narodowymi czy solidarystycznymi hasłami, by tylko zyskać poparcie klas niższych, wzniecić rewolucję, osiągnąć swoje cele i jeszcze bardziej uciskać klasę średnią i niższą – dobrze obrazuje to zjawisko Rewolucja Lutowa z 1848 r.

Tak więc prawdziwy patriota musi być osobą dziarską, rzutką i przedsiębiorczą. Musi on mieć przynajmniej habitualną intencję ciągłej pracy dla dobra Narodu bez względu na to, jaką pracę wykonuje czy nawet odpoczywa. Stąd też wynika, chociażby patriotyzm konsumencki – „swój do swego po swoje”. Niszczenie naszego narodowego potencjału gospodarczego jest „grzechem ciężkim” dla prawdziwego patrioty. Ten „grzech” jest chyba najpowszechniejszy w dobie dzisiejszej, gdy globalizacja postąpiła w tak znaczny sposób. Sprawiedliwą karę powinni ponieść ci, którzy robili w przeszłości lub robią teraz wielkie krzywdy naszemu Narodowi poprzez sprzedaż złóż czy rodzimych przedsiębiorstw – ci ludzie w rzeczywistości zmuszają nas abyśmy w przyszłości musieli żebrać o pieniądze, energię czy wysoką technologię od państw bardziej rozwiniętych. Na niższym, codziennym szczeblu patriota nie może pozwolić sobie na bezproduktywne życie. Naturalnie, może znaleźć się w sytuacji, w której będzie zmuszony do żebractwa lub życia z zapomóg socjalnych, jednakowoż nie może na tym poprzestać – musi robić wszystko, aby być nieproduktywnym przez jak najkrótszy czas. Bez krzewienia tej świadomości, szczytne i potrzebne programy narodowo-solidarystyczne staną się karykaturą – nędzną odmianą socjalizmu i to taką, dla której celem jest utrzymywanie najniższych klas dla samego faktu ich utrzymywania. Państwo powinno działać więcej na rzecz propagowania prac społecznych, które, niestety, kojarzą się najczęściej z wyrokami sądowymi za drobne przestępstwa. Szczególnie młodzież powinna być, moim zdaniem, aktywizowana do tego rodzaju służby dla Narodu, szczególnie że przez wychowanie w najczęściej stabilnych bądź nawet ponadprzeciętnych warunkach finansowych ma ona dużą tendencję do niszczenia dobra wspólnego – znaków drogowych, przystanków, parków itd. Praca dla dobra państwa i Narodu powinna wynikać z głębokiej potrzeby odwdzięczenia się za tak liczne dobra, które otrzymujemy. Nie wystarczy tutaj tylko płacenie podatków, lecz trzeba dać z siebie coś więcej. W przypadku dzieci i młodzieży największym skarbem, który otrzymują od państwa, jest darmowa i powszechna edukacja. Gdyby nie ona, nie powstałaby nigdy najprawdopodobniej ta praca, a większość z Czytelników nie byłaby w stanie rozszyfrować znaków, w których ukryta jest moja myśl. Uśmiech na mojej twarzy wywołują hasła liberałów o całkowitej prywatyzacji szkolnictwa i zniesieniu obowiązku szkolnego – paradoksalnie dzięki temu obowiązkowi i państwowym szkołom mogą oni takie tezy wygłaszać i wypisywać. Uczenie więc obywateli od najmłodszych lat postaw solidarystycznych i prospołecznych będzie z pewnością pozytywną formą obrony narodowego dobra. Tym bardziej, gdy w czasach dobrobytu rozpanoszył się styl bycia i myślenia „bananowego”, a więc pogardy do ciężkiej, fizycznej pracy, nie wspominając już o pracy w czynie społecznym, a więc bez wynagrodzenia, warto mieć na uwadze słowa o. Jacka Woronieckiego: Największą może zasługą chrześcijaństwa w dziedzinie rozwoju kultury jest zrehabilitowanie pracy, którą świat pogański miał zawsze w pogardzie i zwalał na barki słabych i upośledzonych. Neopogański świat pogardza pracą, czego przykładem są tabuny młodocianych „socjalistów” utrzymywanych na wysokim poziomie przez swoich rodziców i piszących lewicowe bzdury na Tweeterze przy pomocy swoich nowych iPhone’ów.

Skarb Narodu nie ogranicza się do rzeczy stricte fizycznych. Są nim też własność intelektualna i duchowna. O. Jacek Woroniecki w swojej „Katolickiej etyce wychowawczej” przytacza słowa Henryka Sienkiewicza na temat licznych zalet, ale i wad Polaków: Nie znam drugiego zakątka ziemi, w którym by tylu ludzi marnowało tak świetne zdolności, w którym by ci nawet, którzy coś dają, dawali tak mało, tak niesłychanie mało w stosunku do tego, co im Bóg dał. W rzeczy samej – mamy obowiązek korzystać ze swych talentów. Smutne są statystyki obrazujące jak wielu Polaków-intelektualistów wyjeżdża z naszego kraju. Nie tylko rodzimi intelektualiści nas opuszczają, lecz także studia wyższe są ostatnimi czasy szturmowane przez imigrantów ze Wschodu przez co, coraz częściej zaczyna brakować tam miejsc dla Polaków. Mam nadzieję, że nie obudzę się kiedyś w Polsce, w której większość sklepów, aptek, przychodni, kancelarii adwokackich będzie należeć do obcokrajowca. Wydawałoby się, że etap ten mamy już za sobą, ale niestety wiele wskazuje na to, że jak niegdyś Żydzi, tak współcześnie wschodni Słowianie będą stanowili warstwę posiadaczy w naszym kraju. Za przykład dla polskiej inteligencji powinien służyć prof. Rudolf Weigl, który w trakcie II wojny światowej nie wyprał się narodowości polskiej i w swoim instytucie pracował ciągle na rzecz polepszenia warunków życia polskich obywateli; ocalał bezpośrednio tysiące ludzkich istnień. Należy również dbać o właściwe ukształtowanie ludzi, którzy nie posiadają wykształcenia wyższego. Rzecz tę można osiągnąć poprzez propagowanie dobrych lektur, stron internetowych, filmów i podcastów, szczególnie wśród młodzieży szkolnej. Moim zdaniem, większość lektur obowiązujących w szkole średniej nic nie wnosi do życia i ich czytanie jest jedynie stratą czasu – powinny być one zastąpione przez wartościowsze lektury np. „Myśli Nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego czy też dzieła Feliksa Konecznego lub o. Jacka Woronieckiego. Naturalnie, niektóre książki i strony internetowe należy poddać cenzurze, tak jak to robił św. Jan Bosko – udostępniał on wychowankom swoich Oratoriów klasyki literatury dawnej i nowożytnej, ale pozbawione treści „niewychowawczych”, np. opisów scen erotycznych; szczególną wagę państwo narodowe powinno przyłożyć do całkowitej cenzury pornografii oraz penalizacji jej rozpowszechniania.

A czym jest wartość duchowna Narodu? Część z duchownego skarbu łączy się ze skarbem intelektualnym, wszakże duchowość (przynajmniej katolicka) opiera się na rozumie – jak mówi maksyma: „fides et ratio”. Tak na przykład, św. Tomasz z Akwinu dał cywilizacji łacińskiej tzw. porządek miłości, który ustala właściwą hierarchię miłowania i czynienia dobrze poszczególnym osobom. Wg tej zasady, mąż powinien okazywać szczególniejszą miłość i dobrze czynić w pierwszym rzędzie swej żonie, nie zaś sąsiadce, czy którejkolwiek z pozostałych niewiast żyjących na świecie. Toteż śmiało możemy wysnuć wniosek, iż powinniśmy bardziej miłować przedstawicieli naszego Narodu, niźli narodów obcych – oczywiście w zdrowych granicach; trzeba ponadto pamiętać, że wspólnota katolickiej wiary powinna być wyżej ceniona niż narodowe więzi z osobami innego wyznania. Być może właśnie zapomnienie o porządku miłości jest przyczyną wielu problemów współczesnych ludzi – chociażby nielogicznego uczłowieczenia zwierząt z jednoczesnym nazywaniem dziecka w łonie matki „zlepkiem komórek”. Wydaje mi się, że w rzeczywistości problemy współczesności można streścić w zdaniu: „ludzie zapomnieli jak kochać”. Brak kształtowania charakteru, wszelkie dobra dostępne na wyciągnięcie ręki i ogólna atmosfera hedonizmu zabiły w większości ludzi cnotę. Człowiek bez charakteru, zmieniający poglądy, byleby tylko przypodobać się ludziom, skazany jest na popadanie z namiętności w namiętność, krzywdząc tym siebie, a często co gorsza innych. W jednej z licealnych lektur – „Granicy” Zofii Nałkowskiej – autorka przedstawia w postaci Zenona Ziembiewicza mizerny i godny pogardy obraz takiego człowieka; osoby, która dla dobrze płatnej posady i zaspokojenia chuci staje się marionetką swoich złych nawyków, nie może się już od nich oderwać, a w końcu, okaleczony przez swą kochankę, odbiera sobie życie. Cóż więc buduje niezłomny, katolicki charakter? Odpowiedź jest prosta: cała cywilizacja łacińska kręciła się zawsze wokół Mszy świętej – Mszy świętej w rycie rzymskim, zwanej potocznie trydencką. Przełożony Dystryktu Europy Środkowo-Wschodniej Bractwa św. Piusa X, ks. Karol Stehlin, opowiedział w jednym ze swoich wykładów anegdotkę z czasów swojej misjonarskiej posługi w Afryce: otóż, mówił, że gdy założyli misję i zaczęły na Mszę przychodzić pierwsze rodziny z dziećmi, już po kilku miesiącach owe dzieci stały się spokojniejsze, bardziej zrównoważone, słowem: poskromiły swe dzikie, pierwotne zachowania. Z czasem wieść o wspaniałym działaniu Mszy w rycie rzymskim na ludzi jej słuchających rozeszła się po kolejnych wioskach i wiele nowych osób zaczęło korzystać z posługi misjonarzy. Jedna z mam, niedowierzając, zapytała, jak to możliwe, że jej syn – do niedawna urwis – tak bardzo się zmienił. Odpowiedź była jasna: Na tej Mszy są zasady! Tu jest chorał, tu trzeba klęczeć… Tu nie ma bębenków i dzikich tańców – tak owa Boska Liturgia kształtuje charakter! Osobiście jestem w stanie zaręczyć o prawdziwości i powszechności występowania owego dobrego wpływu na dzieci, ale i na wszystkich ludzi, wszakże tak wiele już rodzin poznałem i tak wiele przemian w zachowaniu i życiu dzieci, nastolatków, dorosłych i starców widziałem… Niech przykładem będzie tutaj pewna „młoda misjonarka”, 7-letnia dziewczynka, która tak mocno pokochała Najświętszą Ofiarę Mszy, Pana Jezusa i Niepokalaną, że nie ma dnia, aby nie podarowała komuś Cudownego Medalika. To jest charakter! Sprzeciwić się światu, w którym dzieci uczą się nawzajem przekleństw, dzielą się niekiedy treściami pornograficznymi, sięgają po używki i zdobyć tenże świat dla Chrystusa. Nawet gdybyśmy się mylili, a nasza religia nie byłaby prawdziwa, uważam życie dla tego buntu przeciw światu za godne życia, bo „z prądem płyną tylko śmieci”. Charakter nie wykształca się w strefie komfortu – aby być naprawdę silnym człowiekiem trzeba z niej wyjść, trzeba poddać się tarciom. Praktyka najlepiej sprawdza prawdziwość naszych przekonań. Tutaj znów warto wrócić do cytatu p. Dmowskiego: Poczucie swej godności, które zabrania człowiekowi […] żebrać… Owszem, gdy sami nie nabywamy własnych przekonań, nie próbujemy tych już nabytych, stajemy się „żebrakami” – „żebrzemy” o to, by ktoś wlał w nas swoje przekonania, by jakiś „autorytet” z zagranicznej telewizji, Tiktoka czy Instagrama objawił nam, jak mamy myśleć i w co wierzyć tylko po to, by po jakimś czasie zmienić te „nasze” przekonania na przekonania nowszego, bardziej modnego celebryty. Człowiek bez charakteru robi to, co większość dla samego faktu, że robi tak większość. Nie potrzebujemy zachodnich, mainstreamowych poglądów – mamy przecież własne umysły!

Muszę w końcu zauważyć słowa, od których zaczyna p. Dmowski tj. Poczucie swej godności… Jak podaje p. prof. Grzegorz Grzybek, człowiek posiada dwa rodzaje godności – godność osobową, czyli taką, którą należy mu się z samego faktu bycia człowiekiem oraz godność osobowościową, która z kolei jest wynikiem dokonań danej istoty ludzkiej. Właśnie nad tym drugim typem godności warto pokrótce się zastanowić. Zdaje się, że Roman Dmowski właśnie ten rodzaj godności miał na myśli, bowiem wymaga ona od jej posiadacza pewnych cech, pewnych cnót, a więc dobrych nawyków (chociażby pracowania na swoje utrzymanie, aby nie musieć żebrać). Nie przysługuje ona nikomu automatycznie, to sam człowiek kształtuje w sobie stopień jej posiadania. Podobnie jest, wydaje mi się, z narodami. Napisał Dmowski w swoich „Myślach”: Naród nasz korzystał ciągle z doświadczenia, zasobów duchowych, z pracy wiekowej innych ludów, które go wyprzedziły w cywilizacji. W stosunku do tego, co wziął, dał dotychczas ludzkości, bardzo mało czyż szlachetna duma narodowa nie nakazuje nam dążyć do wyniesienia swego narodu na tak wysoki szczebel cywilizacji i twórczości wszechstronnej, ażeby od nas brano w przyszłości tak, jak myśmy brali od innych i jak dziś bierzemy. I czyż to nie jest najlepiej pojęty obowiązek Względem ludzkości? […] Naród wart jest tyle, ile dał światu. Skoro nie chcemy żebrać i kraść, musimy kultywować w sobie tę godność, wysoką godność, która nam tego zabrania. Lecz jeszcze większe musi być to poczucie, skoro pragniemy nie tylko być samowystarczalni, ale także mnożyć dobra narodowe, by dać coś z naszej kultury światu – by poszedł on w ślady naszych cnót. Jak już napisałem, charakter, a więc i cnoty, nie kształtuje się bez wyjścia ze strefy komfortu. Do tego wszystko, co do tej pory napisałem zmierza – krzewienie solidaryzmu i przedsiębiorczości, obrona i rozwój narodowego intelektu i duchownej siły, słowem: całe życie poświęcone budowaniu Narodu silnego – to krótkie rady, których wprowadzenie w życie będzie z pewnością skutkowało wzrostem naszej osobowościowej godności, bowiem im więcej się od siebie dało, tym bardziej ten rodzaj godności się rozwija. Bez niej nie jesteśmy w stanie przetrwać – zaczniemy wstydzić się własnej historii i języka oraz dokonań, tak jak współcześni Holendrzy. Godności trzeba się uczyć od kołyski aż po grób. Nie łudźmy się, efekty pracy nad sobą nie będą od razu widoczne, ale staną się takimi za kilka-kilkanaście lat, w trakcie których pojawi się nowe pokolenie, mające przykład cnót w swoich ogniskach domowych – ono przewyższy pokolenia obecne i będzie wielkim krokiem na drodze do wielkiej Polski.

Podsumowując, Naród to nie tylko zbieranina jednostek o poczuciu przywiązania do wspólnej historii, symbolów i języka. Naród to byt również metafizyczny, esencja państwa. Dobra narodowe, a więc to wszystko, co nasi przodkowie i my wypracowaliśmy, zasługują na szczególną ochronę; każdy prawdziwy patriota musi wykonywać takie zabiegi, na jakie jego stan mu pozwala, które przyczynią się do rozwoju Narodu – zarówno ekonomicznego, intelektualnego i duchownego. Z owych zabiegów powstanie coraz mocniej odczuwana godność-duma narodowa, która będzie motywowała następne pokolenia do osiągania celów coraz wznioślejszych. W ten sposób zbudujemy wielką i potężną Polskę, rządzoną przez ludzi mądrych i cnotliwych – Polskę marzeń Romana Dmowskiego.

Wykaz źródeł:

-Roman Dmowski, Myśli Nowoczesnego Polaka

-R. Dmowski, Kościół, naród i państwo

-ks. Dawid Pagliarani, List przełożonego generalnego Bractwa św. Piusa X po opublikowaniu motu proprio Traditionis custodes

-o. Jacek Woroniecki, Katolicka etyka wychowawcza

-przekład Nowego Testamentu autorstwa ks. Eugeniusza Dąbrowskiego

-Jan Mosdorf, Wczoraj i jutro

-Zofia Nałkowska, Granica

-ks. prof. dr hab. Janusz Mariański, Godność ludzka – wartość ocalona? Studium socjopedagogiczne

św. Jan Bosko, Wspomnienia Oratorium

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.