Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jerzy Szczęśniak: Problem z nowoczesnym nacjonalizmem

nowoczesny nacjonalizm

Jak doskonale przypomina nam historia, polski nacjonalizm z dekady na dekadę przyjmował coraz to inne formy oraz zmieniały się jego cele i ideologiczne ugruntowania. O początkach polskiego nacjonalizmu można mówić tak naprawdę od epoki romantyzmu. Cały XIX wiek obfitował przecież w rozwój wszelakich ruchów narodowowyzwoleńczych oraz przeróżnych, europejskich nacjonalizmów. Polska, choć w okresie zaborów działalność polityczno-społeczna była tu mocno utrudniona, to mimo wszystko takie wydarzenia jak powstanie listopadowe czy styczniowe (nie rozmawiamy tu w ogóle o ich słuszności czy pożytku dla Polski i Polaków) rozbudzały w mieszkańcach dawnej Rzeczypospolitej poczucie polskości, odrębności od sąsiednich państw, oraz świadomość swojej kultury, historii i tożsamości. Duże znaczenie odegrały tu również wszelakiej maści działania konspiracyjne odnoszące się do ratowania i propagowania polskiej sztuki, kultury oraz literatury. Powtarzając za Henrykiem Sienkiewiczem, pisanie “ku pokrzepieniu serc” nie było bez znaczenia dla narodu. Bardzo istotnym spoiwem polskości w XIX wieku był również rzymski katolicyzm. Choć ówczesne polskie elity i kadry w znacznej części należały, bądź zadawały się z wolnomularstwem, to polski lud czy prowincjonalna szlachta, zdecydowanie akcentowali związek polskości z katolicyzmem.

Pierwsze poważne organizacje narodowe, stanowiące zalążki polskich środowisk nacjonalistycznych, to już epoka pozytywizmu oraz działania Romana Dmowskiego wraz z Janem Ludwikiem Popławskim. Od drugiej połowy XIX wieku coraz prężniej koordynowali oni funkcjonowanie różnych ugrupowań o charakterze ówczesnego, dość liberalnego nacjonalizmu, które w późniejszych latach przerodziły się w struktury endeckie. Tak naprawdę niemalże cały nacjonalizm XIX wieku, miał raczej charakter narodowowyzwoleńczy, dość liberalny i wolnomularski, nie miał zaś zbyt wiele wspólnego z ówczesnymi formami nacjonalizmów obecnych w Polsce.

Jak z pewnością pamiętamy, XX wiek przynosi duży rozwój nacjonalizmu na ziemiach polskich. Odzyskana po ponad 100 latach niepodległość, liczne i nieprzychylne Polsce mniejszości narodowe, komunistyczne agitacje, to wszystko stawiało dość dobry grunt pod wzrost popularności organizacji narodowych. Sam polski nacjonalizm, a Dmowski wraz z nim przeszedł pewną przemianę ideologiczną. Mianowicie XX wiek przynosi zerwanie z tendencjami liberalnymi czy wolnomularskimi, a zdecydowany akcent stawia się na nierozłączność polskości z katolicyzmem. Organizacje takie jak Młodzież Wszechpolska, Obóz Wielkiej Polski czy Obóz Narodowo Radykalny, są organizacjami masowymi, zaś polski nacjonalizm w dwudziestoleciu międzywojennym przeżywa, jak by nie patrzeć, złoty okres. Czasy komunizmu i spartańskich warunków dla funkcjonowania tego co, zostało z obozu narodowego, pozostawmy sobie na inny artykuł. Wymagałoby to osobnej rozprawy z tematem.

Po roku 1989 organizacje narodowe w Polsce stopniowo wracały do aktywności, powstawały czy to nowe struktury, czy to reaktywowane były dawne organizacje. Zupełnie nie, jest moim celem poruszać tu kto, zrobił to słusznie, kto miał prawo do tego czy tamtego, a kto nie miał. Nie jest to treścią artykułu. XXI wiek od początku wymagał od polskich nacjonalistów przystosowania się do wszechobecnego demoliberalizmu. Od początków III RP, bez znaczenia kto był u władzy, na mniejszy bądź większy, na taki bądź inny sposób, polskie organizacje narodowe były i są zwalczane. Zarówno przez władzę, jak i przez cały mainstream. Przechodząc wreszcie do sedna, możemy zaobserwować dość istotne zmiany w polskich ruchach nacjonalistycznych na przestrzeni ostatnich kilku lat. Skupimy się na zagrożeniach płynących z obecnych tendencji.

Wśród wielu grup, zwłaszcza tych nowo powstających, możemy się spotkać z pojęciem utożsamiania się z nowoczesnym nacjonalizmem. Samo określenie nie jest oczywiście niczym złym. Co więcej, sugeruje ono, iż dostosowujemy nacjonalizm do współczesnych nam czasów i panujących warunków. Skupiamy swoją działalność w odpowiadaniu na obecnie panujące wokół nas problemy. Wreszcie używamy takich środków i metod, by nasz przekaz był jak najbardziej nośny oraz przynosił możliwie jak najlepsze efekty. Staramy się więc stawiać na rozwój środowiska na portalach społecznościowych, przeróżnych aplikacjach czy komunikatorach. Dbamy o atrakcyjną szatę graficzną oraz o przekaz, mający dotrzeć do ludzi nam współczesnych. Nierzadko rezygnujemy ze środków czy metod, których używali nasi poprzednicy z międzywojnia, gdyż nie miałyby one już dziś takiej skuteczności. Jednak przy tworzeniu rzeczy nowych, w niektórych przypadkach wręcz przy budowaniu czegoś od zera, pojawia się pewne niebezpieczeństwo. Jest to zagrożenie zerwania z pewną ciągłością i tradycją polskiego nacjonalizmu.

Coraz częściej odnoszę wrażenie, iż przeróżne środowiska starają się za wszelką cenę pokazać, jacy to oni nie są „edgy” i radykalni. Mam tu na myśli, chociażby symbolikę. Zjawiskiem dość popularnym na naszej scenie staje się przejmowanie symboliki, chociażby odnoszącej się w stopniu mniejszym czy większym do III Rzeszy. Młodość, jej bunt i gorąca głowa często pchają nas w przyjmowanie postaw możliwie najbardziej radykalnych, czasem wręcz rewizjonistycznych względem zastanego świata. Uważam za zjawisko bardzo negatywne, gdy w przestrzeni publicznej nasze środowisko w miejsce szczerbca, falangi, krzyża, zaczyna używać wilczych haków, totenkopfów, czy symboliki ezoterycznej. Istotą sprawy nie, jest jakby to, powiedziały niektóre osoby, bycie „narodowczykiem”. Moją intencją jest zaapelowanie by w imię prześcigania się w kontrowersyjności i radykalizmie, nie zgubić tego, co jest istotą polskiego nacjonalizmu. Bez względu na osobistą wiarę bądź jej brak kogokolwiek z nas, polski nacjonalizm bazuje na wartościach katolickich. Bez tego bardzo łatwo o postawy szowinistyczne czy zabawę w nacjonalizm dla nacjonalistów. Nie bawmy się w rekonstrukcje historyczne, tu kompletnie nie o to chodzi. Pamiętajmy jednak z jakiego pnia wyrastamy. Nie wstydźmy się specyfiki i charakterystyki naszego rodzimego nacjonalizmu. Nie zastępujmy jego retoryki i symboliki za wszelką cenę wszystkim, co zachodnie, co obce i inne. Naprawdę nie mamy się czego wstydzić. Mój artykuł nie jest zachętą do betonowania się i zamykania na pożyteczne i dobre wpływy czy przykłady nacjonalizmu z innych krajów. Jest zachętą do pracy na rzecz Polski i jej wielkości, przede wszystkim w oparciu na tym, co dobre w polskim nacjonalizmie. Bo Polska nie będzie wielka od kontrowersyjnej symboliki, ale od prostej, żmudnej i codziennej pracy na rzecz rodziny, narodu i państwa. Pamiętajmy byśmy w śmianiu się z bananowych „rewolucjonistów” przyjmujących wszystko, co obce, sami nie stali się bezmyślnymi i bezrefleksyjnymi powielaczami obcych wzorców.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.