Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jerzy Zieliński: Kultura niezbyt wysoka

Idąc organicystycznym tokiem rozumowania, wedle którego społeczeństwo jest odbiciem żyjącego organizmu, którego każda część umożliwia prawidłowe funkcjonowanie, możemy pójść nieco dalej i zastosować dualizm duszy i ciała. Do prawidłowego funkcjonowania człowieka potrzebne jest zarówno zdrowie fizyczne, jak i duchowe, tak samo elementy społeczeństwa, które tworzą organizm narodu, muszą mieć zdrowe ciało i duszę. Zdrowe ciało to oczywiście majętność społeczeństwa, jego rozwój naukowy, niski współczynnik elementów patologicznych (alkoholizm, narkomania itd.) oraz solidaryzm, dzięki któremu naród ze sobą współpracuje tak jak poszczególne części ciała. Zdrowa dusza to przede wszystkim rozwój intelektualny i kulturalny naszego społeczeństwa. Najważniejszy jest wysoki poziom kultury i wysoki odsetek osób, które z kulturą obcują. Tak jak ciało z chorym duchem nie będzie funkcjonować prawidłowo, tak i społeczeństwo, którego „dusza” (kultura) jest mało rozwinięta, lub wypaczona będzie działać źle, w dłuższej perspektywie czasowej wpłynie to również na kwestie społeczne, a społeczeństwo czeka zupełny upadek.

W obecnym czasie trudno wyobrazić sobie dzieło kultury, które nie zostało poddane na siłę upolitycznieniu. Związki homoseksualne i międzyrasowe, promowanie określonych ideologii i manipulowanie faktami, żeby wypaczyć inne, promowanie zdegenerowanych postaw. Smutnym faktem jest, że ideologia SJW stała się nieodłącznym elementem kultury popularnej. Co więcej ,wytworzyła się specjalna korelacja na linii producent – odbiorca. Twórca wydaje produkt, który oswaja konsumenta z danymi zjawiskami, stwarza wrażenie, jakoby były one naturalne, a w końcu pokazuje je jako słuszne. Konsument, który przeszedł przez ten proces, w efekcie skłania się ku danemu podejściu i nie tylko akceptuje upolitycznione treści, co wręcz uważa je za niezbędne i zaczyna się ich domagać w jeszcze większej ilości i w innych dziełach kultury, w wyniku czego ilość treści politpoprawnych jest coraz większa, a proporcjonalnie do niej rośnie ogłupienie konsumenta (społeczeństwa).

Jeżeli chodzi o sposoby propagowania ideologii SJW w kulturze, to rozróżnić możemy dwa podejścia, które przybliżę na podstawie dwóch filmów, które miałem wątpliwą przyjemność obejrzeć. Podejście subtelne, które omówimy na podstawie „Labiryntu Fauna”, polega głównie na delikatnym przekazie podprogowym. Film autorstwa Guillermo del Toro przedstawia prostą historię młodej dziewczynki, która przed okrutną codziennością ucieka do świata fantazji. Psychopatyczny ojczym, wojna, rządy „strasznych” frankistów (pierwszy punkt), chorowita matka, która w końcu umiera. Świat fantazji okazuje się jednak nie mniej brutalny i jest niczym innym jak karykaturalnym odbiciem rzeczywistości, na każdym kroku do niej nawiązując. Film w zasadzie bombarduje nas „antyfaszystowską” propagandą, która jednak z uwagi na swoją nie nachalność i sposób wprowadzania dobrze scala się z fabułą i dla przeciętnego odbiorcy, którego wiedza i świadomość są na dość niskim poziomie, jest nie do zauważenia. Przedstawiony świat prezentuje sobą dualizm, w którym z jednej strony mamy nieskazitelnych, dobrych partyzantów, a z drugiej okrutnych Frankistów, których ideologia również została zmanipulowana (za przykład może posłużyć scena, w której ojczym głównej bohaterki wznosi toast za „czystą rasowo Europę”. Dualizm ten jednak jest, jak już wspomniałem przedstawiony w taki sposób, żeby nie rzucać się w oczy. Drugie podejście, które na potrzebę tekstu nazwę agresywnym polega na silnym, namolnym narzucaniu pewnej wizji. Brak mu subtelności i dobrego smaku jest za to prymitywna propaganda prowadzona w podobny sposób co sztuka socrealistyczna. Idealnym przykładem jest „Pewnego razu w listopadzie” Jakimowskiego. Film, który miał predyspozycje do bycia ambitnym kinem społecznym, które porusza niewygodny i rzadko dotykany temat eksmisji, a zamiast tego został laurką dla anarchokomunistów i niezbyt udanym ciosem w środowisko narodowe. Fabuła dotyczy rodziny, która w wyniku eksmisji wylądowała na ulicy. O ile pierwsza połowa filmu jest w miarę merytoryczna i skupia się na dramacie ofiar eksmisji, pokazując jednocześnie, że los bezdomnego może spotkać każdą osobę, również intelektualistów, o tyle dosyć szybko zamienia się w prostacką propagandę, subtelną jak niemieckie filmy dla dorosłych. Matka z synem i psem pokonują długą drogę w poszukiwaniu „domu”. Wyrzuceni przez zakonnice trafiają w końcu na squot i poznają warszawskie środowisko anarchokomunistyczne. W tym momencie poznajemy warszawskich antifiarzy, których reżyser przedstawił jako szlachetnych, inteligentów, którzy pomagają głodnym i bezdomnym, prowadzą lekcje dla młodzieży i dzielnie walczą ze strasznymi nacjonalistami. Na squocie rodzina znajduje ukojenie i szybko zostaje wdrożona w jego działalność, jednak już wkrótce sielanka ma się skończyć, zbliża się Marsz Niepodległości, podczas którego nacjonaliści napadają na squot (pamiętny atak grupy uczestników na „przychodnie” podczas Marszu Niepodległości w 2013 roku, kiedy to kilkanaście osób postanowiło wziąć odwet na antifiarzach rzucających kamieniami w uczestników i napadających pojedyncze osoby). Film zaczyna przypominać horror. Uczestnicy MN pokazani są jako zwyrodniali bandyci, którzy zrobią wszystko by zniszczyć naszych bohaterów. Sposób, w jaki reżyser zakłamał rzeczywistość, był na tyle ordynarny, że nawet osoby niepowiązane ze środowiskiem narodowym postanowiły go skrytykować, a sam film został nisko oceniony przez odbiorców.

Osobną kwestią pozostaje kultura wysoka, która niestety również uległa wypaczeniu i upolitycznieniu, a jej poziom staje się coraz niższy. Współczesne pseudoelity, które odpowiadają za sztukę, reprezentują jedyną słuszną ideologię, czego wyraz dają, chociażby w sztukach teatralnych i akcjach ideologicznych obiektów kultury wysokiej (chociażby podświetlanie oper na tęczowo celem uhonorowania środowiska LGBT). „Klątwa”, „Śmierć i dziewczyna”, „Mefisto”. Publiczne teatry od dawna przestały być obiektami kulturalnymi, a spektakle nie mają już wartości intelektualnej i kulturalnej. Teatr zmienił się w miejsce, do którego liberałowie przychodzą, żeby pooglądać profanacje symboli religijnych i narodowych oraz zobaczyć „spektakl” będący na poziomie wulgarnej komedii klasy Z. Jak na ironię to małe, prywatne teatry stały się wytchnieniem dla człowieka kulturalnego i to w nich sztuka dalej pozostaje sztuką. Niestety większości z nich grozi upadek. Jest to kolejny efekt upadku kulturalnego naszego społeczeństwa, które woli spędzić czas na kolejnym „Pitbulu”, lub w przypadku liberalnej części urządzić spęd w teatrze powszechnym i zobaczyć kolejny karykaturalny spektakl na poziomie rynsztoku. Oczywiście daleko mi do liberalnego, wolnorynkowego bredzenia o konieczności sprywatyzowania teatrów. Sztuka powinna być dofinansowana z budżetu państwa tak, żeby reprezentowała wysoki i poziom i była dostępna dla każdego obywatela. Do dzisiaj pamiętam, jak idol gimnazjalistów Grzegorz Braun stwierdził, że „Klątwa” by mu nie przeszkadzała, gdyby tylko była wystawiona za prywatne pieniądze. Pokazuje to jedynie, jak zdegenerowanym środowiskiem jest prawica liberalna, a także to, że „katolicyzm” konserwatywnych szurów jest jedynie pokazówką, a ich jedynym „Bogiem” jest pieniądz. Obowiązkiem państwa jest dbanie o to, żeby kultura była na wysokim poziomie. Niestety demoliberalne władze nie widzą problemu.

Efektem forsowania ideologii SJW jest nie tylko ogłupienie społeczeństwa i narzucenie mu określonego sposobu myślenia, ale również upadek kultury. Dzieło poprawne politycznie od razu traci na jakości, ponieważ jego poziom zostaje zepchnięty na drugie miejsce. Zaniżona jest zarówno treść, ponieważ kwestie ideologiczne wypychają przesłanie, a fabułę upraszczają do prostego spektaklu konformizmu i tolerancji, jak i forma, gdyż dla otumanionego konsumenta język, oprawa muzyczna i zdjęcia są mniej ważne od tego, czy film jest słuszny ideologicznie. Idealnym przykładem jest netflixowy „Wiedźmin”, który pomimo żenująco niskiego poziomu został pozytywnie odebrany przez większość widzów z powodu swojego upolitycznienia. W konsekwencji nasza kultura upada coraz niżej, a społeczeństwo przestaje się rozwijać. Dlatego tak ważne jest, aby środowisko NR próbowało wpłynąć na kulturę popularną i wysoką. Błędnym podejściem jest próba stworzenia kultury alternatywnej, gdyż ta bez względu na to na jak wysokim poziomie by nie była, jest mocno subkulturowa i dociera jedynie do określonego odbiorcy. Nie oszukujmy się, przeciętny „normik” nie zacznie raczej słuchać Bronsona i Skolla w przerwach od czytania literatury narodowej. Tworzenie kultury alternatywnej to „przekonywanie przekonanych”. Niesie za sobą w prawdzie pewien pożytek, poprawiając morale i rozwijając narodowych twórców, niestety jednak nie wpływa na ogół społeczeństwa, a to ogół pragniemy zmienić. Zwróćmy uwagę, że nasze środowisko ma pewien wpływ na kulturę, czego przykładem może być, chociażby twórczość Tolkiena, którą zna chyba każdy, a która w znaczącym stopniu wpłynęła na popkulturę i jej dzieła. Oczywiście, możemy powiedzieć, że czasy są inne, społeczeństwo reprezentuje niższy poziom intelektualny i kulturalny, a degeneracja zaszła za daleko i dzisiaj niemożliwym jest, żebyśmy mogli osiągnąć coś w tej dziedzinie. Będzie to jednak niczym innym jak usprawiedliwianiem swojej bierności. Podobnie można powiedzieć o każdym innym aspekcie życia i przestać walczyć o lepszą przyszłość. Musimy stanąć na wysokości zadania i nawet małymi krokami próbować wpłynąć na sztukę. Docierać do świadomości Polaków, walczyć ze zdegenerowanymi spektaklami, tworzyć własne dzieła i starać się je promować, wspierać prawdziwych, niezależnych artystów. Tylko tak ocalimy nasze dusze.

*SJW = Social Justice Wariorr. Termin odnoszący się do osób politpoprawnych, jego polskim odpowiednikiem może być „tęczowa lewica” (chociażby partia razem). Jest to po prostu stereotypowe „lewactwo”, antyrasizm, promowanie LGBT, antyklerykalizm, itd.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.