3DROGA.PL

Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Piotr Roszkowski: Czy duchowy pluralizm jest możliwy?

Trradycjonalizm integralny, perenializm

Z początku tekst ten miał być tłumaczeniem tekstu Julesa Evansa pt. “Odkrywanie multiwersum duchowego pluralizmu”, który przeczytałem wiele lat temu i który w tamtym czasie zrobił na mnie duże wrażenie. Dziś przedstawiam go jednak w okrojonej formie, omijając efektowne porównania oraz zrezygnowałem z formy blogowo-pamiętnikowej, uwzględniając zaś meritum tego tekstu. Z kwestii merytorycznych, usunąłem jakiekolwiek odniesienia do Sama Harrisa jako perennialisty, gdyż uważam za niestosowne określać takim mianem osoby, która jest nie tylko ateistą, ale także osobą, która zbudowała swoją karierę na walce z religią.

Doświadczenia duchowe mówią nam coś o kosmosie, (…) doświadczenie nieskończonej kochającej-świadomości jest przebłyskiem samego podłoża bytu, zwanego też czasem Bogiem, Brahmanem, Allahem, Logosem, Tao, domeną Buddy.

Co kryje się za tym stwierdzeniem? Jest to klasyczny wyraz czegoś, co nazywamy filozofią perennialną czy wieczystą (Perennial Philosophy), czyli przekonania, że u podstaw mądrości wszystkich wielkich religii i tradycji leży to samo mistyczne doświadczenie Ostatecznej Rzeczywistości. Wszystkie pozorne spory, różne nazwy Ostatecznej Rzeczywistości, różne mity itp. to jedynie fasada.

Filozofia perennialna ma swoje historyczne korzenie w synkretyzmie renesansowych humanistów, takich jak Marsilio Ficino i Pico della Mirandola, którzy sugerowali, że Platon, Jezus, Hermes Trismegistus i kabała wskazują na tego samego Boga (w rezultacie omal nie zostali oni ekskomunikowani). Leibniz również był orędownikiem philosophia perennis. Można ją także dostrzec rozkwitającą w transcendentalizmie Emersona, Coleridge’a i Thoreau.

Idea ta trafiła do masowego odbiorcy dzięki książce Aldousa Huxleya z 1945 roku, “Filozofia wieczysta”, zaś w latach 60. stała się niemalże fundamentalną ideą New Age, rozpowszechnianą przez takie ośrodki jak Esalen, kalifornijską wspólnotę duchową, która rozwinęła „religię bez religii”. Być może filozofia perennialna jest w pewnym sensie rządzącą filozofią duchową naszych czasów, włączając w swoje szeregi każdego od Abrahama Maslowa po Kena Wilbera czy księcia Karola. Tak, przyszły obrońca wiary anglikańskiej jest wyznawcą perennializmu.

Jedna góra, wiele ścieżek”

W swej książce “Rewizja teorii transpersonalnej: Partycypacyjna wizja duchowości ludzkiej”, Jorge Ferrer, profesor z California Institute of Integral Studies, poddaje krytyce filozofię perennialną, wysuwając wobec niej trzy główne zarzuty:

1) Wszystkie religie nie są takie same

Filozofia perennialna, będąc tak uniwersalistyczną i esencjalistyczną, w ostatecznym rozrachunku robi więcej złego niż dobrego wobec tradycji, które stara się połączyć. Tao nie jest tym samym, co chrześcijański Bóg (Tao nie troszczy się o jednostki, jak mówi Lao Tzu), nie jest też tym samym, co buddyjska sunyata czy pustka. Wieczne teraz buddyzmu czy stoicyzmu różni się zasadniczo od chrześcijańskiej radykalnej nadziei na przyszłość. Sami mistycy nie zgadzają się, że wszystkie religie mówią o tej samej Ostatecznej Rzeczywistości.

2) Perenialiści mają tendencję do hierarchizowania religii

Wszystkie religie są równe, ale niektóre są równiejsze od innych. Perennialiści mają tendencję do hierarchizowania religii, a nawet sekt w obrębie danych religii. Szamanizm jest najniżej, potem monoteizmy takie jak chrześcijaństwo, judaizm i islam, następnie mistycy w ramach tych tradycji (Rumi stoi ponad Mahometem, Mistrz Eckhart ponad Jezusem), potem buddyzm i hinduizm, zaś na szczycie góry znajdują się niedualistyczne filozofie pustki, takie jak Advaita i Dzogczen buddyzmu tybetańskiego. Perennialiści są zazwyczaj ludźmi zachodu odrzucającymi swoje chrześcijańskie pochodzenie, dlatego też nisko oceniają chrześcijaństwo w swoich “rankingach mądrości”. I oczywiście chrześcijaństwo, podobnie jak islam i judaizm, z ich eschatologiami oraz wiarą w jedyne w swoim rodzaju objawienie, nieszczególnie wpisują się w ramy perennializmu.

3) Perennializm często skłania się ku tyranii empiryzmu i kartezjańskiego redukcjonizmu

Perennialiści tacy jak Huxley, Maslow, czy Wilber mają tendencję do opisywania filozofii perennialnej jako „nauki o świadomości”, zapewniając empiryczną pewność niektórym twierdzeniom mistyków. Twój umysł jest laboratorium, w którym możesz samodzielnie poddać fakty próbie. Taka postawa, choć zrozumiała w swojej próbie uprawomocnienia duchowych doświadczeń we wrogim naukowym, materialistycznym środowisku, ma tendencję do redukowania takich doświadczeń do subiektywnych zjawisk w indywidualnym umyśle.

Ku duchowości uczestniczącej

Jaka jest więc alternatywa według Ferrera? Sugeruje on, że perennializm często ulega przestarzałemu modelowi poznania opartemu na „mentalnej reprezentacji”: Boska Rzeczywistość istnieje, my jednak doświadczamy jej jedynie w naszych umysłach, jak aparat fotograficzny robiący zdjęcie [podobnie jak w filozofii Henri’ego Bergsona, przypis mój]. Zamiast tego proponuje on bardziej partycypacyjną formę poznania, czyli taką, w której nasza świadomość i wyobraźnia pomagają tworzyć rzeczywistość, której doświadczamy.

Inni religioznawcy – Tanya Luhrmann i Jeffrey Kripal – sugerują, że nasza relacja z Bytem jest wzajemna – odpowiada on na to, jak się do niego odnosimy, manifestując się w postawach czy historiach, które projektujemy, bawiąc się nimi, urzeczywistniając je. Przypomina ideę Solaris czy Strefy Andrieja Tarkowskiego – magicznej siły, która projektuje nasze sny z powrotem na nas. Kripal nazywa pośrednika między nami a Byciem „Wyobrażeniem” – ideą mającą swoje korzenie u Platona, w sufizmie, w twórczym transcendentalizmie Coleridge’a i aluzjach C. S. Lewisa, Tolkiena, Barfielda; a bardziej jednoznacznie w psychologii Fredericka Myersa. Byt odpowiada na historie, które na niego rzutują – to dlatego Kripal uważa, że nauki humanistyczne są fundamentalne dla badania świadomości. “Uczestniczące poznanie” Ferrera może być zarówno indywidualne, jak i zbiorowe – zbiorowo wywołujemy szczególną manifestację Bycia. Otwieramy razem portal, jak to uczynili apostołowie w dniu Pięćdziesiątnicy. To nie tyle indywidualne doświadczenie, ile wydarzenie, w którym uczestniczymy.

Zamiast metafory „jedna góra, wiele ścieżek”, Ferrer proponuje „jeden ocean, wiele brzegów”. Ocean jest punktem wyjścia, który podziela większość wielkich tradycji mądrościowych – wiara, że możemy wyzwolić się od naszego ego i połączyć się z szerszą świadomością i rzeczywistością. Jednak z tego oceanu możemy dotrzeć do wielu różnych brzegów. Będą one obejmować różne doświadczenia duchowe, a nawet (jak sugeruje Ferrer) różne rzeczywistości metafizyczne. Mamy jednak tendencję do myślenia o oceanie jako o punkcie końcowym, a nie początkowym. Inną metaforą mogłaby być – jedna rakieta startowa, wiele różnych miejsc docelowych. Rakietą startową w tradycjach duchowych są podobne praktyki etyczne, które pozwalają wyjść poza ego. Jednak duchowi astronauci docierają na różne planety, na różne stacje kosmiczne, do różnych wszechświatów, gdzie być może spotykają różne istoty (lub przejawy Bytu).

Wydaje się, że mniej więcej do takiego stanowiska doszedł William James. Ukuł on termin „multiwersum” i zasugerował „pluralistyczny mistycyzm” w eseju na temat XIX-wiecznego psychonauty Benjamina Blooda. Jedno ze zdań brzmiało: Różnorodność, a nie jednolitość, jest bardziej prawdopodobnym kluczem do postępu. Geniusz bytu jest raczej kapryśny niż konsekwentny. Poprzez praktykę duchową docieramy do „nowych światów”, nowych przejawów Bytu – i mogą to być miejsca, do których ludzie jeszcze nie dotarli. Duch jest dynamiczny, wiecznie zmieniający się, figlarny.

Zastanawiające jest czy ta idea wieloświata jest obecna w multiwersach pisarzy science fiction, takich jak CS Lewis czy Philip Pullman, którzy opisują portale, przez które można dotrzeć do innych światów lub wszechświatów, w których Duch przybiera różne formy.

Czy właśnie to miał na myśli biskup Londynu, odpowiadając na pytanie, czy można dotrzeć do Boga poprzez inne wyznania?

Nie można do Boga i Ojca Pana naszego Jezusa Chrystusa. Nie znaczy to, że istnieją inne drogi do różnych miejsc przeznaczenia. Jest tylko jedna Droga do Boga, tak jak objawił Go Jezus Chrystus, a tą drogą jest karmienie się Jego słowem, uczestniczenie w Jego wspólnocie i Jego sakramentach. Kiedy znajdujesz się w obecności Boga, przez ten portal – są inne portale, które mogą cię zaprowadzić do różnych miejsc – przechodzisz przez przejście samopoświęcenia i oddania siebie, które paradoksalnie nie prowadzi do całkowitej zagłady, ale do najgłębszej ekstazy i radości z odkrycia, które leży u kresu tego wszystkiego – że jesteś bogobojny i cudownie stworzony, jesteś wyjątkowym i umiłowanym dzieckiem Boga.

Istnieją inne portale, które mogą zaprowadzić was w różne miejsca…

Jeśli profesor Ferrer w kwestii duchowego pluralizmu wierzy, że istnieją różne rzeczywistości metafizyczne, czy oznacza to, że istnieją różne przeznaczenia po śmierci? Czy buddysta doświadcza reinkarnacji, podczas gdy chrześcijanin otrzymuje fizyczne zmartwychwstanie? Czy wierzy w istnienie wielu eschatologii – w jednych rzeczywistościach Chrystus powraca, w innych płonie Valhalla, i tak dalej? Czy istnieje wielu Bogów, czy raczej Duch/Byt jest Jeden, ale reaguje różnie w zależności od naszych różnych podejść? Czy istnieje jeden rodzaj prawa etycznego lub Logosu dla wszystkich metafizycznych rzeczywistości, czy też mogą one mieć radykalnie różne prawa etyczne?

Podczas gdy Ferrer ma nadzieję, że pluralizm duchowy pozwoli na bardziej owocny i pełen szacunku dialog między wyznaniami (w czym może mieć rację), zastanawiające jest czy Tanya Luhrmann ma rację, sugerując, że prawdziwy wniosek z tego poglądu jest raczej melancholijny – nie żyjemy po prostu w różnych systemach wierzeń, żyjemy w różnych wszechświatach.

Ale – co bardziej optymistyczne – te rzeczywistości, te wszechświaty, nie są hermetycznie odizolowane od siebie. One łączą się ze sobą. Nakładają się na siebie. Być może w jakiś sposób łączą się razem w wielką symfonię. Jest to jeden z powodów, dla których nie każdy na zachodzie powinien zostać buddystą – byłoby to tak, jakby wszyscy śpiewali tę samą partię w symfonii. Potrzebujemy kilku śpiewających basów, kilku śpiewających altów i Richarda Dawkinsa na kazoo.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.