Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Piotr Wojtanowicz: Emocje a polityka – o tym czy prawa człowieka są ideologią i nie tylko

W związku z wypowiedzią pewnej pani ambasador w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się hasła mówiące, jakoby „Prawa Człowieka nie były ideologią”. Wydawać się może, iż fala facebookowych nakładek, twitterowych wpisów i kilku banerów na paradach nie wpłynie znacząco na sposób postrzegania lewicowych, dotyczących głównie sfery seksualności, postulatów. Niestety, w dzisiejszym świecie tego rodzaju hasła, oparte na zręcznej manipulacji emocjonalno-pojęciowej mają większą siłę przebicia aniżeli logiczna, poparta faktami argumentacja. Spadającym z roku na rok poziomem dyskusji publicznej nie będziemy się zajmować, jednakże, próbując wyjaśnić samo zjawisko i zaproponować środek zaradczy, należnym jest skupienie się na kwestii odgrywającej najważniejszą rolę w tym zagadnieniu. Kwestią tą jest niewątpliwie emocjonalność, która połączona z brakiem elementarnej wiedzy powoduje efektywność oddziaływania tego rodzaju wypowiedzi.

Ze zjawiskiem emocjonalnego podejścia do spraw politycznych mamy do czynienia praktycznie na każdym kroku. W demokratycznej walce o głosy nie chodzi bowiem o kształcenie i poszerzanie wiedzy potencjalnych wyborców, a wszelkie formacje polityczne, które starają się przedstawiać swoje postulaty poprzez logiczną argumentację nie mają posłuchu. Liczy się coś, co zainteresuje potencjalnego wyborcę do momentu oddania głosu, późniejszy wgląd i weryfikacja realizacji postulatów wyborczych byłaby wręcz niekorzystna z punktu widzenia wybranej ekipy. Wydawać się może, iż powyższa informacja jest rzeczą zupełnie oczywistą a wspominanie o niej nie, ma dla sprawy żadnego znaczenia. Na tym właśnie polega problem. Społeczeństwo przyzwyczaiło się do medialnego bełkotu, nie uważa go za próbę nieuczciwej ingerencji w jego wybory, jednocześnie nie będąc uodpornionym na tego rodzaju propagandę, znajduje się w permanentnej stagnacji. Powodem, dla którego oddziaływania emocjonalne mają taki posłuch jest właśnie brak wiedzy i niechęć do jej poszerzenia. Wiąże się z tym kilka kwestii.

Pierwszą z nich jest niemożność weryfikacji przedstawianych przez media informacji wynikająca z braku innych punktów odniesienia. W takim przypadku potencjalny odbiorca jest skazany na bańkę informacyjną, którą nieraz, świadomie bądź nie, zawęża chcąc słyszeć tylko to, co jest adekwatne do jego aktualnych poglądów.

Drugą, znacznie bardziej szkodliwą, jest powszechne poczucie niższości odbiorcy, w chwili, gdy przekaz nie jest dostosowany do jego poziomu wiedzy i przekonań. W takim przypadku diametralnie rośnie dystans pomiędzy medium a słuchaczem. Tego rodzaju mechanizm obronny jest rzeczą jak najbardziej naturalną i każdy, zależnie od poziomu świadomości, podlega mu w większym lub mniejszym stopniu. Nikt nie lubi bowiem podważania jego dotychczasowych przekonań. W dobie szybkiej komunikacji i wielości dostępnych źródeł niewielki odsetek oprze się pokusie powrotu do sfery bardziej komfortowej, takiej, która nie ingeruje w ich bieżące działania.

Dla prowadzenia skutecznej walki politycznej wymienione wyżej mechanizmy należy obejść. Tutaj właśnie znajduje zastosowanie przekaz natury emocjonalnej. Na tym poziomie kwestia weryfikowalności przedstawionych informacji nie ma racji bytu. Kto bowiem zastanawiałby się nad rzeczami w jego mniemaniu pewnymi, uderzającymi w gruntowne filary wyznawanych przez niego wartości. Z drugiej strony zaś nie musimy martwić się o intelektualny poziom przekazu. Komunikaty uderzające w sferę emocjonalną są uniwersalne – wynika to z konstrukcji człowieka i bazowania na elementarnych, często nieświadomych, mechanizmach jego działania. Znając takowe jesteśmy w stanie dostosować przekaz do jak największej liczby odbiorców unikając przy tym pułapek związanych z jego przystępnością

Posiadając ten elementarny zasób wiedzy, należy się zastanowić, w jaki sposób można zastosować ją w praktyce. Pamiętać należy przy tym, iż bycie w roli opozycji pozaparlamentarnej nie zwalnia nas z obecności wyżej przedstawionych mechanizmów. Działalność nasza musi być do nich dostosowana, a raczej, w konstruktywny sposób przeciwstawiać się im na płaszczyźnie informacyjnej poprzez sukcesywne demaskowanie wszelkich, zyskujących na popularności manipulatorskich wypowiedzi. Powodem tego jest fakt, iż nawet chcąc prowadzić kampanie polityczne na poziomie emocjonalnym (nie wgłębiając się w aspekty moralne tego rodzaju działalności) środowisko nacjonalistyczne skazane jest na porażkę. Na ten moment nie dysponujemy środkami pozwalającymi na systematyczne urzeczywistnianie tej praktyki, a tylko w ten sposób może być ona efektywną. Przekaz emocjonalny, o czym mimochodem wspomniałem w poprzednim akapicie, dla osiągnięcia zamierzonego skutku, musi być realizowany stale, celem potrzymania u odbiorcy przeświadczenia bliskości i ważności spraw, które mogą go wcale nie dotyczyć. Z tego też powodu najrozsądniejszym wydaje się być szerzenie wiedzy. Ten rodzaj działania, mimo braku natychmiastowych efektów posiada znaczące zalety – edukuje społeczeństwo, w pewnym stopniu uodparniając je na praktyki medialne oraz jest długookresowy, co przy posiadanych przez nas środkach wydaje się być rzeczą kluczową. Przekazana wiedza pozostanie i może w przyszłości zaowocować pozytywną zmianą, w odróżnieniu od entego tematu zastępczego, o którym większość po tygodniu zapomni.        

Dla przedstawienia istoty tej konkretnej manipulacji koniecznym będzie przywołanie całej wypowiedzi: “Prawa człowieka to nie ideologia – są one uniwersalne. 50 ambasadorów i przedstawicieli się z tym zgadza” – napisała we wrześniu pani Mosbacher. Na czym polega emocjonalność przekazu? Zacznijmy od rzeczy najprostszej, przechodząc kolejno do bardziej złożonych kwestii. Powoływanie się na autorytet jest klasycznym chwytem erystycznym, w przypadku powyższej wypowiedzi mamy do czynienia z jego zwielokrotnieniem zważając na ilość owych autorytetów. Pytanie zasadnicze, jakie w tej kwestii należy postawić, brzmi: „Czy osoby, na które powołuje się pani ambasador posiadają wystarczającą wiedzę nt. Praw Człowieka, aby być w tej dziedzinie autorytetami, czy też przywołany autorytet bazuje tylko i wyłącznie na ugruntowanej w kulturze pozycji społecznej i na tej podstawie przypisuje mu się wiedzę, której posiadać nie musi?”. Rozważania należy zacząć od pierwszej części pytania i ustalić przy tym kryterium weryfikowalności wiedzy naszych autorytetów. Najlepszym, a zarazem jedynym w tym kontekście dostępnym, jest sprawdzenie prawdziwości twierdzenia, wobec którego wyrażają aprobatę. W przypadku, gdyby okazało się ono fałszywe umieszczenie tych osób w roli autorytetu, byłoby kompletnie bezzasadnym. Czym więc jest ideologia? Według słownika PWN: „pojęcie występujące w filozofii i naukach społecznych oraz politycznych, które określa zbiory poglądów służących do całościowego interpretowania i przekształcania świata”. Sięgnijmy więc do Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i sprawdźmy, czy jej treść spełnia założenia definicji. Częściową adekwatność z definiensem jesteśmy w stanie stwierdzić już w momencie zaznajomienia się ze wstępem dokumentu: „[…]uznanie przyrodzonej godności oraz równych i niezbywalnych praw wszystkich członków wspólnoty ludzkiej jest podstawą wolności, sprawiedliwości i pokoju na świecie […]”. Wyrażenie to jest sądem, jakoby zidentyfikowanie i zaakceptowanie posiadanych przez człowieka praw i godności było podstawą wartości takich jak wolność, sprawiedliwość i pokój, opartym na przeświadczeniu o prawdziwości wynikającym z tego, iż zanegowanie respektowania owych praw doprowadziło do barbarzyństwa tj. pozbawienia ludzi wspomnianych  wartości. Mamy więc do czynienia z poglądem, a zważająca na fakt, iż PDPC w swojej treści zawiera więcej podobnych sądów, możemy jednoznacznie stwierdzić, iż jest to zbiór poglądów interpretujących zastaną rzeczywistość. Gwoli ścisłości należy wspomnieć również o przekształcaniu świata. Prócz oczywistego postulatu prewencji przeciw barbarzyńskim praktykom, wynikającego z ówczesnej sytuacji społeczno-politycznej, w Deklaracji pojawia się także stwierdzenie, mówiące, iż „[…]nadejście świata, w którym ludzie będą korzystać z wolności słowa i przekonań oraz wolności od strachu i niedostatku, ogłoszono jako najwznioślejszy cel człowieka […], oraz wykazano program mający za zadanie ten cel realizować, wszelkie wątpliwości dotyczące chęci przekształcenia rzeczywistości można więc uznać za rozwiane. Reasumując – stwierdzenie, jakoby Prawa Człowieka nie były ideologią jest fałszem wpisują się one bowiem w definicję ideologii spełniając jej założenia na płaszczyźnie pojęciowej oraz poprzez widoczne oddziaływania w sferze społeczno-politycznej.

Odpowiadając więc na pierwszy człon zadanego pytania – osoby przywołane jako autorytety w wypowiedzi pani Mosbacher zgadzają się z błędnym twierdzeniem. Oznacza to, że nie mają dostatecznej wiedzy dotyczącej zagadnienia, bądź też kłamią. W obu przypadkach ich autorytatywna rola została obalona (na płaszczyźnie merytorycznej bądź moralnej). W takim wypadku odpowiedź na drugą część pytania musi być twierdząca, jednocześnie nasuwając ostrzegające wnioski. W przypadku, gdy osoby niekompetentne lub posiadające nieuczciwe względem społeczeństwa zamiary korzystają z nadanego im przez kulturę stanowiska celem manipulacji koniecznym, jest poważne zastanowienie się nad stanem aparatu władzy. Niestety, jak już wcześniej wspominałem, społeczeństwo do takich praktyk przyzwyczaiło się, traktując je jako normę. Od naszej działalności zależy, czy proceder ten zostanie powstrzymany, czy też w ramach instytucji, mimo ich poważnego uszczerbku, w dalszym ciągu kojarzących się z zaufaniem będą forsowane szkodliwe idee. Jedynym remedium wydaje się być demaskowanie fałszywych autorytetów i ujawnianie ich rzeczywistych zamiarów.        

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.