Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jerzy Szczęśniak: Meksykańscy rycerze, czyli Viva Cristo Rey!

Cristeros, Viva Cristo Rey

Na łamach naszego portalu nie tak dawno miałem przyjemność wspomnieć w kilku słowach o ludowo katolickich powstaniach w Wandei podczas rewolucji we Francji. W tym artykule pójdziemy nieco za ciosem, aczkolwiek przeniesiemy się do lat 20 XX wiecznego Meksyku. Przyjrzymy się nieco bliżej jednemu z kolejnych powstań w obronie wiary katolickiej, które z racji na jego ludowy charakter, szczególnie stoi ością w gardle wielu współczesnym tak marksistą jak i liberałom. Choć w Polsce temat nie jest jakoś powszechnie znany, to właśnie tym bardziej powinno nam zależeć na propagowaniu pamięci o takich ludziach w przestrzeni publicznej. W czasach, gdy za wzór stawia się młodym ludziom celebrytów, aktorów, sportowców, którzy nierzadko nie zasługują swoją postawą na stawianie ich za przykład do naśladowania, my jako nacjonaliści szukajmy wzorów i inspiracji w codziennej walce właśnie w ludziach, którzy w obronie tradycyjnych, chrześcijańskich wartości, byli w stanie chwycić za broń, nawet za cenę swojego życia. 

Meksyk uzyskał swoją niepodległość w roku 1821. Tak naprawdę przez cały XIX wiek, zmagania u władzy toczyły się między stronnictwami katolickimi, a liberalno-antyklerykalnymi. Tendencji antyklerykalnych w meksykańskim prawie nie zażegnał nawet habsburski cesarz Maksymilian, który panował w Meksyku w latach 1864 – 1867. Szczególnie trudny okres dla meksykańskich katolików zaczął się w roku 1917, gdy w wyniku rewolucji społecznych do władzy doszli lewicowi radykałowie, którzy rozpoczęli antykatolicką politykę państwową. Stopniowo zaczynano wprowadzać w Meksyku ustawy, które m.in. zakazywały publicznych nabożeństw, znosiły opiekę Kościoła nad szkolnictwem, czy rządową propagandą głoszono hasła demokratyzacji, sekularyzacji, laicyzacji, i te wszystkie inne hasła, dobrze już nam znane z kart historii. Polityka antykatolicka władz meksykańskich weszła w etap szczególnej aktywizacji w roku 1926 za rządów prezydenta Plutarco Eliasa Callesa. Wówczas nastąpiła zupełna kasacja zakonów, odebranie całości majątku kościelnego, zakaz noszenia sutanny czy stawiania krzyży na grobach. Mimo trudnej sytuacji meksykańskich katolików, nie od razu wybuchły walki zbrojne. Z początku odbywały się masowe protesty, strajki czy inne aktywności polityczne, którym wsparcia udzielił sam papież, Pius XI. Meksykańscy biskupi za wszelką cenę chcieli uniknąć wybuchu konfliktu zbrojnego i drogą mediacji wywalczyć dla katolików tolerancję religijną, jednak uparty na antykościelną politykę ówczesny rząd nie wyrażał ku temu chęci. 

Do pierwszych walk pomiędzy katolikami a lewicowo liberalnym rządem doszło 3 sierpnia 1926 roku, gdy rządowe siły otworzyły ogień do zabarykadowanych wiernych w kościele Matki Bożej z Guadalupe w Guadalajarze. W wyniku walk 40 osób zostało rannych, a 18 straciło życie. Oficjalnym rozpoczęciem katolickiego powstania w Meksyku był manifest, odezwa do narodu wystosowana przez meksykańskich katolików pt. “Do narodu” (A la Nación). Pierwsze zbrojne grupy powstańcze rozpoczęły działania zbrojne od zajęcia miejscowości znajdującej się na północ od Guadalajary. W przypadku Cristeros, bo tak nazywali siebie powstańcy, mamy analogiczną sytuację do XVIII wiecznych Wandejczyków. Powstańcy byli bardzo słabo wyszkoleni, w dużej mierze byli to konserwatywni chłopi, którzy postanowili chwycić za broń w obronie świętej wiary i katolickiego Meksyku. Nie posiadali oni jednak zbytnio ani bojowego doświadczenia, nie licząc oczywiście dawnych meksykańskich wojskowych, ani tym bardziej z początku nie byli w stanie dysponować takim sprzętem wojskowym, jakie posiadały siły rządowe. Co ciekawe, czynny udział w powstańczych walkach wzięło udział dwóch księży. Byli nimi ks. Aristeo Pedroza i ks. José Reyes Vega, którzy na dodatek bardzo sprawdzili się na stanowiskach dowódczych w armii Cristeros. Prezydent Calles z początku niemalże lekceważył powstańców. Nie wierzył, że tak oddolnie formowane wojsko będzie w stanie faktycznie przeć naprzód. Prawdziwy przełom w armii katolickich powstańców nastąpił, gdy dowództwo objął znany meksykański wojskowy, generał Enrique Gorostiety. Powstańcy generała Gorostiety zaczęli masowo odnosić sukcesy. Niestety, powstanie tak naprawdę nie miało większych szans na zwycięstwo. Armia Cristeros liczyła około 12 tysięcy powstańców, gdzie naprzeciw nim stanęło około 70 tysięcy żołnierzy rządowych, oraz tysiące lewicowych bojówkarzy, którzy tworzyli antykatolickie milicje. Celem powstańców było przynajmniej zmuszenie Callesa i jemu podobnych, do zaprzestania antykatolickiego terroru. 

Aspektem negatywnym, jak na większości konfliktów zbrojnych, były zbrodnie wojenne, których dopuszczały się obie strony, nie tylko lewicowy rząd. Gdy podczas jednej z walk, zginął brat ks. Vegi, duchowny nakazał spalenie wagonu z benzyną od pociągu, wokół którego toczyły się walki, co poskutkowało wybuchem benzyny i śmiercią 51 cywili. Nie ma jednak wiarygodnych źródeł, które stwierdzałyby iż ks. Vega świadomie doprowadził do śmierci ludności cywilnej. Zdarzały się również masowe egzekucje pojmanych przez powstańców żołnierzy rządu Callesa. Gdy prezydent ustąpił po swojej kadencji, jego miejsce zajął podobny mu polityk, Álvaro Obregón. Został on w 1928 roku zabity przez katolickiego zamachowca. 

Po trzech latach nieustannych zmagań wojskowych, do mediacji pomiędzy obiema stronami wkroczyły Stany Zjednoczone. Dzięki dyplomacji ambasadora USA Dwighta Morrowa, powstańcy złożyli broń, a rządzący lewicowi liberałowie złagodzili swoje represje względem Kościoła katolickiego. Powstanie w liczbach pochłonęło 90 tysięcy ofiar śmiertelnych. Po stronie rządowej życie straciło około 56 tysięcy ludzi, zaś po stronie katolickiej łączna liczba ofiar wynosiła 30 tysięcy. 

Kościół wyniósł na ołtarze wiele postaci, tak świeckich jak i duchownych, które w męczeństwie bądź z bronią w ręku oddały swoje życie za Chrystusa i jego Kościół. Wśród nich, znalazł się już nieco powszechniej znany, święty Józef Sánchez del Río. Ten młody chłopak, wstąpił do armii Cristeros, by walczyć za swoje katolickie ideały, a śmierć poniósł w sposób okrutnie ciężki, bo po pojmaniu przez wojska rządowe został oskalpowany na nogach i zastrzelony. Mimo że za wyrzeknięcie się Chrystusa oferowano mu wolność, do samego końca płacząc z bólu, krzyczał, Viva Cristo Rey! 

Samo powstanie Chrystusowców doczekało się również ekranizacji w filmie z 2012 roku pt. “Cristiada”. Jest on dość powszechnie dostępny w internecie. Nie jest to może od strony technicznej kino najwyżej jakości, jednak warto dla pożytecznej i budującej rozrywki obejrzeć tę ekranizację. 

To zawsze uderza w tego typu powstaniach, to właśnie tak bardzo niewpasowujący się w marksistowską retorykę ich charakter, oparcie całego buntu na prostej ludności wiejskiej, rzekomo gnębionej przez Kościół i władze. Nie oznacza to, że Kościół, czy tym bardziej władza nie może dopuszczać się nieprawości względem warstw ludowych. Miało to w historii miejsce niejednokrotnie. Jednak rzecz tyczy się nie tyle nawet samych duchownych, choć im też należy się szacunek, ile czystej i niezachwianej wiary prostego ludu, ich niczym nieprzymuszonej gotowości do stawania w obronie tego co dobre i święte. Tak naprawdę również do walki o swoje prawa, lecz nie z sierpem i młotem na sztandarach, a z krzyżem Jezusowym w ręku. 

Patrzmy z podziwem na naszych latynoskich kolegów, którzy dla Chrystusa byli w stanie porzucić swoje rodziny, wygody, majątki i w obronie świętości stanąć z bronią w ręku naprzeciw wolnomularskiej ofensywie. Choć skala nie jest tożsama, to jednak i dziś u nas, w Polsce, mamy coraz częściej do czynienia z aktami wandalizmu wobec miejsc świętych, atakami, również fizycznymi na duchowieństwo, czy pluciem na krzyż i stawianiem w jego miejscu, czy to bożka materializmu, marksizmu czy innego hedonizmu. Bądźmy i my gotowi, by bronić wartości chrześcijańskich, które ukształtowały naszą cywilizację. Bez względu czy na dzień dzisiejszy posiadamy łaskę wiary, czy też nie. Ani kroku wstecz.

Niech żyje Chrystus Król! 

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.