Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: List do młodego zwolennika Dobrej Zmiany

Zapewne jesteś moim rówieśnikiem, który trzy lata temu w wyborach prezydenckich, a następnie parlamentarnych, głosował na tę partię ze względu na jedno i tylko jedno. By odsunąć od władzy rząd Platformy Obywatelskiej, który to ów rząd bardzo dużo złego wyrządził naszej Ojczyźnie. Teraz miałeś pewnie za sobą wiele rozmów, debat i ustawicznego przekonywania o godnej postawie i prezencji Andrzeja Dudy, obecnego miłościwie nam panującego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Brałeś udział w konwencjach wyborczych, rozdawałeś ulotki, rozmawiałeś i przekonywałeś, co w większości przypadków odnosiło skutek wśród wielu młodych ludzi, zmęczonych poprzednim rządem, który wysyłał naszych rówieśników za chlebem na emigrację, inwigilował, represjonował za działalność narodową bądź kibicowską, doprowadził do stagnacji polskiej gospodarki i starał się wszelkimi środkami promować nowoczesny, postępowy patriotyzm.

Czy mój niniejszy list ukaże się na łamach „Gazety Polskiej”, „Gazety Polskiej Codziennie”, na portalu „Niezależna.pl” bądź zostanie odczytany na wizji Telewizji Republika? Znając ponure życie polskiej polityki – nie. Bo i po co? Skoro i tak zostanę pewnie uznany za ruskiego agenta, prowokatora, oderwanego od rzeczywistości pismaka, któremu na pewno musi ktoś w Moskwie przelewać pieniądze za pisanie. Nie dbam o to, bo gdybym miał tym, jaką łatką będę ustawicznie obdarzany, się wiecznie przejmować i nie traktować z dystansem (czy w kategorii bliżej nieokreślonego czarnego humoru/trollingu), to bym siedział w czterech ścianach swojego domu i nie chciał z niego wychodzić. Ukaże się owszem w Internecie, ale na nacjonalistycznym portalu, więc zapewne będzie politycznie niewygodny biorąc pod uwagę fakt, iż obecna partia rządząca i jej czołowi członkowie wielokrotnie deklarowali walkę z nacjonalizmem (ale o tym później). Tak, będzie na tym samym, na którym rok temu ukazał się mój „List do młodego demokraty”. Jego clou była moja stanowcza krytyka poczynań „totalnej opozycji” spod znaku Komitetu Obrony Demokracji i jego pochodnych; i tym samym w tym, że „totalna opozycja” jest dla Polski niebezpieczna, to się zgodzimy obaj. Może przynajmniej w tym jednym, bo w następnych kwestiach będziemy stać na rozdrożu. Dlaczego mimo wszystko piszę do Ciebie? Może mnie znasz, zapewne jesteś wiekowo moim rówieśnikiem, kolegą, z którym się znam, mimo iż światopoglądowo w pewnych kwestiach (co do obrony tradycyjnej rodziny, sprzeciwu wobec Unii Europejskiej) możemy mieć wspólne punkty zaczepienia, to ideologicznie jesteśmy po przeciwnych stronach barykady.

Polityką zapewne interesować się zacząłeś po katastrofie smoleńskiej, która niestety zamiast choć na parę chwil stać się dniem refleksji i jedności narodowej po tej tragedii znów – jakże to typowe w demokratycznym państwie – doprowadziła do podziałów i konfliktów. W odruchu poczucia walki o słuszną sprawę brałeś udział w demonstracjach pod Pałacem Prezydenckim, broniłeś postawionego przez harcerzy krzyża przed „młodymi, wykształconymi i z wielkich miast”, rozmawiałeś z wieloma ludźmi o meandrach wyjaśnienia katastrofy i krytykowałeś ugodową politykę ówczesnego rządu PO-PSL wobec Rosji, która robiła, co chciała. Ja wówczas nie chciałem sytuować się po żadnej ze stron, choć jako uczciwy człowiek również liczyłem na pełne, dokładne i rzetelne wyjaśnienie okoliczności katastrofy smoleńskiej. Niemniej zraziła mnie mocno atmosfera wzajemnej nieufności i nienawiści w tej sprawie, stąd stawiałem się światopoglądowo poza jakąkolwiek z opcji uznając, że prawdy się nie osiągnie wierząc bez krytyki w racje jednej ze stron. W późniejszych latach angażowałeś się na różnych polach w polityce po stronie wówczas obozu opozycyjnego, który tworzyło Prawo i Sprawiedliwość. Wielokrotnie punktowałeś błędy i nieudolne poczynania PO, pod czym bym się podpisał, gdyby nie to, że nie popieram obecnej partii rządzącej. Dlaczego? Przejdę od razu do rzeczy:

– Jak to jest, że PiS uważa się za partię prorodzinną, skoro do dnia dzisiejszego odkłada na bliżej nieokreślone terminy rozpatrzenie projektu obywatelskiego „Zatrzymaj Aborcję”, pod którym podpisało się ponad 800 tysięcy – do miliona Polaków; a jeden z obecnych ministrów przyznał, że do wyborów ten wniosek nie zostanie rozpatrzony? Jak to ma się do ostatnich słów Ojca Świętego Franciszka, który powiedział wprost, że aborcja zabija niewinne i bezbronne życie oraz jest jak wynajęcie płatnego zabójcy?

– PiS uważa się za partię katolicką, której bliskie są chrześcijańskie ideały? Kwestię aborcji poruszyłem powyżej, więc pójdę dalej. Skoro partia rządząca jest partią katolicką, to dlaczego rząd nie reaguje stanowczo w kwestii promocji LGBT i ideologii gender w polskich szkołach w ramach akcji „Tęczowy Piątek”, ulega liberalno-lewicowemu lobby w sprawie tzw. „parad równości” na ulicach polskich miast i przyzwala na policyjne represje wobec ludzi czynnie wyrażających uliczny sprzeciw wobec promowania dewiacji (vide: Gdańsk, Poznań, Rzeszów czy najbardziej głośna kontrdemonstracja w Lublinie w październiku br., gdzie ramię w ramię mieszkańcy miasta, nacjonaliści z różnych ugrupowań i kibice piłkarscy za wszelką cenę uniemożliwiali pochód dewiantów, a miesiąc później odwiedzali ich smutni panowie)? Dlaczego nie reagowała na promowanie antyklerykalizmu i bluźnierstwa przeciw Wierze katolickiej w popkulturze (vide: wystawianie „Klątwy” w Teatrze Powszechnym, głośny film „Kler”)?

– Pamiętam również, jak PiS zapowiadał rozliczenie zdrajców i zaprzańców z PO. Piękna idea, ale tylko w teorii. Jak wygląda w praktyce? Proszę bardzo. Hodowanie na horyzoncie kolejnych potencjalnych Misiewiczy, obsadzających stołki i rywalizujących z poprzednim rządem w kwestii nepotyzmu. Konkretne przykłady nepotyzmu niczym nie różniącego się od poprzednich rządów? Proszę bardzo: Kacper Kamiński, syn ministra koordynatora służb specjalnych Mariusza Kamińskiego, od lipca br. jest doradcą Banku Światowego; Jakub Banaś, syn wiceministra finansów Mariana Banasia, od września br. prezes Przedsiębiorstwa Sprzętu Ochronnego „Maskpol” (będącego częścią Polskiej Grupy Zbrojeniowej); Marcin Przyłębski, syn prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej, obecnie: dyrektor banku Pekao S.A.; synowie ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego – Konrad szefem biura analiz zgodności inwestycyjnej w PZU i Karol – prezesem Przedsiębiorstwa Energetycznego w Siedlcach. Kilka przykładów wystarczy, choć może być tego zdecydowanie więcej.

– Dalej, mówi się, że za rządów PiS Polska jest wolna, suwerenna, niepodległa. Zacznijmy od początku. Partia, którą krytykuję, od początku wspierała czynne podporządkowanie się Unii Europejskiej. Tak było w trakcie referendum akcesyjnego do UE, tak było w 2007 roku podczas podpisania Traktatu Lizbońskiego i tak jest nieustannie, co można zobaczyć po wypowiedziach polityków obecnej partii rządzącej. Słyszymy to samo, Unia Europejska to gwarant naszej suwerenności, wyjście Polski z UE jest łganiem w żywe oczy, jedyne wyjście to reforma, nie ma mowy o Polexicie, chcemy silnej UE. Unia Europejska to jedno. Jak mają się slogany o suwerenności i niepodległości do serwilizmu wobec Stanów Zjednoczonych i Izraela? Co to jest za niepodległe państwo, które ulega mocarstwom w kwestii własnej polityki historycznej (vide: zmiana nowelizacji ustawy o IPN, ustawa 447), deklaruje walkę z „antysemityzmem” w imię strategicznej przyjaźni z Izraelem i nieustannie składa wiernopoddańcze hołdy? Nie wspomnę o dość szemranych interesach tajemniczego lobbysty, Jonnego Danielsa, który działa na terenie Polski od dwóch lat czy rozdawaniu Żydom polskich paszportów. Co to za suwerenna polityka ze strony państwa, które zgadza się na coraz większą liczbę amerykańskich żołnierzy i bazy NATO w naszym kraju, ponieważ musimy robić za wschodnią flankę Paktu? I prowadzi politykę jednowektorową, nastawioną na sojusz ze Stanami Zjednoczonymi?

– Partia, z którą sympatyzujesz, trzy lata temu obiecywała na kanwie kampanii wyborczej – „zero imigrantów!”. W tym, schyłkowym okresie rządów PO, przez Polskę przewinęły się dziesiątki marszy, pikiet oraz manifestacji antyimigranckich, w których wzięły udział setki tysięcy Polaków. Największy z nich miał miejsce w Warszawie, 12 września 2015 roku (w rocznicę Odsieczy Wiedeńskiej), i zgromadził około 40 tysięcy ludzi. Dzisiaj, po dojściu PiS do władzy, Polska powoli idzie śladem krajów Europy Zachodniej, które ponad pół wieku temu zaczęły ściągać imigrantów z Trzeciego Świata w charakterze taniej siły roboczej przy wsparciu lobby Kapitału. Zamachy terrorystyczne, rosnąca liczba przestępstw i narzucanie swojego stylu bycia rdzennej ludności, tworzenie gett w największych europejskich miastach (Berlinie, Paryżu, Londynie, Brukseli, Sztokholmie etc.) – oto niektóre z długofalowych rezultatów wspierania masowej imigracji. O tym w demoliberalnych mediach nie powie obecna władza, ale co rusz słyszymy dzięki Internetowi o brutalnych atakach i przestępstwach tych, którzy „nie są groźnymi imigrantami, bo przecież pracują i płacą podatki”. Tak, mowa o sprowadzaniu przez obecny rząd imigrantów nie tylko z Ukrainy, ale i z Indii, Filipin, Bangladeszu, Uzbekistanu, Pakistanu i krajów arabskich. Wg danych podanych przez portal bankier.pl 1/5 zezwoleń na pobyt dla imigrantów spoza Unii Europejskiej wydano w Polsce. Jak te fakty i informacje mają się więc do zapewnień rządu, że nie przyjmujemy imigrantów z Afryki i Bliskiego Wschodu, narzuconych nam przez Brukselę? Do tego warto dodać wypowiedź obecnego ministra spraw zagranicznych, Jacka Czaputowicza, o przyjęciu 2700 imigrantów przysłanych przez Europę Zachodnią.

– Warto również wspomnieć o tym, że za rządów Dobrej Zmiany mimo zmiany władzy nie jest dobrze z wolnością słowa, poglądów i zgromadzeń. Z tegorocznych przykładów można wymienić choćby pacyfikację Marszu Powstańców Śląskich, brutalne akcje policji przeciwko kontrdemonstracjom do tzw. „parad równości” w Lublinie i Rzeszowie, represje wobec nacjonalistów przed 11 listopada i bezczelną próbę zawłaszczenia przez stronę rządową Marszu Niepodległości. Apropo represji, pewnie nie słyszałeś o bardzo głośnym ostatnio w Internecie przypadku molestowania seksualnego, dopuścił się go policjant wobec 18-letniej dziewczyny, która przyjechała do Polski uczcić setną rocznicę odzyskania niepodległości. Wstrząsające na pierwszy rzut oka, co nie? Ale to są fakty potwierdzające tylko to, że PiS nie różni się właściwie niczym od PO czy poprzednich rządów, jeśli chodzi o stosowanie aparatu represji przeciwko polskim obywatelom.

Liczę, że przeczytasz ten list i się poważnie zastanowisz nad szeregiem kwestii, które zostały przeze mnie poruszone powyżej. Pod żadnym pozorem nie chcę Ciebie posądzać o złą wolę czy niewiedzę, bo możliwe, że o części z podanych przeze mnie przykładów wiesz, więc tym bardziej zachęcam do przemyślenia i krytycznego spojrzenia na te kwestie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.