Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Ernst Jünger: Odwrót do lasu

Ernst Jünger, las

Strach jest jednym z najbardziej charakterystycznych zjawisk dla naszych czasów. Opisanie go jest tym bardziej kłopotliwe, jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest to ściśle związane z epoką indywidualnej wolności, w której nawet takie coś jak nędza, która była znana Dickensowi, stała się niemalże nieznana. Jakże więc doszło do odwrócenia tego znikomego zaznajomienia ze strachem do momentu gdzie teraz strach, jest dla naszego społeczeństwa nieodłącznym elementem? Jeśli ktoś miałby wybrać punkt zwrotny, nie znalazłby nic bardziej odpowiedniego niż dzień, w którym zatonął Titanic (1911). Właśnie tam zderzają się przeciwieństwa – światło i mrok. Ślepa pycha postępu zostaje skonfrontowana z paniką, luksusowy komfort ze zniszczeniem, mówiąc wprost; okropna katastrofa, która jawiła się jako wypadek na oceanie, który był nie do przewidzenia. W rzeczywistości, mimo tego, co wiele osób myśli rosnąca automatyzacja idzie w parze z niepokojem, strachem. Te czynniki pojawiają się, ilekroć człowiek stara się ograniczyć zakres swoich decyzji w nadziei, by załagodzić swój los za pomocą środków technologicznych. Dla jasności, owe środki technologiczne gwarantują człowiekowi wiele komfortu, ale wiąże się to wzrastającą utratą wolności.

Jednostka nie jest już zakorzeniona w społeczeństwie niczym drzewo w lesie, natomiast łatwiej jest już go porównać do pasażera w szybkim środku transportu, który może nosić imię Titanic, bądź Lewiatan. Dopóki pogoda będzie stabilna, a widoki będą przyjemne dla oka, jednostka nawet nie zauważy ograniczenia jej wolności. Może nawet będzie przepełniony optymizmem i świadomością mocy, która jest wytwarzana przez poczucie prędkości. To wszystko jednak się zmienia, gdy na horyzoncie pojawiają wulkaniczne, niebezpieczne wyspy i ogromne góry lodowe. Wówczas technologia będzie sobie rościła prawo nie tylko do dominacji w dziedzinach innych niż zapewnienie komfortu, ale w tym samym czasie ujawni się brak wolności; czy to w zwycięstwie bezlitosnych sił żywiołów, czy w fakcie, że jednostki, które okazały się być silnymi zdobywają środki do użyźnienia sobie gruntu do sprawowania władzy absolutnej.

Można sprzeciwić się temu, iż wieki, które były pełne niepokoju i niewyobrażalnej paniki miały miejsce bez dość porównywalnego automatyzmu. Może tak być dlatego, że automatyzm staje się straszny tylko wtedy kiedy zostaje ujawniony jako jedna z form, a nawet jako styl nemezis. Niepokój współczesnego człowieka może być szczególnego rodzaju, a może być po prostu współczesnym wcieleniem nawracającego do nas niepokoju kosmicznego.

Jednakże ten problem nie musi być czymś, co nas powstrzyma.

Powinniśmy raczej zadać sobie pytanie, które dotyczy nas wszystkich; czy możliwym jest okiełznanie naszego strachu w czasie kiedy automatyzacja dalej się utrzymuje, czy, jednak, gdy owy automatyzm – jak można się spodziewać – będzie poczynał dalsze postępy na drodze do ostatecznej doskonałości? Czy uda nam się pozostać na statku i równocześnie utrzymać prawo do wolnego podejmowania decyzji?

Czy możliwym jest, aby nie tylko zachować, lecz również wzmocnić korzenie, które dalej trzymają się pierwotnych głębin Bycia? Właśnie to, jest zasadniczą kwestią naszego życia.

Czytelnik zapewne doświadczy zmiany charakteru tego, co uważane jest za pytanie. Od początku historii ludzkości mamy do czynienia z siłami, które ciągle nas kwestionują, a ich dociekliwość nie jest motywowana w żadnym wypadku troską o ideę. Zwracając się do nas ze swoimi pytaniami, nie spodziewają się, że sprawa obiektywnej prawdy będzie przez nas promowana, a co więcej, nie będziemy przyczyniać się do rozwiązania jakichkolwiek problemów. Nie interesują ich nasze rozwiązania, lecz odpowiedzi. Dlatego właśnie przy akcie głosowanie w parze idzie poczucie bezpieczeństwa, może nawet poczucie władzy, które wyróżnia suwerenne wyrażenie wolnej woli w sferze chronionej przez prawo.

To rozróżnienie jest szczególnie ważne. Z czasem, akt przesłuchania nabiera cech przesłuchania krzyżowego – procesu, który można badać w trakcie rozwoju prowadzącego od urny wyborczej do kwestionariusza. Celem głosowania jest ustalenie faktycznej relacji, woli wyborczej, a akt głosowania jest zorganizowany w taki sposób, że można go wyrazić bez ingerencji lub zewnętrznych wpływów. Ale dzisiaj, człowiek zobowiązany do udzielenia odpowiedzi na kwestionariusz, jest daleki od tego poczucia bezpieczeństwa. Jego wypowiedzi mają daleko idące konsekwencje, gdyż od nich może zależeć jego los. Widzimy jednostki, które stoją w obliczu sytuacji, w której proszone są o zaopatrzenie się w dokumenty, które mają na celu spowodowanie ich ruiny. A jak trywialne są rzeczy, które w dzisiejszych czasach determinują zniszczenie człowieka! Nie ulega wątpliwości, że zmiana charakteru procesu przesłuchania wskazuje na porządek zupełnie inny niż na początku wieku. Musimy dostosować nasze myślenie, ze względu na to, że stare systemy zabezpieczeń już zniknęły.

Pytania docierają do nas z coraz większym naciskiem, z tak silnym naciskiem, że sposób, w jaki udzielamy odpowiedzi, ma coraz większe znaczenie. Już nawet cisza stała się odpowiedzią. Takie są dylematy epoki, od których nie można uciec. Inną jednak cechą naszej ery jest łączenie się znaczących wydarzeń z nieistotnymi przedstawicielami. Jest to szczególnie niezwykłe u naszych wielkich ludzi – sprawiają wrażenie postaci, które można zobaczyć w dowolnej ilości w wiedeńskich kawiarniach czy w wojewódzkich klubach oficerskich.

To właśnie przed tymi ludźmi, trzęsą się miliony, to właśnie oni kształtują losy niezliczonych mas. A jednak są to ci sami ludzie, których nasze czasy wybrały z niezawodnym taktem, czy uważamy to za jeden z jego aspektów, za ogromne, niszczące przedsięwzięcie. Wszystkie te likwidacje, racjonalizacje, socjalizacje, elektryfikacje i prochowania nie wymagają ani kultury, ani charakteru, które są zagrożeniem dla automatyzmu. Gdziekolwiek w naszym okresie siła jest niezbędna, przyciąga ją jednostka, w której to, co nieistotne, łączy się z silną wolą.

Takie zjawiska miały już wcześniej miejsce w historii ludzkości. Można je nawet zaliczyć do okrucieństw, których nie brak, gdy zachodzą wielkie przemiany. Bardziej jednak niepokojący fakt jest taki, że zmierzamy do społeczeństwa, gdzie grozi nam zmiana zjawiska okrucieństwa – zamiast towarzysza, stanie się nieodłącznym elementem nowych struktur władzy, a jednostka będzie narażona bez możliwości, by się bronić. Powodów tego jest kilka, przede wszystkim to, że racjonalne myślenie samo w sobie jest okrutne i to właśnie okrucieństwo wchodzi następnie w proces planowania. Wygaśnięcie wolnej konkurencji odgrywa ważną rolę, prowadząc do dziwnych zakłóceń. Rywalizacja jest jak wyścig, w którym najzdolniejszy wygrywa. Natomiast tam, gdzie ustaje, zostaje zastąpiony przez ogromne naciski na ogólną synekurę kosztem państwa, podczas gdy konkurencja zewnętrzna – wyścig między stanami – wciąż trwa. W nowo powstałą lukę wkrada się terror. Szybkość, która dawniej była wytwarzana przez wyścig współzawodnictwa teraz stanie się wynikiem strachu. W jednym przypadku standardy wydajności zależą od wysokiej presji, natomiast w drugim przypadku są zależne od próżni. Właśnie tam zwycięzca jest wyznacznikiem tempa, i również tam znajduje się człowiek, który jest w gorszej sytuacji. Właśnie z tego powodu państwo czuje się nieustannie zmuszone do poddawania części swojej ludności okrucieństwom. Życie stało się dogłębnie szare, ale człowiek, który zdołał przywyknąć do tej szarości, widzi to życie jako w pewnym stopniu znośne. Właśnie to, a nie ekonomiczne konsekwencje są niebezpieczeństwem ekstensywnego planowania.

Wybór prześladowanych grup jest kwestią drugorzędną. Zawsze będą mniejszościami, oddzielonymi przez naturę lub sztuczną konstrukcję. Oczywiście wszyscy, których wyróżnia tradycja lub doskonałość są w zagrożeniu. Zrozumiałe jest, że w tych warunkach istoty ludzkie wolałyby raczej poddać się najbardziej uciążliwym ciężarom, niż być zaliczane do tych, którzy są „inni”. Pozornie bez wysiłku, automatyzmowi udaje się zniszczyć resztki wolnej woli, a prześladowania stają się wszechobecne.

Ucieczka będzie możliwa dla uprzywilejowanej garstki ludzi, lecz mimo tego, że mało osób będzie w stanie pozwolić sobie na ucieczkę, to będzie to prowadziło do większego zła. Opór tylko prowokuje Lewiatana i daje mu w końcu pożądany pretekst do zwiększenia represji. W obliczu tak okrutnych wydarzeń człowiekowi zdaje się, że została mu tylko nadzieja, że proces prześladowań dobiegnie końca. Właśnie tu pojawia się pytanie, którego odpowiedzi pragnęły wszystkie cywilizacje; czy nie ma innej ścieżki, którą można przejść, czy nie ma dotychczas nieodkrytej przełęczy, która z czasem by mogła nam posłużyć za nową ścieżkę? Na świat przyszły nowe koncepcje władzy jak i również koncentracji władzy. Aby im stawić opór, trzeba znaleźć nową koncepcję wolności, która wykracza poza anemiczne abstrakcje, które są kojarzone z tym terminem. Pierwszym warunkiem tej nowej świadomości jest to, że człowiek nie może zadowolić się pozostawieniem w spokoju; że musi być gotowy zaryzykować własne życie.

W takim przypadku wkrótce się przekonamy, że nawet w państwach policyjnych niepodległość nie wygasła. Pancerz Lewiatana ma swoje słabe punkty, których należy nieprzerwanie szukać, co jest czynnością, która wymaga ogromnej ostrożności, ale również niesłychanej zuchwałości Sugeruje to, że elity już niedługo rozpoczną walkę o nową wolność, która będzie wymagała wielkiego poświęcenia i której nie można interpretować w sposób niegodny tego. Aby znaleźć analogie, musimy cofnąć się do epok siły, powiedzmy, do okresu hugenotów lub partyzantów, jakie Goya widział w swoim Desastros. W porównaniu z nimi „szturm na Bastylię” – wydarzenie, które wciąż dostarcza pożywki dla obecnego pojęcia wolności – jawi się jak niedzielny spacer na przedmieścia. Czy został przynajmniej jeden korzeń, który otworzy bogactwo gleby? Zależy od niej zdrowie i życie – poza wszelką cywilizacją i poza jej ochroną. Ujawnia się to w okresach skrajnego zagrożenia, kiedy aparat nie tylko porzuca jednostkę, ale wręcz zwraca się przeciwko niej. Następnie każdy musi zdecydować, czy chce się poddać, czy wytrwać, polegając na własnej i najgłębszej sile. W tym przypadku może wybrać odwrót do lasu (Waldgang).

Statek jest symbolem doczesnej egzystencji, las natomiast symbolem Bytu ponadczasowego. W naszej jakże nihilistycznej epoce iluzje optyczne namnażają się, a ruch sprawia wrażenie wszechobecnego. W rzeczywistości jednak wszystkie współczesne przejawy mocy technicznej są jedynie efemerycznym odbiciem bogactwa Bytu.

Uzyskując do niego dostęp, choćby tylko na chwilę, człowiek zyska wewnętrzne bezpieczeństwo: zjawiska doczesne nie tylko stracą swoje zagrożenie, ale nabiorą pozytywnego znaczenia. Będziemy nazywać tę reorientację w kierunku Bycia wycofaniem się do lasu (Waldgang) a człowieka, który to wykonuje, wędrowcem w lesie (Waldgänger). Podobnie jak termin „robotnik” (Arbeiter), oznacza skalę wartości. Dotyczy to bowiem nie tylko różnorodnych form aktywności, ale także różnych etapów wyrażania ukrytej postawy. Termin ma swoją prehistorię w starym islandzkim zwyczaju. Wycofanie się do lasu nastąpiło po skazaniu na banicje. Dzięki niej człowiek potwierdził swoją wolę przetrwania dzięki własnej sile. Uznano to za zaszczytne i tak jest do dziś, pomimo wszelkich powszechnych przekonań, że jest inaczej. Wędrowcy w lesie (Waldgänger) to wszyscy, którzy odizolowani przez wielkie wstrząsy, stają w obliczu ostatecznej zagłady. Ponieważ może to być los wielu, a nawet wszystkich, należy dodać jeszcze jedną charakterystyczną cechę: wędrowiec w lesie jest zdeterminowany, aby stawić opór. Jest gotów podjąć walkę, która może wydawać się beznadziejna. Stąd wyróżnia go bezpośredni związek z wolnością, który wyraża się w tym, że jest gotów przeciwstawić się automatyzmowi i odrzucić jego etyczną konkluzję fatalizmu. Jeśli spojrzymy na niego w ten sposób, zrozumiemy rolę, jaką odwrót do lasu odgrywa nie tylko w naszych myślach, ale także w realiach naszych czasów. Każdy dziś podlega przymusowi, a próby jego wygnania są śmiałymi eksperymentami, od których zależy przeznaczenie o wiele większe niż los tych, którzy odważą się ich podjąć. Wycofania się do lasu nie należy rozumieć jako formy anarchizmu skierowanego przeciwko światu technologii, choć jest to pokusa, szczególnie dla tych, którzy dążą do odzyskania mitu.

Niewątpliwie mitologia powróci. Jest zawsze obecna i pojawia się we właściwym czasie jak skarb wydobywający się na powierzchnię. Jednakże człowiek nie wraca do królestwa mitu, a spotyka je ponownie, gdy wiek jest poza zasięgiem i znajduje się w magicznym kręgu skrajnego niebezpieczeństwa. Nie jest to więc kwestia wyboru lasu czy statku, lecz wyboru i lasu i statku. Liczba tych, którzy chcą opuścić statek rośnie, a wśród nich są bystre głowy i szlachetne umysły. Mimo to, sprowadza się to do zejścia na ląd na środku oceanu. Nastąpi głód, kanibalizm i rekiny. Dlatego zaleca się przebywanie na pokładzie w każdych okolicznościach, nawet w przypadku zagrożenia wybuchem. Zarzut ten nie jest skierowany przeciwko poecie, który swoim życiem i twórczością ujawnia wielką wyższość uniwersum artystycznego nad światem techniki. Pomaga człowiekowi odkryć siebie na nowo: poeta jest leśnym wędrowcem, bo autorstwo to po prostu inna forma niezależności.

Mówiąc dokładniej – nie zajmujemy się określonymi konfiguracjami politycznymi i technologicznymi. Ich przelotne obrazy mijają, ale zagrożenie pozostaje lub powraca z coraz większą prędkością i z coraz większym wpływem. Przeciwnicy stają się do tego stopnia podobni, że łatwo ich rozpoznać jako przebrania tej samej siły. Naszym zadaniem nie jest więc opanowanie zjawisk zewnętrznych tu czy tam, ale pokonanie wieku. Do tego potrzebna jest suwerenna wola, której w dzisiejszych czasach w mniejszym stopniu można szukać w heroicznych decyzjach, niż w człowieku, który we własnym sercu wyrzekł się lęku. Ogromne środki ostrożności państwa skierowane są przeciwko niemu i tylko i wyłącznie niemu, a jednak ostatecznie ich przeznaczeniem jest doprowadzenie do jego triumfu. Kiedy to sobie uświadamia, zostaje wyzwolony, a dyktatury rozpadają się w proch. Na tym polegają niewykorzystane zasoby naszych czasów i nie tylko naszych. To jest temat całej historii, który definiuje historię, oddzielając ją od królestwa demonów. Jest antycypowany przez mity i wielkie religie i powtarza się zawsze. Wielokrotnie giganci i tytani pojawiają się z tą samą pozornie przytłaczającą wyższością, tylko po to, by zostać powalonym przez wolnego człowieka, który nie zawsze musi być księciem lub Heraklesem. Wiadomo też, że wystarczy kamień z procy pasterza, sztandar podniesiony przez dziewicę i kusza.

III.

W tym miejscu pojawia się kolejne pytanie; W jakim stopniu wolność jest pożądana w pierwszej kolejności? Czy może służyć celowi w naszej obecnej sytuacji historycznej? Czyż nie jest to wyróżniająca zasługa współczesnego człowieka – i zasługa, której łatwo nie doceniać – że umie w tak dużym stopniu wyrzec się wolności? Pod wieloma względami jest jak żołnierz maszerujący w nieznane miejsca lub robotnik budujący pałac, w którym inni będą mieszkać. Nie jest to też jego najgorszy aspekt. Czy powinien być rozpraszany, dopóki proces trwa? Nie ma wątpliwości, że istnieją cele, którym służą niezliczone miliony ludzi, którzy prowadzą życie, które bez tej perspektywy byłyby nie do zniesienia i których nie można wytłumaczyć zwykłym przymusem. Ofiary zapewne przyniosą im chwałę tylko w odległej przyszłości, ale nie będą one daremne. Procesy będą kontynuowane i jak w każdych warunkach nakazanych przez los, próby opóźnienia rozwoju i powrotu do punktów wyjścia będą służyć jedynie dalszemu i przyspieszeniu biegu wydarzeń.

Dobrze jest być świadomym nieuniknionego, aby nie zagubić się w iluzjach. Wolność współistnieje z koniecznością i dopiero wtedy, gdy wolność właśnie nawiąże kontakt z koniecznością, może pojawić się nowy stan umysłu. Każda zmiana pojęcia konieczności pociągała za sobą zmianę postrzegania wolności. Z tego powodu pojęcia wolności z 1789 roku stały się przestarzałe i nie są już skuteczne w walce z przymusem naszych czasów. Wolność sama w sobie jest nieśmiertelna, ale w każdym okresie przybiera inną postać i trzeba ją zdobywać na nowo. Historię w prawdziwym sensie mogą tworzyć tylko wolni ludzie; jest to forma, którą ci, którzy są wolni nadali swojemu przeznaczeniu. W tym sensie człowiek może działać jako symbol; jego ofiara obejmuje i liczy się dla innych członków wspólnoty. Naszym zadaniem nie może być zatem zmiana projektu wszechświata. Ale aby można by na niej budować pałace, a nie tylko sterty mrówek, których oczekują utopie naszych czasów. Rozważmy kolejny zarzut. Czy powinniśmy ograniczyć się do filozofii katastrofy? Czy powinniśmy – i czy to tylko w naszych duchowych zajęciach – szukać wód skrajnego niebezpieczeństwa, zaćmy, wiru, ogromnych otchłani?

To zastrzeżenie, którego nie powinno się lekceważyć. Wiele można powiedzieć o rozsądnym człowieku, który wyznacza bezpieczne trasy z silną wolą wytrwania na swoim kursie. Jest to problem, który może przybrać wymiar praktyczny, podobnie jak w przypadku uzbrojenia. Uzbrojenie jest przeznaczone na wypadek wojny, przede wszystkim jako środek zapobiegawczy. Następnie prowadzi to do sytuacji granicznej, w której gotowość wydaje się zapraszać do wojny. Istnieją rodzaje inwestycji, które w każdych okolicznościach muszą zakończyć się bankructwem. Zatem można sobie wyobrazić systemy piorunochronów, które ostatecznie wywołałyby burze. Te same względy odnoszą się do sfery duchowej. Rozsądek wymaga rozważenia wszystkich możliwych ewentualności i zachowania gotowości na każdą odpowiedź, tak jak robi się to na szachownicy.

W sytuacji, w której jesteśmy, naszym obowiązkiem jest liczyć się z katastrofą, spać z nią, ale spać tak, aby nie dać się zaskoczyć. Tylko w ten sposób możemy uzyskać rezerwę bezpieczeństwa, która pozwoli nam działać rozsądnie. W stanie całkowitego bezpieczeństwa nasza myśl po prostu igra z możliwością katastrofy. Uwzględniamy to w naszych planach jako nieprawdopodobną ewentualność i chronimy się minimalnymi środkami ostrożności. W naszych czasach musi być jednak odwrotnie. Musimy wydać prawie cały nasz kapitał na możliwość katastrofy właśnie po to, aby otworzyć drogę środka, która stała się wąska jak ostrze noża.

Jednakże martwimy się tutaj zagrożeniem, na jakie narażona jest jednostka, i jej strachem, a nie polityką czy też ideami politycznymi. Zasadniczo jednostka jest zainteresowana tylko swoim zawodem, rodziną i pogonią za swoimi celami, ale prędzej czy później wiek wkracza w jednostkę. Albo warunki stopniowo się pogarszają, albo jest narażona na skrajności. Na jej horyzoncie pojawiają się wywłaszczenia, przymusowa praca i jeszcze gorsze rzeczy. Wkrótce zda sobie sprawę, że neutralność byłaby równoznaczna z samobójstwem – musisz albo wyć z wilkami, albo z nimi walczyć. Gdzie w rozpaczy może znaleźć trzecie rozwiązanie, które pozostawia mu trochę wolności od dynamiki wydarzeń? Tylko w swojej egzystencji jako jednostki, w swoim własnym Bycie, który pozostaje niezachwiany. Każdy, kto uciekł przed katastrofami, wie, że w ostatecznym rozrachunku swoje ocalenie zawdzięczał prostym ludziom, którzy nie ulegli sile nienawiści i strachu ani automatyzmowi haseł. Oparli się wpływowi propagandy i sugestywności technicznej, wpływowi wszystkich demonicznych sił naszej cywilizacji. Niezmierzone mogą być błogosławieństwa, gdy taka cnota stanie się widoczna w przywódcach narodów, tak jak ujawniła się w Augustusie. To ta cnota jest fundamentem imperiów. Książę nie rządzi, zabijając, ale dając życie. W tym tkwi jedna z wielkich nadziei, że wśród bezimiennych milionów może powstać jedna doskonała istota ludzka. Wśród takich ludzi możemy wymienić Sokratesa, którego przykład zainspirował nie tylko Stoa, ale także niezliczone dusze w każdym wieku. Możemy się różnić w naszych opiniach dotyczących życia i nauk tego człowieka, jednakże jego śmierć należy do największego ze wszystkich wydarzeń. Świat jest taki, że uprzedzenia i namiętność zawsze będą wymagać krwi. Trzeba sobie uświadomić, że inaczej nigdy nie będzie. Argumenty się zmieniają, ale głupota zawsze będzie nas sądzić.

Najpierw ludzie stawali przed trybunałem, ponieważ gardzili bogami; później, ponieważ nie rozpoznali dogmatu, albo dlatego, że obrazili teorię. Nie ma wielkiego słowa ani szlachetnej myśli, w której imię nie przelano by krwi. Przesłanie Sokratesa tkwi w przekonaniu o nieważności wyroku. Prawdziwy werdykt zapadł na długo przed rozpoczęciem procesu i był wyrazem uniesienia ofiary. Proces jest wieczny, a Filistynów, którzy wówczas osądzali, można dziś spotkać na rogu każdej ulicy i w każdym parlamencie. Myśl, że to może się skończyć, zawsze wyróżniała płytkich myślicieli. Ale ludzka wielkość musi być wciąż na nowo odzyskiwana. Triumfuje, ilekroć człowiek opanuje nawałnice wulgarności w jego własnym sercu. W tym tkwi prawdziwa istota historii; w spotkaniu człowieka z samym sobą, to znaczy z jego własną boską mocą. Trzeba to zrozumieć, jeśli chce się uczyć historii. Ale co to znaczy dla współczesnego bytu, jeśli radzimy mu, aby wzorował się na człowieku, który pokonał śmierć, na wzorcach bogów, bohaterów i mędrców? To znaczy, że uczestniczy w oporze przeciwko wiekowi, i to nie tylko przeciwko temu wiekowi, ale przeciwko każdemu wiekowi, którego podstawową motywacją jest strach. Z natury rzeczy dzisiejsza edukacja zmierza do czegoś zupełnie odwrotnego. Nigdy wcześniej nie istniały tak dziwne pojęcia dotyczące nauczania historii. Wszystkie te systemy mają na celu odcięcie napływu metafizyki, oswojenie i wywiercenie na duchu korzyści dla dobra zbiorowości. Nawet gdy Lewiatan jest zmuszony polegać na odwadze, w takich miejscach jak na polu bitwy, będzie próbował utrzymać walczącego człowieka w miejscu za pomocą drugiego i silniejszego zagrożenia. W takich stanach jest się zależnym od policji.

Dotykamy tutaj rdzenia współczesnego cierpienia, wielkiej pustki, którą Nietzsche nazwał rozrostem pustyni. Pustynia rośnie; to jest spektakl cywilizacji z jej wyczerpującymi relacjami. W tym krajobrazie tęsknimy za pożywieniem: „Pustynia rośnie; biada temu, kto zawiera w sobie pustynie ”. Będzie dobrze, jeśli kościoły utworzą oazy. Będzie jeszcze lepiej, jeśli człowiek nawet z tego nie będzie zadowolony. Kościół może nam dać pomoc, ale nie istnienie. Decyzja zapadnie w człowieku; nikt nie może oszczędzić mu jego cierpień. Wielka samotność jednostki należy do cech tego wieku. Jest otoczony i uwięziony przez niepokój, który ogarnia go jak zbliżające się ściany. Niepokój staje się namacalny w więzieniach, niewolnictwie i bitwach współczesnej wojny. Te doświadczenia wypełniają myśli, monologi, a może nawet pamiętniki z lat, w których człowiek nie może nawet ufać swojemu najbliższemu bliźniemu. Jednak bliskość mocy zbawczych jest również odczuwalna. Strach jest niepokojem, symptomem coraz bardziej natarczywych pytań, które stawia się człowiekowi. Nikt nie może oszczędzić mu odpowiedzi.

Pustynia rośnie; wyblakłe, bezpłodne sfery rosną w swojej liczbie. Pola, które nadały życiu sens, znikają; tak samo jak ogrody, z których można się odżywiać bez podejrzeń, szopy z dobrze znanymi narzędziami. Prawa stały się wątpliwe, a broń natomiast – obusieczna. Biada temu, który kryje w sobie pustynie; kto nie posada choćby jednej komórki pełnej substancji, gwarantującej płodność.

IV.

Przerażające jest to, jak koncepcje i przedmioty często zmieniają swój wygląd w ciągu nocy i dają zupełnie nieoczekiwane rezultaty. To jest symptom anarchii. Rozważmy na przykład wolność i prawa jednostki w stosunku do władzy. Te określa konstytucja. Wielokrotnie i niestety przez jakiś czas będziemy musieli spodziewać się naruszenia tych praw przez państwo, przez partię, która zajęła państwo, przez obcego najeźdźcę lub przez kombinację tych sił. Można powiedzieć, że masy, przynajmniej w naszym kraju, są w stanie, w którym prawie nie dostrzegają już naruszenia Konstytucji. Wydaje się, że bardziej interesują się meczami piłki nożnej niż swoimi podstawowymi prawami. Kiedy ta świadomość zostanie utracona, nie można jej sztucznie przywrócić. Naruszenie prawa może być przykryte pod powłoką, która daje złudzenie, że wszystko jest w zgodzie z prawem, na przykład wtedy, gdy partia rządząca zdobędzie większość potrzebną do zmiany Konstytucji. Większość może mieć rację, a mimo to wciąż mogą popełnić błąd, co jest sprzecznością, której nie potrafią pojąć osoby o prostym umyśle. Nawet podczas plebiscytów często trudno jest zdecydować, gdzie kończy się prawo, a zaczyna przemoc. Te ingerencje mogą stopniowo zyskiwać na sile, aż nabiorą charakteru czystych okrucieństw. Ci, którzy byli świadkami takich działań, którym towarzyszył aplauz mas, wiedzą, że tradycyjne rozwiązania w niczym im nie pomogą. Samobójstwa nie należy się spodziewać po wszystkich, a już najmniej w przypadku gdy jest rekomendowane z zagranicy. Żaden los nie jest bardziej beznadziejny niż życie w okresie, w którym prawo stało się bronią. W Niemczech opór przeciwko władzy jest lub był szczególnie trudny, ponieważ od czasów prawomocnej monarchii ludność zachowywała odrobinę szacunku dla państwa. Stąd jednostce trudno było zrozumieć, dlaczego zwycięskie mocarstwa ścigały go nie tylko zbiorowym oskarżeniem o winy zbiorowe, ale także jako jednostkę za to, że na przykład kontynuował zawód dyrygenta orkiestry lub jako urzędnik publiczny. Chociaż ten stan umysłu wywołał groteskowe skutki, nie możemy go traktować jako zwykłej ciekawostki. Wskazuje to na nową cechę w naszym świecie, w której cudzoziemcy mogą oskarżać jednostkę o współpracę z ruchami ludowymi, podczas gdy partie polityczne próbują ją oskarżyć jako sympatyka niepopularnych spraw. W ten sposób jednostka jest umieszczona pomiędzy Scyllą i Charybdą; grozi jej likwidacja, ponieważ brała udział lub nie uczestniczyła w czymś. Dlatego potrzebny jest wysoki stopień odwagi, który pozwoli jej bronić sprawy sprawiedliwości w pojedynkę, a nawet przed władzą państwa. Wątpliwe jednak będzie, czy takich ludzi można znaleźć. Niektórzy jednak pojawią się i będą wędrowcami w lesie (Waldgänger). Nawet wbrew swojej woli ten typ człowieka wejdzie na scenę historyczną, ponieważ istnieją formy przymusu, które nie pozostawiają wyboru. Może się wydawać dziwne, że jedna osoba, a nawet kilka osób, stawiało opór Lewiatanowi, jednak to właśnie poprzez ich działanie kolos ujawnia swoje słabości. Nawet garstka zdeterminowanych ludzi może stać się zagrożeniem nie tylko moralnym, ale i fizycznym. Ciągle jesteśmy świadkami, jak dwóch lub trzech gangsterów może zdenerwować całą dzielnicę metropolitalną i spowodować długie oblężenia. Jeśli stosunki ulegną odwróceniu, jeśli władze staną się przestępcami, a sprawiedliwi stawiają opór, skutki mogą być nieporównywalnie większe. Znanym przykładem jest konsternacja Napoleona wywołana powstaniem Malleta, jednego, ale nieugiętego człowieka.

Załóżmy więc, że w jakimś mieście lub stanie pozostaje niewielka liczba prawdziwie wolnych ludzi. W takim przypadku naruszenie Konstytucji wiązałoby się z dużym ryzykiem. W tym sensie teoria winy zbiorowej jest uzasadniona, gdyż możliwość naruszenia prawa jest wprost proporcjonalna do stopnia oporu, jaki napotyka ze strony wolności. Atak na nietykalność, a nawet na świętość domu, nie byłby możliwy w starej Islandii w takiej formie, w jakiej był możliwy jako środek czysto administracyjny w Berlinie w 1933 roku. pośród liczącej kilka milionów populacji. Jako zaszczytny wyjątek należy wspomnieć o młodym socjaldemokracie, który przy wejściu do swojego mieszkania zabił pół tuzina członków tzw. Policji Pomocniczej. Wciąż uczestniczył w znaczącym staroniemieckim poczuciu wolności, które jego przeciwnicy celebrowali w swoich teoriach. Oczywiście nie nauczył się tego z programu swojej partii. Przypuśćmy ponadto, że władze musiałyby spodziewać się takiego incydentu na każdej ulicy Berlina. W takim przypadku byłoby inaczej. Długie okresy ciszy i spokoju sprzyjają pewnym złudzeniom optycznym. Wśród nich jest założenie, że nietykalność domu opiera się na konstytucji i jest przez nią chroniona. W rzeczywistości spoczywa ona na ojcu rodziny, który w towarzystwie swoich synów pojawia się z siekierą na progu swojego mieszkania. Jednak ta prawda nie zawsze jest oczywista. Nie należy jej też interpretować jako sprzeciwu wobec konstytucji. Po prostu nadal obowiązuje stare powiedzenie: mężczyzna musi ręczyć za swoją przysięgę; przysięga nie może ręczyć za mężczyznę. Zarzucano Niemcowi, że nie stawiał oporu wobec oficjalnych aktów przemocy i być może słusznie. Nie znał jeszcze reguł gry i czuł się zagrożony z innych kierunków, w których nigdy nie było kwestii podstawowych praw człowieka. Ci, którzy zginęli w beznadziejnej walce, bez broni, w obronie swoich żon i dzieci, są na razie mało zauważani, ale ich samotne zniszczenie stanie się znane, gdyż liczy się jako waga na skali historii. My, którzy przeżyliśmy, musimy jednak dopilnować, aby spektakl przymusu, który nie napotkał oporu, nigdy się nie powtórzył.

V.

Żyjemy w okresie, w którym trudno odróżnić wojnę od pokoju, a granice między zasługą a zbrodnią są przesłonięte pośrednimi odcieniami. Nawet bystre oczy się na to nabierają, bo w każdym przypadku indywidualnej winy wkracza zamieszanie epoki, poczucie winy zbiorowej. Okolicznością obciążającą jest fakt, że nie ma już suwerenów, a wszyscy, którzy sprawują władzę, powstali w wyniku zwaśnionych partii politycznych. Zmniejsza to od samego początku zdolność do działań ukierunkowanych na dobro całości, to znaczy na bezstronność, hojność i rozwój. Ci, którzy sprawują władzę, wolą, zamiast tego żyć całością; nie są w stanie się oszczędzać, zachować i zwiększyć poprzez swoją wewnętrzną obfitość, poprzez Bycie. Stąd kapitał jest marnowany przez zwycięskie frakcje na rzecz krótkowzrocznych celów i koncepcji.

Jedynym pocieszeniem jest uświadomienie sobie, że ten spektakl jest częścią zejścia, które prowadzi w określonym kierunku i do określonych celów. W dawnych czasach fazy takie jak obecne nazywano mianem bezkrólewia. Ich charakterystyczną cechą jest brak ostatecznych wartości. Jest to już znaczącym osiągnięciem, że potrafimy to sobie uświadomić, a właśnie uświadomienie sobie tego ma znacznie większą wartość niż próba ponownego wprowadzenia starych i przestarzałych wartości pod pretekstem, że mogą one nadal być skuteczne. Nasze oczy odrzucają gotyckie ozdoby w świecie maszynerii; w sferze moralnej obowiązuje podobne prawo.

Kiedy wszystkie instytucje stają się wątpliwe lub wręcz niesławne, kiedy słyszy się modlitwy nie za prześladowanych, ale za prześladowców, wówczas odpowiedzialność etyczna przenosi się na jednostkę, a raczej na osobę, która jest jeszcze wędrowcą w lesie. Jest to trudna decyzja, którą musi podjąć, aby zastrzegł sobie prawo do niezależnego osądu bez względu na przyczynę, dla której wymaga się jego aprobaty lub udziału. Będzie to wymagało znacznego poświęcenia, ale doprowadzi również do natychmiastowego uzyskania suwerenności. W obecnym stanie rzeczy zysk ten odczują tylko nieliczni, jednak moc suwerennych rządów może pochodzić tylko od tych, którzy zachowali świadomość pierwotnych skal wartości, tylko od ludzi, których nie można skłonić do wyrzeczenia się ludzkości żadną wyższością siły. Wielkie doświadczenie lasu polega na spotkaniu z Ego, z jaźnią, z nienaruszonym rdzeniem i esencją, która podtrzymuje doczesny i indywidualny wygląd. To spotkanie, tak decydujące dla zdobycia zdrowia i zwycięstwa nad strachem, ma również najwyższą wartość moralną. Prowadzi do pierwotnych podstaw wszelkich stosunków społecznych, do człowieka, którego przykład określa indywidualność. W tej sferze napotkamy nie tylko wspólnotę, ale i tożsamość. Takie jest symboliczne znaczenie uścisku: Ego rozpoznaje się w drugim człowieku w powiedzeniu: „To ty”. „Innym” może być ukochany, cierpiący lub bezradna ofiara. Udzielając pomocy, Ego wspomaga swoją nieśmiertelną esencję i potwierdza podstawowy porządek etyczny wszechświata.

Dziś żyje niezliczona ilość ludzi, którzy przeszli przez nadiry nihilistycznego procesu. Wiedzą, że mechanizm ten jawi się jako coraz większe zagrożenie, że człowiek wszedł do wnętrza ogromnej maszyny, która została zaprojektowana, by go unicestwić. Nauczyli się, że każda forma racjonalizmu prowadzi do mechanizmu podobnego do maszyny, a każdy mechanizm do tortur jako logicznej konsekwencji, czego nie udało się uchwycić w XIX wieku. Cud musi się wydarzyć, jeśli człowiek ma uciec z takich wirów. I ten cud zdarzał się niezliczone ilości razy, kiedy wśród bezimiennych liczb pojawiła się jednostka i okazała wsparcie. Tak było nawet w więzieniach, a zwłaszcza tam. W każdej sytuacji i w stosunku do każdego człowieka jednostka może stać się bratem – to jest jej prawdziwa, suwerenna cecha. Powstanie szlachty było zadaniem ochrony – ochrony przed zagrożeniami ze strony bestii i potworów. To znak arystokratycznej istoty i jaśnieje w strażniku, który potajemnie podaje więźniowi kawałek chleba. Takie działania nigdy nie ustają, ponieważ świat na nich żyje. Są ofiarami, na których spoczywa.

Źródło: Poniższy tekst jest oparty na angielskim, anonimowym tłumaczeniu dzieła Ernsta Jüngera Der Waldgang (1951) z Konfluencja: Forum Międzynarodowe wol. 3 nr. 2 (1954): 127-42.

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji jest zabronione.

Tłumaczenie: Ansger Valencia

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.