Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Guillaume Faye: O istocie wojny

Przeczytaliśmy wszystkie komentarze, za i przeciw na temat kontruderzeń przeciwko reżimowi Assada w Syrii (tekst został napisany w drugiej połowie 2013 roku przyp. tłum.). (W chwili pisania tego tekstu, nic się jeszcze nie wydarzyło Pacyfiści, którzy zostali podżegaczami wojennymi (francuscy zieloni), antyatlantyści, którzy się dostosowali do Waszyngtonu (Francuska partia socjalistyczna), atlantyści, którzy wystrzegają się etykiety (Parlament Brytyjski), oraz inne dziwne krzyżujące się stanowiska dają nam okazję do refleksji: czym jest wojna? 

Wojna, czyli użycie siły zbrojnej między suwerennymi jednostkami politycznymi-w odróżnieniu od przemocy prywatnej [1] – zawsze była słabo rozumiana, nawet w umysłach jej bohaterów. Na przykład niedawna książka o wybuchu pierwszej wojny światowej (1914–1918), absolutnej katastrofie dla Europy („Europe’s Last Summer: What Caus the First World War?”, Autorstwa historyka Davida Fromkina, profesora Uniwersytetu Bostońskiego), pokazuje, że ten wyścig w otchłań został spowodowany nie przez jakąkolwiek racjonalną kalkulację polityczną, a wbrew interesom walczących stron, przez rodzaj wzburzonego autonomicznego mechanizmu, który możemy nazwać „podżeganiem do wojny”. Mechanizm, który niektórzy nazywają tautologicznym, irracjonalnym, „szalonym”. Żaden aktor tak naprawdę nie chciał „zaatakować drugiego”, ale mniej więcej wszyscy chcieli walczyć w różnym stopniu, bez wyraźnych wspólnych celów konfrontacji. Fromkin pokazuje, że na długo przed tragiczną sekwencją wydarzeń ostatniego szczęśliwego lata w Europie różne siły chciały wojny z różnych powodów. Dotyczy to wszystkich przyszłych walczących stron. 

Zanurzmy się w historii. Najlepsi historycy Cesarstwa Rzymskiego [2] zauważają, że wojny podboju w okresie przedimperialnym nie były podporządkowane ani pragnieniu hegemonii ekonomicznej (która już istniała), ani starciom obronnym przeciwko spacyfikowanym Barbarzyńcom, ani polityczno-kulturowemu rzymskiemu imperializmowi (który również został narzucony miękką siłą, bez legionów). Historyk Galii, Jean-Louis Brunaux zauważa, że sam Cezar w swoich słynnych Komentarzach nigdy nie wyjaśnił logicznie powodów swojego zaangażowania, zwłaszcza przeciwko Belgom, północnym Galom (celto-germańskim), którzy w żaden sposób nie grozili Rzymowi, co wymagało bardzo niebezpiecznych operacji potępione przez Senat za ich strategiczną bezużyteczność. [3] Augustus nie mógł też trzy pokolenia później usprawiedliwić utratę trzech legionów Warusa, lekkomyślnie wysłanych do Niemiec przeciwko „zdrajcy” Hermannowi (Arminius). [4] Historia oferuje niezliczone podobne przykłady: wojny lub operacje wojskowe, które nie są oparte na racjonalnej logice i których cele można było osiągnąć za pomocą zasadniczo łatwiejszych środków. 

Szkoła marksistowska (wojna = imperializm ekonomiczny) czy szkoła geopolityczna (wojna = zapewnienie kontroli nad przestrzenią) lub szkoła nacjonalistyczna (wojna = obrona zasobów narodowych) nie są w błędzie, ale nie odpowiadają na pytanie: dlaczego wojna? Ponieważ, zgodnie z rozumowaniem Arystotelesa, „Po co dążyć do celu na własnej skórze, skoro mogliśmy iść łatwiejszą drogą?” Talleyrand uważał w tym względzie, że Francja mogłaby z łatwością zdominować Europę poprzez dyplomację, wpływy gospodarcze i kulturowe oraz demografię bez i znacznie bezpieczniej niż przez-krwawe wojny napoleońskie, które wyniosły Anglię i Niemcy na szczyt. Z reguły wojny wewnątrzeuropejskie nie przyniosły korzyści żadnemu z bohaterów, ale osłabiły cały kontynent. 

Więc czym jest wojna? Odpowiedź na to pytanie znajduje się nie w politologii, ale w etologii człowieka. Robert Ardrey, Konrad Lorenz i wielu innych badaczy zauważyło, że gałąź naczelnych zwana Homo sapiens była gatunkiem najbardziej agresywnym, także w sprawach wewnątrzgatunkowych. Przemoc we wszystkich jej formach leży u podstaw impulsów genetycznych gatunku ludzkiego. Nie da się od niej uciec. Religie i moralność „przeciwdziałania przemocy” potwierdzają to nastawienie tylko poprzez opozycję. Wojna byłaby, mówiąc słowami Martina Heideggera o technologii, „procesem bez tematu”. To znaczy zachowanie, które (a) wymyka się racjonalnej i dobrowolnej przyczynowości w rozumieniu Arystotelesa i Kartezjusza oraz (b) ignoruje rzeczywiste konsekwencje. Istota wojny nie leży zatem na poziomie logicznego myślenia (np. Czy powinniśmy inwestować w dane źródło energii?), ale na poziomie nielogiczności, na granicach paleokorty i nowej kory. 

Istota wojny jest endogeniczna; zawiera w sobie własne uzasadnienie. Prowadzę wojnę, ponieważ to jest wojna i trzeba ją toczyć. Musimy pokazać naszą siłę. Kiedy Amerykani -a na niższym poziomie Francuzi-angażują się w wyprawy wojskowe, jest to mniej kwestia kalkulacji (to samo można by osiągnąć niższym kosztem i, co gorsza, zaprzecza celowi), niż popędu. Potrzeba-nie zwierzęca, ale bardzo ludzka! – użycia siły, aby udowodnić sobie, że istniejesz. Vilfredo Pareto całkiem poprawnie widział dwa poziomy ludzkiego zachowania: działania i ich uzasadnienia, z rozłączeniem między nimi. 

Zatem istota wojny tkwi w sobie. Nie dotyczy to innych rodzajów działalności człowieka, takich jak rolnictwo, przemysł, hodowla zwierząt, botanika, informatyka, badania technologiczne, architektura, sztuka, medycyna i chirurgia, astronomia itp., które, używając kategorii Arystotelesa, „mają swoje przyczyny i cele wykraczające poza ich własną istotę “. [5] A co najbardziej przypomina wojnę jako samowystarczalną działalność ludzką? To oczywiście religia. 

Wojna, podobnie jak religia, z którą jest często kojarzona (jest to religia teologiczna lub ideologiczna), samowystarczalnie tworzy własną atmosferę. Emanuje z gratyfikacji. Wzmacnia i stymuluje, gdy niszczy. To jest wspólny czynnik tworzenia i dewastacji. Wynika to z ludzkiej potrzeby posiadania wrogów za wszelką cenę, nawet bez obiektywnego powodu. To, dlatego religie i ideologie pokoju i harmonii nigdy nie zdołały narzucić swoich poglądów i same były źródłem wojen. Chodzi o to, że idee wyrażane przez człowieka niekoniecznie odpowiadają jego naturze i to ona jest ostatecznie istotna [6]. Natura ludzka nie jest skorelowana z kulturą i ideami człowieka: stanowi dominującą infrastrukturę. 

Czy wszyscy powinniśmy przyjąć pacyfizm? Oczywiście historia to nie tylko wojna, ale wojna jest paliwem historii. Wojna inspiruje artystów, filmowców i pisarzy. Bez tego, o czym rozmawialiby historycy? Nawet zwolennicy „końca historii” okazują się podżegaczami wojennymi. Ubolewamy nad tym, ale uwielbiamy to. Feministyczni uczeni napisali, że gdyby społeczeństwa nie były szowinistyczne i zdominowane przez wojowniczych mężczyzn, nie byłoby wojny, a jedynie negocjacje. Błąd genetyczny: u wyższych kręgowców samice są równie wojownicze, jak samce, a nawet bardziej. 

Paradoks wojny polega na tym, że może ona mieć aspekt „twórczej destrukcji” (używając słynnej kategorii Schumpetera), zwłaszcza w kwestiach ekonomicznych. Ponadto w historii techniczno-gospodarczej od najdawniejszych czasów do dnia dzisiejszego technologia wojskowa zawsze była główną przyczyną innowacji cywilnych. W istocie konflikt i obecność wroga stwarza stan szczęścia i pożądania w sferze prywatnej (bo nadaje sens życiu), tak jak w sferze publicznej wojna inicjuje zbiorowe szczęście, mobilizację, zerwanie z codzienna harówka, fascynujące wydarzenie. Na dobre i na złe. Więc co robić? Nie możemy znieść aktu wojny. Jest w naszym genomie jako popęd libidynalny. Wojna jest częścią zasady przyjemności. Jest smaczna, atrakcyjna, okrutna, niebezpieczna i kreatywna. Musimy po prostu spróbować to regulować, kierować, w jakiś sposób zdominować, a nie pozbywać się. 

Najgorsza jest albo odmowa, albo dążenie do wojny za wszelką cenę. Ci, którzy walczą z islamskim dżihadem, ale i ci, którzy odmówią walki, zostaną unicestwieni. Jak ci, którzy oszukują się co do wroga-na przykład zwolennicy ataków na syryjski reżim. Wszystko mieści się w arystotelesowskich złotych środkach, „średnich”: odwaga leży między tchórzostwem a pochopnością, między strachem a lekkomyślnością. Dlatego też każdy naród, który rozbraja się i wyrzeka się władzy militarnej, jest tak samo głupi, jak ci, którzy jej nadużywają. Wojna, jak wszystkie przyjemności, musi być zdyscyplinowana. 

[1] Wojna domowa ma ten sam charakter: walka frakcyjna o zdobycie monopolu na suwerenność jednostki politycznej. 

[2] Zob. Zwłaszcza Lucien Jerphagnon, Histoire de la Rome antique, les armes et les mots (Tallandier). 

[3] Jean-Louis Brunaux, Alésia, la fin de l’ancienne Gaule (Gallimard).  

[4] Por. Luc Mary, Rends-moi mes légions! Le plus grand désastre de l’armée romaine (Larousse). 

[5] W tym sensie termin „wojna gospodarcza” na określenie konkurencji jest dość nieprzemyślany. Nie tylko dlatego, że nikt  
nie umiera, ale dlatego, że konkurenci ekonomiczni robią wszystko, aby uniknąć konfrontacji lub ograniczeń (karteli, trustów, oligopoli, ofert przejęcia itp.), I ponieważ celem konkurencji nie jest sam w sobie, ale poza nią: maksymalizacja wyników biznesowych. Jednak sport jest bliżej wojny. 

[6] Na przykład teorie płci, zainspirowane feministami, są sprzeczne z zachowaniem większości. 

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji jest zabronione.

Tłumaczenie: Jason Jurasz

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.