3DROGA.PL

Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Mario Palmieri: Bohater jako Przywódca

bohater, duce

W tym poddającym wszystko pod wątpliwość, niewiernym ideałom i odrzucającym wiarę wieku bez wątpienia niedorzecznym i śmiesznym będzie się wydawać próba kontynuacji wykładów Carlyle’a na temat „Bohaterów i ich kultu”, poprzez dodanie do oryginalnych, niezrównanych sześciu wykładów – siódmego o Bohaterze jako Przywódcy.

Wiek kultu bohaterów wydaje się nam w istocie bardzo dziwny i odległy; sama możliwość pojawienia się pośród nas bohatera jest zaprzeczana z całą stanowczością i poczuciem ostateczności, co ujawnia naszą niezdolność do zrozumienia prawdziwej istoty heroizmu. Innymi słowy, wszystko wskazuje na niski stan, do którego spadł kult i zwyczaj heroizmu u człowieka.

Nawet jeśli wiek kultu bohaterów minął na zawsze, to nie jest prawdą, że bohaterowie nie mogą się pośród nas pojawić.

Kim jest Bohater, Bohater Carlyle’a?

Bohaterem jest ten, kto potrafi przebić się mistycznym światłem wewnętrznej wizji do samego serca rzeczy, ten, który może na nowo odkryć największą i najgłębszą ze wszystkich prawd: to znaczy, że poza tą rzeczywistością ulotnych pozorów jest niezmienne i wieczne to, co Fichte nazwał „Ideą Boską Świata”. To wreszcie ten, który żyjąc już w duchu tej ponadczasowej i absolutnej Rzeczywistości, potrafi przełożyć swoją wizję na czyny i działać zgodnie z nakazem wewnętrznego głosu mówiącego mu, że „…bardzo krzywdzą człowieka, którzy twierdzą, że łatwość ma go uwieść. Trudność, wyrzeczenie, męczeństwo, śmierć, to pokusy, które oddziałują na serce człowieka”.

Jako Bóg lub prorok, jako święty lub wojownik, jako poeta lub król – pod każdą postacią, w jakiej mogliby się pojawić na tej ziemi, wszyscy bohaterowie zawsze ludzkości przekazywali i przekazywać będą zawsze to samo przesłanie: mianowicie, że człowiek żyje prawdziwym ludzkim życiem tylko wtedy, gdy jego życie jest oddawane i, jeśli to konieczne, w pełni poświęcane dla triumfu idei, oraz że tylko żyjąc takim życiem, może kiedykolwiek znaleźć szczęście na tej ziemi.

A ponieważ każda epoka rodzi swój własny typ bohatera, Bohater jako Przywódca, nowy typ bohatera, zrodzony z potrzeby czasów, odpowiadając na wezwanie historii, przekazuje na nowo takie przesłanie – przesłanie nadziei i zaufania, wiary, buntu i wyrzeczenia, a jednocześnie stawiania wymagań – musi je przekazać nie w formie religii objawionej, proroctwa czy poematu obejmującego ziemię i niebo. Przybiera ono formę nowego sposobu życia: zdolnego do wyprowadzenia człowieka z jego obecnego nieszczęśliwego, nędznego stanu.

Bohater jako Przywódca!

Aby uznać, że człowiek spośród nas, człowiek z krwi i kości, z naszymi wadami i cnotami, z naszą siłą i naszymi słabościami, z naszymi aspiracjami i marzeniami, jest naprawdę Bohaterem, Bohaterem-Przywódcą, musimy go najpierw i przede wszystkim prosić, aby swoją mową, działaniem, wpływem, przykładem, całym swoim życiem żył tym samym przesłaniem, które nam przekazuje.

Ale to nie wystarczy – chcemy mieć pewność, że nie jest on szalbierzem, szarlatanem czy oszustem, ale prawdziwym i szczerym człowiekiem. Szczerość celu, te magiczne kryterium, które tak dobrze służy odróżnieniu złota od żużlu w ludzkich działaniach – jest tym, czego oczekujemy od człowieka, który zostanie uznany za bohatera.

A jednak szczerość, jakkolwiek godna podziwu, sama w sobie nie umożliwia osiągnięcia niczego trwałego, jeśli nie towarzyszy jej odwaga. Nic wielkiego, nic o jakiejkolwiek wartości, w jakimkolwiek znaczeniu, nie może być osiągnięte na tym naszym świecie, jeśli wszelki strach przed znanymi i nieznanymi, poniżającymi lub szyderczymi siłami nie zostanie wygnany z serca i umysłu człowieka.

Wreszcie szczerość i odwaga muszą być osiągnięte przez wiarę: wiarę we własne przeznaczenie; w rolę, jaka jest nam dana odegrać na scenie życia; wreszcie we własne siły, aby własnym wysiłkiem rzeczywiście i skutecznie zmienić świat.

U podstaw tej magicznej trójcy szczerości, odwagi i wiary musi zawsze istnieć w najgłębszych zakamarkach duszy mistyczna moc natychmiastowego poznania prawdy dzięki najwyższemu darowi intuicji, jeśli działanie człowieka ma brać udział w ostatecznych zrządzenia Boga.

Kiedy już odnajdziemy wszystkie te cechy w duszy jednego człowieka, gdy odkryjemy, że nie tylko tam istnieją, ale całkowicie opanowały jego życie wewnętrzne, wymazując – że tak powiem – każdą inną cnotę, każdą inną wadę, to możemy być pewni, że znaleźliśmy człowieka godnego naszego podziwu, prawdziwego bohatera godnego włączenia do świętej kohorty bohaterów Carlyle’a.

Ale nasi sceptyczni bracia – mali ludzie bez wizji, bez wiary, bez przekonania – proszą o pragmatyczny dowód, że ma on prawo do bycia przez nas podziwianym, jeśli nie wręcz uwielbianym. Taki dowód najwyraźniej nie jest potrzebny tym, którzy potrafią rozpoznać Bohatera, gdy go widzą, ale jest bardzo potrzebny tym, którzy są świadomi chleba, którego jedzą, ale są ślepi na rzeczywistość rzeczy niewidzialnych.

Tej kategorii ludzi, skazanych przez nędzny los na najgorszą formę ślepoty ze wszystkich, trzeba będzie udzielać wyjaśnień, udzielać wyjaśnień, udzielać wyjaśnień, i udzielać wyjaśnień; trzeba będzie ich zapytać, czy oszust, szarlatan, fałszywy człowiek może kiedykolwiek doprowadzić do jednoczenia narodu, wskrzeszenia imperium, odkupienia ziemi, odrodzenia sumienia moralnego narodu. Jaki oszust, jaki szalbierz, jaki fałszywy człowiek kiedykolwiek tego dokonał? Jakim cudem pomysłowości, sprytu lub złośliwości udało mu się kiedykolwiek oszukać wszystkich ludzi przez cały czas? I czy to w ogóle możliwe?

Jeśli to, co zostało dokonane kiedyś, jest gwarancją tego, co można osiągnąć teraz, jeśli przeszłość jest zwiastunem teraźniejszości, jeśli prawdą jest, że „Historia magistra vitae” – to jesteśmy zmuszeni przyznać, że jest na tej ziemi, wśród nas człowiek naznaczony przez przeznaczenie, aby wypowiedzieć ludzkości nowe słowo. Jego słowa, jego czyny, jego myśli, całe życie tego człowieka jest żywą lekcją bohaterstwa dla wszystkich nieśmiałych dusz, które wierzą, że nie ma nic większego na ziemi niż zaspokojenie się rutyną, zwyczajną egzystencją.

Jak głęboko, poruszająco patetycznie, nie do opisania jest widzieć takiego człowieka płonącego wielkim płomieniem, który niósł i nadal nosi głęboko w sobie; szukajcie tu i tam i wszędzie schronienia, a wraz ze schronieniem kawałka chleba, a wraz z kawałkiem chleba środków do wydobycia tego wewnętrznego płomienia, który płonie głęboko, głęboko wewnątrz was. Jak inspirujące jest widzieć go podążającego za wezwaniem przeznaczenia, nie wiedząc dokładnie, czego los od niego oczekuje; tylko niewyraźnie dostrzega w zamazanej wizji obraz jakiejś wielkiej rzeczy kształtującej się we mgle i wzywającej go, prowadzącej go, ciągnącej go ku nieznanemu i być może niebezpiecznemu celowi.

Czy światło wskazuje na socjalizm, marksistowską utopię, walkę klas, międzynarodowe braterstwo?

Przez długie lata zmagań, wyrzeczeń, niedostatków, smutków, oddał się triumfowi miraży; za triumf socjalizmu, marksistowskiej utopii, walki klas, międzynarodowego braterstwa, żył i był zawsze gotów umrzeć.

Niestety, jaki gorzki smak miały owoce zwycięstwa! Zwycięstwo te oznaczało w istocie nic innego jak zniszczenie całej pracy, całego cierpienia, całego męczeństwa patriotów, którzy ponownie stworzyli Włochy po wiekach rozczłonkowania, poddaństwa i poniżenia.

Ale wzywa godzina przeznaczenia. Czy nie ma już nadziei dla Włoch? Czy Włochy muszą na zawsze wyrzec się swojej chwalebnej przeszłości? Czy musi pogodzić się z drugorzędną rolą w historii świata? Czy nie ma znaczenia w tym wszystkim, co stanowi istotę idei narodu, narodu włoskiego? […]

Takie pytania musiały poruszyć umysł i serce tego człowieka, gdy nadeszła godzina przeznaczenia.

Ale mgła spowijająca wizję, nawiedzającą jego sny od wczesnych lat młodości, wreszcie się podnosi, jej kontury stają się wreszcie ostre, wyraźne i odrębne… Co ujawniają wewnętrznemu oku widzącego? Ukazują obraz wielkiej matki Włoch zatopionej w bagnie, szukającej światła, błagającej o pomoc.

Wtedy to prawdziwa, całkowita rewolucja wszystkich myśli, wszystkich uczuć, wszystkich doznań, szturmem zawładnęła duszą tego człowieka i zmusiła go do krytycznego przeanalizowania całej swojej przeszłości, zrewidowania wszystkich jego przekonań, stworzenia nowego wyznania, znalezienia w sobie zdolności do wypowiedzenia nowego słowa, słowa, które cały lud, cały kontynent, cała zachodnia cywilizacja potrzebowała i czekała, by usłyszeć.

Miał wtedy intuicję, że w grę wchodzi coś o ogromnym znaczeniu dla ludzkości, niebezpiecznie uzależnione od decyzji o przebiegu jego życia; miał objawienie, że trzeba wtedy rozstrzygnąć kwestię o dalekosiężnych konsekwencjach dla przyszłości ludzkości. Było to pytanie, czy w obliczu rozpadu liberalno-demokratyczno-kapitalistyczno-materialistycznej organizacji społeczeństwa człowiek musiał przyjąć komunizm i poddanie, czy też wybrać inny sposób życia zgodny z aspiracjami jego duszy, jeśli nie z pragnieniami jego zwierzęcej natury.

W ten sposób nieme, zakorzenione siły dziejowe, które kształtują losy człowieka, nagle znalazły głos; w ten sposób taki głos nagle doprowadził do kulminacji stuleci myśli i działań. W ten sposób sami ludzie nabrali nagle głosu, którego tak gorliwie, a jednak tak na próżno szukali. Ponieważ jeśli Faszyzm jest wytworem Benito Mussoliniego, to tak naprawdę należy do samej cywilizacji zachodniej.

Ten człowiek był po prostu rzecznikiem wybranym przez przeznaczenie, by wypowiedzieć to, co należało wypowiedzieć w kluczowym momencie dziejów ludzkich. Powiedział to, co wszyscy ludzie pragnęli powiedzieć, zrobił to, co wielu ludzi, być może próbowało zrobić.

Rzeczywiście wyraził słowami to, co pozostało niewypowiedziane w najgłębszych sercach ludzi, przełożył jedynie na działanie to, co drzemie w potencjale, w samej naturze narodu.

Sam nie mógł nic osiągnąć. Jako lider potrafił się zmieniać i zmienia oblicze świata.

Nie wolno nam nigdy zapominać, że – jak już powiedzieliśmy i powtórzymy – był to fakt, że ziemia była gotowa na zasiew jego przesłania. Istniała pilna potrzeba, aby taka wiadomość została wysłana w świat. To w końcu upadek całej cywilizacji umożliwił triumf faszyzmu.

Tak zawsze dzieje się w sprawach ludzkich – „Nawet to, co jest większe – mówi Rudolph Eucken – ma swoje konieczne założenia i warunki; gleba musi być gotowa, wiek musi przynieść bodziec w postaci swoich szczególnych problemów”.

Jedyną naprawdę wielką zasługą tego człowieka, jest to, że podjął wyzwanie komunizmu i odważył się, a odważając, dał światu niezrównany dar nowego rodzaju życia. Stawia on na heroizm, ascezę, męczeństwo i śmierć ponad wygodę i tchórzostwo, bezpieczeństwo i dobrobyt. Uznaje on jedność, która jest u podstaw życia, podkreśla niewidzialną więź, która łączy losy wszystkich ludzi. Uznaje potrzebę czczenia przez człowieka tych niematerialnych rzeczy, zwanych Ideałami Ojczyzny, Państwa, Kościoła i Rodziny. W nim ostatecznie Władza, Odpowiedzialność i Obowiązek zastępują tę negatywną formę wolności, która jest klątwa jedynej formy Wolności, dla której warto żyć i umrzeć – Wolności Ducha.

W ten sposób; oferując ludziom trudy, cierpienia, niedostatki i braki zamiast łatwości, wygody, dostatku i bogactwa, Mussolini spełnia proroctwa wszystkich wielkich dusz XIX wieku, które głosiły nowy sposób życia, ale które nie znalazły nikogo, kto by go przetłumaczył w rzeczywistości. […]

Spełnia słowa Carlyle’a:

„Wiara jest wielka, życiodajna. Historia narodu staje się owocna, podnosząca na duchu, wspaniała, gdy tylko się w nią uwierzy”.

Pozwala ludzkości uznać prawdę już uświadomiona przez Emersona w jego mistycznych chwilach najsilniej wyrażanej intuicji, prawdę, że „To, co powszechnie nazywamy człowiekiem: człowiek jedzący, pijący, sadzący, liczący, nie reprezentuje samego siebie, ale przedstawia się fałszywie” lub, jak ujmuje to Carlyle: „Bardzo krzywdzą człowieka ci, którzy twierdzą, że łatwość ma go uwieść. Trudność, wyrzeczenie, męczeństwo, śmierć, to pokusy, które działają na jego serce. Rozpal jego wewnętrzne, wesołe życie, niesiesz płomień, który wypala wszystkie niższe popędy.”

Niech słowa Alfredo Orianiego, samotnego myśliciela nadchodzącej epoki w dziejach człowieka, będą drogowskazem dla nowej arystokracji faszyzmu: „Arystokracja jest nieśmiertelna!”.

„Ta wyższość, która jest podstawą charakteru arystokratycznego, ma swoje źródło w samej naturze jednostek: ukazuje się jako cecha, która odróżnia ich od tłumu i prowadzi do zrzeszania się, do ustanowienia między sobą hierarchicznego układu, która dają jedność ich pracy.”

Ostatecznie spełnia proroctwa wszystkich poprzedników Faszyzmu, od Vico do Mazziniego, od Dantego do Giobertiego, od Carlyle’a do Carducciego. Pozwala, by wszystkie słowa tych wielkich dusz, które wierzyły w moc i piękno Ideału stały się faktem, sprawiając, że ludzie przyjmują je jako doktrynę nowego sposobu życia, powodując, że ludzie w nie wierzą, pracują dla nich, za nie cierpią, za nie umierają.

Zaprawdę, jeśli ktokolwiek ma prawo nazywać się Bohaterem, ten człowiek z pewnością jest nowym typem Bohatera, Bohaterem czasów, Bohaterem-Przywódcą.

Źródło: Mario Palmieri, Philosophy of Fascism (Chicago: Dante Alighieri Society, 1936).

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji jest zabronione. Tekst został zamieszczony ze względu na niewątpliwe walory historyczne i nie ma na celu propagowania “ustrojów totalitarnych”.

Tłumaczenie: Michał Szymański

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.