Trzecia Droga

Portal Nacjonalistyczny

Thierry Meyssan: Dżihadyści w służbie imperializmu

Od Redakcji: Rządy państw zachodnich nie zamierzają już dłużej ukrywać oczywistego faktu, że dla wypełnienia swoich doraźnych celów na Bliskim Wschodzie używali islamskich dżihadystów: tych samych, z którymi formalnie są w stanie wojny od czasu zamachów z września 2001 roku. Choć na ten temat, zaczynają się pojawiać w Internecie kolejne publikacje na ten temat, to jeszcze nikt nie podjął trudu zastanowienia się, jak to jest, że ci sami islamiści, na co dzień mówiący o „zgniłym Zachodzie” bez zająknięcia odgrywają role wyznaczone im przez amerykańskich i europejskich polityków. Zapraszamy do lektury:

Często sami zadajemy sobie pytanie: jak to się w zasadzie dzieje, że Pentagon i CIA jest w stanie manipulować milionami muzułmanów i wysyłać ich do walki o interesy Wuja Sama. Oczywiście, prawdą jest, że część terrorystycznych liderów jest w istocie opłacanymi agentami, jednak nie zmienia to faktu, że wszyscy dżihadyści wierzą w to, że walczą i umierają po ty by dostąpić Raju. Odpowiedź na to wszystko jest dziecinnie prosta. Używając retoryki Bractwa Muzułmańskiego: tak długo jak będziemy ich do tego podjudzać tak długo będzie możliwe by wyrywać ludzi z ich rzeczywistości i wysyłać do zabijania kogo tylko chcemy.

Choć oficjalnie Państwo Islamskie nie uznaje autorytetu Aymana Al-Zawahiriego i ma dość napięte stosunki z samą Al-Kaidą to nadal w wielu miejscach, takich jak na przykład góry Qalamun (Syria), ugrupowania te są praktycznie nie do rozróżnienia, gdyż nawet sami bojownicy często deklarują swoją przynależność do dwóch tych organizacji naraz. Oczywiście można by sprowadzić cały ten konflikt jedynie do osobistej kłótni, która wynikła z tego, że Abu Bakr al-Bagdadi chce po prostu zastąpić obecnego lidera Al-Kaidy. Jednak podczas gdy te organizacje mają dokładnie te same praktyki to rozwijają one zupełnie inne podejście do stojących przed nimi wyzwań.

Obie popierają i używają haseł Bractwa Muzułmańskiego. „Koran jest naszą Konstytucją”, „Islam jest rozwiązaniem”. Tak więc, jak widzimy życie w świętości jest dla nich bardzo proste. Nie ma żadnego znaczenia czy Stwórca w istocie stworzył nas wszystkich inteligentnymi ludźmi, musimy tylko w każdym przypadku stosować się do Słowa Bożego jak maszyny. Gdy jakiś przypadek nie jest uregulowany w Księdze, to wtedy należy go po prostu rozbić na kawałki. Wynik jest oczywiście katastrofalny i sprawia, że organizacje te nigdzie nie są w stanie stworzyć choćby początków idealnego społeczeństwa o którym marzą.

Historia pokazuje ich różnice. Od 1979 roku do 1995, czyli od rozpoczęcia operacji CIA w Afganistanie do zwołania Kongresu Islamskiego w Chartumie, najemnicy Osamy bin-Ladena walczyli przeciwko Sowietom korzystając z wydatnej pomocy Stanów Zjednoczonych. Od 1995 do 2011, czyli inaczej mówiąc od wspomnianego Kongresu do przeprowadzenia na terytorium Pakistanu operacji „Włócznia Neptuna”, Al-Kaida zajęła wyraźne stanowisko przeciwko „Żydom i Krzyżowcom” kontynuując jednocześnie swoją walkę przeciwko Rosji na terenie Jugosławii i Czeczenii. Od 2011 roku, czyli od momentu wybuchu Arabskiej Wiosny, dżihadyści wspierają NATO i Izrael na spornych Wzgórzach Golan. Ogólnie rzecz biorąc, zachodniej opinii publicznej nie udało się nadążyć za tymi przemianami. Wciąż pozostaje ona przekonana o niebezpieczeństwie rosyjskiego ekspansjonizmu i trwa nadal w obwinianiu dżihadystów za ataki z 11 września. Dlatego zwyczajnie nie umiała ona zdać sobie sprawę z tego co tak naprawdę stało się w Libii i dzieje się obecnie na granicy izraelsko-syryjskiej i podtrzymuje ona nadal fałszywe przekonanie o tym, że Al-Kaida jest antyimperialistyczną organizacją terrorystyczną. Jak uważają sami Arabowie, Europejczycy nie opierają się na faktach, lecz wybierają w zależności od sytuacji, pomiędzy rzeczywistością a zachodnią propagandą, tak by wynaleźć dla siebie samych romantyczną narracje.

Z ich strony, Państwo Islamskie oddala się od nauk Koranu i przesuwa się bliżej do nekonserwatystów twierdząc, że ich głównymi wrogami są inni muzułmanie, a mianowicie Szyici i ich sojusznicy. Najwyraźniej zapomnieli oni o bośniackim epizodzie, podczas którego Legion Arabski bin-Ladena był wspierany jednocześnie przez USA, Arabię Saudyjską i Iran (szyici). Odpowiedzmy sobie teraz na pytanie: kim są sojusznicy Szyitów? To głównie Syryjska Republika Arabska (świecka) i palestyński Islamski Dżihad (sunnicki). Innymi słowy, Państwo Islamskie w pierwszej kolejności walczy przeciwko Osi Oporu wobec zachodniego imperializmu co de facto potwierdza tezę, że jest ono celowym sojusznikiem USA i Izraela w rejonie Bliskiego Wschodu mimo formalnego bycia z tymi państwami w stanie wojny.

Plastyczność tych dwóch organizacji, zawiera się głównie w ich podstawowej ideologii, która w istocie jest po prostu ideologią Bractwa Muzułmańskiego. Dlatego jest zatem logiczne, że praktycznie wszyscy liderzy dżihadystów w takim lub innym czasie byli członkami tej lub innej gałęzi Bractwa Muzułmańskiego. Z tego samego powodu, dość logicznym jest stwierdzić, że CIA wspierało nie tylko ich egipski oddział (od czasu przyjęcia przywódców Bractwa w Białym Domu przez Eisenhowera w 1955) ale także każdą związaną z nimi zagraniczną grupę opozycyjną.

I dlatego kalifat o którym marzył Hassan el-Bana i który Ayman al-Zawahiri i Abu Bakr al-Baghdadi udaje że chce, nie jest odzwierciedleniem Złotego Wieku Islamu tylko panowaniem obskurantyzmu.

To wszystko potwierdził także były premier Francji, Laurent Fabius mówiąc w 2012 roku (czyli przed rozłamem pomiędzy Al-Kaidą a ISIL): „W gruncie rzeczy, robią oni dobrą robotę”.

Tłumaczenie: Redakcja Portalu 3droga.pl. Przedruk tylko za zgodą Redakcji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.