Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Bartłomiej Tatar: American Psycho – wiek psychopatów.

American Psycho, Bartłomiej tatar

Patrick Bateman to przeciętny młody przedsiębiorca z Wall Street. Ma luksusowe mieszkanie na jedenastym piętrze, wysoki status społeczny, bardzo dobrze zna się na modzie, jest przystojny, zawsze elegancko ubrany i ponad wszystko nadzwyczaj sympatyczny. Z jego ślicznej twarzy praktycznie nigdy nie schodzi szeroki biały uśmiech. Problem Patricka polega na tym, że ma dość nietypowe hobby. W chwilach wolnych, oprócz słuchania ulubionej muzyki oraz pławienia się w prywatnym luksusie, morduje ludzi. Tak dokładnie Patrick to w istocie brutalny drapieżnik seksualny i seryjny morderca. Zabija bezdomnych, prostytutki i niezbyt lubianych kolegów z pracy. Co ciekawe wiecznie uśmiechnięty Bateman, niespecjalnie kryje się ze swoją pasją do ćwiartowania ciał. Ciągnie zakrwawiony worek z truchłem przez pełny ludzi hol, oddaje brudne z krwi prześcieradła do pralni, nawet zdarza mu się w środku nocy biegać z mechaniczną piłą po hotelowym korytarzu, tuż obok drzwi niezliczonej ilości mieszkańców. Swój brak subtelności w tak dużej aglomeracji miejskiej, gdzie na każdym rogu czają się potencjalni świadkowie, powinien przepłacić błyskawicznym schwytaniem przez funkcjonariuszy prawa. Jednak nic takiego się nie dzieje. Dlaczego Bateman ciągle pozostaje na wolności? Dlaczego nikt nie zauważa jego zbrodni?

Ed Kemper przed kilkoma laty był zwyczajnym mieszkańcem Kalifornii. Ponad dwumetrowy mężczyzna sprawiał wrażenie kompletnie niegroźnego młodzieńca. Wychowywał się bez ojca w domu zdominowanym przez matkę. Cichy, sympatyczny nieco upośledzony intelektualnie chłopak nie wzbudzał większych podejrzeń u sąsiadów. Z pewnością wszyscy przeżyli szok, gdy na jaw wyszło, że dokonał zabójstwa i zbezczeszczenia ciał dziesięciu osób, w tym własnej matki. Zakopywał fragmenty zamordowanych w ogródku, tuż pod nosem mieszkańców, a mimo to nikt go nie nakrył. Został schwytany, dopiero gdy zadzwonił z budki telefonicznej na policję i przyznał się do winy. Edward ze względu na swoją powierzchowność wciśnięty został w niszową szufladę mało znaczącego nieudacznika, który, choć jest dziwny to zupełnie niezdolny do skrzywdzenia nawet muchy. W tak wytworzonej przez otoczenie zasłonie, pomału wzrastał rozwijając krwawe popędy. Dopiero kiedy prawda, z inicjatywy samego mordercy wychodzi na jaw, maska obłudy zostaje zerwana. Wrażliwy, zakompleksiony chłopak to psychopata, a jego rzekomo upośledzony umysł zdołał uzyskać w badaniach psychiatrycznych ogromny wynik 145 punktów IQ. Sytuacja Patricka jest bliźniacza. Zapewne wywodzi się z dobrego domu, twierdzi, że ukończył prestiżową uczelnię, mimo młodego wieku sporo zarabia i może pochwalić się imponującymi osiągnięciami zawodowymi. Zostaje zamknięty w przedziale dobrego biznesmena i prywatnie przyjaznego człowieka. Nikt nawet nie podejrzewa go o popełnienie jakiejś zbrodni. Morderca w tak cieplarnianych warunkach może stale się rozwijać, szukać ciągle nowych bodźców. Zaczyna od twardej pornografii, przechodzi do oglądania „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, a na końcu, gdy zwyczajna fikcyjna przemoc przestaje mu wystarczać, posuwa się do morderstw. Zajmując odpowiednie stanowisko, czuje się bezkarny, wolny od wszelkich podejrzeń. Poza tym wybierane przez niego ofiary to osoby z marginesu społecznego. Prostytutki, bezdomni – w jego środowisku istoty równe szczurom. Ich śmierć nikogo nie wzruszy, a tym bardziej nie zagrozi złotemu wizerunkowi człowieka z Wall Street. Czy jednak ten trop jest do końca poprawny? Czy na pewno w tym wszystkim chodzi tylko o iluzoryczność formy człowieka, jego zakłamanie i wartość definiowaną jedynie na podstawie statusu społecznego? Próbując odkryć prawdę skrytą pomiędzy poszczególnymi ujęciami, nie wolno nam podążyć ku ślepej uliczce wewnętrznych sporów klasowych. Tego typu interpretacja opierałaby się wyłącznie na ukazaniu filmu jako marksistowskiego manifestu walki z “obrzydliwymi” panami. Owszem praca Mary Harron polega na ostrej krytyce świata zbudowanego na wyzysku wielkich lichwiarzy, lecz nie robi tego kosztem wywyższenia skrajnych idei socjalistycznych, które jak przecież stwierdził Adam Doboszyński, swój korzeń mają w tej samej liberalnej, anty narodowej myśli gospodarczej co kapitalizm. Poza tym cały ta teoria zostaje zburzona, kiedy dochodzi do zabójstwa Paula Allena, osoby z tej samej klasy, a mimo to Bateman ostatecznie nadal pozostaje bezkarnym. Reżyserka ostrze krytyki wsuwa w wypaczoną masę współczesności, znacznie subtelniej i pod zupełnie innym kątem niż robią to skryci neomarksiści.

Hervey Cleckley prekursor badań nad zjawiskiem psychopatii wyszczególnił pięć typowych dla psychopatów odchyleń behawioralnych:

  • patologiczny egoizm
  • brak zdolności do wyrażania prawdziwych emocji
  • brak poczucia żalu i wstydu
  • tendencje do nieszczerości i oszustw
  • nieumiejętność wyciągania wniosków.

Pierwsza cecha zostaje ujawniona już w początkowych minutach filmu, kiedy główny bohater, zamiast przedstawić się z imienia i nazwiska rozpoczyna od opisu swojego drogiego mieszkania i podkreślenia zajmowanego statusu. Owa skłonność tylko uwypukla się podczas rozmów z drugim człowiekiem. Wynajęte przez niego prostytutki na pytanie, czy interesuje je czym się zajmuje, odpowiadają bez większych rozterek wewnętrznych, że „nie”, a mimo to Patrick postanawia i tak o sobie opowiedzieć. Gdy dochodzi do aktu seksualnego, największą uwagę nie zwraca na towarzyszące mu kobiety, lecz na własne odbicie w lustrze. W czasie popełniania zbrodni, brak w nim poczucia żalu, autorefleksji i wyciągania jakichkolwiek wniosków. Całe swoje życie natomiast opiera na ciągłych kłamstwach. To wręcz modelowy przykład psychopaty, Sam zresztą stwierdza – „posiadam wszystkie cechy typowego człowieka. Ciało, krew, skórę, włosy… Ale w tym wszystkim ani jednej konkretnej emocji”.

Co najciekawsze, jeśli bliżej przyjrzymy się jego otoczeniu, to tak naprawdę znajdujący się wokół niego ludzie przejawiają podobne, wręcz jednakowe cechy. To młodzi przedsiębiorcy przesiąknięci fanatycznym egocentryzmem, skupieni na zyskach, własnych dokonaniach i osobistych głęboko skrywanych grzeszkach. Na pewnym etapie fabuły Patrick ma zamiar udusić w publicznej toalecie znienawidzonego przez siebie Luisa. Dochodzi wtedy do niepokojąco dwuznacznej sytuacji. Kolega odbiera to jako zachętę i zaczyna dobierać się do Patricka, ten z obrzydzeniem wybiega z łazienki. Patrick w tamtym momencie nie tylko poczuł się skrajnie zdegustowany, ale przede wszystkim zdał sobie sprawę, że nie jest jedynym chorym człowiekiem pośród ludzi normalnych, a dewiantem między dewiantami. Otaczają go narkomani, zboczeńcy, degeneraci i być może mordercy podobni jemu. Nie został zdemaskowany nie dlatego, że tak dobrze przywdział swój kostium, albo zajmuje uprzywilejowaną pozycję, lecz z powodu wypaczonego środowiska, w którym żyje. Dlatego podczas jednej sceny w restauracji, gdy przyznaje się narzeczonej do popełnionych zbrodni, ona zwyczajnie go zbywa. Przykuwa większą uwagę do bransoletki znajomej, która akurat przechodzi obok niż słów ukochanego. Dlatego mijający go ludzie zwracają uwagę na markę worka, a nie znajdujące się w nim zwłoki. Dlatego nikt nie wychodzi na korytarz, słysząc krzyki i dźwięk chodzącej piły. Być może w tym momencie potencjalny świadek ma spotkanie z kochankiem, narkotyzuje się bądź morduje własne prostytutki. Wszyscy w tym społeczeństwie stanowią tryby jednej wielkiej machiny moralnego zepsucia. Przez cały czas trwania filmu zaledwie skromna pracowniczka pralni oburza się na widok prześcieradła poplamionego krwią oraz zdaje się rozumieć słowa Batemana o chęci jej zamordowania. Cała reszta nie reaguje, ponieważ stanowi zbiór skupionych na sobie indywidualności, które paradoksalnie przestają być przez to indywidualnościami. Ciągle się ze sobą mylą, gdyż każdy z nich reprezentuje jedną i tę samą postawę anormalnego hedonizmu. Ujawnia to specyficzny moment, podczas licytowania się o to, kto ma lepszą wizytówkę. Spoceni niczym po biegu w maratonie, pełni przejęcia oglądają kawałki białej tektury, aby ocenić, który z nich jest piękniejszy, choć tak naprawdę wszystkie są prawie identyczne. Ten skrajne surrealistyczny obraz świata na pierwszy rzut oka wydaje się jednym z groteskowych skeczów „latającego cyrku Monty Pythona”, lecz niestety nim nie jest.

Doktor Daniel Boduszek twierdzi, że tak naprawdę każdy z nas jest w jakimś stopniu psychopatą. Wszystko zależy od ilości posiadanych przez nas cech psychopatycznych. Co niepokojące z pokolenia na pokolenie jest ich w nas coraz więcej. Pozbawieni wyższych wartości, moralnej czystości, pragnienia ofiary za naród i wiarę uczestniczymy tylko w ciągłym rozkładzie społeczeństwa. Naturalną ekspresję konieczną do przetrwania narodu przekuwamy w ślepą perwersję. Quentin Tarantino w jednym z wywiadów stwierdził, że przemoc to świetne narzędzie do kontroli widza. Niestety pomału staje się ona jedynym narzędziem do jego kontrolowania. Pochłonięci przez ciągłą potrzebę stymulacji zmysłów, stępiliśmy własny słuch i wyłupiliśmy swoje oczy, nie dostrzegając już ubranego w garnitur zła. „American Psycho” to nie krytyka samego Patricka lecz otaczającej go, nadzwyczaj aktualnej rzeczywistości. W 2020 roku wśród Kanadyjczyków fundacja non-profit Angusa Reida przeprowadziła sondaż. Z ankiety wynikało, że 51% respondentów uważa używanie plastikowych słomek za zawsze lub zwykle złe moralnie. Dla porównania jedynie 26% ankietowanych uznaje aborcję za złą moralnie. Wciąż świeżym przykładem jest osoba zmarłego pana Sławka, którego brytyjscy lekarze odłączyli od aparatury, nie dając szans na przetrwanie. Samodzielnie oddychał, reagował na bodźce, polska klinika „Budzik” zaoferowała przejęcie pacjenta i jego rehabilitację. Dla Anglików okazało się to nie wystarczającym kryterium do dalszej walki o jego życie. Jak stwierdził to Jan Paweł II:

„… Kultura śmierci tak agresywnie atakuje kulturę życia i często wydaje się nad nią przeważać”.

W sieci nałogów coraz bardziej nieludzcy zapominamy o wielkiej wartości życia. My jednak jako nieliczna grupa tych, którzy wybrali drogę konserwatyzmu, nie należymy do tego świata. Nie jesteśmy dziećmi wielkiego kosmopolityzmu, a efektem nacjonalistycznej myśli, która pozwala nam zachować naszą kulturę, tożsamość, wiarę i co najważniejsze, odrębność od ciągle postępującego zepsucia. Wiek psychopatów już dawno nastał, obecnie stanowimy w nim ostatnią ostoję naturalnych praw, nie pozwólmy by kiedyś uległo to zmianie.

Tekst należy do cyklu “Cinema Nacionalismo”, w którym Bartłomiej Tatar pisze o kinematografii nacjonalistycznym okiem. Inny tekst z tej serii można przeczytać klikając tutaj.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

One thought on “Bartłomiej Tatar: American Psycho – wiek psychopatów.

  1. Brawo! Wspaniały głęboki tekst. Ważne, że oprócz samej recenzji filmu w tekście jest głębsza analiza i odwołanie do rzeczywistości społeczno-kulturowej zdominowanej liberalizm (czy raczej neoliberalizm ekonomiczny + postmodernizm kulturowy) – którego przejawem w antropologii (myśleniu o człowieku) jest koncepcja “wolności” jako egoistycznej realizacji wszelkich najniższych popędów. Tak rozumiany liberalizm (filozoficzny, antropologiczny, socjologiczny, ekonomiczny) jest absolutnym błędem – a jego praktyczna realizacja w kapitalizmie – patologią i horrorem osamotnienia i egoizmu.

    Polecę w ocenie liberalizmu i cywilizacji Zachodu książkę Fiodora Dostojewskiego “Zimowe notatki o wrażeniach z lata” (kilka rozdziałów to naprawdę perełki w ocenie mentalności mieszczańsko-liberalnej)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.