Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Bartłomiej Tatar: Fight club czyli historia odrodzenia

fight club

Przychodzi nam żyć w naprawdę ułomnych czasach. Cieszymy się względnym spokojem, w większości możemy pochwalić się stabilną sytuacją finansową, doświadczamy wszechobecnego komfortu i mamy niemal nieograniczone możliwości samorealizacji. Problem polega na tym, że całe to proklamowanie swojej indywidualności zupełnie nie daje nam szczęścia. Pochłonięci przez konsumpcjonizm, toniemy w duchowej pustocie. Dochodzi zatem do dziwacznego momentu – istnego zmierzchu wszelkiej kultury. Sztuka, filozofia, wyższe wartości zostają wyparte przez produkt. Cywilizacja konsumpcji nosi za sobą coraz to wspanialsze dobra doczesne, jednocześnie przenosząc człowieka do mentalności ludzi prehistorycznych tzn. organizmu, któremu zależy jedynie na tym, aby zjeść, wyspać się i zaznać prostej przyjemności.

Personifikacją wygodnickiego człowieka XXI wieku jest Jack. Jest to jednak imię zmyślone. Grany przez Edwarda Nortona bohater nie posiada ani imienia, ani nazwiska, to Everyman, odpowiednik naszego typowego Kowalskiego, reprezentant wszystkich przeciętniaków. Ma stałą pracę w korpo i wiele wolnego czasu. To singiel nieobciążony partnerką oraz ateista pozbawiony krępującej wiary, dogmatów czy wartości. Jedyne zainteresowanie, jakie posiada stanowi kupowanie coraz to nowszych mebli. Luksusowe mebelki ku jego rozczarowaniu nie przynoszą mu żadnego spokoju. Dręczony przez bezsenność, łyka tabletki jak tic taci, odczuwając przy tym ciągle ten sam brak satysfakcji. Iluzję głębszych odczuć emocjonalnych dają mu na jakiś czas spotkania w grupach wsparcia. Niestety to wyłącznie iluzja. Stojąca na szczycie arystokracja kapitalistyczna, za cel stawia sobie zamknięcie ludzi w grupach wsparcia. Zależy im aby pielęgnować w szarych, niespełnionych ludziach poczucie bycia przegranymi. System tworzy wokół Jacka otoczkę zbudowaną na przekonaniu o własnej bezradności. Dziwnym trafem ulubiona wspólnota naszego bohatera to kastraci, skrzywdzeni nie tylko fizyczną kastracją, ale przede wszystkim kastracją umysłową – stworzono w nich bowiem poczucie, że już nie mogą być prawdziwymi mężczyznami a jedynie ich imitacją.

Wszystko ulega zmianie wraz z poznaniem Tylera. Postać uświadamia mu, że w istocie „rzeczy, które posiadasz, zaczynają w końcu posiadać ciebie”. Owo spotkanie odmienia wszystko. Dochodzi do twardej konfrontacji zależności z niezależnością, Jack jest zdominowany przez wygodę, otaczające go przedmioty oraz przełożonych, natomiast Tyler żyje, jak chce bez systemowej obroży na szyi. Głównych bohater ma szansę na jej zrzucenie wraz z eksplozją dawnego mieszkania i przeprowadzką do zrujnowanej posiadłości osobliwego przyjaciela. Wszystko nabiera tempa po niewinnej bójce obok baru, która daje iskrę do powstania Fight Club. Ścisły regulamin klubu, sztywna narzucana przez jednego lidera dyscyplina pozwala mężczyznom z różnych grup społecznych i wiekowych odzyskać kontrolę nad własnym życiem. Dla przykładu dawny kulturysta Robert, członek grupy kastratów po operacji usunięcia jąder, staje się karykaturą mężczyzny. Ogromnemu facetowi wyrastają kobiece piersi, potęgujące tylko rozchwianie emocjonalne będące efektem braku testosteronu. Fight Club przekonuje go, że na nowo może być mężczyzną. Przemoc jest więc formą naturalnej ekspresji czegoś koniecznego do pełnej sprawności i przetrwania. Jak słusznie stwierdził Jan Mosdorf:

„Pacyfizm jest równie doktrynerski, jak wegetarianizm, ale nierównie od niego szkodliwszy. Gotowość do ekspresji nie jest celem narodu, ale warunkiem jego istnienia. Społeczeństwa niechętne wojnie ginęły zawsze w ciągu dziejów i zawsze ginąć będą.“

Współczesny świat sprawnie usuwa z drogi człowieka wszelkie zagrożenia, zabiera wszystko to, co może przysporzyć mu cierpienia bądź przynieść śmierć. Tym samym męskość sprowadza wyłącznie do sztucznej formy idealnie wyrzeźbionego ciała na reklamach bielizny. Fight Club odbudowuje męskość autentyczną, oswaja z bólem i strachem przed śmiercią. Członkowie grupy stają się tymi, którzy są w stanie przejąć inicjatywę, mężami rządzącymi tymi, których jest o wiele za wiele. Gdy poobijany Jack wraca do pracy, natychmiast wzbudza u wszystkich respekt. Każdy odwraca od niego wzrok, bojąc się konfrontacji. Imprezowe wyczyny luzaka z księgowości nikną przy Jacku, który poprzedniego wieczoru połamał kilka szczęk. Jack staje się wolnym wśród niewolników, osobą ponad nędznymi słabościami.

Fight Club ze spotkań raz w tygodniu zamienia się stopniowo w zdyscyplinowaną organizację. Tyler swoich podopiecznych motywuje do coraz śmielszych działań. Akty wandalizmu, pobicia, ataki na przedstawicieli burżuazyjnej władzy. Ujawniony zostaje nie tylko antypacyfizm operacji „masakra”, ale również jej strona antykapitalistyczna, antydemokratyczna oraz antysystemowa. Nie jest to jednak antysystemowość liberalna. Wręcz przeciwnie, Tyler przyjmuje postawę nacjonalistyczną. Ostro bluzga lewicowe podejście, które przez swą nadmierną działalność socjalną i poprawność dokonały osłabienia ludzkiego hartu ducha, a następnie przyzwyczaiły do darmowego komfortu. Fight Club nie jest zatem anarchistyczny, gdyż po obaleniu przegniłego systemu ustanawia na jego miejscu zupełnie nowy oparty na hierarchiczności ład, na którego czele staje charyzmatyczna, autorytarna grupa. Fight Club to doktryna, w której indywidualizm niknie pod współpracą kolektywu. Paradoksalnie daje to mężczyznom więcej spełnienia i swobody niż wolność w liberalnym wydaniu. Tak jak stwierdza Nietzsche:

„Co jest szczęściem? Uczucie, że moc rośnie, że przezwycięża się opór.”

Kolejna ważna kwestia, niezwykle widoczna w filmie to antyfeminizm. W Fight Club nie ma miejsca dla kobiet. Opiera się on tylko na sile witalnej mężczyzn, ich wrodzonej agresji i nieustępliwości. W tym momencie pojawia się abstrakcyjne stwierdzenie feministek uważających, że w takim razie Fight Club musi być organizacją gejowską. Aby temu zaprzeczyć, wystarczy spostrzec, że w hierarchiczności kościoła katolickiego również opartej na mężczyznach nie ma miejsca na przejawy degradacji, a przynajmniej nie ma jej w głównym jej nurcie. Sam film absolutnie nie umniejsza roli kobiety w nowym społeczeństwie. Bohaterka Marla Singer stanowi kluczową postać w kształtowaniu emocjonalności Jacka. Choć ją odsuwa na bok, poświęcając większość swojej uwagi wielkiej idei, to ostatecznie idea zostaje w pełni urzeczywistniona u boku wybranki serca. Wspólnie przecież oglądają zmierzch starego ładu wraz z sypiącymi się drapaczami chmur. Co więcej, bohaterowi właśnie dzięki swojej transformacji udaje się ją zdobyć, a dzięki poczuciu opieki nad kobietą dopełnia swój obraz jako mężczyzny.

Fight Club jest zatem radykalnym przeciwstawieniem się wszelkim liberalnym rozwiązaniom narzuconym przez opresyjne władze. Obala demokrację, feminizm, kapitalizm, komunizm. Oczywiście organizacja nacjonalistycznego podziemia wojującego klubu dla wielu przesiąkniętych współczesnością ludzi wydaje się barbarzyńska, jeśli nie zbrodnicza. Ludzie ci jednak nie dostrzegają wielu brutalnych aktów agresji wymierzonych przez demokratyczne władze. Liberałowie prowadzą agresywną ekspansję na kraje afrykańskie. Brutalnie drenują je z surowców naturalnych, zabijają ich kulturę i zmuszają tubylcze masy do emigracji. Na własnym podwórku natomiast prowadzą przebiegłą politykę gospodarczą, umacniając władzę elit. Prosty człowiek nie spogląda na cały ten brud, gdyż zajęty jest oglądaniem barwnych seriali na Netflix oraz kupowaniem nowych mebli. Gdy przyjdą wybory, zagłosuje na mniejsze zło, na tego, kto da więcej w świadczeniach socjalnych lub tego, który najlepiej prezentuje się na plakacie wyborczym. Po wyborach naturalnie przez kolejne lata będzie musiał męczyć się z dysfunkcyjną władzą usprawiedliwiającą swoją niemoc demokratycznymi regulacjami prawnymi. Jak dla mnie znacznie lepiej prezentuje się silna władza, odrzucająca krępujące działanie świstka papieru, władza skupiająca się na realnej pomocy, władza, która ukróci w błyskawicznych sposób patologie społeczne, środowiska przestępcze i narodowe zepsucie.

Wśród krytyków dzieła pojawia się jeden istotny zarzut. Mianowicie Tyler okazuje się imaginacją Jacka. Czy w takim wypadku cała koncepcja jest jedynie chorym wymysłem szaleńca? Nic z tych rzeczy. Takie ujęcie sprawy uświadamia, że w rezultacie w każdym z nas, nawet w takim przeciętnym Kowalskim kryje się Tyler – ponadprzeciętny człowiek zdolny do wielkiego poświęcenia dla dobra idei. Nietzsche, na którego filozofii w dużym stopniu opiera się cały Fight Club, prezentuje następującą drogę rozwoju, przez którą może przejść każdy przy wystarczającej ilości samozaparcia. Każdy z nas początkowo jest jedynie wielbłądem, ograniczonym zwierzęciem, które zwyczajnie podąża za tłumem. Następnie istnieje szansa przeciwstawienia się systemowi, przybierając formę lwa, buntownika obalającego odrażający stan rzeczy. Na końcu drogi buntownik uzyskuje kształt dziecka, istoty o nieograniczonej możliwości twórczej, kogoś poza barierami skrępowanych umysłów. Wszystkie te etapy biorą jednak swój początek od nikogo innego jak zwykłego, szarego Janka Kowalskiego.

Tekst należy do cyklu “Cinema Nacionalismo”, w którym Bartłomiej Tatar pisze o kinematografii nacjonalistycznym okiem. Inny tekst z tej serii można przeczytać klikając tutaj.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.