Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Bartłomiej Tatar: Taksówkarz jako obraz współczesnego zepsucia

taksówkarz

Scenarzysta Paul Schrader prowadził przez wiele lat całkiem udane, pełne sukcesów życie. Skończył szkołę filmową, został krytykiem w LA Free Press, był autorem książki na temat teologicznej stylistyki zleconej przez uniwersytet Kalifornijski. W najmniej spodziewanym momencie wszystko ulega diametralnej zmianie. Paul traci pracę, rozstaje się z żoną, następnie z kochanką, z powodu której rozstał się z żoną, a w konsekwencji tego spędza całe tygodnie na nie rozstawaniu się z alkoholem i dużymi ilościami pornografii. Jego stan psychiczny podobnie jaki i fizyczny ulegają ciągłemu pogorszeniu. Ostatecznie trafia do szpitala. Gdy zostaje z niego wreszcie wypisany i wraca do domu taksówką, po drodze ogląda ciemne ulice rozkładającego się przez wirus nowej ery miasta, przy okazji samemu ulegając drobnej, acz ustawicznej formie wewnętrznej degradacji. Wtedy właśnie wpada na pomysł, w jego głowie powstaje postać Travisa – samotnego weterana wojennego, który zostaje taksówkarzem.

Martin Scorsese nie pracował na łatwym materiale. Scenariusz do „Taksówkarza” nie był zwykłym zarysem fabularnym, zbiorem dialogów i drobnych wskazówek dla reżysera. To, co napisał Paul, momentami przypominało wręcz prozę. Scorsese jednak dostosowuje się do tego, działa według wszelkich wytycznych, przenosi obszerne opisy na kadry filmowe, nie traci choćby na moment wszechobecnego poczucia samotności, tak silnie obecnego w scenariuszu i samym życiu Paula. Bo taksówkarz to głównie film o samotności i społecznym zepsuci właśnie. Widać to już od pierwszych scen filmu, gdy główny bohater przemierza swoją taksówką, kolejne ulice. Jego głowa chodzi we wszystkie strony, jakby czegoś szukał, jakby coś próbowała znaleźć. Niestety nie trafia na nic. Dookoła dostrzega jedynie typowe odpady kapitalistycznej polityki gospodarczej takie jak brud, ubóstwo i sodomia. Jego oczy pozostają zatem nadal puste. Rozjaśniają się może tylko na moment, gdy dostrzega parę ostentacyjnie całujących się hipisów, jest to jednak wynik wyłącznie rosnącego w nim obrzydzenia i pogardy. Wszystko krzyczy do niego, że nie ma tu dla niego miejsca, że nikt mu nie pomoże, co tylko potęguje w nim poczucie alienacji.

Samotność wychodzi daleko poza indywidualne odczucia bohatera. Ogarnia cały film, osiadając na wszelkich jego elementach, począwszy od muzyki poprzez odpowiednią grę światłem, na pracy kamery kończąc. Scorsese wykonuje tu niesamowitą robotę. Często posługuje się ruchami, wydawać by się mogło nieprofesjonalnymi. Bo raczej kamera, powinna nieustannie kroczyć za bohaterem, zamiast momentami odchodzić od niego, kierując się ku miejscom tętniącym życiem. Muzyka winna być zawsze odpowiednia do tego, co dzieje się na ekranie, jednak zdarza się, że kiedy Travis siedzi na fotelu, trzymając w dłoni Magnum 44 i pogrąża się w swoich problemach umysłowych, w tle leci delikatny popowy kawałek o sympatycznym brzmieniu. Choć wszystko to jest tak dziwaczne, to zarazem pasuje idealnie. Niepokojąco współgra z tym, co bohater może w danej chwili czuć. To, co czuje, jest natomiast mieszaniną rozczarowania, żalu i obrzydzenia. Ostatnie z wymienionych uczuć wybija się najmocniej spośród pozostałych. Travis żyje ciągłym poczuciem, skądinąd słusznej pogardy względem systemu. Dostrzega całe jego upodlenie, wyraźną brzydotę i brak odpowiedzi na duchowe czy materialne potrzeby najprostszych ludzi. Nie jest w stanie odnaleźć się pośród tego wszystkiego, lecz tutaj pojawia się bardzo silny paradoks.

Travis ciągle mówi o konieczności ‘’posprzątania’’ miasta ze śmieci, ale nie robi w tym kierunku nic. Mniej lub bardziej świadomie staje się niepożądanym patologicznym elementem, którym tak gardzi. Całymi dniami ogląda telewizję przepełnioną programami o idealnych, pięknych i spełnionych ludziach. W ilościach hurtowych przyjmuje rozrywkową papkę przesiąkniętą do cna liberalną propagandą. Mówi o zdrowym odżywianiu się, jednocześnie jedząc samą przetworzoną żywność, którą zalewa alkoholem i zagryza ogromnymi ilościami leków. Z obrzydzeniem patrzy na widoczne we wszystkich zaułkach prostytutki oraz zwyrodnienie seksualne, przy czym sam wieczorami udaje się do kin pornograficznych, gdzie obsesyjnie pochłania produkt ludzkich zboczeń. Brzydzi się brudem, lecz nie ma nawet aspiracji do posprzątania własnego pokoju. Jego słowa nie mają więc nic wspólnego z czynami. Cierpi na typową chorobę człowieka XXI wieku, którą jest bierność. To bierność, brak jakiegokolwiek rzeczywistego działania, nawet w swojej małej lokalnej społeczności sprawia, że jego najbliższe otoczenie tkwi w nieładzie. Trafnie zauważa luki systemowe, jednak nic z tym nie robi. Jest niczym współcześni politycy. Donald Trump podczas swojej kampanii wyborczej propagował konserwatywne wartości, obiecał zająć się kwestią nielegalnych emigrantów, chronić życia poczętego oraz walczyć o tradycyjną rodzinę. W gruncie rzeczy ze swoich postulatów nie zrealizował nic, skupiając się jedynie na nabijaniu własnych kieszeni gotówką. W konsekwencji ‘’sprawnie’’ prowadzonej polityki gospodarczej w tym roku o zasiłek dla bezrobotnych w samym Nowym Jorku ubiegało się ponad 450 tys. osób. Daleko nie trzeba szukać, na naszym lokalnym podwórku, nie brak zobojętnionych rządzących, polityków, którzy jawnie podpisują się pod hasłami demoliberalizmu lub tych rzekomo prawicowych, którzy zamiast walczyć o suwerenność własnego kraju, pozostają pod butem unii europejskiej i pozwalają się upadlać przedstawicielom syjonizmu. Zresztą Travis z takowym modelem polityka sam ma do czynienia. Swoją taksówką przewozi jednego z kandydatów na prezydenta. Jest to człowiek mający ogromny wpływ na opinię publiczną, mimo tego nie jest w stanie pomóc zwyczajnemu taksówkarzowi. Gdy Travis zaczyna mówić na temat zepsucia miasta, a do jego zachowania przedzierają się kolejne niepokojące symptomy problemów psychicznych, polityk zaczyna mieć pewne obawy, nie postanawia jednak w żaden sposób zareagować. Po dojechaniu na miejsce, wychodzi, uściska przewoźnikowi dłoń i życzy powodzenia ze wzrokiem mówiącym – dobra świrze, nie obchodzą mnie twoje problemy, ważne, że na mnie zagłosujesz. Travis natomiast nie zraża się, ślicznie mu dziękuje, po czym zadowolony jedzie przed siebie. Bierność wraz z ogłupieniem podobnie dotyka społeczeństwo. Ludzie nie dostrzegają zupełnie manipulacji rządzących, a kiedy nawet dostrzegają to wolą nie wychodzić ze swojej wygodnej strefy komfortu. Człowiek został na przestrzeni lat wyludniony aborcją i ugrzeczniony napływem lewackich idei, mimo to milczy. O problemie bierności w narodzie mówił już sam Roman Dmowski:

Gubi nas ona (bierność) nie tylko jako naród, ale jako jednostki. Jej to przede wszystkim zawdzięczamy, że wśród nas tak często jest zjawiskiem pesymizm, beznadziejność, brak wiary w siebie i w możliwości życia na lepszy sposób. Trzeba świat znać i rozumieć, a życie samemu urobić według własnych wymagań. Świat wtedy nie będzie tak brzydki, a życie na nim nie takie złe, jak nam się często zdaje”

Wszystkie slogany trenerów motywacyjnych na temat „uprzątnięcia najpierw swojego pokoju” miały swój początek właśnie w myśli Romana Dmowskiego. Travis zupełnie je ignoruje. Zamiast działać woli poprzestać tylko na ocenianiu. Co jest jednak tego przyczyną? Co zniszczyło go w tak dużym stopniu? Wiele, osób może podejrzewać, że to Wietnam. Nic bardziej mylnego. Wilgotne lasy tropikalne nie wywarły w nim, aż tak silnego wstrząsu, jak przejście do nowego świata. Z uporządkowanego systemu militarnego został rzucony w sam środek miejskiej dżungli. Nie miał już ściśle ułożonego planu dnia czy dowódcy. Choć powinien powrócić do kraju jako bohater, nikt nie zwraca na niego uwagi, staje się szarą postacią pośród morza ludności cywilnej. Szacunek do munduru to w tym świecie czysta abstrakcja tak samo, jak solidaryzm społeczny. Stany były już krajem gdzie kapitał, wyparł potrzeby człowieka.

Co prawda kierowca posiada pewne przebłyski świadomości. Pomiędzy szarością życia pojawiają się pragnienia ambitniejsze niż picie alkoholu i oglądanie pornografii. Pierwszym z nich jest zbudowanie zdrowej relacji z kobietą. Zaprasza na spotkanie Betsy – ambitną, zajmującą wysoki status społeczny kobietę. Zakochany okazuje się istnym mistrzem romantyczności i zabiera ją do kina dla dorosłych. Betsy, mimo początkowego zainteresowania tajemniczym taksówkarzem, po randce zaczyna dostrzegać w swoim adoratorze jedynie dzikiego troglodytę, dlatego czym prędzej ucieka. Kolejną próbą nawiązania kontaktu z drugim człowiekiem jest rozmowa z kolegą po fachu. W ciągle zagubionym spojrzeniu wojskowego można nareszcie dostrzec rozpacz, błaganie o pomoc. Niestety z tej rozmowy również nic nie wynika. Wreszcie z trudem przychodzi mu przyznanie, że zaczyna pomału mieć dość, w zamian kolega serwuje mu jedynie porcje niby motywującego pustosłowia:

„W sensie jeden gość… żyje gdzieś na Brooklynie, drugi gdzieś na południu, masz prawników lekarzy, jeden gość umiera, drugi zdrowieje. Ludzie się rodzą. Zazdroszczą ci młodości, spróbuj coś zaliczyć”.

Kolega odjeżdża, pozostawiając Travisa samego na chodniku. Co obecnie bardzo powszechne, w pojmowaniu człowieka nowoczesnego i wyzwolonego sex stanowi rozwiązanie wszelkich konfliktów emocjonalnych. Nie kultura, wyższe wartości, działanie na rzecz społeczeństwa ma uskrzydlać człowieka, nadając mu sens istnienia tylko sex. Sprowadza się tym samym wszystko do rzeczy przyziemnych, czysto cielesnych. Człowiek od teraz ma być bardziej zwierzęciem. Ma mu zależeć tylko na tym, aby jeść, kopulować i spać. Travis, choć próbuje być sprowadzony do takiej istoty, to dusza ludzka nie pozwala mu takim być, wyniku czego odczuwa ciągły niedosyt istnienia, nihilistyczne poczucie bezsensu. Nie może się z niego wyrwać, a tym bardziej nie może go wyrwać z tego otoczenie toczone tą samą chorobą.

Najciekawszą z wszystkich prób odnalezienia celu życia wydaje się nawiązanie relacji z niepełnoletnią prostytutką Iris. Taksówkarz ma nadzieję wyciągnąć ją z jej chorego życia, co przerażające ona zupełnie tego nie chce. Nie ma nic przeciwko temu, że jest wykorzystywanym seksualnie dzieckiem. Pławienie się w rozpuście i narkotykach nawet jej odpowiada. Daleko idąca deformacja moralności wśród młodych ludzi postępuje. Choć w wielu krajach prostytucja jest czymś zakazanym (przy czym, niestety niewystarczająco karanym), świat ogarnęła jej wysublimowana wersja w postaci pornografii. Młode aktorki porno są wykorzystywane, doznają szeregu obrażeń i ustawicznego upokorzenia, według badań z 2015 roku ponad 40% spośród ogólnej liczby filmów dla dorosłych zawiera różne formy przemocy wobec kobiet. Pomimo tego pozostają nadal w swoim ‘’zawodzie’’, uznając, że to całkowicie normalna praca. Jest to zatrważające podobnie jak same statystyki oglądalności pornografii wśród dzieci. Badania Pana Izdebskiego z 2012 roku pokazały, że w grupie 5533 uczniów drugiej klasy szkół ponadgimnazjalnych, aż 77% ma kontakt z tego typu treściami. Mało tego dziecięca pornografia to najszybciej rozwijający się internetowy biznes. W USA odkryto ponad 600 000 dostawców dziecięcej pornografii. Każdego dnia dochodzi do około 115 000 wyszukiwań dziecięcej pornografii. Jest to tym większy problem, że większość świata nie widzi w tym nic zdrożne, przez co nie szuka żadnej zmiany, podobnie jak Iris. Zmiana musi się najpierw dokonać we wnętrzu człowieka. Jak stwierdził to Leon Degrelle:

Prawdziwa rewolucja jest o wiele bardziej skomplikowana. Naprawa dotyczy nie maszynerii państwa, ale tajemnego życia każdej duszy”

Aby mogło dojść do duchowej rewolucji, trzeba uprzednio ową młodą duszę ukształtować. Pokazać czym jest dobro i zło, wpoić patriotyzm, stałe zasady i wartości moralne. Niestety większość młodych pozbawiona jest wszelkiej wiary. Zepsucie współczesności uznaje za stan w pełni naturalny.

Travis po pewnym czasie nie daje dłużej rady, wybucha. Finalizuje swój od dawna przygotowywany plan. Dokonuje brutalnej zbrodni na alfonsie Iris i jego współpracownikach. Zabija żerujące na śmieciach miasta szczury. Popełnia zbrodnie na złych ludziach. Jednocześnie nie zmienia to faktu, że jest niezrównoważonym psychicznie obywatelem. Jego ofiarą mogą również paść osoby postronne. Niewinni ludzie, których Travis uzna w urojonym umyśle za wroga, lub niepożądaną jednostkę. Media pomijają zupełnie ten istotny szczegół. Skupiają się jedynie na pozytywnym aspekcie czynu weterana. Ogłaszają go bohaterem, nie przyglądając się zupełnie jego sylwetce. Sytuacja analogiczna do czasów współczesnych, gdzie kryminalista po zabiciu przez policjanta zostaje okrzyknięty męczennikiem, jedynie z powodu koloru swojej skóry. Ludzie są w stanie upodlić funkcjonariusza prawa i jednocześnie wywyższyć człowieka, który w przeszłości śmiał celować pistoletem w brzuch ciężarnej kobiety – taki prawie dwumetrowy pacyfista diler z czarnej dzielnicy.

Travis ostatecznie uzyskuje niemal wszystko, czego pragnął – rozgłos, uznanie oraz kobietę. Ostatnia scena filmu zaburza cały ten sielankowy ład. Po odwiezieniu ukochanej na wyznaczone miejsce decyduje się pojechać taksówką dalej. Nagle spogląda nerwowo w tylne lusterko. Patrzy czy nikogo czasem tam nie ma. Miejsce, które do niedawna zajmowała kobieta, jest teraz puste. W lusterku widzi jedynie siebie. Wrócił tak naprawdę do punktu wyjścia, nadal jest sam z tymi samymi problemami i z tym samym poczuciem samotności. Nie nabył żadnych konkretnych wartości, nic nie zmieniło się w jego wnętrzu. Wolności nie daje bowiem liberalizm społeczny czy gospodarczy, tylko dyscyplina. Kluczem do odkrycia celu życiowego, odnalezienia swojej duchowej ostoi, są twarde niezbywalne zasady takie jak Bóg, Honor i Ojczyzna. One jako jedynie kreślą człowiekowi prawą drogę w tym zagubionym, zniszczonym świecie.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.