Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Thomas Storck: Bożonarodzeniowe rozważania o Ebenezerze Scrooge

Opowieść wigilijna Charlesa Dickensa nie jest traktatem o ekonomii, jednakże uosabia ona postawę wobec bogactwa i biedy, wobec bogatych i biednych, koncepcję rodzaju ludzkiego jako wspólnoty grzeszników zmierzającej do wieczności, „współpasażerów do grobu”, jak nazwał nas Dickens, co bliższe jest raczej etyce średniowiecznego chrześcijaństwa niż utylitarnemu i często brutalnemu spojrzeniu charakterystycznemu dla świata kapitalistycznego. Christopher Dawson napisał:

“Protestantyzm wykazał silną tendencję do rozwijania własnej mentalności ekonomicznej. Sam Kalwin jako pierwszy całkowicie zerwał z katolicką tradycją dotyczącą lichwy, a jego wyznawcy, którzy połączyli rygoryzm moralny z indywidualizmem, uznali sukces ekonomiczny za znak łaski Bożej dla przemysłu świętych i upierali się bardziej przy grzesznej bezczynności niż przy obowiązku miłości. W krajach, gdzie te ideały mogły się swobodnie rozprzestrzeniać – w Holandii, Wielkiej Brytanii, a nade wszystko w Nowej Anglii, został wytworzony nowy rodzaj charakteru, przebiegły, metodyczny i pracowity; ludzie, którzy żyli nie dla przyjemności, ale dla pracy, którzy wydawali mało i dużo zyskali, i którzy patrzyli na siebie jako na niewierne sługi Boże, jeżeli zaniedbali jakąkolwiek możliwość uczciwego zysku.”1

Być może nigdzie indziej nie znajdziemy tego „nowego typu charakteru”, człowieka, który jest „przebiegły, metodyczny i pracowity, który żyje „nie dla przyjemności, ale dla pracy”, tak dobrze oddanego, jak w postaci ostatecznie odkupionego Ebenezera Scrooge’a, z “Opowieści Wigilijnej” Dickensa. W odpowiedzi na błaganie o datek na ubogich, przez dwóch mężczyzn zbierających fundusze na cele charytatywne, Scrooge odpowiada:

„To nie moja sprawa”, Scrooge dodaje. „Wystarczy, że człowiek zrozumie swój własny interes, a nie wtrąca się w cudze sprawy. Mój ciągle mnie zajmuje.”

Scrooge niechętnie pozwala swojemu kanceliście Bobowi Cratchitowi, na dzień wolny od pracy w Boże Narodzenie, w które najwyraźniej miał zamiar samemu pracować. W Wigilię Bożego Narodzenia, po „melancholijnej kolacji w swojej zwykłej melancholijnej tawernie”, spędza część wieczoru „z księgą bankierską”, przeglądając oczywiście swoje konta, nie przestając pracować nawet po wyjściu z biura.

Scrooge żył „nie dla przyjemności, ale dla pracy”- tak opisuje go Dickens – „ściskanie, drżenie, chwytanie, skrobanie, trzymanie kurczowo, chciwy stary grzesznik”. Dopiero po swoim odkupieniu jest zdumiony przyjemnością, którą zyskuje, spacerując po Londynie i obserwując swoich bliźnich. „Nigdy nie marzył o tym, żeby jakikolwiek spacer, mógłby mu dać tyle szczęścia.” 

Jednak mentalność, jaką widzimy u Scrooge’a, tak bardzo zatriumfowała we współczesnym świecie, zwłaszcza w krajach historycznie zdominowanych przez kulturę protestancką, że najwyraźniej zdroworozsądkowi i odpowiedzialni dorośli przedstawili uzasadnienia dla Scrooge’a, w rzeczy samej, sławili go jako honorowego i godnego obywatela. Przyjrzyjmy się kilku z tych argumentów broniących Ebenezera Scrooge, tego nieskruszonego i bezbożnego Ebenezera Scrooge opisywanego w ostatnich latach przez jego obrońców.

„Jest pracowity, sumienny i ciężko pracuje. Bierze na swoje barki więcej niż jego część ładunku, a nawet pracuje na urlopie, kiedy inni, mniej sumienni pracownicy biorą wolne”. Tak, rzeczywiście, żył, aby pracować, ponieważ dla ludzi ogarniętych tą nową perswazją, ten nowy punkt widzenia, który zastąpił chrześcijańską moralność średniowiecza, praca i pieniądze – na tym polega życie. Z pewnością jednak można powiedzieć coś więcej w imieniu tak silnej etyki pracy, w imieniu kogoś, kto „żył nie dla przyjemności, ale dla pracy [i], kto wydawał mało i dużo zyskał”. Cóż, ktoś próbował to zrobić, jak skutecznie zostawiam innym do oceny.

“W tym całym świecie nie ma nikogo bardziej hojnego niż skąpiec – człowiek, który mógłby wyczerpać światowe zasoby, ale nie decyduje się na to. Jedyna różnica między skąpstwem a filantropią polega na tym, że filantrop służy nielicznym uprzywilejowanym, podczas gdy skąpiec oddziałuje na dużą odległość i szeroko.”

Jakim cudem skąpiec jest hojny? „Cóż może być bardziej hojnego, niż trzymanie nieoświetlonych lamp i nienapełnionego talerza, pozostawiając więcej paliwa do spalenia i więcej jedzenia dla innych.” Oczywiście Scrooge tak naprawdę tego nie robi, ponieważ inni, którzy potrzebują paliwa i jedzenia, potrzebują również środków na zakup tych towarów, a Scrooge z pewnością niewiele robi, aby je dostarczyć! Nawet on zdaje sobie sprawę, że piętnaście szylingów tygodniowo, które płaci Bobowi Cratchitowi, ledwo starcza na życie, i utrzymuje nie tylko swoje własne biuro, ale i biuro swojego kancelisty w ciągłym mrozie.

Ale, nie, nie, nasi obrońcy Scrooge’a pędzą do przodu z kolejnymi uzasadnieniami. Bob Cratchit źle wynagradzany i wyzyskiwany? Pewnie, że nie.

“Faktem jest, że gdyby umiejętności Cratchita były dla kogokolwiek warte więcej niż piętnaście szylingów, które Scrooge płaci mu co tydzień, ktoś chętnie by mu je zaoferował. Ponieważ nikt tego nie zrobił i ponieważ szef Cratchita nie jest człowiekiem, który płaci za nic, Cratchit musi być wart dokładnie swojej obecnej pensji. Bez wątpienia Cratchit potrzebuje – to znaczy, chce – więcej, aby utrzymać swoją rodzinę i opiekę nad małym Timem. Scrooge nie zmusił Cratchita do zostania ojcem dzieci, z których utrzymaniem miałby problem. Skoro Cratchit miał dzieci, podejrzewać musiał, że nie będzie go na nie stać, w takim razie to on, a nie Scrooge, jest odpowiedzialny za ich los. A jeśli jednak Cratchit nie wiedział, jak bardzo będą one kosztowne, to dlaczego Scrooge musi wziąć na siebie ciężar błędnej oceny Cratchita?”

Przecież pamiętajmy, że każdy człowiek jest dla siebie, prawda? Cratchit to zwykły czynnik produkcji, narzędzie, pozycja kosztowa w księdze rozrachunkowej, coś, co powinno, a często nawet może być zakupione po najniższej możliwej cenie. On nie jest człowiekiem, nie jest jednym z naszych „współpasażerów do grobu”. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest to, że nie tylko marginalni libertarianie zapewnią nas, że „gdyby umiejętności Cratchita były dla kogokolwiek więcej warte… ktoś chętnie by mu je zaoferował”, ale ekonomiści głównego nurtu, którzy prowadzą katedry na słynnych uniwersytetach i zdobywają słynne nagrody. „Jak rynek determinuje płace”2 jest tym, co zmarły Paul Samuelson, laureat Nagrody Nobla, porusza w rozdziale o wynagrodzeniach swojego ważnego działa.

„Płace są naprawdę tylko ceną pracy. (…)  Co więcej, ceny czynników produkcji są przede wszystkim określane przez interakcję między podażą a popytem na różne czynniki – tak jak ceny towarów są w dużej mierze określane przez podaż i popyt na towary”. Ach, tak, czyli „gdyby umiejętności Cratchita były dla kogoś więcej warte … byłby ktoś, kto chętnie by mu je zaoferował”, ale biedak był tylko przegranym i jego rodzina też. Może powinni dołączyć do tych, którzy powinni po prostu umrzeć i „zmniejszyć nadwyżkę ludności”, jak mówi Scrooge o biednych.

Ale, czekajcie, czy nie jestem zbyt surowy dla starego Scrooge’a? Czy nie okazuję ignorancji wobec praw ekonomii? Rozważcie to,

“Pierwszy pracodawca Scrooge’a, stary dobry Fezziwig, był dużo bardziej wolny z królikiem doświadczalnym – urządzał swoim pracownikom przyjęcie świąteczne.  To, czego Duch Świąt Bożego Narodzenia nie wyjaśnia, to, to jak Fezziwig sobie na to pozwolił. Czy próbował przerzucić dodatkowe koszty na swoich klientów? A może młody  Scrooge i tak za to zapłacił, pracując za nieznacznie niższe wynagrodzenie?”

Och, rozumiem, prawda? Nie ma mowy, żeby Fezziwig płacił za święta Bożego Narodzenia inaczej, niż przez drenowanie swoich klientów lub pracowników. Nigdy nie wpadł na to, że mógłby po prostu wyciągnąć wydatki z własnej kieszeni. Co na to, nasi obrońcy Scrooge’a?! Czy Fezziwig, bez wątpienia racjonalny i „maksymalizujący zyski szef”, zmniejszyłby swoje własne dochody, kiedy mógłby wycisnąć pieniądze kogoś innego? Na pewno nie! Czy Samuelson sam nas nie zapewnia, że

“Istnieje jedna zasada, która daje poprawne odpowiedzi na wszystkie decyzje inwestycyjne: Obliczyć wartość bieżącą wynikającą z każdej możliwej decyzji. Następnie zawsze działaj tak, aby zmaksymalizować wartość bieżącą. W ten sposób będziesz miał więcej bogactwa do wydania, kiedy i jak chcesz.”

Zabawne, jak ten staruszek, Apostoł Paweł, mógł napisać coś takiego.

“Mając natomiast żywność i odzienie, i dach nad głową, bądźmy z tego zadowoleni! A ci, którzy chcą się bogacić, wpadają w pokusę i w zasadzkę oraz w liczne nierozumne i szkodliwe pożądania. One to pogrążają ludzi w zgubę i zatracenie. Albowiem korzeniem wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami.” 1 Tm 6, 8-10

Och, cóż, żył on dawno temu, podobnie jak myśliciele średniowiecza, w których to czasach katolicy mieli dziwne wyobrażenie, że moralność rozciąga się na nasze postępowanie gospodarcze, zanim wszyscy zostali zredukowani do statusu zwykłego maksymalizatora zysków, dla którego najlepszą decyzją jest zawsze ta, która skutkuje „większym bogactwem do wydania kiedy tylko chcesz i jakkolwiek chcesz”.

To jest to, co dał nam współczesny świat stworzony przez ideologię protestantyzmu i oświeceniowego racjonalizmu. Wstyd mi, że są na świecie jacyś katolicy, którzy zostali przez to omamieni, ale niestety jest to prawda.

Boże Narodzenie jednak nadchodzi. Módlmy się za nich, módlmy się jednakowo za nas wszystkich, za nas wszystkich „współpasażerów do grobu”. Zostaniemy osądzeni nie na podstawie tego, jak bardzo maksymalizowaliśmy nasze zyski lub po ilości bogactwa, które mamy „wydać, kiedy i jakkolwiek” nam się podoba, ale na podstawie takich kryteriów, jak dawanie pokarmu głodnym, napojenie spragnionych i przyodzianie nagich. I o to właśnie chodzi w Bożym Narodzeniu, o Syna Bożego, który przyszedł biedny i nagi na ten świat, nie po to, by zmaksymalizować swój zysk, ale by cierpieć i umrzeć dla dobra nas, biednych grzeszników. „I tak, jak zauważył mały Tim, niech Bóg błogosławi nas wszystkich!”

1 „Ekonomia w średniowieczu i we współczesnym świecie”, Blackfriars, lipiec 1924.

2 Microeconomics, 17th ed., 2001

Źródło: distributistreview.com

Powyższe tłumaczenie jest własnością portalu 3droga.pl. Kopiowanie go i modyfikowanie bez zgody Redakcji jest zabronione.

Tłumaczenie: Gabriel Malczewski

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.