Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Igor Grzyb: Złamane serca

walentynki, prawdziwa miłość

Na dzień poświęcony czci św. Walentego – kapłana i wielkiego męczennika – w którym to przyjęło się, aby zakochani wyznawali sobie miłość, chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami co do kryzysu współczesnej cywilizacji europejskiej.

Liczne rozwody, konkubinaty, skandale pedofilskie, zgorszenie płynące od nawet najwyższych autorytetów, zanik współczucia, poczucia narodowej jedności i solidarności… Objawów przechodzonej przez nas współczesnej choroby cywilizacyjnej można mnożyć w nieskończoność. Słusznie czynią rządy, które pragną ustawami zakazać haniebnych tych czynów i penalizować je. Jest to tylko jednak walka z objawami, a nie korzeniem całego tego zła. Musimy znaleźć przyczynę choroby.

Wydaje mi się, iż winna kryzysowi jest nasza spaczona wizja miłości. Rewolucja seksualna wieku ubiegłego, ruchy anarchistyczne i liberalne wszczepiły w społeczeństwo egoistyczne pojmowanie miłości. Już mowy być nie może o jakimkolwiek zabieganiu o dobro osoby drugiej czy o jej szczęście. Nie ma ofiary, nie ma wyrzeczeń – jeżeli nie jesteś w stanie żyć z moim egocentryzmem, to wynoś się z mojego życia! Tak to mniej więcej wygląda.

Ciągle szukamy jakiegoś „planu B”: kocham cię, ale może kiedyś przestaniesz mi wystarczać; jestem ci dziś wdzięczny, ale nie możesz utrudniać mojej kariery, więc oddam cię do domu starców; dziś przyjmuję święcenia kapłańskie, ale może kiedyś porzucę stan duchowny.

Ciągle jest jakaś druga opcja. Osoba/organizacja, której wyznajemy miłość, nie może być więc pewna, nawet jeżeli zaklinamy się na wszystkie świętości, naszego uczucia, bowiem z tyłu głowy ukryty jest protokół „co zrobię, jeżeli uznam, że nie wyszło”. Ciągle zostawiam więc coś dla siebie, nie oddaję się cały.

Ja mam prawo do mojej wolności! Ja mam prawo do szczęścia! Nie osądzaj! – w kółko te same frazesy.

W gruncie rzeczy, pozycję tę można często streścić w słowach: „Ja zostawiam sobie autonomię, wyjście ewakuacyjne, ale ty masz mnie kochać tak długo, jak mi będziesz potrzebna/potrzebny”.

Koniec końców, zazwyczaj ktoś przez taką postawę cierpi – czy to dzieci,
współmałżonek, rodzice, zgorszeni wierni. Ludzkość sama sobie łamie serca. Im mniej rozumiemy sens prawdziwej miłości, tym częściej, zdaje się, mówimy „kocham”. Dziś tej osobie, a kto wie, jutro może innej. „Kocham” traci głębszy sens, staje się formułką do odklepania. Ktoś mądry kiedyś powiedział, iż im brzydsze wnętrze, tym otoczka piękniejsza. W przypadku współczesnej (anty)miłości jest to jak najbardziej słuszne stwierdzenie. Chcemy wszystkim pokazać, jak bardzo, rzekomo, kochamy. Najczęściej jednak i w tym jest egoizm, bowiem pokazujemy nasze kochanie, by zostać zauważeni, by ktoś inny zazdrościł, by zdobyć jakieś benefity.

Zupełnym przeciwieństwem tej egoistycznej postawy jest dzisiejszy patron, św. Walenty. Patrząc na jego żywot, nie sposób nie oburzać się, iż święto tak
wielkiego Przyjaciela Pańskiego stało się celebracją hedonizmu. Ten rzymski kapłan nie miał „planu B”! On, jak podaje ks. Skarga w „Żywotach Świętych Pańskich”, to samo głosił pogańskim mieszczanom, to samo powierzonej sobie trzodzie, toż samo cesarzowi i jego dostojnikom, a nawet prześladowcom. Walenty nie widział możliwości dojścia do pokojowego kompromisu z fałszem. On kochał Chrystusa! Kochał miłością prawdziwą. My, żyjąc na w miarę spokojnym kontynencie, bez większych prześladowań, uświadczyć możemy antyprzykładu wielu chrześcijan, liberalnych „katolików”, którzy nawet nie ze strachu, ale z właśnie egoistycznego pojmowania miłości, sprzeniewierzają się prawom Ewangelii. A jakby przyszło cierpieć dla Pana, jak wielu z nas szukałoby wyjścia z opresji. Jakże przykład św. Walentego jest nieocenionym dla całego Kościoła! Krew jego woła o prawdziwą miłość względem Boga i bliźniego! Jakże boli redukcja jego kultu, która nastąpiła po reformach II soboru watykańskiego. Nie ma się jednak co dziwić, bowiem jak można czcić świadka prawdy, gdy jednocześnie skazuje się dusze heretyków, schizmatyków, zatwardziałych grzeszników i innowierców na wieczne potępienie poprzez fałszywy ekumenizm i dobroludzizm?

Wyzbądźmy się więc „miłości” bez krzyża, bez ofiary, bez radykalizmu i
przywdziejmy na się jarzmo miłości prawdziwej, tej, która w najlepszy sposób napędzała od zawsze ludzki gatunek.

Św. Walenty – módl się za nami!

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.