Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Jan Fungo: Święta Bożego Narodzenia – o co tutaj chodzi?

święta bożego narodzenia, boże narodzenie

Rokrocznie jesteśmy świadkami przedświątecznej gorączki, która dotyka nasze społeczeństwo. W tym roku była ona, tak mi się zdaje, wyjątkowo intensywna, z racji na obawy przed kolejnymi obostrzeniami, co za tym idzie, utrudnieniami w handlu. Nie jest tajemnicą, iż ten stan chorobowy społeczeństwa zawsze jest bardzo uciążliwy dla wszystkich. W zdrowych proporcjach przedświąteczne zabieganie pozwala nam odczuć, że zbliża się jakieś ważne wydarzenie, jakieś święto, jednak współcześnie mamy do czynienia z dziwnym, szkodliwym przerostem formy nad treścią.

Czymże jest święto? Jest to dzień, w którym upamiętnia się jakieś wydarzenie, osobę lub grupę. Obecny świat rozumie Boże Narodzenie jako miły, zimowy czas, który spędzamy z rodziną i dobrym jedzeniem. Nie wiadomo już Kogo i jak wielkie Wydarzenie wspominamy w ten dzień. Liczą się tylko miłe rozmowy z najbliższymi, ładne prezenty, przyjemna atmosfera, napchany brzuch i ładnie przystrojona choinka. Kościół Święty zaczyna świętowanie uroczystości Narodzenia naszego Pana od pierwszych nieszporów tegoż święta. Co zaś robi świat? Świat świętuje już od końca listopada! Z tym że właśnie nie wiadomo co świętuje. Dane mi się było spotykać z dziwnym zjawiskiem przyozdabiania domu i ubierania choinki już na początku grudnia. Na kominkach domowym zawisły mikołajowe skarpety, lampki. O, tak! Lampki być muszą, ale żłóbek, szopeczka, na cóż to komu? Przecież by nam jeszcze przypominały o prawdziwym sensie, dla którego Odwieczne Słowo zstąpiło na ten łez padół, oraz że zstąpi nań jeszcze raz, już nie w postaci bezbronnego dziecięcia, ale w chwale, jako Sędzia Sprawiedliwy. Widok szopki i Boskiego Syna oraz świadomość o Jego miłości względem człowieka i o Jego św. Ewangelii drażni ludzi żyjących w kłamstwie, w brudach, w obłudzie. Lepiej zastąpić figurkę naszego Pana jakimś krasnalem, który to ma przedstawiać rzekomo obrońcę ortodoksji św. Mikołaja z Miry. Tak, lepiej zastąpić pamięć o Światłości Odwiecznej LED-owymi lampkami i znowu powtarzać to, o czym św. Jan napisał w swym Prologu: „Na świecie było [Słowo], a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli” (J 1, 10-11). Ktoś mądry powiedział mi kiedyś: „Im ludzie mniej mają w sercu, tym więcej stroją się na zewnątrz”. Jest w tym pewna prawda, szczególnie patrząc na to społeczeństwo hedonistyczne, egoistyczne i całkowicie nastawione na konsumpcję.

Chyba wszyscy bardzo lubią te świąteczne potrawy, przyrządzane z tak wielką pieczołowitością, ale, czy one rzeczywiście są świąteczne? Poza tym, że jest ich więcej, są ładniej podane, lepsze niż w inne dni roku, to czy one tak naprawdę jakoś specjalnie wyróżniają się od potraw, które jedliśmy przez resztę grudnia? Najczęściej nie. W dawniejszych czasach Kościół uważał Adwent za okres rzeczywiście postny, w jego trakcie miały miejsce tzw. suche dni, to jest środa, piątek i sobota, w które to obowiązywał post ścisły. Podobnież post obowiązywał w Wigilię Bożego Narodzenia. A teraz? A teraz jemy ile i co chcemy, nawet wśród katolickich integrystów istnieje ta zła tendencja, do krytykowania wszystkich i wszystkiego, ale gdy przyjdzie dać coś od siebie, coś, co na pewno wyjdzie nam na wieczystą korzyść, to już mało osób jest do tego chętnych. Niedawno nawet w rozmowie z przyjacielem podsumowałem tę fałszywą pobożność słowami: „Katolicyzm integralny kończy się tam, gdzie zaczyna się post w suche dni”.

Boże Narodzenie jest świętem miłości, tej „małej Miłości”, która zbawiła świat. Naturalnie, te nowe, świeckie święta też są świętami tzw. miłości, czyli czegoś, co nazywa się miłością, co większość wypranego z jakiejkolwiek moralności społeczeństwa uważa za miłość. Jest to więc celebrowanie grzechu i zboczenia, uciech cielesnych, nieczystości, tego wszystkiego, co jest przeciwieństwem prawdziwej, czystej i ofiarnej miłości. Ten „zimowy event”, jak się często nazywa święta Narodzenia Pańskiego, bowiem już samo wspomnienie o jego katolickich korzeniach i przynależność wywołuje pewną konsternację, jest festiwalem egoizmu. Świat ogranicza miłość, do tego, czy dostaliśmy prezent, który nas satysfakcjonuje i czy mogliśmy się bez przeszkód oddawać najniższym żądzom naszego ciała. Widok takich świąt jest rzeczywiście godny pożałowania.

Kolędy, które posiadają tak wielką wartość katechetyczną, których tekst potwierdza i przypomina ortodoksję wiary, zostały spłycone do 2-3 zwrotkowych miłych przerywników, wykonywanych często przez wątpliwej klasy śpiewaków i śpiewaczki, które jeszcze niedawno popierały proaborcyjne protesty. A przecież wystarczy choć trochę zastanowić się nad tymi pięknymi pieśniami, by dostrzec, że są one swego rodzaju credo. „Któż to słyszał takie dziwy? Tyś człowiek i Bóg prawdziwy, Ty łączysz w Boskiej Osobie dwie natury różne sobie.” – mamy tutaj wykładnie katolickiej wiary na temat dwóch natur Chrystusa, coś, co pogramia herezję monofizytyzmu.

„A potem Maryi cześć dają, za Matkę Boską Ją uznają” – tutaj znowu wyznajemy wiarę w Boskie Macierzyństwo NMP, a więc potępienie herezji nestorianizmu.

Widząc i smucąc się nad tą podmianą świąt Bożego Narodzenia w „zimowy event”, czy też święto nie–wiadomo–czego–lub–kogo, musimy pamiętać, iż ten dzień, nie należy do liberałów. Boże Narodzenie jest nasze – katolików integralnych, przedstawicieli cywilizacji łacińskiej. Nikt, ani nic nie jest w stanie zabronić nam prawdziwego przeżywania Narodzenia Pańskiego, to jest świętej radości i pokoju serca, wynikających z łaski uświęcającej, która powinna być w nas i w tę świąteczne dni i w całym życiu naszym. Jeżeli damy światu i naszej grzesznej naturze wyrwać tę łaskę usprawiedliwiającą z naszych dusz, wtedy rzeczywiście możemy tylko smucić się i czuć się współodpowiedzialni za ateizację i zeświecczenie świąt Narodzenia Pańskiego.

Oprawa graficzna: Resistance Arts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.