Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Filip Paluch: Larwa

Nota od redakcji:

Szanowni Państwo, jako redakcja miesięcznika „Wiedza i przeszłość” mamy niebywała przyjemność przedstawić Państwu przedruk niebywałego źródła historycznego, odnalezionego w archiwach Państwowego Instytutu Badania Przeszłości. Jak to się stało, że po tylu latach zespoły badawcze wciąż odnajdują tak drogocenne świadectwa przeszłości? Według wyliczeń PIBP, archiwa instytucji gromadzą niezliczoną ilość dokumentów, których uporządkowanie i odpowiednie skatalogowanie może zając jeszcze nawet dekadę. Prezentowany tekst odnaleziony został w dziale Archiwów Politycznych. Załączone notatki świadczą, iż tekst został załączony jako dowód w sprawie w procesie z art. 128 Kodeksu Karnego ówcześnie obowiązującego prawa.

W wyniku pogłębionej kwerendy odnaleziono materiały świadczące, iż autor prezentowanego „manifestu” zmarł w wyniku zawału mięśnia sercowego w szpitalu MSWiA w Warszawie roku 2023. Niestety teczka osobowa oraz dokumenty procesowe uległy zniszczeniu podczas pożaru archiwum MSWiA z 2043 r. Część zbioru została odratowana i zrekonstruowana w 2068 r. staraniem Franciszka Ksawerego Barańskieego, inicjatora utworzenia PIBP, dzięki czemu możemy przekazać Państwu to przedziwne świadectwo epoki. To i inne znaleziska potwierdzają jedynie fakt, o którym dawno już wiedzieliśmy: przeszłość skrywa przed nami wciąż wiele tajemnic, a historia wciąż pisze się na nowo. Prezentowany materiał jest doskonałym źródłem do badań nad mentalnością jednostki, procesami społecznymi i ukrytej historii politycznej, której autor stał się niewątpliwą częścią. Wszystkie przypisy pochodzą od redakcji.

Szczęśliwy jest ten, który nie wątpi w dobroć Pana, który przychodzi 1.

Pełzam, pełzam, pełzam. Jak larwa, jak robactwo, jak gad. Nie czuję się już człowiekiem, nie czuję się już stworzeniem, nie czuję się już jednostką. Tylko pełznę, pełznę na brzuchu, zjadam przydrożny kurz, nie muszę unikać napotkanych spojrzeń, bo moje oczy na przestrzał nic nie wyrażają.

Rano dzwoni budzik. Szósta czterdzieści pięć. Szaruga. Prysznic jak obmycie z sennej iluzji. Warkot silnika. Czasami piszę wiersze. Na kacu.

Zima – mogłaby trwać

W pięknym miesiącu ciepłych wieczorów

Od ognisk obozowych

Gdzieś na lewym brzegu Dniepru

Gdzie Pan Skrzetuski

Dorzuca do ognia konopną machorkę

Gdzie dym nasącza strony

Z których dmie Step

Jak tęsknota

Zima mogłaby być

Pięknym miesiącem

W którym krew miesza się z mlekiem

Jak zachody–Jak wschody

I nikt nie płacze bez powodu

Ta zima – przewinięta na podglądzie

Jak kaseta–kiepski film

Bezmiar dni zimowych

Ta zima jak szkło w nosie

Obgryzione paznokcie

Źle zawinięte sreberko i pełne kieszenie

I w końcu wycie, wycie, wycie

Powyrywane strony

Przypalone opuszki i krwawienie z nosa

To rodzi się dzieciątko

zupełnie nie tutaj 2

Kiepskie i nieporadne, ale potrzebuję ich. Są jak łój wyciskany w bólu z nabrzmiałego pryszcza. Jak zniekształcone wołanie zza wpół rozdartej zasłony.

Nie mam wątpliwości, że żyję jak larwa. Godna pogardy imitacja stworzenia. Osiem godzin w pracy. Klep, klep. Uderzenia klawiszy mogą być zupełnie bezmyślne, jak rozmowy w kuchni. Klep, klep… Szesnasta jak wyzwolenie, lecz bez zbędnego entuzjazmu. Warkot silnika. Puste mieszkanie i odwijanie sreberek. I znowu pełzanie – zaklęty krąg dnia.

Kiedyś żyłem inaczej. Moje niegdysiejsze Ja czuje do obecnego siebie pełną pogardę. Czasami się zastanawiam, jak to się stało. Niegdyś byłem człowiekiem ze świata idei. Żywiłem się nimi i wierzyłem w ich realizację. Wierzyłem, że materia jest jedynie pierwszą warstwą, pod którą skrywają się duchowe światy. Wierzyłem, że to, co naprawdę istotne, spowiła kurtyna, za którą zaglądnąć mogą tylko wybrani. Zasłona, która stanowi barierę tylko dla postrzegania, ale nie sprawia, że to, co po drugiej stronie, nie jest rzeczywiste, nie istnieje.

A oto zasłona przybytku rozdarła się na dwoje z góry na dół 3.

Uśpiłem swoją wiarę. Bóg mnie opuścił albo to ja opuściłem Boga. Eli, Eli, lema sabachtani?4 Tak czy inaczej, przestaliśmy się widywać. Mury katedry upadły, ale mnie tam nie było, nie mogłem nawet zapłakać. Kiedyś nosiłem swoje idee jak puklerz, mój Bóg był moją pochodnią oświetlającą mi drogę. Moją ucieczką w strapieniu. Obdarli mnie z tego, na szczęście nie wiedząc, że w najgłębszym zakamarku ducha wciąż tli się jedna świeca.

***

Nigdy nie zastanawiałem się kim jest Robotnik. W rodzinnym domu nie wychowywano mnie na Robotnika, nie znałem tych ludzi i nie sądziłem, że przyjdzie mi stać się jednym z nich. Wtedy, w czasach kiedy dorastałem, robotnikami nazywało się pracowników fizycznych. Tych, którzy po ciężkiej fizycznej pracy, w czerwcowe popołudnia chronili się w cieniu rosnącego nieopodal mojego domu kasztana, a zimne piwo obmywało kurz z ich gardeł. Ci robotnicy śmiali się głośno, kupowali mi papierosy i opowiadali historie z całego świata.

Wtedy – tak mi się teraz wydaje – ten robotnik był ówczesną figurą marynarza, którego życie składa się z niezliczonych przygód z dalekich portów. Dla nich tymi portami, tym morskim bezkresem, były zagraniczne budowy. Czyż opowieści z wyjazdów do Norwegii, Anglii, Francji czy Kanady, nie przypominały mi literackich przygód bohaterów, którzy wsiadali na statek tylko z małym tobołkiem, a po trzydziestu latach tułaczki i morskich przygód, dobijali do tego samego portu, z którego wyruszyli, z tym samym tobołkiem i tymi samymi kilkoma monetami w sakiewce?

Tych robotników już nie ma, jeszcze może gdzieś się krzątają przy granicy widnokręgu, ale doprawdy ciężko ich dostrzec. By zrozumieć przemianę, trzeba się cofnąć do poprzedniego stulecia, w którym totalność miała determinować świat. Robotnik miał być czymś innym niż człowiekiem, raczej zębatym trybikiem w odduchowionej pracy w mechanizmach przemysłu i nowej rzeczywistości, totalnie zdeterminowanym przez formę, którą przyjął. Wielu sądzi, że ten eksperyment się nie powiódł, że runął, tak jak runęła Tysiącletnia Rzesza, Mur Berliński i Związek Radziecki, a razem z nimi wszystko co konstytuowało tamten świat. To nieprawda. Jestem Robotnikiem XXI wieku.

Wiem, kim jest współczesny Robotnik i wiem, że jest on formą po stokroć doskonalszą od wszystkich poprzednich form niewolnictwa. Tak, Robotnik jest niewolnikiem. Jego umysł, jego świadomość i duch, intelekt i dłonie, spętane są niewidzialnym sznurem, który ciągnie Robotnika w wyznaczonym z góry kierunku. Jestem Robotnikiem i wiem o czym mówię.

Kiedy wiele lat temu zetknąłem się z rynkiem pracy, sądziłem, że wszystko może pójść dobrze. Miałem wszechstronne wykształcenie, zanurzony byłem w dorobku intelektualnym Europy i posiadałem swoją prywatną świadomość rzeczy. Moja duchowość, wiara i idee sprawiały, że potrafiłem odnaleźć w życiu cel, miałem nie tylko misję, ale także marzenie, by moje życie nie pozostało puste, by przysłużyło się innym.

Robotnik nie powinien tak myśleć. Jeszcze wtedy tego nie wiedziałem, ale było to wbrew fundamentalnym założeniom formy Robotnika. Przekonałem się o tym podczas swoich pierwszych rozmów o pracę. Przeszedłem ich całkiem sporo: dziesiątki ciągnących się korytarzy pokrytych terakotą wypełniającą pomieszczenie specyficznym zapachem. Tuziny kapiących klimatyzacji, śmiesznych recepcji, przyciasnych biur i niezliczona ilość pytań na które nie warto znać odpowiedzi. Gdzie widzi się Pan za dziesięć lat? – W drewnianym domu, na jakimś południowym zboczu w Beskidzie Wyspowym. W ręku trzymam kieliszek wina, drugą dłonią gładzę po karku swojego psa.

Jeszcze byłem butny, nie chciałem odpuścić. Nie było ciężko mi się dostosować do wymagań rynku pracy. Miałem wtedy elastyczny intelekt, dzięki któremu mogłem szybko nabyć kompetencje do wykonywania większości popularnych zawodów. Do dziś jednak pamiętam z ilu kawałków drewna zbudowana była łódź Odyseusza. Potrafię oczyma wyobraźni poznać ich fakturę, odgadnąć kolory, stąpać po powierzchni i czuć to, co czuje każdy wyprawiający się za horyzont. Chciałem, żeby ta świadomość mnie konstytuowała, nie mogłem powiedzieć, ani nawet pomyśleć, że za dziesięć lat chciałbym znać niezliczone ilości funkcji w Excelu, albo wzorów na obliczenie inwestycyjnego ryzyka. Co nie znaczy, że nawet tabele nie mogą być przygodą. To Oni tego nie chcą, bo przygoda w ich mniemaniu deprawuje, wodzi na pokuszenie, skłania do marzeń, a to już daleko przekracza wszelkie granice.

Kiedy w końcu straciłem nadzieję, poczułem się jak żyzny czarnoziem przysypany wapnem. Jak kwietne łąki, które zabudowano groźnymi kominami buchającymi oparami z przetapianej stali. Chciano, bym stał się Robotnikiem, a ja nie miałem ochoty się już burzyć i wyrywać. Moje otwarte morze stało się ogrodową sadzawką i w końcu przyszło mi powiedzieć: – niech Cię rozszarpią dzikie kurwy, Odyseuszu, Ciebie i tę Twoją pierdoloną łódkę.

Stałem się Robotnikiem. Wlałem się w formę, bo nie widziałem innej sposobności żeby przetrwać. Wyrzekłem się marzeń i zastąpiłem je pragnieniami. Marzenia są z krainy ducha, umykają materii, skrywają okruszyny Boga. Robotnik powinien tylko pragnąć, nie wolno mu marzyć. Mógłby wtedy odkryć istotę rzeczy, naturę swojej unikalnej duszy, jej boskie powołanie. Pragnienia zaś są jak narkotyk, który nie narusza zasłony, do niczego nie dążą, nigdy nie dają spełnienia w swej realizacji. Zrozumiałem, kim jest Robotnik, pozbawiony marzeń i nadziei – ujarzmiona, prymitywna siła wprzężona w zębate trybiki. Wyzwoleniem – upojenie.

Natomiast wraz z kulturą zanika cicha rozkosz na krawędziach ogrodów makowych i konopnych. Z jednej strony przyspieszenie jest zbyt silne, z drugiej w ramach tej utraty wystarczają – lub zdają się wystarczać – produkowane mechanicznie i reprodukowane obrazy, niczym kulisy przysłaniające i zawężające pole widzenia. Kolektywne sny wypierają indywidualne marzenia, wewnętrzny świat obrazów jest przysłonięty światem zewnętrznym.Oczywiście, wciąż pozostaje pragnienie, napinające poczucie pustki – przeczucie, że dni mijają bezowocnie 5.

Wierzę w system, który mnie pognębił.

Nie znajduję w sobie winy – jedynie słabość. Prymitywna siła, która we mnie narasta przejmuje kontrolę. Odduchowione upojenie jedynie strąca krople z mas występujących z brzegów. Kiedy się przeleją, tłucze się szyby, wyje się w noc, szuka zaczepki i urywa lusterka. Pluje się na tych, którzy są inni, którzy nie rozumieją, którzy nie poczuli tej siły i upodlenia. Tak wzrosło kiedyś morze flag i zaciśniętych pięści. Tak mogło wzrosnąć kilka lat temu morze flag naszych, upodlonych, jak weksel bez pokrycia. Domagam się spłaty. Żądam sprawiedliwości – mojej sprawiedliwości.

Jestem robotnikiem.

Ludzie nie rozumieją kim jest robotnik. Nie pojmują jaka drzemie w nim siła, która czeka na zew. Cały współczesny świat, każda cegła, każde miasto, każdy procesor i algorytm, są dziełami Robotnika (wolna myśl nigdy nie jest dziełem Robotnika [ujarzmionego]). Praca powinna czynić wolnym, nie wiem czemu Oni tego nie rozumieją. Herezją jest pogląd, który patrzy na pracę jak na doczesną pokutę człowieka wygnanego z Raju. Doczesne trudności powinny być raczej odkupieniem, ciężką satysfakcją, błogosławionym trudem. Czemu Oni muszą kłamać, czemu nie mogą powiedzieć nam prawdy? Czemu nie pozwalają nam być szczęśliwymi?

Wytwarzam algorytm, choć nie jest on dziełem, a produktem. Realizuję target, lecz nie wypełnia mnie on, nie realizuje mojego powołania. Żyję, choć nie ma w moim życiu istoty człowieczeństwa – przeżywania.

***

Formę Robotnika widzę jako naczynie, w które wlewa się świadomość człowieka, który Robotnikiem się staje. Forma determinuje. Robotnik nie może być bytem wolnym, jego myśl nie może być lekka i frywolna, ale Robotnik o tym nie może wiedzieć. To zachwiałoby systemem. Robotnik ma sądzić, że decyduje, chociaż nikt go nie słucha. Uważać, że wygrywa, zwłaszcza wtedy, kiedy jest oszukiwany. Sądzić, że jest wolny, kiedy zamiast do pracy idzie do kina.

Robotnik nie wie, że Oni mają w tym interes, a nawet jeśli wie, że Oni mają w tym interes, to nie ma tego świadomości.

Czytałem kiedyś Traktat o szczęściu Tatarkiewicza. Na kilkuset stronach rozważa się tam, czym jest szczęście. W zdaniu, które najbardziej zapadło mi w pamięć stwierdza się, że człowiek uznany może być za szczęśliwego, wtedy tylko, kiedy ma świadomość szczęścia w trakcie jego trwania.

Czy zatem nie jest kluczem świadomość oszustwa, wtedy kiedy ono trwa? Świadomość zniewolenia, wtedy kiedy sznur krępuje najbardziej? Świadomość odczłowieczającej formy Robotnika, wtedy kiedy odkształca ona ducha? Robotnik nie jest niczego świadomy. Świadomością Robotnika jest jego siła produkcyjna, choć za nią skrywa się coś głębszego. Czasami tylko, w momentach kiedy na krótką chwilę zasłona ulega rozdarciu, zyskuje on świadomość Siły, dużo potężniejszej i z gruntu duchowej, która stanowi niedostrzegalną i na co dzień nieobecną, wspólną jaźń wszystkich Robotników. Ta Siła, ten zbiorowy byt wymykający się karbom materii, ma coś więcej niż każdy z osobna. Tym, czym dla pojedynczego człowieka jest świadomość, tym dla Siły jest intuicja. Jak Boskie tchnienie wypełniające w bezwietrzny dzień żagle.

Wiem, że istnieje moment przejścia. Wiem, że zasłona może zostać trwale rozdarta. Czy nie tak się stało już kiedyś? Drogą do wyzwolenia jest upodmiotowienie Siły. Tylko ona jest zdolna rozbić formę zniewalającą Robotnika.

***

By dotrwać do czasu przejścia, by móc utrzymać tlący się we mnie jeszcze płomień, wciąż znajduję w sobie moc, by karmić swój intelekt. Na tysiące sposobów staram się rozedrzeć zasłonę, choćby na chwilę. Zwijam banknot, choć inni powtarzają mi by tego nie robić. Biorę woreczek z nadzieją i zawartość rozkruszam starą kartą do bankomatu. Pachnie jak cement wymieszany z proszkiem do prania. Rano zawsze wysmarkuje się skrzepliny krwi – jak wyrzut sumienia. Zasłona nie rozdziera się w chaotycznej gonitwie sreberek. Do tego potrzebna jest mistyka rytuału.

Nie poddałem się i szukam odpowiedzi, myślę nad rozwiązaniami, szukam skamielin idei, które mogłoby ożyć jak ryba wypuszczona w rwące nurtu potoku. Czytam książki, dosypiam z niedopałkiem. Walczę o urlopy i niepracujące weekendy, by móc wyjechać za miasto w naturę. Winston Smith z Orwella też chyba wyjeżdżał za miasto. Z Julią?

Czasami jeszcze wierzę, że System może mieć luki. Chodzę na wybory, mimo iż przeczuwam, że nie ma to żadnego znaczenia. Głosuję najczęściej na efemerydy, rzadziej na populistów – nie żeby byli zbyt cyniczni, oni po prostu nie mają świadomości, nie rozumieją istoty rzeczy, ich jedyną wartością jest intuicja, ale nie idzie poznać źródła, z którego wytryska. Moja sprawa nie jest ich sprawą. Nikomu nie zależy na wyswobodzeniu Robotnika. Tak jakby wolność nie była naszym powołaniem, chociaż spirala Dziejów wskazuje na coś innego. Ich sprawa nie jest moją sprawą. Dlaczego Ikkos ma pokonać Sotiona?

Byłeś mi wstrętny, jak dozorca niewolników, kiedy obskoczyli cię owi biedni ludzie, którym narzucałeś swą wolę. Ograniczyłeś ich. Nie idzie mi o to co jesz, kiedy śpisz, przypuszczam nawet, że można się od ciebie nauczyć niejednej dobrej rzeczy, ale ty byś chciał nas spętać. Odtąd nie wolno by już było odetchnąć, nie pomyślawszy wpierw: czy to pora krótkiego, czy głębokiego oddechu. Za tobą idzie marny lęk, głupi, nieznany dotychczas ludziom rodzaj tchórzostwa, lęk o każdy ruch zbyteczny i nierozważny… Cel mię ujarzmia! 6

***

Robotnik dziś nie ma zawodu, konkretnego zajęcia – ta forma obejmuje cały zakres życia, wszystkie zawody i wszystkie zajęcia. Robotnikom wtłoczono zasady, których brzmienie dopasowuje się do odpowiednich branż. Mój algorytm nie jest moim algorytmem. Mój algorytm musi być przeciętny, dostosowany do norm, niedostający. Nie mogę wytwarzać algorytmów wyjątkowych, ani nawet dobrych. Przywilej wytwarzania dobrych algorytmów należy do Robotników wyższych rzędów. Robotnicy wyższych rzędów mogą wytwarzać algorytmy dobre, nie są jednak ich Twórcami, nie powinni być zdolni do stwarzania.

Ich algorytmy hierarchicznie obsługują mój algorytm, nie mogą być jednak wyjątkowe. Przywilej wytwarzania algorytmów wyjątkowych należy tylko do wybranych, których wyznaczają z polecenia Właścicieli, Zarządcy. Każdy Robotnik może stać się Robotnikiem wyższych rzędów, musi tylko sumiennie i totalnie wykonywać swoją pracę przez szereg lat. Jego świadomość nie może być niczym więcej jak ściankami naczynia, w które została wlana. Robotnik niczego nie posiada. Jedyną jego własnością jest Siła, której na ogół nie ma świadomości.

Na tej drabinie hierarchii znajdują się jeszcze Zarządcy. Zarządcą zostaje się z nominacji Właścicieli, którzy delegują część swoich przymiotów na Zarządców wyższych rzędów. Forma Zarządcy nie różni się jakościowo od formy Robotnika. Nadano jej tylko większą świadomość istnienia Siły, którą z polecenia Właścicieli, Zarządcy za wszelką cenę starają się utrzymać pod powierzchnią. Zarządca jest niewolnikiem, któremu wręczono nahajkę. Niczym więcej.

Wszystkie te formy zanurzone są w wyłącznym świecie materii. Nie stworzono ich do tego, by wyglądały poza zasłonę. Jedyną luką w Systemie, w tych formach, jest Siła – najbardziej pierwotna ze wszystkich, nie dająca stłamsić swojej natury, pozostająca w pełni wolną w swoim trwaniu. Siła może manifestować się w świecie materii, jednak jest w pełni duchowa. Może obierać różne formy, jednak nigdy się nimi nie staje. Za Siłą idzie również wybrzmiewająca przestroga, że spojrzenie ducha więcej jest warte niż percepcja rozumu.

***

Jestem Robotnikiem. Jestem dumny ze swojego istnienia, i wiem, że w decydującym momencie nie ograniczy mnie żadna forma. Jako samoświadomy Robotnik czuję odpowiedzialność za innych Robotników. Staram się zrozumieć Siłę, staram się ją posiąść we władania. Siła jest moją jedyną tarczą, moim jedynym orężem. W kontekście Siły wyrzekam się swojego indywidualnego Ja. Moje Ja jest bytem zbiorowym wszystkich Robotników i ich jaźni. Dążę do przejścia. Ich jaźnie tworzą Siłę, którą się staję. Chcę ją posiąść, ujarzmić do wyzwolenia. Jestem Siłą. Wtłaczam w siebie nowe komendy, konstytuuję się poprzez nowe fragmenty kodu.

Nie ma Sztandaru. Nie mam imienia. Mój algorytm jest moim algorytmem. Mój algorytm jest wyjątkowy i ujarzmia inne algorytmy. Mój algorytm jest wierszem spoza systemu. Jestem moim algorytmem.

Pośród tego wyrachowania i rozsądku nie ma po prostu czasu, aby żyć.

Żyć? To może za ciebie zrobić każdy niewolnik.

O, mój drogi, nie dam się w tym wyręczyć niewolnikowi 7.

Czekam na czas. Jestem cierpliwy – moim powołaniem jest trwanie. Nie zmarnuję swojej Siły – czekam na czas.

+

Jestem robotnikiem. Tworzę algorytmy. Moją świadomością jest siła produkcyjna. Moją świadomością jest Siła. Jestem robotnikiem, tworzę wyjątkowe algorytmy, które są moją własnością. Rozumiem wolność i jestem zdolny do jej posiadania. Siła mię ujarzmia. Siła mię wyzwala. Jestem robotnikiem, którego praca jest totalna. Czuję odpowiedzialność za innych robotników i szykuję ich do przejścia.

+

W rozpełzającej się coraz szerzej ciemnocie ideologicznej, w epoce która cała przeradza się w jeden wielki dictionnaire des idées reçues, układany pracowicie przez aptekarzy od jednych i prawdziwych ideologii, krzyk ten rozlega się coraz głośniej przybierając różne tonacje. Jest prymitywny, ale czasem bywa wspaniały; i jest to właściwie j e d y n y s ł y s z a l n y głos protestu i buntu. Dławi w gardle 8.

.

Pełzam, pełzam, pełzam.

Jak larwa. Jak robactwo. Jak gad.

Patrzę. Trwam. Rano dzwoni budzik. Szósta czterdzieści pięć. Wstaje słońce. Prysznic dodaje mi sił, zmywa ze mnie brud. Warkot silnika. Czasami piszę wiersze. Magazynuję w nich gniew.

jestem Robotnikiem.

Oto mój

manifest.

1 Fragment niezidentyfikowany. Prawdopodobnie parafraza z Pisma Świętego – świętej księgi mitów cywilizacji chrześcijańskiej (przyp. red).

2 Z dużą dozą prawdopodobieństwa można stwierdzić, iż ostatnie wersy nawiązują do chrześcijańskiego święta Bożego Narodzenia, tradycyjnie obchodzonego 24 grudnia. W ten dzień wspominano narodzenie Jezusa Chrystusa, którego mitologia chrześcijańska określała Synem Bożym.

3 Mt, 27, 51. Wyjątek z księgi mitów chrześcijan, określanej Ewangelią. „Zasłona przybytku” u protochrześcijan oddziałała sacrum, miejsce święte w Świątyni Jerozolimskiej, do którego dostęp mieli wyłącznie kapłani, od profanum, czyli części świątyni dostępnej dla wszystkich. Motyw „zasłony” pojawia się również w dalszych częściach tekstu i może być interpretowany jako próby osiągnięcia iluminacji lub dotarcia do ukrytej prawdy.

4 Mt 27, 46. Słowa Jezusa (Syn Boży w mitologii chrześcijańskiej) przed śmiercią na krzyżu.

5 Ernst Jünger, Przybliżenia. Narklotyki i upojenie. Dla autora manifestu, Jünger z pewnością stanowił z pewnością inspirację, sama figura Robotnika, przynajmniej w pewnym sensie, nawiązuje do filozoficznej rozprawy z 1932 r. o takim tytule. Trudno stwierdzić jednak kanoniczność przewijających się motywów, jak i stopień znajomości pism Jüngera przez autora manifestu.

6 Jan Parandowski, Dysk Olimpijski.

7 J. Parandowski, ibidem.

8 Andrzej Bobkowski, Szkice piórkiem.

Powyższy artykuł został opublikowany w trzecim numerze pisma “W Pół Drogi”. Cały numer jest dostępny TUTAJ. Wcześniejsze numery naszej gazety można ściągnąć TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.