Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Marcin Madej: Dziady 2020

HISTORIA DZIEJE SIĘ NA NASZYCH OCZACH

szatański dramat w III aktach

Szatan reżyseruje piekielny dramat. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Nowe pokolenia aktorów wprawdzie nie dorównują na razie dawnym mistrzom, ale dajmy im czas. Akcja dramatu w trzech aktach rozgrywa się w kilku miejscach. Od ulicy przez kościoły po gwóźdź programu – sumienie ludzkie. Marni aktorzy dramatu niekiedy myślą, że to oni siedzą na reżyserskim krześle. Tymczasem reżyser tego żałosnego widowiska śmieje się… Ale Kościół to nie tylko ludzie żyjący, lecz także ci sprzed wieków. Naród to nie tylko my, małe cegiełki w fundamentach XXI wieku, ale także (a może nawet przede wszystkim) wszyscy ci, którzy tworzyli go od przeszło tysiąclecia w takim duchu, nie innym. W jakim duchu? Posłuchajcie…:

AKT I – na ulicy –

Pełznąca masa przesuwa się po bruku Starego Miasta, mimo rządowych zakazów i obostrzeń. Nikt nie pacyfikuje pełznącej masy. Taka jest potrzeba. Niech pełznie. Demokratyczny rząd nie będzie interweniował. Niech znajdzie się inny chłopiec do bicia, zresztą… czas pokaże, kto nim będzie. Pełznie i krzyczy, jak pradawny wąż z ogrodu Eden. Pełznąca masa żądna krwi. Krwi na życzenie. Gdzieś, na dachu warszawskiej kamienicy, staje Szatan i Kain. Wywiązuje się przedziwny dialog:

SZATAN:

Kainie, zobacz…! Twoi bracia…

KAIN:

Czemu wciąż mnie prześladujesz? Sam skusiłeś me serce do zazdrości!

SZATAN:

Tak, to moja zasługa. (śmieje się) Ale tobie zabrakło rozumu.

KAIN:

Rozumu? O czym mówisz?

SZATAN:

Choć minęły tysiące lat, ty nadal nie rozumiesz moich lekcji.

KAIN:

Lekcji?

SZATAN:

Mysterium Iniquitatis. A miałeś szanse na dobre wyniki…

KAIN:

Nie rozumiem…

SZATAN:

Zabiłeś jak głupiec swojego brata. Tymi rękami chwyciłeś narzędzie zbrodni. Zabiłeś. Dostałeś znamię na czole. Hahaha! Jak głupiec!

KAIN:

Chcesz mnie teraz spowiadać?

SZATAN:

Chcę cię uświadomić. Abel był twoim młodszym bratem. Nie mogłeś go zabić inaczej…? Rękami jakiegoś, dajmy na to… lekarza?

KAIN:

Lekarz, który zabija? Nonsens!

SZATAN:

Ucz się, Kainie. MYSTERIUM INIQUITATIS.

A Stwórca powtarza: Coście uczynili?! Krew waszych braci, na życzenie przelana, woła do Mnie
z ziemi!

AKT II – w kościele –

Oślizgła masa pełznie po schodach świątyń. Dewastuje mury. Spływa po marmurowych posadzkach, zakłóca składanie Ofiary, profanuje Miejsce Obcowania Boga z ludźmi. Wewnątrz Kościoła głosy podzielone. W kościele Świętego Krzyża zbiera się Episkopat i kapłani. Radzą,
co czynić. Ksiądz Prymas naucza, że do protestujących należy wyjść z otwartymi rękami. Dominikanie wiwatują, Jezuici reagują aplauzem. Episkopat chowa głowę w piasek, który wniosła już do świątyni pełznąca masa. Jeden biskup chowa głowę w ręce złożone do modlitwy. Prosty proboszcz, stojący pod filarem w milczeniu nagle zabiera głos: Księże prymasie, może ksiądz prymas sam wyjdzie do nich? Odpowiedź jest wymijająca. Biskup kielecki w bocznej nawie udziela Komunii świętej na rękę. Nie uczestniczy nawet w dyskusji w nawie głównej – robi swoje, choć to nie jego katedra. Na emporze chóralnej staje Paweł Apostoł i ksiądz Piotr Skarga…:

PAWEŁ APOSTOŁ:

Zobacz, księże, co się dzieje. Ratowałeś swoją Ojczyznę Bożym Słowem. Spójrz, jakich masz następców…

PIOTR SKARGA:

Postawili przed kościołem posąg Chrystusa Pana z krzyżem. A tutaj trzeba bicza ze sznurków…!

PAWEŁ APOSTOŁ:

Komu go chcesz dać? Prymasowi?


PIOTR SKARGA:

Temu proboszczowi, tam, pod filarem.

PAWEŁ APOSTOŁ:

To już nie czasy Wyszyńskiego czy Pelczara. Dasz mu bicz ze sznurków, a biskup go suspenduje. Obudź się, Piotrze!

PIOTR SKARGA:

Każde czasy mają swojego Apostoła Narodów, każde Kaznodzieję Narodu i każde Prymasa Wyszyńskiego.

PAWEŁ APOSTOŁ:

Cóż zatem?

PIOTR SKARGA:

Pozwól mi zejść do nich, na jedno kazanie. Dziś format Apostoła Pawła, Piotra Skargi i prymasa Wyszyńskiego obecny jest w tych małych kapłanach na dole hierarchii. Powiem im o tym. Pozwól mi zejść…

PAWEŁ APOSTOŁ:

Nie możesz zejść. Każde sumienie ma swój czas. Każde czasy mają swoje wybory. Każdy wybór ma swoje reperkusje w przyszłości. Oto kuźnia świętości tych kapłanów…!

Prosty Proboszcz walczy z samym sobą. Duch Chrystusowy nakłania go, aby dał świadectwo. Jednak konsekwencje mogą być nieprzyjemne… W końcu odważa się. W całej demagogii szalonej konferencji biskupów na temat nowego listu o narodowym pojednaniu ubiera komżę
i stułę. Wszedłszy na ambonę, w najwyższym uniesieniu, rozpoczyna swoją mowę:

KSIĄDZ PROBOSZCZ:

Biskupi! Następcy Apostołów! Dopóki Ksiądz Prymas nie zrozumie, czym jest Kościół Wojujący; dopóki biskup kielecki będzie rozdawał Ciało Pańskie na rękę prowokując profanacje
i zmuszał do tego swoich kapłanów; dopóki wy, biskupi, nie zaczniecie faktycznie wyznawać
i naśladować Chrystusa Pana, nie zmartwychwstaniemy. Zmartwychwstanie jest konsekwencją
boju Życia i śmierci, jak dwa tysiące lat temu. Nie można nie bojować,
a zmartwychwstać. Nie można stać obojętnie, gdy Chrystus z szatanem walczy o dusze. Nie można w obliczu profanacji świątyń profanować Ciała Pańskiego. Nie można pereł rzucać przed wieprze. Trzeba nam nawrócenia do Boga! Trzeba nam wiary. Jak chcecie przekazywać coś, czego nie posiadacie?! O, nowy Sanhedrynie! Gdyby Chrystusowi Panu przyszło dzisiaj zbawiać świat, to nie żydzi, a Wy! Tak właśnie – Wy, udaremnilibyście Boski zamysł Odkupienia…! O, skryta apostazjo! Ekskomunikujecie Chrystusa z Jego Kościoła! Boicie się rozłamów, bo wtedy taca spada.
O, srebrnikowi nędzarze! Żyjecie w idylli beztroskiej nieświadomości. Powtarzacie, że mamy katolicki naród. Skąpani w tej szatańskiej fikcji udzielacie Sakramentów niegodnie. Ta dzicz, tam,
u wrót kościoła, to młodzież, którą sami wybierzmowaliście! Kiedy my, kapłani, nie dopuszczaliśmy do Sakramentów Wtajemniczenia tych, którzy jawnie przeczyli nauce Chrystusowej, wyście naciskali na nas – dopuszczać! Błogosławimy związki małżeńskie na lewo
i prawo. Potem pełne mamy sądy biskupie. O, obłudnicy! Powtarzacie słowa Pawła Apostoła: Miłość nigdy nie ustaje… Potem błogosławicie nowe związki, które tyle mają wspólnego
z małżeństwem, ile ogień z wodą, a niebo z ziemią. Kapłani mówią kazania jak do narodu katolickiego, a tu trzeba misji, tu trzeba zaczynać od nowa! Pozwalacie, aby szatański swąd homoseksualnych frakcji panoszył się w waszych diecezjach! Żadna nie jest od nich wolna. Żadna! Czy nie widzicie, że z Chrystusowego Kapłaństwa zrobiliście wysypisko śmieci…? Czy wy naprawdę nie boicie się Boga i Jego Sprawiedliwości? Powtarzacie ludziom frazesy o Bogu Miłosiernym, a nie dostrzegacie, że jest jeszcze Boża Sprawiedliwość i kara? Może nawet jesteście wierzący. Trzeba wam jednak powtórzyć Katechizm ze zrozumieniem i zapytać samych siebie:
Czy ja w TO wierzę…? Księże Prymasie! Mówiłeś, że zagrożeniem jest dziś nacjonalizm. Wyjdź
z tej świątyni. Tam na straży drzwi kościoła i figury Chrystusa stoją nacjonaliści. Bronią świątyni Pana, choć ciebie uważają za hierarchę upadłego. Oni rozumieją, o co walczą. Ty chcesz walczyć
z nimi, choć nie rozumiesz nawet, co wyznajesz! Bez nich zostaniesz sam. Kto będzie cię bronił…? Internetowe Szustaki czy jezuickie portale? O, nierozumni, wykształceni teologowie! Wróćcie
do pacierza, zostawcie chory ekumenizm. Wróćcie do Credo, porzućcie dysputy nad ekologią. Wróćcie do Liturgii Godzin, odwróćcie się od zabawy Twitterem. Biskupi! Obudźcie się,
bo zginiecie!

Następuje poruszenie, a bazylika napełnia się szemraniem Episkopatu. Wielu spośród biskupów nie dowierza temu, co przed chwilą usłyszeli. Jeden biskup, dotąd chowający twarz w dłoniach
i zatopiony w modlitwie, wstaje i wychodzi. Nastaje cisza w kościele i słychać tylko stłumione dębowymi drzwiami okrzyki masy sprzed świątyni.

AKT III

– w sumieniu biskupa –

Biskup staje na schodach kościoła Świętego Krzyża w Warszawie wraz z nacjonalistami broniącymi świątyni przed profanacją. Pośród pełznącej masy przechadza się szatan prowadząc
z Biskupem mistyczny dialog…:

SZATAN:

O, jego ekscelencja… Ach, jak miło! (szyderczo parodiuje modlitwę biskupa) O, Panie Boże, miejże litość nade mną… Twoim ostatnim żołnierzem, he, he, heee… Jakiś ty odważny! Naiwny dziadek… A wiesz co? Wiesz co? Papież cię potępi. Haha! Zobaczysz, załatwię to. Media katolickie jako pierwsze ogłoszą, że Kościół Katolicki w Polsce odcina się od twojej osoby.

BISKUP:

Nie boję się. (do towarzyszy) Nie bójcie się, Sursum corda!

SZATAN:

Głupcze! Skąd u ciebie taka odwaga…? Czy nie wiesz, że zaraz mogę przeciwko tobie wyciągnąć ciemne sprawki z twojej diecezji…? Wszyscy się od ciebie odwrócą. Wszyscy!

BISKUP:

Nie boję się już nikogo, jeno Pana Boga. Życie już przeżyłem, zawsze uciekałem przed dawaniem świadectwa. Kiedyś trzeba zająć stanowisko. Chryste, oto jestem po Twojej stronie!

SZATAN:

Sam jesteś, nie widzisz? Myślisz, że Bóg twój słucha cię w tym stosie kamieni który nazywasz świątynią? Że przyjmuje twoje ofiary, grzeszniku?

BISKUP:

Tak, w to wierzę. Chryste, samotny i opuszczony na krzyżu, daj mi siłę…!

SZATAN:

Nikt nie odpowiada…? A to szkoda… Słyszysz…? To tłum krzyczy do ciebie. Słyszysz…? Krzyczą, żebyś wypierdalał. Wy – pier – dalaj, wy – pier – dalaj…! Co za słodkie dźwięki, boska harmonia, święty polski język przeciw twardej rzymskiej, obrzydliwej, katolickiej łacinie…

BISKUP:

To jest wojna. Prymas Hlond mówił, że zwycięstwo gdy przyjdzie, to przez Maryję. Trzeba modlitwy. Zdrowaś Maryjo…

Biskup odmawia różaniec. Na dzwonnicy kościoła św. Anny stają święty Stanisław
ze Szczepanowa i Stefan Kardynał Wyszyński. Z uwagą przyglądają się całemu zajściu i gorąco proszą Boga o gorliwość dla biskupa.

SZATAN:

Czy twój Pan nie mówił: Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój…? Opamiętaj się, wracaj
do księdza prymasa i bądź posłuszny!

BISKUP:

Idź precz, obłudniku! (Błogosławi strzegącym świątyni). Niech Was Bóg ma w opiece… Ja już… Słodki Jezu!

Upada na bruk i oddaje ducha. Nagły zawał serca okazuje się śmiertelnym. Święty Stanisław stojący na wieży raduje się z nowego obywatela Nieba, a strzegący świątyni zyskują nowe siły do walki. Ksiądz Proboszcz zabiera ciało biskupa do świątyni by odprawić Mszę Requiem.

F I N A Ł

Tymczasem, na dzwonnicy kościoła świętej Anny rozpoczyna się rozmowa…:

KARD. WYSZYŃSKI:

Wstyd mi za prymasa.

ŚW. STANISŁAW:

Mnie też, synu.

KARD. WYSZYŃSKI:

Ale duma mnie rozpiera z powodu tego jednego.

ŚW. STANISŁAW:

Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę, gdy przyjdzie…?

KARD. WYSZYŃSKI:

To pytanie do mnie?

ŚW. STANISŁAW:

Nie, do Czytelnika. Ale, kardynale… Wytłumacz mi to, czego nie pojmuję…

KARD. WYSZYŃSKI:

Cóż takiego?

ŚW. STANISŁAW:

Całe to piekło rozpętało się po wyroku świeckiego trybunału. Czemu pełznąca masa uderzyła
w Kościół Chrystusa Pana…?

KARD. WYSZYŃSKI:

A któż inny, o, święty biskupie, głosi prawdę w porę i nie w porę? Któż inny ma Prawdę Objawioną przez Boga samego, przeto nigdy nie zmienia zdania…? Któż zawsze głosił świętość życia niewinnego…? Któż wreszcie inny, przez dwa tysiące lat bez żadnej przerwy, realizuje obowiązek misyjny…? Któż inny da się zabić i poćwiartować za naukę Chrystusową? Tyś najlepiej to zrozumiał, o, Męczenniku Chrystusowy!

Z wieży rozbrzmiewa hymn, śpiewany przez Prymasa Tysiąclecia. Śpiew ten budzi sumienia Polaków i przypomina o spuściźnie świętego biskupa krakowskiego. Jest też jakby elegią nad zgonem biskupa sprzed kościoła Świętego Krzyża:

Gaude, mater Polonia.Prole fecunda nobili,Summi Regis magnaliaLaude frequenta vigili. Cuius benigna gratiaStanislai PontificisPassionis insigniaSignis fulgent mirificis.

(…)

Co się tłumaczy:

Raduj się, Matko Polsko
w sławne potomstwo płodna!
Króla królów i najwyższego Pana
wielkość uwielbiaj chwałą przynależną.

Albowiem z Jego łaskawości
biskupa Stanisława męki
niezmierne, jakie on wycierpiał
jaśnieją cudownymi znaki.

Potykał się za sprawiedliwość,
przed gniewem króla nie ustąpił:
i staje żołnierz Chrystusowy
za krzywdę ludu sam do walki.

Ponieważ stale wypominał
on okrucieństwo tyranowi,
koronę zdobył męczennika,
padł posiekany na kawałki.

(…)

Tak to Stanisław biskup przeszedł
w przybytki Króla niebieskiego,
aby u Boga Stworzyciela
nam wyjednać przebaczenie.

Gdy kto dla zasług jego prosi,
wnet otrzymuje zbawcze dary:
ci, co pomarli nagłą śmiercią,
do życia znowu powracają.

Choroby wszelkie pod dotknięciem
pierścienia jego uciekają,
przy jego świętym grobie zdrowie
niemocnych wielu odzyskuje.

Słuch głuchym bywa przywrócony,
a chromy kroki stawia raźno,
niemowom język się rozwiązał,
w popłochu szatan precz ucieka.

A przeto szczęsny ty, Krakowie,
uposażony świętym ciałem,
błogosław po wsze czasy Boga,
który z niczego wszystko stworzył.

Niech Trójcy Przenajświętszej zabrzmi
cześć, chwała, sława, uwielbienie:
a nam tryumfy męczennika
niech wyjednają radość wieczną.

Amen!

* * *

Powiesz, Czytelniku, że pobożna bajka. A owszem. I pobożna i bajka. Jednak moralizatorska i oto jest jej oręż. Broń tradycji przodków. Ufaj Kościołowi. Nie ufaj Prymasowi. Nie słuchaj dominikanina, który notorycznie gubi habit. Nie czytaj portalu jezuickiego, bo pożywienia nie szuka się w klozecie, lecz na stole. Bądź odważny, bo trzeba dać świadectwo.
Jak pisał Herbert…:

ocalałeś nie po to aby żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi bądź odważny
w ostatecznym rachunku jedynie to się liczy

Powyższy tekst został opublikowany w czwartym numerze pisma W Pół Drogi. PDF z tym numerem jest dostępny TUTAJ, inne numery naszego pisma możesz zobaczyć TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.