Pierre le Corf: Mój list do prezydenta Hollande’a

Od Redakcji: Dziś, wyjątkowo w czwartek, a nie w środę, z uwagi na niezależne od nas okoliczności, przedstawiamy na naszym Portalu tekst podejmujący sprawy ściśle powiązane z meandrami polityki zagranicznej. Nie będzie to jednak tekst standardowy, takie jakie inne. Tym razem przedstawiamy Wam polskie tłumaczenie listu do prezydenta Hollande, autorstwa Pierra le Corfa, francuskiego pracownika organizacji humanitarnej, który przebywał w Aleppo w czasie wojny o jego wyzwolenie z rąk terrorystów. Co widział? Jakie jest jego zdanie na temat wydarzeń w Syrii? Zapraszamy do lektury:

******

Panie Prezydencie,

Dziś kwestionuję wszystkie wartości wśród których wzrastałem. Wszystkie wartości kraju, który kocham z całego serca. Mojego kraju: Francji. Pisze do Pana jako obywatel państwa francuskiego, który przybył bez żadnych tendencyjnych zamiarów do Syrii i żył w miejscu, którego było znane wtedy jako zachodnie Aleppo, a teraz jest po prostu zjednoczonym miastem Aleppo. Jestem politycznie niezaangażowanym przedstawicielem organizacji humanitarnej i przebywam w tym miejscu już od jakiegoś roku.

Sytuacja w jakiej się znalazłem nie należny do najłatwiejszych. Po pierwsze, jestem jedynym obywatelem francuskim żyjącym tam, co czyni mnie bardzo łatwym i łakomym celem, także z powodu świadectwa, jakie oferuje, a które dość często wykracza poza oficjalnie przyjętą wykładnie medialną. Po drugie, ponieważ to czego my tu doświadczamy na co dzień jest zwyczajnie uwłaczające i bardzo ciężko jest mi o tym mówić. Byłem świadkiem masakry i kryzysu humanitarnego, w którym my, jako Naród, jesteśmy aktorami a także zwolennikami co dzieje się niejako naturalnie wraz z naszym wsparciem dostarczanym dla terrorystów. Kieruję tą wiadomość do Pana i do wszystkich ludzi, którzy mają siłę i odpowiednią władzę, by podjąć decyzje, która ustanowi tutaj pokój i wreszcie postawi los cywilów żyjących w Syrii na pierwszym miejscu.

Każdego dnia, byłem zmuszony stawiać czoło śmierci jak z resztą każdy inny mieszkaniec tego miasta. Misja, jaką ja sam sobie wyznaczyłem, zawiodła do mnie do wielu rodzin, żyjących blisko tych, których my Francuzi od początku tego konfliktu oznaczyliśmy sobie jako swoich „przeciwników”. Jednak jedyne co tutaj dostrzegłem „nie tak” to czarne flagi i mam na to dowody w postaci zdjęć ze wszystkich frontów. Te znaki, są jednocześnie symbolami używanymi przez grupy, za które Francja walczy już od wielu lat.

Dziś, Syryjczycy stają razem zjednoczeni, nie po to by walczyć z rządem, lecz po to by stawić opór terrorystycznym gangom. Bez względu na to jak je nazwiemy, Ci ludzie są świadomi tego co robią i biorą za swoje czyny pełną odpowiedzialność. W Syrii działają następujące grupy terrorystyczne Al-Jaich al-Hour (Wolna Armia Syryjska), Jahbat Al-Nusra (inaczej znana jako Fatah al-Cham, syryjskie ramię Al-Kaidy), Jaich al-Islam, Harakat Nour al-Din al-Zenki, Brygada Sułtana Mourada i tak dalej i tak dalej. Jeśli w Syrii istnieje faktyczni jakakolwiek opozycja antyrządową, to występuje ona jedynie w takim charakterze w jakim występuje ona w każdym kraju na świecie. Opozycja jest mniej lub bardziej pokojowo nastawiona, ale to co ważniejsze to to, że reprezentują ona sobą znaczną mniejszość Syryjczyków. Od początku tego konfliktu, aż do teraz, praktycznie wszyscy bojownicy atakujący Aleppo, należeli bez wyjątku do wymienionych przeze mnie wyżej grup terrorystycznych.

Używam w tym liście określenia „terrorystyczny”, ponieważ nie ma żadnych rebeliantów w Aleppo, a przynajmniej nie zaistniały żadne przesłanki, uprawniające mnie do uznania kogokolwiek tutaj za nich. To wysoce nieodpowiedzialne, by te same grupy, które my we Francji z czystym sumieniem kwalifikujemy jako grupy terrorystyczne, tutaj w Syrii miałyby być przez nas wspierane i określane jako „rebelianci”. Terroryści zostali obecnie zmuszeni bronią lub porozumieniami z rządem do przeniesienia się do miasta Idlib, terenu, który obecnie znajduje się niemal całkowicie pod kontrolą ich i ich rodzin. Mimo tego, wielu z nich wciąż opuszcza Idlib, by podkładać bomby i dokonywać samobójczych zamachów. Nie tylko tutaj w Aleppo, ale także w wielu innych miastach w Syrii.

Posiadam dowody na wszystko o czym teraz tutaj piszę. Od miesięcy, gromadzę u siebie zeznania cywilów. Utrwalonych zarówno na papierze jak i na nagraniach video. Niezależnie od ich religii, poglądów politycznych i bez towarzyszących mi wojskowych czy członków administracji państwowej. Sukcesywnie publikuje te zeznania na portalach społecznościowych i okazjonalnie także przekazuje je do Organizacji Narodów Zjednoczonych, a konkretnie do jej komórki zajmującej się badaniem ataków terrorystycznych i tego rodzaju przestępstw. Pośredniczę także w kontakcie członków komisji z naocznymi świadkami tych wydarzeń.

Większość cywilów ze Wschodniego Aleppo nie mogło uciec w trakcie prowadzonych działań wojennych, ponieważ zabraniali im tego, pilnujący ich terroryści. Rosyjskie wojsko, razem z Syryjskim próbowało im to umożliwić poprzez utworzenie specjalnych, bezpiecznych korytarzy humanitarnych. Niestety przechodzący nimi cywile byli ostrzeliwani. Nie ma tutaj miejsca na pomyłkę, ponieważ wszyscy posiadacze telefonów komórkowych w Aleppo, łącznie ze mną, zostali wówczas powiadomieni o precyzyjnie oznaczonym terminie i miejscu otworzenia korytarza. Całe szczęście, wielu z nich jednak udało się uciec. Nierzadko byli oni zmuszeni używać do tego bocznych dróg, a czasem, w skrajnych przypadkach także pól minowych.

Nie wiele było mediów skłonnych wówczas odnotować, że cywile, którzy zostali we wschodnim Aleppo, byli często używani jako żywe tarcze, co potwierdzają zeznania świadków. Media wolały raczej przedstawiać ich los, jako nieszczęśliwych ludzi złapanych w pułapkę, znajdujących się pomiędzy opozycyjnymi rewolucjonistami a wojskami wiernymi rządowi. Podczas gdy tak naprawdę rząd jedynie chronił swoich własnych ludzi przed terrorystami, będącymi w większości zagranicznymi najemnikami. Przybyli oni do Syrii uzbrojeni po zęby, jako fanatycy, dla których życie ludzie nie przedstawia żadnej wartości. Posługując się w tym momencie jedynie przykładem Aleppo, ci najemnicy atakowali przedmieścia, tylko po to by zdobyć odpowiedni teren pod prowadzenie ostrzału dzielnic mieszkalnych w zachodniej części miasta, mordując cywilów bez żadnego konkretnego powodu.

Zachowanie terrorystów na polu bitwy w stosunku do cywilów, w żadnym znanym mi wypadku nie potwierdziło tezy o ich „umiarkowanym” charakterze. Widziałem na własne oczy wyposażonych ich w broń i amunicję wytworzoną w wielu różnych zagranicznych krajach, włączając w to Francję, Stany Zjednoczone, Wielką Brytanie czy Arabie Saudyjską, a i tak wymieniam tutaj jedynie tylko parę z bardzo długiej listy państw. Ta broń jest używana codziennie przeciwko cywilom wschodniego i zachodniego Aleppo, przez grupy znane nam Europejczykom jako terrorystyczne, a tutaj występujące pod wspólnym szyldem Wolnej Armii Syryjskiej. Ta grupa w ogromnej większości składa się z dżihadystów, których my sami usilnie próbujemy pokazać w telewizji jako wojowników o wolność.

Terroryści zwykli brać na swój cel najgęściej zamieszkane tereny Aleppo, nie wzbraniając się przy tym od uderzania w szpitale. To jednak nie zapobiegło bezpośredniej walce pomiędzy siłami rządowymi a nimi. Posiadam zeznania ocalałych ze wschodniego Aleppo cywilów i wspólnie z przedstawicielami innych organizacji humanitarnych przebywających tutaj, trzymam nad nimi pieczę.

Wschodnie Aleppo miało 120 tysięcy cywilów złapanych w krzyżowy ogień (pośród nich było od 15 do 20 tysięcy wojowników). Większość z tych ludzi, to były zwyczajne rodziny, które odmówiły opuszczenia swoich domów, kierując się przy tym strachem przed zniszczeniem lub ich obrabowaniem. W Syrii, niewielu ludzi wynajmuje swoje domy czy mieszkania. Potrzeba trochę czasu by stać się właścicielem takiego lokum. To czysto kulturowa cecha, ponieważ dom jest tutaj symbolem rodziny i oznaką takiego życia.

O co mi chodzi? Podstawowym problemem jest to, że uparliśmy się by zaprzeczać rzeczywistości. Jaka jest rzeczywistość w takim razie? Taka, że praktycznie każdy z miliona trzystu tysięcy żyjących na Zachodzie Syryjczyków, bez względu na wyznawaną przez siebie religię, często z narażaniem życia, uczestniczyło w trudzie zachowania ciągłości działania instytucji państwowych, próbując normalnie żyć i wysyłając swoje dzieci do szkół i na uniwersytety pomimo panujących ciężkich warunków.

Wymazaliśmy ich istnienie, przedkładając ponad prawdę partykularne interesy polityczne, tylko dlatego że żyli oni w strefie kontrolowanej przez legalny rząd syryjski. Działając w ten sposób, zapomnieliśmy o ogromnej liczbie cywili reprezentujących dziesięc razy większą populacje niż wschodnia część miasta. Zrobiliśmy tak bo mniejszość walczyła za sprawę, która znalazła zwolenników wśród na prawdę nie wielkiej grupy ludzi.

Nie minął tu ani jeden dzień, żebyśmy byli celami- i niestety równie często ofiarami- snajperów, artylerii, wybuchowej amunicji, rakiet, a nawet wodnych bojlerów przerabianych na rakiety. Celowano w ulice, domy, szpitale i szkoły. Nie było dnia bez dziesiątek umierających ludzi, lub ewakuowanych często w krytycznym stanie do jeszcze działających placówek. Ataki były prowadzone przeciwko nam cały czas, pomimo tego że w mieście nie było praktycznie wojska, prócz może paru wojskowych checkpointów. Dlaczego? Bo Armia w tym czasie, praktycznie w całości chroniła pole bitwy, będące daleko od naszych zabudowań.

Każdego dnia, dorośli, dzieci i całe rodziny był niszczone i rozbijane przez śmiercionośne pociski. I jeśli piszę ten listy, używając przy tym zaimka „my”, to tylko dlatego, że ja także doświadczyłem tych okropieństw. Miałem szczęście, że udało mi się przeżyć. Aleppo było prawdziwym polem bitwy, na którym nie było ostrzeżeń przed nalotami. Będąc pracownikiem pierwszej pomocy, próbowałem ratować życie ludzi na własną rękę, lecz przeważnie nie mogłem nic robić. Ludzie mieli nogi, ręce, części ciała rozdarte, stopione, spalone czy nawet cały czas się palące. Brak mi słów, by w pełni opisać to przez co ci ludzie musieli tutaj przejść i ciężko mi jest o tym pisać. Widziałem zbyt wielu umarłych ludzi tutaj, a my budziliśmy się co dzień nie wiedząc czy uda nam się jeszcze dożyć do wieczora.

Spotkałem i poznałem cywilów, którzy byli masowo przesiedlani w granicach kraju, a ich zeznania są ze sobą spójne i zgodne. We wschodnim Aleppo, prawo szariatu zostało wprowadzone siłą, bez poparcia ludności cywilnej, za to za pośrednictwem „Islamskich Trybunałów” prowadzonych przez bojowników i wybranych szejków, którzy jedynie według własnego uznania zatrzymywali ludzi, torturowali, dorabiając do tego masowo odpowiednie fatwy (dekrety religijne) to uzasadniające.

Po wyzwoleniu wschodniego Aleppo, okazało się, że terroryści mieli w mieście ukryte ogromne zapasy żywności, które były dostępne tylko dla wojowników. Widziałem na własne oczy setki paczek z pomocą humanitarną i żywnością, których starczyłoby pewnie i na rok oblężenia. Rodziny, które tam spotkałem, zaświadczały, że oni sami nie mieli do nich dostępu i głodowali aż do momentu przybycia armii.

Największym jednak powodem głodu we wschodnim Aleppo, prócz powyższego było to, że żywność w sklepach dla osób nie popierających grup terrorystycznych była dostępna nieraz przy prawie pięćdziesięciokrotnej różnicy cen. Ci którzy stawali do walki, mogli liczyć na o wiele lepsze warunki. Znamienne jest to co powiedział mi jeden z sympatyków Wolnej Armii Syryjskiej, którzy zdecydował się zostać w mieście po jego wyzwoleniu: „Mi się ten rząd w ogóle nie podoba. Ale jeśli ktoś krytykuje bojowników Wolnej Armii Syryjskiej to od razu ginie. Więc gdzie jest ta wolność?”

Infrastruktura miejska, szpitale, szkoły były często wykorzystywane przez członków tych grup jako siedziby, albo więzienia lub składy amunicji. W jednej z takich „szkół” udało mi się zobaczyć miejsce, w którym bojownicy wytwarzali broń chemiczną z produktów sprowadzanych zza granicy. W ciągu ostatnich miesięcy, kiedy trwały walki, widziałem ludzi, którzy zostali ranni przez chlor, a ich skóra dosłownie się paliła.

We wschodnim Aleppo, pracujące szpitale, głównie zajmowały się pomocą dla rannych bojowników i ich rodzin, lub innych ludzi, którzy mieli wystarczająco dużo pieniędzy by móc zapłacić za opiekę. Po wyzwoleniu Aleppo, widziałem ogromne ilości środków odurzających i leków, składowanych w dwóch szpitalach operacyjnych. Szpitale te były po parę razy w trakcie trwających walk, deklarowanie jako zrównane z ziemią przez naloty wojskowe sił lojalnych wobec prawowitego rządu.

„Białe Hełmy”, organizacja która jest finansowana ze środków rządu francuskiego, ale nie tylko bo także pieniądze na ich funkcjonowanie łoży rząd Wielkiej Brytanii, są tutaj znani jako pierwsi ratownicy za dnia i wzorowi terroryści nocą, lub na odwrót w zależności od potrzeby i sytuacji. Przysięgli oni wierność Frontowi Al-Nusra, jak wynika z dokumentów pozostawionych po ich ewakuacji i z zeznań cywilów. Większość ich zespołów ratowało przede wszystkim bojowników, dopiero w drugiej kolejności zwracając uwagę na cywilów.

Co warto zauważyć to to, że każda z ich drużyn posiada kamerzystę, a zespół pomaga ludziom tylko wtedy gdy filmuje kamera. Wielu cywilów mówiło mi o tym, że wielu ludzi zostawało pod gruzami, ponieważ Białe Hełmy nie chciały się narażać, w wielu innych przypadkach odstawiając scenki, do fałszywych rannych, zamachów i wypadków.

Nasz rząd także finansuje stowarzyszenie o nazwie „Syria Charity”, które ma w swoim godle trzy gwiazdy i na początku używało nazwy: „Liga dla Wolnej Syrii”. To stowarzyszenie, nawet jeśli zapewnia ludziom pomoc humanitarną, przekroczyło cienką czerwoną linię, angażując się w konflikt politycznie, stając po stronie terrorystów, uzasadniając ich walkę i zapewniając pomoc medyczną tylko walczącym (obecność ich przedstawicieli na polu bitwy, jest starannie wymazana ze wszystkich dostępnych publicznie materiałów).

Liczne francuskie i międzynarodowe stowarzyszenia i organizacje humanitarne działając na terenie stref opanowanych przez „rebeliantów” uczyniły tam więcej złego niż dobrego, zaostrzając sytuacje tam i wprowadzając międzynarodową opinię publiczną w błąd i marnując pieniężne dotacje. To także oni są odpowiedzialni za to, że syryjscy cywile zostali zakładnikami tej wojny, co uniemożliwia uspokojenie tego konfliktu zakończenie codziennego pasma śmierci.

My jako Naród, umieściliśmy trzygwiazdkową flagę „rebeliantów” na szczycie placu Elizejskiego, kiedy nasze władze przyjmowały udawanego i samozwańczego burmistrza Aleppo. Człowiek ten nigdy nie został wybrany przez żyjących tutaj ludzi. Uznali go jedynie liderzy grup terrorystycznych, paru szeregowych partyzantów i zagranicznych najemników.

Flaga ta nie jest symbolem wolności w Syrii, jest ona dla Syryjczyków symbolem śmierci i dzisiaj kojarzy się ją jedynie z Wolną Armią Syryjską, będącą teraz już niczym więcej jak tylko konglomeratem grup terrorystycznych, blisko powiązanych z Al-Kaidą, których przedstawiciele wypowiadają się ciepło o zasadach demokratycznych jedynie przed kamerami i w obecności przedstawicieli zagranicznych mediów. My jako kraj, wspieramy właśnie takich ludzi. Nie wolno nam mylić tego co tutaj występuje z ruchem obywatelskim. To właśnie ta grupą jest odpowiedzialna za wybuch wojny w Syrii.

Tak, wiele osób zginęło. Taka jest właśnie wojna. Nie piszę tego listu po to by negować lub bronić ogromnej przemocy znajdującej się w bombardowaniach wschodniego Aleppo, które jednak miały po to miejsce by uczynić wyzwolenie miasta możliwym. Jego wyzwolenie, a nie upadek jak niektórzy próbują to przedstawiać. Taka jest właśnie rzeczywistość.

Kolejnym faktem jest to, że prócz rannych dzieci, bombardowań i krzyków, wymazaliśmy z przekazu medialnego całkowicie obecność zbrojnych grup i co nie porównanie ważniejsze, obecność zwykłych ludzi i toczącego się cały czas życia. Odsunęliśmy to na bok, pozwalając ludziom błędnie, emocjonalnie interpretować fakty i przedstawiać rzeczywistość jako katastrofalną, głównie przez nagminne wykorzystywanie wizerunków dzieci.

Jak ktokolwiek może kwestionować prawdziwy obraz sytuacji w Aleppo, nie zwracając w ogóle żadnej uwagi na argumenty i dostępne dowody, posiłkując się tylko zdjęciami płonącej Syrii, która ponoć niszczy tylko strona rządowa? Jak można kwestionować tą sytuację, jak wszystko co choć trochę nie zgadza się z oficjalną wizją, kwalifikowane jest jako propaganda? To, że priorytetem jest stworzenie strefy zakazu lotów (która dzięki Bogu nigdy nie zostanie stworzona?). Tak oni by chcieli kontynuować ten konflikt, zwiększyć ogrom śmierci i pozwolić terrorystom przejąć Aleppo, zamiast zaprowadzić w nim spokój i porządek.

Ludzie, którym udało się uciec ze wschodniego Aleppo przeżyli prawdziwe piekło, ale traktują swoje przybycie tutaj jako prawdziwe wyzwolenie, a nie fizyczną deportacje. Większość z nich wróciła bez problemu teraz do domu. Kto wspomniał o tym, że 85% z tych ludzi, wolało uciec na stronę kontrolowaną przez siły rządowe niż pojechać do opanowanego przez „terrorystów” (autobusy dla nich czekały podstawione). Nikt.

Legitymizacja, jaką terrorystom i ich sprawie, dały światowe media oraz zagraniczne ośrodki, pozwoliła im na zdobycie terenów wokół miasta i na zmuszenie setek tysięcy cywilów do opuszczenia swoich domów. Pamiętam, że przez parę naprawdę długich tygodni, spaliśmy ze swoimi rzeczami gotowymi do spakowania. Terroryści byli w pewnym momencie tak blisko nas, że czasami kule gwizdały w poprzek ulic na których mieszkaliśmy. Im bardziej postępowali, tym głośniej słyszeliśmy niosące się wezwanie „Allah Akhbar” i tym wyraźniej widzieliśmy pożary miejskich zabudowań.

Bez względu na kraj w jakim to się działo, filmy i treści nagrywane przez terrorystów, często zupełnie w całości udawane, były pokazywane na żywo w najlepszym czasie antenowym, przez nasze media, które manipulując śmiercią i cierpieniem, tych którzy znaleźli się w samym środku wojny, wytworzyły fałszywe uznanie dla tych, którzy nazwali się „rebeliantami”. Podobnie jak sami terroryści, sprzedaliśmy tak dużo strachu, że nikt się nie zorientował że te treści mogą mieć jakiś głębszy cel polityczny i aby go osiągnąć pozwala się mówić tylko walczącym bojownikom a odsuwa się cywilów. (W tym miejscu pragnę zwrócić uwagę, że cywile w czasie wojny w Syrii, ledwo mogą sobie pozwolić na kupno chleba, co sprawia, że aparat i połączenie 3G jest tu całkowicie po za zasięgiem zwykłych ludzi, a kosztuje ono tutaj równowartość pięciu kilogramów mięsa). Nie mając do dyspozycji oddziałów zbrojnych, które mogłyby stanąć do walki z oddziałami rządowymi, znaleźliśmy wpływ na konflikt, grając na emocjach opinii publicznej, legitymizując w ten sposób ich milczącą zgodę na ten konflikt.

Na zachodniej stronie Aleppo, dokumentowanie sytuacji w czasie rzeczywistym, nigdy nie było realną opcją, ponieważ było po prostu zbyt niebezpieczne dla osoby to robiącej. Prowadząc transmisje na żywo, na Facebooku, lub gdziekolwiek indziej, pozwalało terrorystom na bardziej precyzyjne działania i atakowanie gęściej zaludnionych terenów.

W przemówieniu, transmitowanym na swoim własnym kanale telewizyjnym tutaj w Syrii, „Wolna Armia Syryjska”, prowadziła podwójny dyskurs, mówiąc jednocześnie z jednej strony o walce w Aleppo o wyzwolenie mieszkającej tu ludności i z drugiej prezentując ataki jako karę za wspieranie rządu Bashara Al Assada.

Ten kanał telewizyjny jest tutaj dostępny dla każdego. Gdy Aleppo zostało wyzwolone, rosyjskie doniesienia i zeznania Syryjczyków, którzy żyli pod okupacją terrorystów, zostało od razu uznane za propagandę, niszcząc w ten sposób wiarygodność wszystko, co wychodziło prosto od samej Syrii i ludzi żyjących tutaj.

Ubiegły rok był pod tym względem prawdziwym rokiem dezinformacji.

Walka o wolność dla Syryjczyków. Używamy tego słowa-wytrychu bez jakiegokolwiek zdefiniowania go czy uzasadnienia. Czym jest ta wolność? O których Syryjczykach mówimy? Niszczymy rząd, dusimy kraj sankcjami, pytam się za co? Co nam daje do tego prawo? Nasza wielka wiedza i demokratyczne doświadczenie? Kto w takim razie pytał Francuzów o to czy zgadzają się na to co robimy w Syrii?

Nie! Wolność, to wszystko. Naprawdę łatwo mówić.

Polityczny i społeczny program tych grup terrorystycznych stoi w całkowitej sprzeczności w stosunku do wolności, demokracji i wartości, które podziela większość krajów na całym świecie. To z powodów naszych partykularnych interesów, nie z powodu walki o wolność, manipulowaliśmy tymi grupami doprowadzając do powstania Państwa Islamskiego w Syrii. Nie pytajcie siebie samych, co oni w zasadzie chcą dać Syrii, właściwe pytanie będzie brzmieć w tym przypadku co oni będą chcieli zabrać Syryjczykom i jakie prawa im narzucić. Wszyscy cywile, których spotykam codziennie nie mogą sobie wyobrazić życia pod takimi rządami. Nie mogą sobie wyobrazić życia, które w niedalekiej przyszłości może się stać ich rzeczywistością.

Panie Prezydencie, my, podobnie jak inne kraje, ponosimy ogromną odpowiedzialność w tej wojnie. Staraliśmy się zakończyć ten konflikt, przez co rozumieliśmy obalenie rządu za wszelką cenę, nie patrząc przy tym na koszty. Przez te ostatnie lata, braliśmy udział w niszczeniu Syrii, kraju którego większość mieszkańców jest francuskojęzyczna i kocha ona Francję. Nie ważne jak daleki od doskonałości jest jej rząd, nawet biorąc pod uwagę błędy które popełnił w przeszłości, to musimy pamiętać, że i my teraz nie jesteśmy bez winy, będąc w trakcie budowy prawdziwej dyktatury w kraju, gdzie istnieje prawdziwa opozycja, a działanie zbrojnych grup jest motywowane wyłącznie bigoterią, frustracją, niechęcią i nienawiścią. Wykorzystywanie tych grup, by osiągnąć nasze doraźne cele geopolityczne i ekonomiczne jest niedemokratyczne i potępiają to zwykli Syryjczycy. Podróżując po całym kraju, byłem świadkiem tego, że pomimo krytyki, bardzo duża część ludności kraju, wspiera szczerze swój rząd i nazywa Bashara Al Assada swoim prezydentem, a nie rządzącym dyktatorem.

Mój list uznaje za swój obowiązek. Jestem działaczem organizacji humanitarnej i tworzę swoje własne stowarzyszenie, które nie jest ani polityczne, ani nie określa się religijnie, a które w całości finansuje z własnych pieniędzy. Mieszkam na stale w strefie działań wojennych i płacę za to niezbędną cenę. I podjąłem to niezbędne ryzyko, po to by chronić cywilów tutaj i nawet jeśli moja pomoc jest mocno ograniczona, to będę robił zawsze tyle ile mogę i ile będę w stanie.

Moje próby w wyjaśnieniu rzeczywistej sytuacji w kraju, w którym aktualnie przebywam, poskutkowały atakami ze strony mainstreamu, który próbował mnie powstrzymać od mówienia, a teraz wziął mnie na swój cel ataków, gdy chcę uczynić swój głos jeszcze głośniejszym. Podejmuje jeszcze większe ryzyko, godząc się z odpowiedzialnością jaka wiąże się z napisaniem tego listu do Ciebie, ale wiem także że bardzo ważne jest dla mnie by w końcu przebić się przez zasłonę propagandy w sprawie Syrii. Nie mam tu nic do wygrania. Nie realizuje tutaj własnego interesu. A to ryzyko, które podjąłem, podjąłem po to by dołączyć się do walki z terroryzmem, poprzez propagowanie prawdy na temat sytuacji tutaj. Na temat tego, że Syryjczycy tu mieszkają, zeznają, potępiając przy tym zbrojne grupy i medialne manipulacje, które trwają nieprzerwanie po dziś dzień.

Zapytajmy Syryjczyków, czego chcą w zasadzie dla swojego kraju, zamiast ciągle przemawiać w ich imieniu, kraść w ten sposób ich głos, na temat ich wolności, teraźniejszości i przyszłości. To Syryjczycy muszą zdecydować o swojej przyszłości, a nie my. To co próbujemy zrobić, to jeszcze bardziej skandaliczna forma dyktatury niż to wtrącanie, które miało miejsce do tej pory. Zacznijmy uprawiać demokracje od samych siebie, biorąc w ten sposób pełną odpowiedzialność wobec narodu syryjskiego. […]
Wzywam mój kraj, kraj który ogromnie kocham i w którym dorastałem, by przestał skazywać ludność Syrii na taki los i zaprzestał on zachęcać i wspierać działania grup terrorystycznych. Ci sami ludzie już szykują się do ataku na nasze rodziny, dzieci, na naszych obywateli. Nie możemy stać po stronie takich ludzi […] .

Panie Prezydencie, z całego serca, błagam i wzywam Francję, której wartości, w których wzrastałem pozwalają mi kontynuować moją walkę tutaj, by zniosła sankcje przeciwko Syrii, które szkodzą tutaj zwykłym ludziom a nie rządowi. Błagam Francję by rozpoczęła poszukiwania alternatywnych rozwiązań dyplomatycznych i alternatyw dla tego konfliktu, które przyniosą pokój dla Syryjczyków, ale także dla nas, Francuzów, którzy przez tą wojnę, stają się wyraźnym celem dla międzynarodowego terroryzmu.

Życzę Panu, Panie Hollande wystarczającej odwagi do podjęcia takich decyzji. Życzę jej Panu i każdemu innemu, kto zastąpi już wkrótce Pana na Pańskim stanowisku.

Pierre le Corf

Komentarz: Francja przez ostatnie parę lat, zawdzięczając to chyba rządom socjalistycznego prezydenta Hollande i jego lewicowej administracji, w sposób żałosny próbowała dokonać restauracji swoich wpływów (jeszcze z epoki kolonialnej) w rejonie Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu. Dlaczego w sposób żałosny? Bo naturalnie nie wiele z tego wyszło, a prezydent Francji mając o wiele wyższe ambicje, skończył na odpowiedniej dla niego pozycji syjonistycznego psa, o czym pisaliśmy niedawno w tekście pt. „Francois Hollande i jego ostatnie wyznanie miłości do Izraela”.  Podobnie impertynencka jest polityka francuska polityka w sprawie Syrii i to właśnie jej słabości tak bezlitośnie punktuje Pierre w swoim liście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.