Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Marcin Madej: Cóż nam, na wietrze drżeć?

Dylematy współczesnego twórcy sztuki klasycznej

Młodzi artyści – co jest ich powołaniem? Czego lud żąda od artystów, lub czego nie żąda, a mimo to oni zobowiązani są mu to przekazać? O czym ma pisać młody poeta, jak komponować ma młody kompozytor, co malować ma młody malarz…? Dotarliśmy bowiem do kresu. Wszystko już było. Malarz nie namaluje obrazu, który wniósłby coś nowego do świata kultury klasycznej. Kompozytor nie doda do świata muzyki nowego akordu, nie postawi ani jednej kreski taktowej, która sensem różniłaby się od tych znanych już od wieków. Stojąc u kresu artysta w rzeczywistości stoi przed trudnym wyborem – aby tworzyć dalej, musiałby zacząć naśladować swoich poprzedników albo ruszyć w stronę awangardy. Jeśli zatrzyma się w miejscu, zginie. Jeśli zwróci się ku awangardzie, zginie jako klasycysta. Jeśli klasycystą pozostanie, dozna bólu odrzucenia przez współczesny, chory świat sztuki.

Tę bitwę z własnym sumieniem toczy nad brzegiem oceanu, w którym aż roi się od dzieł Horacego, Bacha, Norwida i Matejki, które niczym rybki żwawo poruszają się w morskich głębinach. Po owym oceanie pływają potężne statki awangardzistów, podziwianych przez świat. Czyj los podzieli nasz bohater? Rybki na patelnię czy Wielcy…?

Sztuka teraz jest wolna – mówią miłośnicy współczesnej awangardy. Nikt nie dyktuje współczesnym artystom, jaką sztukę mają tworzyć. Fekalia rozsmarowane fantazyjnie na płótnie i talerze rzucone na struny fortepianu stały się sztuką. Genitalia zawisły na krzyżu,
bo artysta miał taki pomysł na swój unikalny przekaz. Artysta z Boskiego Rzemieślnika stał się kurtyzaną własnych żądz lub, co gorsza, poddał się prostytucji bardzo dobrze opłacanej przez antykulturowców, o których nie od dzisiaj wiadomo, iż wiodą prym na salonach sztuki współczesnej. I tak oto, rzekomo „wyswobadzając się” spod ręki mecenasa, chociażby tego spod przeklętego dzisiaj znaku krzyża, współczesny i awangardowy za wszelką cenę artysta pozbył się nie tylko więzów gustu zamawiającego dzieło, ale również własnego honoru i tej nieśmiertelnej cząstki, która formowała sztukę przez tysiąclecia. Artysta dziś niejednokroć jest zbyt wielki, aby powiedzieć o Boskim natchnieniu. Dziś artysta nie powie, że chciał swoim dziełem wyrazić jakąś prawdę i przekazać odbiorcy coś, co jest również dobre i piękne. Przecież skończyły się czasy sztuki moralizatorskiej! Pytam zatem – dla jakiej sztuki jest dzisiaj miejsce? Odpowiedź jest gorzka w swojej prawdziwości – sztuka ma być demoralizująca.

(…) cóż nam – na wietrze drżeć

i znów w popioły chuchać mącić eter

gryźć palce szukać próżnych słów (…)

Tymi słowami poety można scharakteryzować pytanie – fundamentalne dla młodego twórcy sztuki klasycznej: CO ROBIĆ? Jak pozostać prorokiem, łącznikiem między światem nadprzyrodzonym a rzeczywistością doczesną; jak to, co nieśmiertelne, zamknąć w dziełach przemijających…? Pojawia się pragnienie, aby sztuki właśnie użyć jako środka przekazywania kultury. Czy nadal jest to możliwe? Współczesna sztuka dawno już z tym zerwała – lecz nie o to pytam – zadaję sobie i światu pytanie: czy nadal jest to możliwe? Odpowiedź nasuwa mi mój wrodzony optymizm – to m u s i być możliwe. Sztuka ponoć jest wieczna – ona nie może się po prostu wyczerpać. Po refleksji dochodzę do rozwiązania problemu niemocy twórcy klasycznego w obecnych realiach: AWANGARDA! Jednak nie ta, która każe wystawiać akademie ku czci trupa-kompozytora, o którym wiemy jedynie, że był wielkim, nie ta, która najpierw głosi laudacje, a następnie myśli, ale awangarda prawdziwa i semantycznie czysta, wolna od naleciałości wypocin tych, którzy stali się awangardzistami, zanim precyzyjnie zdefiniowali sobie to pojęcie.

Czym będzie więc dziś awangarda? Być może obrazem namalowanym w stylu Moneta i Matejki zarazem? Utworem muzycznym, który połączy jasne brzmienia baroku z ekspresyjnymi akordami romantyzmu? Dziełem literackim, które zawrze w doskonałej formie to, co polskie i to, co europejskie…? Jeżeli uznamy, że awangarda to ukazanie światu czegoś, czego dotąd nie oglądał, a przy tym pragniemy pozostać klasycystami, to nie pozostaje nam nic innego, jak ruszyć w kierunku awangardy.

Nikt jednak nie spuści szalupy ratunkowej ze statku Wielkich Awangardzistów. Pozostaniemy sami – samotni żeglarze w niezmierzonej przestrzeni oceanu. Żywić się będziemy tym, co wyłowimy z wody – rano Bitwą pod Grunwaldem, w południe Strasznym Dworem, a wieczorem Panem Tadeuszem. Potem nocami tworzyć będziemy awangardę tak, aby wykorzystać lekcję daną nam przez Mistrzów i pójść ich śladami, a potem dodać do dzieła swój własny światopogląd, osobisty przekaz. Za cel – podobnie jak oni – postawimy sobie Dobro, Prawdę i Piękno. Spojrzymy jak oni niegdyś w niebo i złożymy dziecinnie ręce prosząc o Natchnienie. Długo będziemy płakać na środku bezkresnego oceanu, bo nikt nie odpowie nam ze świetlistych obłoków, za którymi skrył się księżyc. I wyczekiwać będziemy tej wielkiej chwili, która nadejdzie, na pewno nadejdzie, która musi nadejść. Doczekamy się natchnienia, które przyjdzie niespodziewanie, kiedy akurat będziemy naprawiać swoje sieci. Chwycimy swój oręż – pędzel, pióro, ołówek i papier nutowy, ruszymy nimi odważnie na białą przestrzeń arkusza i półświadomi poprowadzimy naszą rękę po zakątkach, gdzie łączy się wyobraźnia z niezmienną harmonią zasad Witruwiusza.

Bo są jeszcze ludzie prawi, zakochani w sztuce klasycznej. Jeszcze gdzieniegdzie znajdują się miłośnicy muzyki, w której czcią otacza się rytm i melodię. Jeszcze żyją wśród nas odbiorcy, którzy patrząc na obraz, oczekują jasnego języka tysięcy lat kultury i intrygującej cząstki niedopowiedzianego.

Z tymi przemyśleniami rozpoczynam kompozycję oratorium JADWIGA opowiadającego historię życia naszego świętego Króla. Czy będzie to dzieło awangardowe? Oczywiście! Kto spodziewa się, że poważne oratorium hagiograficzne, którego akcja rozgrywa się w średniowiecznym Krakowie, rozpocznie Chór Kwiaciarek…? A jednak – to chyba oczywiste!

Autorką tekstu oratorium jest Magdalena Rajkiewicz – niezwykła młoda poetka z Kielc. Nie osiągnąwszy nawet wieku 20 lat, dwoje młodych ludzi z miasta, którego mieszkańców nie liczy się w milionach, zabiera się za temat sprzed 636 lat… Czyż to nie awangarda?!

Jest zatem nadzieja nawet dla polskiej poezji! Młoda poetka Rajkiewicz pewnie nie otrzyma Nobla. Musimy jednak zadać sobie podstawowe pytanie – jakie znaczenie ma dla nas ta nagroda…? Czy musimy nadal polegać na opinii innych narodów, zagranicznych profesorskich głów i obcych mediów? Czy potrafimy wydobyć się ze straszliwego kompleksu, w którym sugerujemy, że skoro jakiś nasz rodak nie został doceniony na
tzw. Zachodzie, to najwyraźniej jego twórczość nie jest godna uwagi, i – dla bezpieczeństwa – nie ma czym się chwalić…? Czemu boimy się tworzyć awangardę, niejednokrotnie dzisiaj przyjmującą oblicze poezji, malarstwa i muzyki spod znaku bieli i czerwieni? Odwagi! Niech mówią antykulturowcy, choćby z tytułami profesorskimi, niech mówią autorytety, że czcimy cepelię, że bogoojczyźniane uczucia przelewamy w nasze dzieła. Niech nas nazywają choćby i faszystami. Bo tyle są warte słowa, ile ci, co je wypowiadają. I vice versa: Tyle są warci ludzie, ile słowa, które płyną z ich ust. Cóż więc ma nam do przekazania słowami wiersza młoda poetka Magdalena z Kielc…?

M. Rajkiewicz

KWIAT

wolności kwiat w ojczystej ziemi
zapuszczon stoi korzeniami
póki użyźniać ją własnymi
będziemy z polskiej krwi rękami

do kiedy naród w ślad rycerza
niepodległości nosi zbroję
nie legnie serca mur ni wieża
choćby świat złączył wojska swoje

a gdy się on oddaje w rządy
zwątpienia i nie daj Bóg trwogi
wszystkie go szlaki, wodne prądy
prowadzą w głąb ostatniej drogi

bez zbroi pędzi w bój jak zwierzę
zwiedziony jak szaleniec światem
po czym rozpaczy szpadel bierze
by pod ziemię zejść razem z kwiatem

Sztuka klasyczna rzeczywiście jest wieczna. Skończyła się samotność mojej łódeczki na środku oceanu! Wyruszymy – my, młodzi, pełni niepewności – coraz dalej i dalej. Nie skorzystamy z szalup Wielkich Awangardzistów, nie sprzedamy Chrystusa, Ojczyzny i naszej narodowej cepelii za cenę wątpliwej wartości sławy. I mieć będziemy tylko nadzieję, że nasi Rodacy nas docenią. Tu, i nigdzie indziej, ważyć się będą losy nasze i naszej twórczości; nie na celebryckich salonach i bezbożnych bankietach. Nie w mass-mediach i nie na scenie politycznej, lecz w gmachu najgodniejszym i najwspanialszym – w sercu każdego polskiego patrioty i nacjonalisty, gdzie oceniać nas będzie jury w składzie: Bóg, Honor i Ojczyzna.


BIBLIOGRAFIA:
Z. Herbert, Do Marka Aurelego (fragm.)

Powyższy artykuł został opublikowany w trzecim numerze pisma “W Pół Drogi”. Cały numer jest dostępny TUTAJ. Wcześniejsze numery naszej gazety można ściągnąć TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.