Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Massimo Gintrowsky: Europa w wojnie o koronałupy

Europa pogrąży się w wojnie o koronałupy?

Recesja gospodarcza spowodowana pandemią jest nieuchronna i choć do kryzysów jesteśmy przyzwyczajeni, bo wynikają z porządku świata opierającego się na paradygmacie koniunkturalnego ekonomizmu to jednak ten właśnie zapoczątkowany jest zdecydowanie inny niż większość poprzednich. Przyglądając się ostatniemu, którego apogeum przypada na lata 2007-2009, możemy wyróżnić dwa charakterystyczne elementy, które brakuje tzw. koronakryzysowi: epicentrum kryzysu (Stany Zjednoczone) i branżę (rynek nieruchomościowy). Obecny, choć oczekiwany, nie spełnia ani miejsca początku rozlewu krwi, ani branży której on dotknie (łatwiej jest wskazać te, których kryzys przynajmniej w pierwszej fazie nie dotknie: rynek chemiczny, farmaceutyczny i medyczny).

Skutki takiego stanu rzeczy mogą być przez to dużo większe niż załamania sprzed ponad 10 lat. Świat, który jeszcze nie zupełnie pozbierał się po poprzednim kryzysie nie wie co właściwie w pierwszej kolejności ratować. Dlatego od początku rzucono na ratowanie wszystkie dostępne środki. Kraje od Wschodu do Zachodu prześcigają się wraz ze swoimi bankami centralnymi w kwotach jakie mają zrzucić na swoje gospodarki w ramach zmasowanej akcji helicopter money. Luzowanie polityki pieniężnej oraz inne narzędzia mają przynieść gospodarkom już nie miliardy, ale biliony dolarów. Będzie to mieć w dłuższej perspektywie swoje konsekwencje dla porządków lokalnych a może i porządku światowego.

Europa w kierunku autorytaryzmu?

Skutki zapaści spowodowanej uśpieniem gospodarek mogą być dużo większe niż nam się wydaje. Są dwa powody takiego stanu: strukturalna i geopolityczna.

Powód strukturalny wydaje się być na pozór mniej oczywisty, ale warty odnotowania. Dobrze jest to przedstawić na przykładzie krajów będących już teraz na skraju bankructwa, takich jak Włochy, czy Hiszpania, które mogą ucierpieć nie tylko ekonomicznie, ale i pogłębiającymi się podziałami politycznymi. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy państwa będą w stanie utrzymać stabilną sytuację w zjednoczonych Włoszech kiedy bunt Północy wobec utrzymywania Południa może się zdecydowanie powiększyć przy zwiększeniu eksploatacji Północy. Podobnie w Hiszpanii obserwujemy od kilku lat wzmożoną aktywność sił domagających się autonomii Katalonii. Zwiększenie obciążeń fiskalnych tylko pogłębi i tak już pobudzone nastroje autonomiczne. Standardową sytuacją jest, że kryzys będzie sprzyjał mocnym, a stracą słabi. W tym przypadku wymienione kraje, w których sytuacja była już i tak mało stabilna, czeka wiele ciężkich przepraw przez szukanie konsensusów rodzących się podziałów. Choć poprzedni kryzys utopił Grecję, to ta nie miała wystarczających napięć wewnątrz społeczeństwa, by dokonały się wyraźne zmiany społeczne. Co prawda swoje 5 minut dostali nawet nacjonaliści ze Złotego Świtu, ale dryf w kierunku konsumpcjonizmu umocnił opcje libertyńskiej Europy i światu liberalnemu udało się zachować tonącą tratwę.W tym przypadku poważny kryzys zakończony bankructwem państw zakończyć się może następującymi scenariuszami:

– umocni pozycję ewentualnego rządu hiszpańskiego lub włoskiego, pod warunkiem że będzie rządzony silną, autorytarną ręką z wykorzystaniem policji i wojska;

– pogrążone w chaosie kraje rozpadną się na autonomiczne obszary;

– opcji eurolibertyńskiej uda się utrzymać dotychczasowy stan przez zastrzyk dodatkowych funduszy i pompowaniem konsumpcjonizmu, który do tej pory gasił zapędy rewolucyjne.

Ostatnia z opcji wydaje się mieć jednak jeszcze przeszkodę natury geoekonomicznej, czyli nie do końca zależnej od sytuacji wewnętrznej w tych krajach.

W pierwszej fazie wydawało się, zresztą bardzo słusznie, że wyklarował się chowany dotąd pod płaszczem demagogii egoizm narodowy. Brak solidarności w krajach Unii Europejskiej w rozdziale sprzętu okołomedycznego i zamykanie granic bez wcześniejszych zapowiedzi i uzgodnień w Brukseli unaocznił zanik eksponowanej dotąd tak chętnie solidarności. Decydenci zaczęli pudrować ten stan rzeczy w dalszej części rozwoju pandemii hiperbolizując wzajemny ratunek w dostarczeniu sobie wzajemnie pomocy medycznej. Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Layen publicznie pochwaliła m.in. Polskę i Rumunię za „niezwykły” gest solidarności.

Sytuacja wydawałaby się być więc ugaszona, jednak ci sami przywódcy muszą zmierzyć się z następnymi problemami, które będą nieuchronną zmorą decydentów następnych lat, i z której nie będzie można zrobić taniej pokazówki.

Jednym z tych problemów jest decyzja odnośnie wypuszczenia euroobligacji, których domagają się kraje południa, a przede wszystkim Włosi. Emisja euroobligacji budzi sprzeciw przede wszystkim Holandii, ale także kluczowe w tym sporze Niemcy nie są do tego pomysłu przychylnie nastawione. Pakiet pomocowy dla strefy euro ma wynieść co prawda 500mld euro, ale w obliczu różnych scenariuszy kraje mogą zamknąć się w swoich okowach i zamiast ze sobą współpracować, będą do siebie strzelać. Emocje będą rosły wraz z upływem czasu i mogą mocno nadwyrężyć jedność europejskiego projektu monetarnego.

Wzmocnić napięcia może poczucie niesprawiedliwości. Pierwsza fala bankructw już jest za nami, ale czekają nas kolejne. Światowa Organizacja Handlu (WTO) przewiduje, że sam sektor handlu może zmniejszyć się nawet o 32%. W tym samym raporcie WTO przestrzega przed protekcjonizmem rozmiaru tego z… lat 30, kiedy gospodarka próbowała podźwignąć się z Wielkiej Depresji. Z kolei ekonomiści JPMorgan Chase&Co. szacują, że straty na świecie w produkcji wyniosą ok. 5,5biliona dolarów – to więcej niż PKB Japonii, jednej z silniejszych gospodarek na świecie. Bez wątpienia przegrani będą ci co zbankrutują, ale tam gdzie są przegrani tam i wygrani, czyli ci którzy przejmą rynek. Wszyscy liczą na działania decydentów politycznych, którzy muszą dostarczyć wystarczająco dużo bodźców, by możliwie najsilniej ożywić gospodarkę.

Banki centralne wraz z rządami zrobią pogoń za łupem tak by rodzime firmy zmonopolizowały zbyt w swojej branży. Spowoduje to zwiększony interwencjonizm państwowy, ale też znowu umocni mandat autorytarny, bo usprawiedliwi ‘wyższą’ koniecznością interwencje w struktury ekonomiczne. Większość rządów rzuciło się by pomóc przedsiębiorcom, część by zagwarantować pomoc finansową każdemu obywatelowi państwa (w Hiszpanii pomysł bezwarunkowego dochodu gwarantowanego) i w ten sposób zachować płynność finansową.

Z perspektywy lokalnej geopolityki i ekonomii pomoc rodzimym przedsiębiorcom z pominięciem konsumenta wydaje się być bardziej perspektywiczne, bo podratuje sytuację rodzimych przedsiębiorców nie ratując przy tym konsumpcji, a więc osłabi pozycję podmiotów zagranicznych. Utrzymanie się na rynkach podczas odpływu finansów i kryzysu wzmocni bowiem pozycję na rynku tych, którzy na nim pozostaną zmniejszając konkurencję.

Oczywiście są to tylko pewne dywagacje, ale zdobycze kuszą i niewątpliwie wygrają najbardziej przebiegli i ci z największym zapleczem finansowym. W Europie będą to najprawdopodobniej Niemcy, którzy tworzą potężne pakiety pomocowe dla swoich firm oraz mają ogromne rezerwy finansowe. Z pewnością wzbudzi to kolejną falę niechęci wobec Unii Europejskiej, jako projektu o podłożach brutalnego darwinizmu.

To co najważniejsze, to to, że sytuacja rozwarstwienia ekonomicznego krajów nie będzie sprzyjała dalszej integracji Europy i unaoczni partykularne interesy oraz narodowy egoizm, którego jak doskonale widać nie udało się wyzbyć. Podważa to oczywiście pozycję Unii Europejskie jako Wspólnoty, co nie jest już niczym nowym. Jednak z każdym kolejnym kryzysem pojęcie pękniętej wspólnoty coraz bardziej podąża w stronę rozbitej wspólnoty.

Polska agresywna w grze o łupy

Polski rząd także przez ostatnie lata tworzył rezerwy walutowe oraz surowcowe (głównie inwestycja w złoto), co świadczy o rozwadze i perspektywicznym spojrzeniu na sprawy naszego państwa, trudno jednak jest ocenić to w dłuższej skali. Polski rząd na tę chwilę wydaje się nie mieć sentymentów w wojnie o możliwe łupy do podziału i prowadzi zręczną politykę pomiędzy strukturami Wspólnoty a interesem narodowym.

Niewątpliwie nasz kraj obiera azymut najbardziej agresywnych działań fiskalnych w Europie Środkowo-Wschodniej. Program pomocowy o wartości ponad 300mld złotych obejmuje co prawda wsparcie pracowników, ale dominującym jest wsparcie samych przedsiębiorców i polskich firm co wpisuje się w politykę nacjonalistycznej ekspansji finansowej. Rząd zamierza przekazać 25 mld zł. dla mikrofirm, 50 mld dla firm małych i średnich oraz kolejne 25 mld. zł. dla dużych przedsiębiorstw. Oczywiście pieniądze zostaną przyznane pod pewnymi warunkami, w tym utrzymaniem zatrudnienia, jednak skala pomocy finansowej sięgać może nawet 10% polskiego PKB.

Co ciekawe, ¼ środków z programu pomocowego dla dużych firm może wiązać się z przejęciem udziałów danej firmy przez Polski Fundusz Rozwoju. Co prawda jest to praktyka znana z poprzedniego kryzysu finansowego stosowana przez rząd federalny Niemiec, niemniej ma być ugruntowaniem pozycji Polski na arenie europejskiej. Polska od lat jest uznawana za rynek wschodzący, a podjęte działania sprzyjają jej dalszej ekspansji i mogą zwiększyć znaczenie w regionie.

Powyższy artykuł został opublikowany w trzecim numerze pisma “W Pół Drogi”. Cały numer jest dostępny TUTAJ. Wcześniejsze numery naszej gazety można ściągnąć TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.