Portal 3droga.pl

Portal Nacjonalistyczny

Adam Busse: „Zmierzch Krzyża” (rozdział drugi)

Marsz dla Życia

Sobota. Godzina 11:00. Godzina Zero. Pod pomnikiem Dziewicy Orleańskiej w Paryżu zaczęły zbierać się pierwsze grupy osób. Wśród nich wyróżniali się ubiorem oraz symboliką działacze LERP, Action Francaise i innych Organizacji, organizujący własną kolumnę. Nad ich głowami powiewały flagi ze złotymi liliami na granatowym tle na przemian z czarnymi flagami z Krzyżem Celtyckim. W rękach dwóch dziewczyn przygotowane do rozwinięcia transparenty. Wokół tej grupy krążyło wiele postronnych osób, więc Michel, Maria, Adrienne, Robert, Pierre i Dominique rozdawali ulotki organizacyjne. Steven, Xavier i Michał stali obok w oddzielnej grupie, jednej z grup odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Ubiór w stylu Czarnych Szczurów, kaski motocyklowe, okulary przeciwsłoneczne, rękawiczki i ukryty w kieszeniach sprzęt – gaz i batony. Obok grupy Stevena stała identyczna grupa dowodzona przez Louisa. Wszyscy gotowi na wszystko.

– Wiadomo coś? – Michał zapytał Xaviera.

Xavier, pomny „ochrzczenia” przez Polaka pseudonimem Clochard, nie odpowiedział na pytanie i odszedł. Za niego odpowiedział Louis:

– Tak. Jak tylko wyjdziemy z Placu Piramid, to ustawiamy się wszyscy naprzód, przed głównym banerem. Antifa się mobilizuje do ataku na jednym ze skrajów Rue de Rivoli. Trochę ich będzie, więc nie damy im pardonu. I wali mnie to, co napiszą w mediach. Media kłamią, a prawda zawsze po naszej stronie. Zrozumiano?

– Tak jest! – obok Michała ryknęli chórem jego współtowarzysze.

– Tak. – odpowiedział przekonany Michał.

– Świetnie. Tylko musimy się zgrać tak, by nie wszyscy wylecieli do ataku, bo możemy ryzykować zostawienie ludzi bez obrony. I wtedy nietrudno o tragedię. – dokończył Louis.

Po tych słowach chłopcy się ustawili przed formującą się kolumną. Natychmiast zostali otoczeni przez fotografów, jednak się tym nie przejmowali. Byli zamaskowani. Parę minut po pierwszych zdjęciach kolumny, na której czele szły dziewczyny z transparentem z wizerunkiem Dziewicy Orleańskiej z karabinem AK-47 i hasłem: „Mamy prawo bronić życia” w językach łacińskim, francuskim, angielskim i polskim. Po bokach banery tematyczne, flagi ekip i grup LERP spoza Paryża, barwy reprezentacyjne innych Organizacji, a nad głowami powiewały flagi oraz co jakiś czas odpalane były race i świece dymne w kolorach złotych i granatowych. W kolumnie było około tysiąca osób. Do ekipy sportowej dołączyli również przygotowani do akcji chłopcy z Action Francaise. Wśród nich była… Anna, przyszła miłość Michała.

***

Dochodziła 11:30. Godzina wymarszu na Plac. Na Placu zgromadzonych było dziesiątki tysięcy Francuzów, pomiędzy nimi kręcili się turyści z innych krajów. Naród francuski w całym swoim przekroju – rodziny z dziećmi, starsi ludzie, weterani i młodzież różnej proweniencji – od aktywistów pro-life po radykalnych nacjonalistów, od uczniów szkół katolickich po… młodych muzułmanów, którzy również postanowili wziąć udział. Ten widok wzruszył mocno Michała, aż kiedy zamknął na chwilę oczy, to poleciało z oczu kilka łez.

– Ech, żeby tak cała Polska powstała w obronie życia, w większej liczbie niż dotychczas, żeby nie bała się mówić głośno na przekór politycznej poprawności, to faktycznie mogłaby być Ziemią Obiecaną dla Tradycji. – pomyślał głośno Michał.

Dalsze myśli Michała przerwał donośny głos Louisa.

– Ruszamy!

Tysiąc tradycjonalistów i nacjonalistów przeszedł spod pomnika Joanny d’Arc na Plac Piramid. Co chwila zatrzymywał się skandując hasła zarzucane z megafonu przez Xaviera:

– Europa, Młodość, Rewolucja!

– Rekonkwista!

– Francja dla Francuzów! Europa dla Europejczyków!

– Aborcja to zbrodnia! Aborcja to śmierć!

Natychmiast przyciągnął on uwagę pozostałych uczestników Marszu dla Życia. Część młodych ludzi spontanicznie dołączała do kolumny, bito brawa oraz podchwycano zarzucane hasła. I tak hasła walki o obronę życia i Europy niosły się po całym placu. Wśród uczestników Marszu można było zauważyć żółte kamizelki na ubraniach, na znak solidarności.

Kolumna szła powoli, równo w Marszu. „Sportowcy” dbali o jej bezpieczne przejście, pilnowali spokoju i obserwowali teren wokół Placu. Gdy tylko Marsz wyszedł z Placu Piramid, w kierunku Rue de Rivoli, kolumna natychmiast skierowała się w stronę domów towarowych. Tam zgromadzonych było sporo turystów, a tuż za trzecim domem Louis kątem oka zauważył trzystu antyfaszystów, anarchistów i feministek. Nieproszeni goście natychmiast ruszyli do ataku wiedząc, że tutaj nie ma za dużo policji, więc pewni zwycięstwa bez słowa pobiegli.

– Atakują. Pierwsza grupa naprzód na nich! – krzyknął Louis.

Nie skończył zdania, jak natychmiast Michał, Pierre i kilkunastu chłopaków się zebrało, chętnych do walki. W międzyczasie zaczęło się bombardowanie z obu stron. Feministki rzucały balonami wypełnionymi spermą, antyfaszyści petardami i świecami dymnymi, po czym część demonstrantów natychmiast się zaczęła wycofywać z powrotem w stronę placu. Rozochoceni swoimi działaniami zaczęli skandować antyfaszystowskie i feministyczne bzdury. Nim minęło kilka minut, a spod dymu zobaczyli biegnących w ich stronę lerpowców i… muzułmanów w arafatkach. Trafili się nawzajem. I walka. Z biegiem czasu antyfaszyści pożałowali swojego czynu. Po dziesięciu minutach ostrego starcia na pięści i pałki, przeplatanego rzucaniem petard i świec dymnych, przeciwnicy normalności się wycofali. Równie szybko pojawiła się policja, która osłoniła ich odwrót i stanęła naprzeciwko obrońców życia. Pozostała na dobry złego początek wymiana uprzejmości z antifą i smutnymi panami, i lerpowcy Louisa osłonili część uczestników Marszu, która wróciła na miejsce. Marsz ruszył dalej.

Nie minęło jednak dwadzieścia minut Marszu, a na Rue de Rivoli antyfaszystowska blokada. Niedobitki z pierwszego starcia, wsparci przez czarnoskórych rozrabiaków oraz przybyłych na mobilizację antyfaszystów z Niemiec, Belgii oraz Polski (poznańska załoga) zrobili blokadę na całej szerokości ulicy. Wówczas organizatorzy postanowili zmienić formułę manifestacji i Marsz przekształcił się w wielką pikietę stacjonarną. Ponad 40 tysięcy ludzi na Placu Piramid, naprzeciw nim spore oddziały policji i chowający się za nimi antyfaszyści w sile trzech tysięcy osób, obsadzający trzynaście zgłoszonych kontrmanifestacji w okolicy plus liczne grupy spoza Francji robiące spontaniczne blokady wyjść z Placu Piramid. Antyfaszyści przy zupełnej bierności policji prowokowali manifestantów. Nacjonaliści z LERP, Action Francaise i kibole PSG musieli stanąć na wysokości zadania. Nad głowami ludzi nieustanna wymiana „uprzejmości” w postaci petard, rac oraz świec dymnych. Po dziesięciu minutach, korzystając z wyrwania się z kordonu antyfaszystów do kolejnego ataku, zebrało się naprzeciw nich trzysta osób gotowych do walki. Ramię w ramię z kibicami i nacjonalistami zebrało się sporo młodych ludzi, w tym wspomniani wyznawcy Allaha z antysyjonistycznego centrum naukowego. Łącznie trzysta osób. Niezdecydowanego Xaviera zastąpili Louis i Michał. Na widok polskiego nacjonalisty, polscy antyfaszyści ryknęli:

– Precz z faszyzmem!

– Francja dla Francuzów i Polaków!

Nim zdążyli kontynuować swój repertuar, uzbrojeni w twarde drzewce do siekier, pałki, tarcze i gaz, obrońcy Tradycji ruszyli do kontrataku. Wywiązała się twarda, bezwzględna walka na pięści, pałki, kije i kastety. Na pierwszej linii ognia byli Michał, Louis i Anna. Dziewczyna również ruszyła do walki, poruszona odwagą Michała. Starcie trwające 15 minut, ale dzięki którym wielu zwykłych demonstrantów mogło bezpiecznie wycofać się w głąb placu, zostało przerwane przez francuską żandarmerię, która rozdzieliła walczących i przystąpiła do ataku na nacjonalistów. Miejsce balonów ze spermą zastąpił gaz łzawiący, granaty hukowe i bogato rozdawane razy pałkami. Raz po raz Michał krzyczał w stronę towarzyszy po polsku:

– Ani kroku w tył! Wytrzymajcie jeszcze chwilę, to bezpiecznie niewinni demonstranci się wycofają na Plac!

I istotnie, wielu demonstrantów, szczególnie rodziny i starsi weterani z okresu walki o niepodległość Algierii, zdążyło się wycofać. Drudzy spośród nich zagrzewali młodych do boju. Natychmiast po zakończeniu starcia nacjonaliści rozpoczęli zorganizowany odwrót. Żandarmi próbowali złamać opór, brutalnie zbili pałami Michała, nie oszczędzili razów Annie, skatowali kilku młodych studentów. „Stróże prawa” korzystając z okazji próbowali aresztować Michała, ale lerpowcy natychmiast go odbili, co z kolei kosztowało dwóch zatrzymanych. Łącznie aresztowano 70 osób, głównie lerpowców i kibiców oraz trzech muzułmanów. Po stronie antyfaszystów – nikt. To spotkało się z ostrą odpowiedzią w postaci antypolicyjnych okrzyków ze strony uczestników Marszu.

***

– Bracia i Siostry. Dzisiaj byliśmy świadkami totalnej hipokryzji ze strony opozycji i broniących ich stróżów prawa. – w tym samym czasie, gdy miały miejsce walki z lewicowymi bojówkami i policją na końcach Placu Piramid, na mobilnej scenie przemawiał Michel Coupier, organizator Marszu dla Życia. – Policja w żaden sposób nie reagowała na przemoc ze strony skrajnej lewicy, natomiast zabrała się za brutalną pacyfikację legalnego zgromadzenia. Proszę wszystkich obecnych o nieuleganie prowokacjom, nagrywanie wszelkich nadużyć ze strony funkcjonariuszy oraz modlitwę za aresztowanych. Na chwilę obecną policja aresztowała 70 osób, francuskich patriotów, kibiców i studentów, którzy mimo wszystko mieli odwagę stawić zbrojny opór agresji lewactwa i ochraniającej ich policji! Aresztowanych może być jeszcze więcej. Jako organizatorzy udzielimy pomocy prawnej aresztowanym i poszkodowanym przez policję…

Przemówienie organizatora było raz po raz przerywane brawami i okrzykami. Michel kontynuował:

…Razem z narodem francuskim, który dzisiaj demonstruje w obronie życia tu, na Placu Piramid, są i demonstrują obecni ludzie z różnych stron Europy. Cieszy nas przede wszystkim obecność Polaków, którzy są jednym z niewielu europejskich narodów gotowych do obrony naszej Cywilizacji. Cywilizacji Łacińskiej. Polski naród uratował Europę przed inwazją islamu, przed bezbożnym komunizmem i dzisiaj walczy z unijną eurokracją. Jesteśmy z Wami, Polacy! Walczcie!

Tłum pod główną sceną gęstniał, nad jego głowami powiewały obok francuskich flag polskie, biało-czerwone.

Organizator wzruszony atmosferą Marszu dokończył przemówienie:

– Dzisiaj zaczyna się kolejny etap naszej walki. Walki o prawa nienarodzonych dzieci do życia. Nie możemy zrobić kroku w tył, ponieważ przegramy i nasza Cywilizacja zginie. Zginie, ponieważ nie będzie miał kto jej bronić. Robimy wszystko, co możemy. Demonstracje, pikiety, petycje, kampanie informacyjne, edukacja w szkołach, propaganda – jest tego dużo, ale nas jest bardzo mało. Wierzymy jednak, że Prawda zatriumfuje, a Kłamstwo spadnie w otchłań piekieł. Nawet jeśli będzie nas niewielu, to nie ugniemy się. Musimy walczyć o każde życie, każdego dnia!

Później miało miejsce kolejne przemówienie, na scenę wstąpił szef Organizacji LERP z Marsylii, Pierre, z puszką w lewej ręce. Puszka była oblepiona wlepkami ze złotymi liliami, logiem Organizacji oraz różnymi hasłami:

– Koleżanki i Koledzy. Jestem przedstawicielem Organizacji LERP. Jak usłyszeliście od mojego przedmówcy, policja aresztowała 70 naszych Kolegów i dalej przeprowadza łapanki na wysokości Rue de Rivoli i dobiegającego tam skraju Placu Piramid. Nasze Koleżanki teraz będą zbierać pieniądze na pomoc prawną dla zatrzymanych. Równolegle nikt z agresywnych antyfaszystów, tych ludzi spoza kordonu policji, którzy dalej próbują zagłuszać nas swoimi żałosnymi okrzykami i bębnami, nie został aresztowany. Więc widzicie, że w demokracji są równi i równiejsi. Jedni mogą swobodnie, za koncesją systemu, wyrażać swoje poglądy, a inni – już nie. Do tych innych zaliczamy się my. Nie wierzcie mediom, jeśli będą na zamówienie lewicy i liberałów pisać różne kłamstwa i przeinaczenia na temat dzisiejszego Marszu. Mówcie publicznie prawdę o tych wydarzeniach i idźcie na przekór tym, którzy będą próbowali was okłamać. Nikt nas nie złamie, ani antifa, ani policja, ani liberalne media, ani Unia Europejska! To tyle z mojej strony, dziękuję!

Burza oklasków rozległa się na całym placu. W międzyczasie między uczestnikami Marszu dla Życia krążyły dziewczyny z LERP i Action Francaise, które zbierały pieniądze na pomoc prawną. Spotkały się z pozytywnym odzewem. Wrzucano co łaska, jedni wrzucali pięć euro, inni dwadzieścia, jeszcze inni wrzucali pieniądze w innych walutach. Polacy obecni na Marszu łącznie wrzucili 370 złotych. Za sceną Steven z główną grupą sportową opatrywali rany towarzyszom walki. Louisowi niewiele brakowało, by doznał wstrząśnienia mózgu. Michał miał rozległe ślady od pałek na rękach i silny ból brzucha, co jakiś czas wymiotował. Xavier stracił przytomność i trzeba było mu robić raz po raz sztuczne oddychanie. Dominique nie mógł otworzyć oczu ze względu na silne pieczenie spowodowane gazem z ręki żandarma. Oprócz Kolegów lerpowcy udzielili również pomocy Polakom, którzy walczyli z lewakami, a mieli poważniejsze obrażenia ze względu na brak kasków na głowie. Ta część miejsca zgromadzenia była osłaniana przez oficjalną straż porządkową Marszu dla Życia. Anna była czule opatrywana przez Michelle, musiała pić bardzo dużo wody, miała solidnie obite od pałek ręce i płakała z bólu. Miejsce walczących lerpowców, rojalistów i kibiców w zagrożonych punktach zajęła straż porządkowa Marszu. Wskutek długich i zażartych negocjacji udało się wymóc na policji wycofanie się z placu w pobliże lewicowych kontrdemonstracji.

Zbliżała się godzina 14:00. O tej godzinie Michel Coupier oficjalnie rozwiązał Marsz, podziękował zgromadzonym za przybycie i zaapelował o bezpieczny powrót w większych grupach. Pierre zadeklarował chęć pomocy przy zabezpieczeniu powrotów demonstrantów do domów w obawie przed atakami lewicowych bojówkarzy. Organizator wyraził nieformalną zgodę, więc Pierre przystąpił do działania. Lekko rannych i będących w pełni sił towarzyszy zebrał ze sobą i podzielił na kilka grup. Do lerpowców dołączyło kilku Polaków oraz pozostałych dwudziestu kiboli z nieformalnej, nacjonalistycznej bojówki PSG. Ich zadaniem było bezpieczne przeprowadzenie uczestników Marszu do domów, przystanków autobusowych bądź na bardziej bezpieczne części miasta w większych grupach. Poważnie rannych i opatrzonych Steven ze swoją grupą zawiózł samochodami do głównej siedziby Organizacji, przy Rue la Fayette. Tam zostali zakwaterowani w kilku wolnych mieszkaniach na drugim piętrze, pod opieką Adrienne, która postanowiła poświęcić swój czas w „Je suis partout” na rzecz pomocy towarzyszom.

Po dwóch godzinach od zakończenia Marszu, Plac Piramid pozostał pusty. Tylko ślady krwi i niedopałków po odpalonych petardach pozostały świadectwem kolejnej bitwy wydanej w obronie życia i Cywilizacji. Cywilizacji zbudowanej na szacunku do każdego życia, nie śmierci.

***

I po Marszu…

Dwa dni później. Wieczór. Główny lokal LERP przy Rue la Fayette.

– W imieniu Organizatorów naszej kolumny na Marsz dla Życia chciałbym podziękować wszystkim za współpracę, trud i wysiłek, jaki został włożony w zorganizowanie wydarzenia. – w kawiarni na parterze lokalu Steven rozpoczął zebranie.

Wszyscy zebrani zajmowali miejsca na stolikach. Jedynie najbardziej poszkodowani spośród towarzyszy wyjątkowo zajęli dwie kanapy, na których się położyli i odpoczywali.

– Wszyscy odwaliliśmy kawał bardzo dobrej roboty. Pokazaliśmy, że istniejemy realnie i działamy dalej ku chwale Francji i Matki Europy. Że Rekonkwista nie jest pustym sloganem na naszych flagach, ale żywą ideą, którą zaniesiemy całej Europie! Dziękuję Wam. Dziękuję Adrienne i Michelowi za przygotowanie odpowiedniej propagandy na Marsz i współpracę z organizatorami. Dziękuję Marii i Michelle za organizację konferencji i czuwań modlitewnych w kaplicy Notre-Dame-de-Consolation. Dziękuję Xavierowi za śledzenie i informowanie ludzi o planowanych prowokacjach skrajnej lewicy, dzięki czemu mogliśmy regularnie reagować na miejscu. Dziękuję braciom z Action Francaise za pomoc przy naszych akcjach, szczególnie Annie, która godnie reprezentowała Marsylię na naszym Marszu i przed marszem rozdawała ulotki, wieszała transparenty i była łączniczką między nami a organizatorami. – tu Steven zrobił krótką docinkę w stronę Kolegów – więc niektórzy z was mogliby się od niej uczyć, pajace.

W tym momencie wstali na chwilę Ludwik, Marc i Henri, zawstydzeni, jednak po tej krótkiej lekcji pokory usiedli z powrotem.

Po krótkiej chwili wszystkie oczy skierowały się na koniec sali, na kanapę, na której odpoczywali poszkodowani. Steven zrozumiał rzecz i powiedział:

– Chciałbym podziękować naszym Kolegom, którzy wraz z 70 aresztowanymi stawili zdecydowany opór próbom prowokacji skrajnej lewicy i policyjnemu bandytyzmowi. Dziękuję ponownie Annie, która natychmiast zorganizowała na miejscu spontanicznie zbiórkę pieniędzy na pomoc prawną dla zatrzymanych. – po chwili Stevenowi zaczął łamać się głos, patrząc na odpoczywającego Michała. Leżał na kanapie, przykryty kocem, z zabandażowanymi rękami i półprzytomny ze snu. Westchnął i powiedział:

– Chcę szczególnie podziękować naszemu polskiemu towarzyszowi, Michałowi, za to, że w krytycznej chwili podczas starć na Rue de Rivoli przejął dwie grupy naszych Kolegów i powstrzymał dwa ataki – najpierw lewaków, później żandarmerii, dzięki czemu spora część manifestantów mogła dojść z powrotem na Plac Piramid. Przed Marszem brał czynny udział w rozdawaniu ulotek. Teraz jest, jak niejeden z naszych braci, w trudnej sytuacji, ponieważ nie może wrócić do domu. Jak wiecie, policja rozpoczęła w dzień po Marszu represje przeciwko nam. Swoje w tym zrobiła antifa, która zawsze była konfidencko nastawiona do przeciwników politycznych, jak była w opałach. W Lyonie aresztowania, zatrzymano całą dziesiątkę ludzi z tamtejszej ekipy i po dwóch dniach na skutek protestów organizatorów Marszu wypuszczono, ale będą mieli sprawy. W Marsylii obława na lokal LERP, zrobiono eksmisję i wyrzucono ludzi na bruk. W Metz w miarę spokój, choć tu po Marszu Michela aresztowali na cały dzień bez dowodów i wypuścili. Jak w pozostałych miastach – nie wiem. O Paryżu nie mówię, bo wszyscy wiecie, ale nie tylko lerpowcy zostali aresztowani, również trochę kibiców i młodych studentów. W każdym razie jest teraz ciężko. Mimo to, od dzisiaj jesteś jednym z Nas. – Steven skończył podchodząc do Michała i uścisnął mu rękę, po czym wyszedł z kawiarni.

– Ku chwale Rekonkwisty. – odpowiedział monotonnym głosem Michał.

Po wyjściu Stevena zapadła chwila długiej ciszy i krótkie zebranie zostało zakończone. Niektórym przypomniały się słowa z przemówienia Michela Coupiera sprzed kilku godzin, gdy podziękował Polakom za obecność na Marszu. Teraz w ich oczach uosobieniem tej polskości, przepełnionej wiarą, heroizmem i dumą narodową, stał się leżący i cierpiący Michał.

Wyznanie miłości

Tuż po zakończeniu zebrania reszta zaczęła opuszczać kawiarnię. Zostali tylko Michał i Anna. Jak tylko wszyscy wyszli, Anna przysiadła się na kanapie tuż obok leżącego Polaka i objęła go. Teraz mógł poczuć ciepło bijące z ciała francuskiej rojalistki, gdy go przytuliła jak najmocniej do siebie i zaczęła płakać. Była wzruszona i dumna z jego postawy. Michał chciał coś powiedzieć, jednak dziewczyna położyła na jego ustach palec wskazujący, po czym zaczęła zbliżać swoje usta do jego ust. Nim otworzyli do końca oczy, a już się pocałowali. To ze strony Anny jest wystarczające wyznanie miłości. Odwzajemnione przez Michała. Później będzie czas na randki, kwiaty i rozmowy. Teraz noc, już trzeba odpocząć. Po pocałunkach Anna pogłaskała Michała po włosach, wzięła porzucony przez Lucasa wełniany koc i położyła się na drugiej stronie kanapy. I zasnęli.

***

Anna urodziła się w 1994 roku w Marsylii, miała polskie korzenie. Jednak patrząc na tragicznie przedstawiającą się sytuację we Francji postanowiła wspólnie z rodziną wyjechać i zamieszkać na stałe w Polsce. Ukończyła studia filozoficzne na Universite d’Aix-Marseille I z tytułem magistra, z zamiłowania i zawodu – bibliotekarka. Interesowała się polską literaturą. Skromna, pogodna, ale uparta i z silnym charakterem. Mimo tego nie została nigdy feministką, a prawdziwą kontrkulturą dla niej był i pozostaje do dziś ruch narodowy.

***

Świat zza krat

Tydzień później. Paryż. Areszt śledczy przy jednym z komisariatów policji.

– Jak tam się czujesz, Karol? – zapytał „Rudy”

Karol obudził się po zadaniu pytania i usiadł na pryczy.

– Źle. Do dziś mnie mocno boli głowa, szumi, nie mogę się wyprostować.

„Rudy” i Karol dzielili celę. Byli jednymi z ponad 70 aresztowanych bojowników po Marszu dla Życia. Zostali aresztowani podczas próby przebicia się z policyjnego okrążenia na skraju Placu Piramid, skuci kajdankami i pobici do nieprzytomności. Obudzili się dopiero tutaj. Podczas przesłuchań solidarnie odmawiali składania zeznań. Nie pozwalano im na kontakt z prawnikiem, telefon do rodziny czy zapalenie papierosa. Oficjalnie chciano ich oskarżyć o posiadanie narkotyków, jednak wszyscy wiedzieli, że będą szykanowani za udział w walkach z lewicowymi bojówkami na Rue de Rivoli. Grozi im do 10 lat więzienia łącznie za pobicie i napaść na policjantów (mimo posiadania dowodów, iż działali w obronie koniecznej).

– Wiesz, co z Michałem? – Karol przypomniał o starym koledze z uczelni, który już drugi tydzień przebywał w Paryżu i pomagał czynnie LERP.

– Michał jest bezpieczny, lerpowcy ukryli go w głównym lokalu na Rue la Fayette. Raz dostał sanki w Paryżu, jak był w żółtej kamizelce. Teraz może też dostać dłuższe sanki, jak go złapią.

– No. Widać, że to nie była jego pierwsza walka na ulicy. Uratował zresztą Marsz. – z nutą wrażenia odpowiedział Karol.

– Tak jak 70 chłopaków, którzy teraz siedzą rozsiani po różnych więzieniach…

Rozmowę chłopaków przerwało otwieranie drzwi celi przez policjanta, a następnie ich wywołanie. Polacy wyszli. Zostali po wyjściu ponownie zakuci w kajdanki i zaprowadzeni przed pokój. Tam drugi policjant, który zmienił pierwszego, rozkuł ich, oddał dokumenty, telefony i zwolnił do domu.

– Jesteście wolni. Za tydzień macie rozprawy w sądzie poprawczym w Paryżu. Tu macie wypisane kwity, akt oskarżenia i termin rozprawy. – sierżant Mark Leri lakonicznie oznajmił zatrzymanym. – W razie niestawienia się w terminie rozprawy zostaniecie doprowadzeni przez policję do sądu.

Chłopcy wzięli papiery do rąk i bez słowa wyszli z komisariatu policji, ulokowanego w centrum Paryża.

***

W tym samym czasie w areszcie śledczym w Marsylii siedziała dziesiątka z obecnych na Marszu dla Życia bojowników LERP. Pierre, Robert, Dominique, Mark, Karol, Albert, Francois, Thierry, Daniel oraz Philippe. Wszyscy czekają na rozprawę, mają zostać oskarżeni o nielegalne zajmowanie budynku przy ulicy Rue de Rome. Ten budynek, z którego zostali siłą eksmitowani, był lokalem marsylskiej grupy. Wobec wszystkich działaczy zastosowano środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu, z możliwością jego przedłużenia na wniosek sądu. Tym samym marsylska komórka LERP została rozbita.

Policjanci byli szczególnie surowi wobec aresztowanej dziesiątki. Psychiczne szykany i groźby na przesłuchaniach, wymuszanie złożenia zeznań, odmawianie kontaktów z rodziną, telefonu do prawnika oraz zakaz rozmów między celami. Aresztowani przebywali w celach już niecałe dwa tygodnie i kwestią czasu mogło pozostać, kiedy pierwszy z nich się załamie oraz zacznie sypać. Nic takiego jednak nie miało na szczęście miejsca. Był to Czas Próby. Dalej siedzieli, cierpieli, trwali.

Następnego dnia udało się wyjść za kaucją trzem Kolegom – Karolowi, Danielowi oraz Markowi. Dzięki zebranym na Marszu pieniądzom Anna wpłaciła za nich poręczenia o łącznej sumie 5000 euro. Po załatwieniu formalności i otrzymaniu informacji o rozprawach wyszli z aresztu. Natychmiast skontaktowali się z Paryżem i poinformowali o swojej sytuacji, w związku z czym postanowili zawiesić działalność swojej struktury w Marsylii. Sytuacja spotkała się z należytym zrozumieniem ze strony Paryża. Równolegle Daniel, szef rozwiązanej struktury, dał znać, iż jego towarzysze są na skraju wytrzymałości psychicznej. Koledzy z Paryża natychmiast rozpoczęli wewnętrzną zbiórkę pieniędzy na wypuszczenie pozostałych z aresztu za kaucją.

***

– Zbieramy pieniądze dla pozostałych siedmiu Kolegów z Marsylii, by ich wyciągnąć z aresztu! – Steven w krótkich, żołnierskich słowach, oznajmił, w czym rzecz i postawił puszkę przed wejściem na siłownię. – Kto ma kasę, a nie wrzuci, ten frajer.

To wystarczyło za motywację. Po dwóch godzinach udało się zebrać w samej komórce paryskiej 7000 euro. Oprócz lerpowców wpłacali również konserwatywni studenci i aktywiści pro-life, zaproszeni na prelekcję Adrienne w klubie „Je suis partout” poświęconą kryzysowi w Kościele Katolickim. Wpłacili również poszkodowani bohaterowie. Michał z kolei wrzucił 200 polskich złotych do puszki, Louis – 500 euro, Xavier – 300, Dominique – 100. Równolegle fundusze ze sprzedaży książek, koszulek i gadżetów w sklepie organizacyjnym LERP zostały przeznaczone na ten cel. To dało do puszki – wraz z poprzednim utargiem – dodatkowe 2000 euro.

– Wystarczy nam 7000 euro? – zapytała Mira, właścicielka utargu sklepowego LERP.

– Na razie musi nam wystarczyć tyle. Ale działamy dalej. Najważniejsze, że jest kasa na pomoc prawną. – odpowiedział przekonany Steven.

I tak się stało. Dwa dni później Pierre, Robert, Dominique, Albert, Francois, Thierry i Philippe wyszli za kaucją. Łącznie wszyscy w dziesięciu mieli rozprawy tego samego dnia, w tym samym sądzie, w różnych odstępach czasu od godziny 9:00 do 14:00. Jak tylko informacja o rozprawach kolegów z Marsylii dotarła do Stevena, ten natychmiast zarządził mobilizację na ten dzień. Wiedziano, że ta rozprawa odbędzie się tylko z udziałem oskarżonych, obrońców, sądu i prokuratora, więc nie liczono na masowy udział. Dodatkowo będzie duże zabezpieczenie ze strony policji. Mimo to, nie można zostawić Kolegów samych w potrzebie.

***

Tego samego dnia wezwanie na rozprawę do sądu, która ma odbyć się tydzień po nich, otrzymali drogą pocztową Michał, Louis i Xavier. Natychmiast Anna i Michel nagłośnili te wydarzenia w Internecie oraz zarządzili mobilizację na kolejne rozprawy. Tego samego dnia odpowiedział Michel Coupier, główny organizator Marszu dla Życia, który również dostał z sądu skierowanie na rozprawę przeciwko niemu. Natychmiast rozpoczęto kampanię w obronie wszystkich ofiar policyjnych represji. W jej ramach wysyłano do sądów listy protestacyjne, zbierano pieniądze na pomoc prawną, publikowano filmy, na których policja prowokowała do zamieszek, co już stanowiło pokaźne dowody na korzyść represjonowanych. Mimo, iż media, policja oraz władze Paryża próbowały zatuszować sprawę, to nic nie mogło już odwrócić raz poruszonej fali. Francja zaczęła się budzić. Tak jak obudziła się w żółtych kamizelkach, tak czyni to kolejny raz. Czy zwycięży? Może tak, a może nie.

Na pomoc prawną dla Michała, Louisa, Xaviera, Michela Coupiera oraz Amina Farraha, lidera antysyjonistycznego, szyickiego centrum naukowego, mobilizującego muzułmanów do wsparcia Marszu dla Życia (został on aresztowany pod zarzutem ataku na świeckość państwa), zebrano w Internecie już łącznie 20 tysięcy euro. Jedna część zostanie przekazana na opłacenie prawników, druga – zagospodarowana na zapłaty (jeśli będą wyroki grzywny) i koszty sądowe. Rozprawa odbędzie się już za tydzień, koledzy z Marsylii mają być sądzeni dziś, ale wszyscy byli gotowi do walki. Sprawiedliwość zwycięży, czy nie?

***

Wszędzie dobrze

Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Nareszcie Michał mógł wrócić do domu. Tam położył się na chwilę i odetchnął. Po dwudziestu minutach leżenia wstał i zrobił sobie herbatę. Nalewając gorącą wodę do kubka z saszetką z ulubioną, czarną herbatą, włączył telewizor. Na ekranie TV komentarze dziennikarzy po Marszu dla Życia. Natychmiast wyłączył. Nie chciał słuchać bzdur, półprawd i kłamstw, jakie wylewano na wszystkich mediach głównego nurtu.

Za tydzień rozprawa sądowa. Michał nie był w stanie zatrzymać się myślami na chwilę, tylko był w ciągłym biegu przez ostatni czas. Tym razem mógł się zatrzymać. Pijąc świeżo przygotowaną herbatę myślał o Annie, która za tydzień z rodziną wyjeżdża na stałe do Polski. Przez najbliższe pół godziny myślał tylko o niej. Ponieważ kiedy został przez nią pocałowany, pierwszy raz poczuł się kochany. W poprzednich związkach różnie mu wychodziło, często nie najlepiej z własnej winy, do czego nie potrafił się przyznawać łatwo, a dopiero po wielu latach. Teraz zrozumiał, że Miłość wymaga nie tylko zdrowego romantyzmu, ale i dojrzałości. Wzruszony tą chwilą rzucił się na łóżko i się rozpłakał. Musiał to w końcu wyrzucić. Ale nie były to łzy smutku, tylko łzy szczęścia. Jego rodzice, z którymi regularnie się kontaktował, znali Annę i jej rodzinę, i sami zgodnie uznawali, że pasują do siebie jak dwie krople wody, więc Polak mógł obdarzyć ich zaufaniem.

Przerzucając się na kanapie z brzucha na plecy, Michał wyciągnął kartkę z drugą częścią wiersza Anny. Zapewne nie zauważył, jak Anna do kieszeni jego kurtki wsunęła tę kartkę, bo spał wtedy, na kanapie, w kawiarni lokalu przy Rue la Fayette. Przekręcił się lekko, otworzył kartkę złożoną na cztery i czytał.

***

Prawda, Dobro i Piękno,

Przy tym uniwersum niewiernym rury miękną.

Bo jak to pojąć rozumem od razu,

Nie da się, bo codzienne życie daje gazu.

Zamiast żyć w ciągłym pędzie,

Zatrzymaj się, bo wszystko się rozejdzie.

Pomyśl o tym, bo życie masz tylko jedno,

Nie chcesz go stracić chyba prędko?

***

Tradycyjnie róg kartki był ozdobiony ustami pomalowanymi czerwoną szminką. To, jak i cienkie, pochylone w prawo litery, napisane piórem, wzruszyło Michała do głębi. Złożył ponownie kartkę na cztery i schował tam, gdzie trzymał pierwszą część wiersza. Czyżby to była gra miłosna? Układanka, którą układa literatura życia codziennego? Czy coś z tego wyniknie? Bóg raczy wiedzieć.

Czas Próby

W 1992 roku Francis Fukuyama triumfalnie obwieścił na kartach swojej książki, że wraz z nadejściem ery globalizacji nastąpił koniec historii. Historii, która nie odgrywa już dzisiaj żadnego znaczenia, która umarła wraz z obaleniem muru berlińskiego. Każdy, kto uległ tego typu trendom, wierzy w to. Ale historia nigdy się nie zakończyła. Na świecie nadal wybuchają wojny, wielkie mocarstwa rywalizują między sobą o wpływy gospodarcze w Trzecim Świecie, nie zapanował nigdy ani jeden dzień pokoju.

Dzisiaj Europa jest miejscem, w którym toczy się wojna. Nie jest to wojna militarna na miarę drugiej wojny światowej czy byłej Jugosławii, ale na naszych oczach rozgrywa się wojna kulturowa, wojna cywilizacji czy wojna ras. Niech każdy nazwie to wedle własnego uznania. Cywilizacja Życia walczy z Cywilizacją Śmierci. Dobro walczy ze Złem. Światło z Ciemnością. Tradycja z Modernizmem. Faktem jest to, że od ponad pięciu dekad narzuca nam się obłędny kult winy za rzekome zbrodnie i przewiny wobec tego świata, poprawność polityczna trwa w najlepsze, wszelkie pojęcia i definicje Wartości ulegają daleko idącej redefinicji na liberalną modłę, a prawica wobec lewicy przyjmuje postawę defensywną, rezygnuje z walki w obronie Wartości otwartą przyłbicą, tylko najlepiej chciałaby się zamknąć w czterech ścianach i czekać na nadejście Nowej Ery.

Nam, tradycjonalistom, radykalnym nacjonalistom, rewolucyjnym konserwatystom, nie wolno zrobić ani kroku w tył. Przeciwko nam jest cały postmodernistyczny świat, a naszym zadaniem jest stawić mu czoła. Jesteśmy sami pośród ruin dawnej Cywilizacji, możemy tylko polegać na towarzyszach walki z różnych środowisk o podobnym światopoglądzie i ideologii, wspierać się wzajemnie w potrzebie oraz położyć swoje nadzieje w Modlitwie. Tylko Pan Bóg zna nasze intencje, nie każdy musi je znać. On wie najlepiej i to powinno wystarczyć.

Wiem, że każda sytuacja związana z życiem Organizacji jest trudna, nie dostajemy w zamian za naszą walkę żadnych pieniędzy, peanów pochwalnych w mediach ani podziwu wśród płci pięknej, a tylko medialną nagonkę, nienawiść ze strony wrogów Tradycji, represje, szykany, areszty i więzienia. Kto wie, może trzeba będzie zginąć za Wiarę i Ojczyznę. Czas Próby czeka na każdego z nas. Niech Bóg błogosławi każdemu, kto poszedł na drogę Rekonkwisty!

Michel Duriot, Czas Próby, „La Reconquete”, nr 0, s. 3.

Sądowa farsa

– W imieniu Republiki Francuskiej odczytuję wyrok. Pierre Cathelineau, Albert Millach i Robert Coupreau zostają uznani winnymi nielegalnego zajmowania budynku przy ulicy Rue de Romi 5 w Marsylii i skazuje się ich na karę 4 lat więzienia w zawieszeniu na 10, 20 tysięcy euro grzywny oraz zakaz opuszczenia miasta Marsylii na okres do roku. Dominique Marcel i Philippe Compier są uznani winnymi udziału w bójce podczas Marszu dla Życia w Paryżu, i zostają skazani na karę 3 lat więzienia. Wobec Francois Lamberta i Thierry’ego Avri śledztwo zostaje umorzone z braku dowodów.

Wyrok został odczytany przez głównego sędziego prowadzącego sprawę w obecności dwóch sędziów, funkcjonariuszy policji, prokuratora i trzech lewicowych aktywistów, którzy byli oskarżycielami. Sama rozprawa trwała 15 minut. Co to za sprawiedliwość, żeby ci, którzy pobili Annę przed Marszem dla Życia, atakowali Marsz petardami i świecami dymnymi, teraz stali ramię w ramię z policją i swobodnie chodzili po wolności? Jednym słowem: sądowa farsa. Oskarżeni lerpowcy rzucili sokole spojrzenia w stronę donosicieli, jakby chcieli powiedzieć: zapłacicie za to.

Przed drzwiami sądu zgromadzeni towarzysze w sile około 100 osób zajęli korytarz i domagali się uniewinnienia bądź ułaskawienia. Tylko dwóch chłopaków, Francois i Thierry, uniknęło na razie sanek z braku dowodów. Pozostali zostali wyprowadzeni w kajdankach, w asyście policji. Za nimi wyszli konfidenci z antify. Natychmiast musieli salwować się ucieczką, ponieważ Steven z kilkunastoma towarzyszami zauważyli ich, jak wychodzili im naprzeciw drzwiami i mieli zamiar pomścić swoich Kolegów. Ostatecznie zakończyło się na ganiance po korytarzu, którą zatrzymała ochrona. Lerpowcom pozostało jedynie stosownymi okrzykami wypomnieć antyfaszystom ich rzekomą antysystemowość, po czym opuścili sąd.

– Kurwa. – wyrzucił z siebie wściekły Steven. – łącznie pięciu naszych chłopaków za kratami na kilka lat, wysokie grzywny i tylko Francois i Thierry wolni z całej ekipy marsylskiej. A te brudasy z antify, które same rozpoczęły awanturę, bezkarnie chodzą na wolności. I śmieją się nam w twarz, bo wszyscy ich wspierają. Policja, media i nieformalnie część polityków. Co to za czasy nadeszły?

Nikt nie był w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Dzisiaj dla Organizacji nastał Czas Próby, o którym pisał artykuł Michel Duriot. A represji, rozpraw sądowych, więziennych krat i dramatów każdego człowieka zapowiada się jeszcze więcej…

– Idziemy się napić piwa, Steven? – zaproponował Lucas.

– Zgoda. – odpowiedział zrezygnowany.

Jak tylko doszli na Rue de Romi w Marsylii, tak stanęli na kilka chwil przed dawnym lokalem LERP. Setka nacjonalistów zrobiła wspólne zdjęcie z flagą Organizacji pod lokalem, na pamiątkę. Teraz znajdował się tam lewicowy skłot, utworzony za zgodą władz Marsylii i mający pełnić funkcję… centrum kulturalnego. Pod lokalem kilkunastu Paryżan postanowiło się rozejść i wrócić do domów, lerpowcy z Metz w sile dwudziestu osób też się pożegnało i zebrało do powrotu do swojego miasta. Pozostało około siedemdziesięciu osób, głównie ekipy z Paryża, Bordeaux i dawna ekipa marsylska, która oficjalnie zawiesiła swoją działalność. Pod skłotem wszyscy zgromadzeni narobili solidnego hałasu i odeszli.

Trzeba się napić. Za zdrowie wszystkich Kolegów i Koleżanek, i za doczekanie kiedyś sprawiedliwości na tym świecie.

Uniewinnienie

Szczęściem w nieszczęściu było to, co się działo w Paryżu. Po długiej i przedłużającej się z minuty na minutę rozprawie „Rudy” i Karol zostali uniewinnieni od zarzutów celowego pobicia dwóch policjantów w trakcie walk przy Rue de Rivoli. Sąd wydając wyrok uwzględnił nagrania świadków, na których bardzo dobrze było widać agresję oskarżających policjantów wobec uczestników Marszu dla Życia. Polacy zostali przez sędziego prowadzącego sprawę jedynie zobowiązani do pokrycia kosztów sądowych i wypłaty odszkodowań o łącznej sumie 6000 euro (po 3000 na poszkodowanego policjanta). Tego samego dnia policjanci, którzy byli na rozprawie jako oskarżyciele, zostali dyscyplinarnie zwolnieni z pracy.

Tymczasem w barze piwnym w Marsylii:

– Steven! Karol i „Rudy”, którzy nam pomogli w czasie Marszu, uniewinnieni. Mają jedynie zapłacić 6000 euro. – Daniel odczytał Stevenowi sms-a, którego dostał od Michała. – Anna się pyta, czy zagospodarować zebraną kasę na to.

– Wyrażam zgodę. – odpowiedział twierdząco Steven.

Daniel natychmiast odpisał Michałowi, po czym on poinformował osobiście Annę.

– No, przynajmniej dwóch uniewinnionych mamy z głowy. I choć chwilę odetchniemy, bo za kilka dni będą sądzić Michała i wielu innych naszych Kolegów. Anna teraz bardzo dużo robi, co może, by rozegrać te partie kart i z bardzo dobrym skutkiem. Liczymy na nią.

Tuż przed bitwą o Paryż

Za trzy dni procesy 30 osób biorących udział w walkach z lewicowymi bojówkami oraz policją na Rue de Rivoli. Mimo postępującej cenzury Internetu rozpoczęto przygotowania do wielkiej demonstracji w Paryżu. Michel Coupier, który tego dnia będzie na ławie oskarżonych, upoważnił Koleżeństwo z Centrum dla Życia do przygotowań. Planowana demonstracja ma się odbyć na Polach Elizejskich, ponieważ Plac Piramid na mocy decyzji administracyjnej został wyłączony z użytku publicznego. Obowiązki głównych organizatorów demonstracji zgodzili się przejąć na miejsce Michela kolejno: Steven, Adrienne i Camille z paryskiej komórki LERP, Anna z Action Francaise, Amir z szyickiego centrum naukowego, Michelle, Karolina i Karol z Centrum dla Życia oraz kilkunastu wolontariuszy ze środowisk pro-life.

Mobilizacja trwała w najlepsze. Swój udział w demonstracjach zapowiedzieli również konserwatywnie nastawieni kibice piłkarscy, którzy już publikowali zapowiedzi udziału w paryskiej manifestacji. Rozdawano ulotki, klejono plakaty, rozwieszano transparenty i robiono propagandę przez media społecznościowe. Demonstracja została oficjalnie zgłoszona, wszelkie formalności załatwione oraz zapewniono, że będzie miała ona pokojowy przebieg. Lewica nie chciała pozostać bez reakcji, jednak tym razem wszelkie próby dezorganizacji przygotowań do akcji, groźby wobec organizatorów, zrywanie plakatów i transparentów czy plany zgłoszenia kilkunastu kontrdemonstracji nie spotkały się z pozytywną odpowiedzią władz Paryża. Wobec tego musi ograniczyć się do zorganizowania własnej manifestacji w innym mieście, tym razem w Marsylii.

Z dnia na dzień, z godziny na godzinę w najlepsze trwała praca. Mimo nieprzespanych nocy, zmęczenia i znużenia trzeba było pracować. Jak nie my, to kto?

Święta Wojna

Dwudziesty pierwszy wiek jest epoką, w której widać pewne symptomy nadchodzących Czasów Ostatecznych. Swąd szatana czuć węchem w samym Kościele, który od wielu lat zmaga się z kolejnym kryzysem dziejowym. Brak zdecydowanej postawy wobec wrogów Wiary, dialog z tymi, którzy odrzucają Jezusa Chrystusa, fałszywie pojmowana polityka miłosierdzia, brak jednomyślności w fundamentalnych sprawach dotyczących Wiary i nieumiejętność poradzenia sobie z pewnymi, działającymi wewnątrz Kościoła, grupami wpływu. Homolobby, liberalizm i masoneria owszem są głównymi wrogami Kościoła, ale pamiętajmy o tym, że trzeba wszędzie walczyć. I zewnątrz, i przede wszystkim wewnątrz. Jeśli nie staniemy w prawdzie, nie przyznamy się do własnych grzechów i nie rozpoczniemy pokuty za grzechy tego świata, tylko podejmować będziemy próby dyskusji z tym światem, to przegramy, a Cywilizacja nigdy się nie odrodzi!

Jesteśmy na Wojnie. Wojnie, która trwa w najlepsze, a na której jesteśmy – wydawałoby się – sami. Nie jesteśmy sami, bo z nami jest Trójjedyny Bóg. To nasza Wiara zawsze prowadziła Europę na szczyty jej potęgi, na niesienie światła Cywilizacji innym narodom świata, walkę w obronie Krzyża (w szczególnych chwilach próby z bronią w ręku, jak czynili to Krzyżowcy, polskie wojsko broniące Chocimia i Wiednia, powstańcy z Wandei, żołnierze armii hiszpańskiej w okresie wojny domowej czy Cristeros z Meksyku). Kościół przetrwał wiele kryzysów w historii świata: przetrwał schizmy, Reformację, Oświecenie, Rewolucję Francuską, hekatombę dwóch wojen światowych, Maj 1968 i zimną wojnę. Przetrwa i ten kryzys. Jest to Święta Wojna. Wojna o zbawienie dusz milionów. Na przekór tym, co mówią, że jest nas mało i nic nie zmienimy, nasza odpowiedź brzmi: Nigdy się nie poddamy!

Amen!

Anna, Jesteśmy na wojnie, „La Reconquete”, nr 0, s. 4-5.

Krzyż

Krzyż. Drewniany z materiału. Ciężki pod ciężarem własnych słabości i grzechów. Od śmierci Jezusa Chrystusa symbol zwycięstwa nad śmiercią. Mocno ciąży każdemu człowiekowi w codziennym życiu. Krzyżem mogą być codzienne obowiązki zawodowe, szkolne, rodzinne, studenckie i prywatne. Krzyżem są problemy duchowe, moralne, egzystencjalne i materialne każdego z Nas. Trzeba jednak dźwigać ten Krzyż, bo życie pisze kolejne rozdziały…

Dzisiejsze czasy są uznawane za Zmierzch Krzyża. Kryzys w Kościele, postępująca w najlepsze laicyzacja życia, odchodzenie młodzieży od wiary, profanacje, incydenty, nienawiść do religii. Można mnożyć i mnożyć. Jednak duchowość nie znosi pustki. Prędzej czy później coś ją wypełni. Wypełnić ją może albo zen i filozofie hinduistyczne, albo co gorsza – islam. To prowadzi do tragicznej sytuacji, w której młodzież odchodząc od osłabiającego się Kościoła i popadając w daleko idącą konsumpcję, rozpustę, nałogi i tym samym uzależniając się od Zła, nie wie, gdzie szukać Dobra. Dlatego błądzi. Błądzi, bo brakuje przewodników, którzy pomogą tym ludziom. Pomogą odnaleźć Dobro i poprowadzić ku Zbawieniu.

Wielki Post powinien być bardzo dobrą okazją do rozważenia na nowo swojego życia, kuźnią ludzkiego charakteru, odmawiającego przywiązania do używek, zatrzymującego się w pędzie wielkiego miasta i poznającego Boga i Jego tajemnice na nowo.

Michel Duriot, Krzyż, „La Reconquete”, nr 0, s. 5.

Modlitwa, walka z diabłem i kąpiel…

Wieczór. Nie minęła jeszcze godzina, a Anna w wynajmowanym pokoju mieszkania przy Rue la Fayette 31 nadal klęczała przed obrazem Maryi z Dzieciątkiem. W rękach trzymała różaniec. Modlitwa na Nowennie Pompejańskiej była jej postanowieniem wielkopostnym, ono było świadomym wyborem i wolą dziewczyny. Dzisiaj modliła się w intencji Michała, który za dwa dni stanie przed sądem z kilkoma towarzyszami. Modliła się o opiekę Bożą nad sobą oraz ukochanym Polakiem.

Modliła się wytrwale mimo coraz mocniej przebijającego się przez mrok pokoju światła Księżyca zza okna, bolących kolan i chwiania się lekko na przemian w obie strony, pragnienia i częstego ziewania. Kiedy coś ją rozproszyło nagle przy odmawianiu dziesiątki Różańca, to odmawiała ją jeszcze raz przepraszając Maryję za uległość wobec pokusy oderwania się od modlitwy. Anna pomimo chłodnej pogody była ubrana w lekką, przewiewną, białą sukienkę z ramiączkami opadającą do stóp. Przesuwała paciorki, modliła się głośno i nie zmieniła swojej postawy mimo upływających dziesiątek minut. W pewnym momencie odezwał się głos:

– Anno. Długo się modlisz. Nie jest Ci zimno, nie boli Cię nic? Daj spokój. I tak nie uda się nic zrobić z tymi, o których teraz myślisz i za których się modlisz.

Anna wyczuła, że kusi ją szatan. Jeszcze mocniej zacisnęła ręce na Różańcu, poprawiła ramiączki swojej sukienki i modliła się coraz głośniej. Szatan zaczął wyć, chciał przekrzyczeć Francuzkę. Rozpraszał coraz bardziej ją wnikając głębiej w mózg, myśli i serce Anny:

– Nikt Ci teraz nie pomoże, Anno. Nikt. Nawet twój Bóg, w którego wierzysz, nie ma takiej mocy, żeby Cię uratować przede mną! Zaraz sprawię taki ból, że będziesz tylko błagała i krzyczała, żebym przestał. Hahaha!

I w tym momencie Anna upadła na podłogę. Zaczął się atak. Najmocniej, jak mogła, splotła Różaniec w jednej ręce i próbowała dalej skupić swoje myśli na Modlitwie. Szatan nie okazał miłosierdzia w żaden sposób. Powodował swoimi działaniami, iż dziewczyna wiła się po podłodze, wewnętrzny ból rozdzierał jej zdrowie powodując nieludzki krzyk. Krzyczała, ile sił, kolejne tajemnice Różańca. Były to tajemnice bolesne, więc postanowiła ofiarować je za samą siebie, błagając w myślach wszystkich, których znała i kochała, o szturm modlitewny do Nieba. Co jakiś czas przez ściany pokoju słychać było krzyki raz Anny, raz złego ducha, czuć było siarczysty swąd, który przeplatał się z zapachem perfum. Annę zaczął bardzo mocno boleć brzuch, słabła jej mowa i robiło się jej coraz zimniej, więc skuliła się w sobie leżąc na podłodze i głośno płacząc. I kiedy miała zostać dobita, to natychmiast zajaśniało światło zza okna. Nie wiedziała, co ono znaczy. Okazało się, że to sama Matka Boska zainterweniowała. Natychmiast szatan zaczął wrzeszczeć z bólu i ustępować. Teraz to on, sprawca wszelkiego zła na Ziemi, zaznał bólu, którym zaatakował niewinną dziewczynę. Kto mieczem wojuje, od miecza ginie! Po dziesięciu minutach bolesnej walki o duszę wszystko się skończyło. Anna płakała z bólu. Początkowo była w podartej na strzępy sukience, ostatecznie po kilku chwilach zrzuciła ową sukienkę i będąc nago podarła ją. Na swoim ciele Anna widziała liczne rany i obtarcia będące efektem ataku szatana. Mimo tego nie straciła przytomności umysłu i przypominając sobie, na której tajemnicy Różańca się skończyło, wstąpiły w Annę siły. Wstała, ubrała się w zapasową piżamę i przeprosiła Maryję za przerwanie Modlitwy, ale Ona jej wybaczyła jak prawdziwa Matka. Uratowała bowiem jej duszę od pokus szatana.

Po modlitwie resztkami wykrzesanych sił Anna wstała i schowała się pod kołdrę łóżka. Poprosiła współlokatorkę, Marcelinę, o przygotowanie jej gorącej kąpieli w wannie. Dusza duszą, modlitwa modlitwą, ale ciało też trzeba oczyścić. Po piętnastu minutach Anna leżała już nie w łóżku, a w gorącej wannie wypełnionej wodą i pianą kwiatową. Wokół rozpalone świece, przy stoliku obok wanny magnetowid z włączoną muzyką relaksującą, a tuż obok… kolejna strona miłosnego wiersza do Michała. Anna po dwudziestu minutach kąpieli wyszła z wanny, stanęła przed lustrem, złapała za szminkę i wymalowała tym razem na bardziej błękitną barwę swoje usta. Następnie złapała za napisaną kartkę i nie odrywając oczu od swojego nagiego ciała, mokrego od wody, przez które sunęły się lekko warstwy piany, odcisnęła swój pocałunek na kartce. Po chwili usiadła tuż nad wanną, a do łazienki weszła Marcelina. Chwyciła za ręcznik, wytarła ciało Anny i zabrała ją na masaż…

Nowenna Pompejańska, herbata i gorycz tęsknoty

O tej samej porze Michał odmawiał Nowennę Pompejańską. To już dwunasty dzień, od kiedy postanowił podjąć się tej formy modlitwy w okresie Wielkiego Postu. Prosił w modlitwie o opiekę Bożą nad sobą przez najbliższe dni. Modlił się również za Annę, o co go poprosiła w smsie dwa dni wcześniej. Kiedy tylko skończył tajemnice chwalebne i przeszedł do Pod Twoją obronę, w międzyczasie zawibrował telefon, ale nie zwrócił na to uwagi. Dopiero po tym, jak zakończył odmawianie Nowenny, odebrał smsa od Marceliny. Był przerażony:

Cześć, Michał. To ja, Marcelina. Piszę z telefonu Anny, ona teraz wypoczywa. Ponad godzinę temu modliła się na Różańcu i została zaatakowana przez szatana. Prosiła o modlitwę w jej intencji, by szybko doszła do siebie. Dobranoc.

Po odebraniu smsa Michał przeżegnał się znakiem krzyża i przez kilka minut modlił się w milczeniu o zdrowie ukochanej Anny. Oczy zaczęły się szklić, po czym popłynęło kilka łez na jego twarzy. Nie chciał wyobrażać teraz widoku ukochanej Francuzki, która doświadczyła bezpośredniego ataku szatana. Sam przeżył coś takiego przed niewiele ponad miesiącem, więc tym bardziej milczał. Nie chciał nic mówić. Po milczącej modlitwie przeżegnał się i poszedł do kuchni zrobić sobie herbatę. Po kilku minutach siorbał już herbatę ze szklanki. Nie włączył nic, ani telewizora, ani magnetowidu. Muzyką tego wieczora była cisza. Cisza, której nic nie mogło zakłócić mimo, iż było to mieszkanie Xaviera, a Michał był tymczasowo zameldowany w nim. Tęsknił za Anną, ale jeszcze mocniej odezwała się w nim tęsknota za Polską.

Początkowo, jak zbierał się na wyjazd do Francji, myślał o zwiedzaniu. Nie wiedział, że los tak pokieruje jego życiem, iż będzie musiał pewien czas spędzić na emigracji. Po ponad miesiącu pobytu, pracy w polskiej bibliotece na przedmieściach Paryża i mieszkania zatęsknił. Wiedział, że będzie tu musiał jeszcze pobyć przez jakiś czas, zanim wróci do rodzinnego domu. Nadzieją dla niego była wyprowadzka Anny do Polski, z nią chce ułożyć wspólne życie przy wsparciu ich rodzin. Na razie zarobił sporo pieniędzy w tymczasowej pracy i rozwiązał umowę. Będzie miał z czego utrzymać się na miejscu tu, w niepozornym Paryżu.

***

Młodzi ludzie tęsknią w szczególny sposób za czymś trudnym; nie wierzą już oni swoim nauczycielom, którzy twierdzą, że dobro i zło są jedynie punktami widzenia i że nie ma znaczenia, w co się wierzy. Młodzi ludzie chcą wierzyć, że istnieją rzeczy tak nikczemne, że musimy walczyć przeciwko nim oraz że istnieją rzeczy tak dobre, że powinniśmy, jeśli będzie to konieczne, zmężnieć i narzucić sobie dyscyplinę, a nawet umrzeć w ich obronie. – abp Fulton J. Sheen

Noc, blog i dwa światy…

Noc jak każda inna. Wielkimi krokami nadchodziła wiosna, co było już widać i czuć. Bezchmurne niebo, a na nim miliardy gwiazd. Księżyc świecący jasną barwą i przebijający się przez okna pokoi, domów, mieszkań. Lekko chłodna temperatura, potęgowana przez wiatr, oraz ciemność. Tak wyglądała ulica średniego miasta zza okna mieszkania Karoliny.

Karolina w tym czasie kończyła pisać felieton na swojego bloga. Zaczęła zdobywać tym samym popularność wśród katolickiej młodzieży od ponad roku, jako blogerka i wykształcona dziennikarka. Mimo poczucia sławy sodówa nie uderzyła jej do głowy. Dla niej liczyło się na blogu nie osobiste Ja, ale Pan Bóg i jego doświadczanie w codziennym życiu. Nie zamartwiała się polityką ani wielkimi sprawami tego świata w przeciwieństwie do Michała. Stanowiła wręcz jego idealne przeciwieństwo. Ale podobno przeciwieństwa się przyciągają. Przed pisaniem bloga Karolina czytała obszerną korespondencję z Francji, wysłaną przez Michała. Szczególnie zainteresowały ją zdjęcia i relacje z Marszu dla Życia, który odbił się głośnym echem w całej Europie. Tego samego dnia, co miała miejsce manifestacja w Paryżu, w wielu europejskich miastach zabrzmiał głos Wiary, głos wzywający do walki w obronie życia, sprzeciwu wobec homopropagandy, głos przywiązania do tradycyjnych Wartości, na których zbudowana została Europa. Prawdziwa Europa, ta spod znaku Krzyża, nie flagi Unii Europejskiej. Ta spod znaku Cywilizacji Życia, nie Cywilizacji Śmierci. Karolina tego dnia wówczas była na Marszu dla Życia, który szedł ulicami Warszawy i przebiegł w spokojnej, pokojowej, rodzinnej atmosferze. Tym bardziej była przerażona wiadomościami z Paryża o lewicowych blokadach Marszu i regularnych walkach z antyfaszystami i policją, ponieważ Michał był bezpośrednim świadkiem tych wydarzeń.

Karolina wysłała Michałowi korespondencję z Warszawy i słowa wsparcia dla niego, ponieważ będzie miał rozprawę już jutrzejszego dnia. Nie mówiła nic, tylko napisała, a przed snem odmówiła krótki pacierz w jego intencji.

Dwa światy

Dlaczego Karolina wspomniała o dwóch światach? Ponieważ wg niej Polska i Europa to dwa zupełnie inne światy pod kątem spojrzenia na Wiarę. Pamiętała świadectwa francuskich pielgrzymów, przyjeżdżających na Światowe Dni Młodzieży do Krakowa, których zdziwiła… wolność wyznania i demokracja w Polsce. Mogli dzięki temu otworzyć oczy i przekonać się, że kłamstwa polityków wobec własnych spostrzeżeń bledną.

Na Zachodzie wiara spychana jest coraz bardziej do czterech ścian mimo szeregu aktów Oporu. W Polsce nic nie grozi na drodze karnej za głoszenie Ewangelii i odbywanie praktyk religijnych w miejscach publicznych. Kościoły na Zachodzie pustoszeją, nad Wisłą co tydzień są wypełnione po brzegi. We Francji Marcelinie groziłoby więzienie za medalik z Matką Boską, w Warszawie nie byłaby za to ciągana po sądach. W szkołach na Zachodzie pełna laicyzacja, w Polsce – krzyże w salach szkolnych. Można mnożyć i mnożyć, ale te przykłady pokazały, że żyjemy jakby w dwóch światach…

Szkoda tylko jednego, co dostrzegają Michał i Karolina, że Polska powoli zaczyna biec w stronę Zachodu. I niedługo będzie jeden, libertyński świat…

Rozprawa

Godzina 12:00, sąd okręgowy w Paryżu, bezpośrednio na wyspie Ile de La Cite. Tego dnia rozpoczęła się rozprawa sądowa przeciwko Michelowi Coupierowi, Aminowi Farrahowi oraz kilkunastu aktywistom i sympatykom LERP (w tym Michałowi). Główny plac przed wejściem do Palais de Justice zablokował liczący około dwóch tysięcy tłum nacjonalistów, kibiców i bojowo nastawionych szyickich muzułmanów. Bezpośrednie wejścia obsadziły specjalne oddziały policji, uzbrojone w gaz, granaty hukowe, broń gładkolufową i posiadające czworonogi do szczucia. Oprócz nich byli policjanci w cywilu (mieli czarne kominiarki i posiadali broń osobistą). Dało się wyczuć napięcie po obu stronach i tylko kwestią czasu mogło być sprowokowanie jednej ze stron do konkretnej awantury.

W tym samym czasie na Polach Elizejskich demonstrowało ponad dwadzieścia tysięcy osób. Mimo iż oficjalnie ogłoszono, iż to będzie manifestacja mająca na celu walkę o prawa nienarodzonych dzieci do życia, to de facto wszyscy wiedzieli o jej prawdziwych intencjach. Walczyli faktycznie o wolność dla wszystkich zatrzymanych. Dla Michela – prolajferzy. Za Aminem – szyiccy muzułmanie z centrum naukowego. Wolności dla Michała, Bartiego i kilku dziesiątek nacjonalistów oraz kibiców domagali się ich towarzysze ponad podziałami (LERP, Action Francaise, bojówka Zouaves, kibole z PSG). Mimo mobilizacji policji jak organizatorzy obiecali, tak dotrzymali słowa. Manifestacja odbywała się pokojowo. Kolejno przemawiali na niej Steven, Anna, Amir i Karolina. Przemówienia były przerywane spontanicznymi okrzykami i brawami. Na Polach Elizejskich był ponownie cały przekrój narodu francuskiego, tym razem z wyraźną przewagą młodzieży. Budujące było to, iż ramię w ramię stali katolicy i muzułmanie, którzy postanowili ze względu na wspólną sprawę zaprzestać wszelkich sporów:

– Dzisiaj ramię w ramię, chrześcijanie i muzułmanie, wierni synowie Francji, walczymy o wolność dla naszych kolegów i koleżanek, którzy są represjonowani za odważną obronę życia! – przemawiał Amir – Nie dajmy się sprowokować. Nie pozwolimy na żadną przemoc ze strony systemu. Jutro powiedzieliby w mediach, że znów zrobimy awanturę i zniszczymy Paryż. Nie dawajmy nikomu, nawet policji i wszelkiej maści prowokatorom, powodów do tego!

Zamilkł na chwilę, wzruszony dobrym przyjęciem, po czym kontynuował:

– Musimy przeciwstawiać się na każdym kroku ludziom i środowiskom chcącym podważyć fundamentalne prawo każdego człowieka. Tym prawem, zagwarantowanym przez wszystkie konstytucje świata, jest prawo do życia! Dziękuję za możliwość udzielenia słowa i proszę was, chrześcijan, nie bójcie się walczyć!

Później głos zabrała Karolina z Centrum dla Życia, która przypomniała o prawdziwych celach dzisiejszej demonstracji i podziękowała za przybycie. Jednocześnie zaapelowała:

– Nie rozchodzimy się teraz do domów, bo nie spełniliśmy swojego obowiązku. Teraz trwają w sądach na Ile de La Cite procesy zatrzymanych. Módlmy się o uniewinnienie bądź w miarę łagodne kary dla naszych Kolegów i Koleżanek.

To mówiąc wyciągnęła Różaniec Święty i rozpoczęła w obecności księdza modlitwę. Natychmiast zamilknął tłum na kilka chwil, po czym zaczął się modlić. Między modlącymi się przechodził ksiądz Michel z Bractwa św. Piusa X, pokrapiając ludzi wodą święconą.

***

W tym samym czasie trwały rozprawy. Oskarżeni byli sądzeni w różnych salach celem niedopuszczenia szerszej publiczności do jednej sali i potencjalnego przerwania procesu. Mimo to przed salami było zgromadzonych po kilkadziesiąt osób, gł. rodziny zatrzymanych i krewko nastawiona młodzież z LERP. Naprzeciwko nich stali uzbrojeni po zęby funkcjonariusze. Tuż za drzwiami trwał w najlepsze głośny gwar. W tej sali sądzeni byli Michał, Barti, Xavier, Louis i Dominique Mithelineau. Zostali oskarżeni – jak większość zatrzymanych Kolegów – o udział w nielegalnym zgromadzeniu, sprowokowanie agresji wobec lewicowych kontrdemonstrantów i policji oraz zniszczenie elementów kostki brukowej przy użyciu petard. Taki akt oskarżenia przedstawił prokurator. Wszyscy oskarżeni solidarnie odmówili złożenia szerszych wyjaśnień, zaznaczyli jedynie, iż działali w obronie koniecznej, co nie jest prawnie zakazane, i mieli prawo zareagować na agresję policji.

Na sali prócz składu sędziowskiego, prokuratora, obrońcy i oskarżających policjantów było również ze dwadzieścia osób, którym pozwolono wziąć udział w rozprawie. Część z nich brała udział w Marszu dla Życia i za pozwoleniem sądu podczas składania zeznań przedstawiła nagrania. Widoczne było na nich, jak policjanci pierwsi zaatakowali Michała, Xaviera i Louisa, gdy ci zabezpieczali odwrót części zgromadzonych na Rue de Rivoli demonstrantów, dopiero wtedy chłopcy siłą zareagowali na przemoc policjantów. Działali więc w obronie koniecznej. Za nim zaraz następni świadkowie potwierdzali przebieg wydarzeń, a linia oskarżycieli zaczęła się stopniowo wyłamywać. Policjanci tłumaczyli się – a jakże – wykonywaniem rozkazów:

– Stare jak świat. – Michał szepnął do ucha Xavierowi.

– Koleżeńska solidarność. Nie dziwię się, że bronią jeden drugiego. – Xavier, do tej pory obrażony na Michała, tym razem odpowiedział.

Po chwili zamilkli, gdy sędzia główny zwrócił się w ich stronę:

– Proszę oskarżonych o niezabieranie głosu, chyba że chcą Panowie coś powiedzieć, co może być istotne dla sprawy.

Wtedy odezwał się Louis:

– Tak. Potwierdzam w imieniu swoim i oskarżonych Kolegów, że policja zachowała się na Marszu dla Życia jak zwykli bandyci.

Tymi odważnymi słowami zwrócił na siebie uwagę dwóch zdumionych policjantów, którzy byli głównymi oskarżycielami. Przez chwilę patrzyli w siebie nienawistnym wzrokiem, po czym Louis usiadł. Sędzia zapytał:

– Panowie zgadzają się z tym, co powiedział oskarżony Louis?

Oskarżeni solidarnie odpowiedzieli tak.

Wówczas Michał podniósł rękę i zwrócił się pytającym wzrokiem w stronę sędziego.

– Słucham, czy chce Pan coś powiedzieć?

– Tak.

– Proszę bardzo.

Michał wstał i przypomniał swoimi słowami o jeszcze jednej rzeczy:

– Zgadzam się z tym, co powiedział Louis, że policjanci zachowali się jak bandyci, ale pozwolę zadać ważne pytanie. Dlaczego nie zareagowaliście, szanowni panowie oskarżyciele, na prowokacje ze strony skrajnie lewicowych bojówkarzy, choć wiedzieliście, że Marsz dla Życia spotka się z kontrakcją skrajnej lewicy? Dlaczego nie pacyfikowaliście ludzi rzucających w nas balonami ze spermą, granatami hukowymi i petardami, a tylko ich zasłoniliście, po czym rzuciliście się z pałami, gazem i strzelbami na nas, mimo iż do tej pory nie reagowaliśmy w agresywny sposób? Mówicie, że pierwsi zaatakowaliśmy, a gdzie byliście jak antifa pierwsza nas zaatakowała, gdy Marsz zbliżał się w kierunku Rue de Rivoli? Gdzie byliście, jak na tej ulicy antyfaszyści zrobili nielegalną blokadę? I tak, działaliśmy w obronie koniecznej, bo nie powinno być zgody na nadużywanie kompetencji przez służby. Dziękuję.

Tą wypowiedzią Michał wprawił oskarżycieli w osłupienie. Czuli oni, jak grunt usuwał im się spod nóg. Słowa Michała potwierdzili też obecni świadkowie, więc były one wiarygodne. Rozprawa miała się ku końcowi, więc sąd ogłosił przerwę na werdykt. Oskarżeni nacjonaliści w przeciwieństwie do poważnych i spiętych smutnych panów uśmiechali się pogodnie i nic nie stracili z codziennej radości życia. Jak się uważa – uśmiech jest jedną z metod walki z wrogiem. Mimo mocnych słów Louisa i Michała zachowywali w sercu spokój. Wiedzieli, że Systemowi zależy na przedstawieniu ich jako oszołomów, chuliganów i bandytów. Dlatego ich orężem na rozprawie prócz mocnego słowa było zachowanie zimnej krwi.

Po czterech, pięciu minutach wszyscy wstali, skład sędziowski wszedł z powrotem na salę i ogłosił werdykt:

– W imieniu Republiki Francuskiej odczytuję wyrok. Michał Koniarek, Louis Pierreau, Xavier Menthin, Bart Sartre i Dominique Mithelineau zostają uniewinnieni od zarzucanych im czynów. Proszę usiąść.

Sędzia po odczytaniu wyroku wygłosił krótką mowę, w której pochwalił świadomość obywatelską oskarżonych. Mowa trwała dwie minuty, po czym rozprawa została zakończona. Wyroki uniewinniające uprawomocniono. Czy oskarżyciele sami odpowiedzą przed sądem za swoje nadużycia?

– Musiałbym być na tyle głupi, żeby o tym pomyśleć. – na głośno wyrażoną myśl Louisa odpowiedział Dominique.

Informacje o uniewinnieniu piątki młodych nacjonalistów dotarły do modlącego się na Polach Elizejskich tłumu, który przerwał modlitwę, by podziękować Panu Bogu za opiekę nad oskarżonymi. Przed sądem kibice i nacjonaliści głośno ryknęli:

– Europa, Młodość, Rewolucja!

– Wolność dla wszystkich!

– Rekonkwista!

Na zmianę skandowali te okrzyki przez dziesięć minut, przerywając je rytmicznymi oklaskami, po czym zaczęli rozchodzić się w drogę powrotną. Zostało tam około 300 kibiców, którzy czekali na swoich Kolegów. Pierwsza bitwa wygrana. Ku chwale Rekonkwisty.

***

Piętnaście minut po zakończeniu pierwszej rozprawy rozpoczęła się druga. Amin Farrah został oskarżony o złamanie konstytucyjnej świeckości państwa. Po Marszu dla Życia Farrah organizował publiczne modlitwy za aresztowanych, zarówno swoich braci w wierze z centrum naukowego, jak i katolickich bojowników z LERP. Za naruszenie świeckości państwa grozi mu 5 lat więzienia. Pierwszego dnia po Marszu został aresztowany, jednak organizatorzy wpłacili za niego poręczenie, dlatego do procesu mógł przebywać na wolności. Wiedział, że czekają na niego setki ludzi z różnych środowisk, domagających się jego uniewinnienia. Tym razem rozchodzących się kibiców i nacjonalistów zastąpiły grupy szyitów z arafatkami na szyjach po piętnaście – dwadzieścia osób. Kiedy tylko rozpoczął się proces, wszyscy natychmiast padli na kolana, wcześniej kładąc arafatki na ziemi, i zaczęli się modlić.

Rozprawa miała trwać 20 minut, ale przeciągnęła się o dobrych kilkanaście minut. Tam również było bardzo żywiołowo, ze względu na płomienne mowy do zgromadzonych na sali sądowej osób, które wygłaszał Amin. Najbardziej zapadła sędziom w pamięć ostatnia mowa, wygłoszona tuż przed ogłoszeniem wyroku:

– Mówicie o tym, że złamałem świeckość państwa, ustanowioną w 1905 roku. Kim Wy jesteście, żeby moralnie oceniać mój czyn? Ja postępuję w zgodzie z moim sumieniem, uznaję Prawo Boskie dane przez proroka Mahometa i jego następców. Popieram Marsz dla Życia, bo szanuję każde życie, nawet niedoskonałe, z wadami genetycznymi, umysłowymi, fizycznymi, ale życie. Życie, którego nikt nie ma prawa odbierać. A wasz kraj, niegdyś stara córa Kościoła, dzisiaj jest w awangardzie totalnego upadku moralnego. Nie życzyłem nigdy temu krajowi źle, bo jest moją Ojczyzną, ale czarno widzę jego przyszłość. Bo kraj wyrzekający się Boga, który prowadzi młodzież na skraj upadku, pozwala na bezkarne profanowanie świętości, promuje chore idee i zboczenia seksualne oraz łamie wolność słowa, skazany jest na zagładę.

Po tych słowach Amin powoli usiadł, w oczekiwaniu na wyrok. Spokojnie czekał. I się doczekał wyroku. Najbliższe pięć lat spędzi za kratami. Wyrok przyjął ze spokojem. Kiedy był wyprowadzany z sądu przez policję, tylnym wyjściem (ponieważ główne było zablokowane) przez spontanicznie zgromadzony tłum, do samochodu więziennego, jego koledzy bez skutku próbowali odbić z rąk policji.

***

Życie jest walką bezwzględną,

Choć dla wielu walka jest sprawą względną.

Dla Ciebie zawsze dawała sens życia,

I niosła sens swojego bycia.

Próbie poddany, walkę wygrałeś,

Bo się wrogów nigdy nie bałeś.

Kocham Cię, bom bezpieczna przy Tobie,

Chociaż nie tłumię uczuć w sobie…

Trzema kropkami Anna skończyła pisać kolejną część wiersza dla Michała. Odłożyła pióro i się rozpłakała. Bała się po ludzku, że nigdy już nie ujrzy go, ale niedługo znowu się z nim zobaczy. To będzie ich ostatnie spotkanie na francuskiej ziemi, ponieważ Michał wraca do domu za tydzień, a następny tydzień po nim Anna z rodziną wyprowadza się do Polski. Już w głębi duszy się cieszyła, choć wiedziała, że trudno będzie jej od razu się przystosować do nowej rzeczywistości. Było popołudnie, dochodziła godzina 14:00, kiedy zbierała się do wyjścia. Była umówiona z Marceliną, która przyjechała do Marsylii w odwiedziny.

W dobie zwątpienia…

W dobie zwątpienia brońmy Wiary. – takiego umówionego smsa otrzymała Anna na wiadomość o wyjściu kilkunastu lerpowców na wolność. Nadawcą był Pierre, dawny lerpowiec z Marsylii. Zapytała się natychmiast, czy Michał jest w domu. Dostała pozytywną odpowiedź. Ucieszyła się, ponieważ następnego dnia jedzie z kolegami z Action Francaise na integracyjną imprezę do Paryża. Spotka się z Michałem. Od tego smsa radośnie żyła tą chwilą, która dopiero jutro ma nadejść. Impreza odbędzie się wczesnym wieczorem w kawiarni głównego lokalu LERP przy Rue la Fayette. Zapisała w kalendarzu i cierpliwie czekała…

…Czekała na tę radosną chwilę… I objęcia Michała…

…brońmy Wiary

Na te chwile czekał również Michał. Tego dnia jednak postanowił podziękować Bogu. Odwiedził Notre-Dame-de-Consolation, kaplicę ulokowaną przy Rue Jean-Goujon nr 23, gdzie postanowił odmówić Nowennę Pompejańską. Słyszał sporo o tej kaplicy, ucieszył się mocno po tym, jak dowiedział się, że jest to tradycjonalistyczna wspólnota. Od kiedy Michał nawrócił się na katolicyzm, zrozumiał, iż odrodzenie katolicyzmu wśród młodzieży musi oprzeć się na pięknie starych rytuałów liturgicznych, bezkompromisowym, wręcz totalistycznym budowaniu codziennej relacji z Panem Bogiem w modlitwie i czynie oraz surowej, łacińskiej ortodoksji. Musi również oprzeć się na radykalnej i bezkompromisowej obronie Krzyża i doktryny wśród miraży nowoczesnego świata, przeciwko bluźnierstwu i herezji, które to herezje niestety są popularne we współczesnym Kościele. Michał jednak nie był typem ascety pokroju świętego Charbela, wiedział, że jego charyzmat jest nie na pustyni, a na ulicy.

Uwagę już u zarania wejścia przykuł łuk portalu kaplicy. Zwieńczają go dwa anioły mające uosabiać cnoty Wiary i Miłości. Pod nimi tablica z wypisaną datą 4 maja 1879 roku i słowami z 1 Listu św. Pawła Apostoła do Tesaloniczan (IV rozdział, 12 werset) po francusku: Ne vous attristez pas comme ceux qui n’ont pas desperance. Po wejściu oddał hołd Jezusowi ukrytemu w tabernakulum, przeżegnał się i zwiedzał kaplicę. Zbudowana w stylu neobaroku, posiadająca dwie kondygnacje (prócz kaplicy zawiera również kryptę, w niej są epitafia ofiar pożaru Bazaru Dobroczynności, mającego miejsce 4 maja 1897 roku, oraz czternaście stacji Drogi Krzyżowej), przykuwała oczy Michała. Wyciągnął Różaniec i rozpoczął modlitwę nie odrywając wzroku od piękna kaplicy, po której spacerował. Wykonał znak Krzyża, rozpoczął intencją oraz słowami:

– Ten Różaniec odmawiam na Twoją cześć, Królowo Różańca Świętego.

I rozpoczął modlitwę. A dotychczasową ciszę w nawach kaplicy raz po raz przerywał cichy głos modlącego się brata.

***

Zbawienie ludzkości realizuje się w Kościele, przez Kościół, to on kontynuuje plan zbawienia rozpoczęty przez Chrystusa dwa tysiące lat temu i nie przestaje aż po kres czasów. Wszystkie fale zła rozbiją się o skały Kościoła. Oddaj się całkowicie Kościołowi i jego nauce i nie podchodź do niej wybiórczo. – św. Charbel Makhlouf

Kolejny cios

Dopiero dzisiejszego dnia odbył się proces Michela Coupiera. Pierwotny termin musiał zostać przełożony ze względu na napięty grafik sądu. To spowodowało mobilizację, jednak frekwencja ludzi obecnych przed sądem na Ile de La Cite była daleka od oczekiwań. Jedynymi, którzy demonstrowali spontanicznie, byli aktywiści ruchów pro-life i członkowie Centrum dla Życia. Nie powodowało to żadnego napięcia z jednej strony, z drugiej jednak nie można było wywrzeć większego nacisku społecznego. Mimo to pamiętano o nim. Domagano się – tak jak w poprzednich sprawach – uniewinnienia.

Rozprawa trwała 15 minut i zakończyła się wyrokiem 100 tysięcy euro grzywny za brak reakcji na eskalację przemocy ze strony części uczestników Marszu wobec policji, utrudnianie czynności operacyjnych policji, przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu (ostatecznie uznano 40-tysięczny tłum na Placu Piramid za nielegalne zgromadzenie zamiast nowej demonstracji, którą zgłosił Michel) oraz złamanie świeckości państwa. Po odczytaniu wyroku natychmiast organizator Marszu dla Życia zapowiedział apelację. W tym samym czasie ogłoszono zbiórkę pieniędzy w Internecie na pomoc dla Michela. Ponad podziałami znów pomagali wolontariusze, nacjonaliści i pro-lajferzy. W jeden dzień zebrano połowę sumy, niestety na skutek donosu zbiórka została zablokowana. Natychmiast Karolina z Centrum dla Życia podjęła z bankomatu zebrane pieniądze i zdeponowała je w sejfie biura Centrum i uruchomiła jeszcze raz zbiórkę. Udało się zebrać 20 tysięcy, jednak znowu zablokowano zbiórkę. Podejrzewano, że lewicowi hakerzy mogli dokonać blokad. Po dwóch godzinach pracy dokonanej przez wolontariuszy odblokowano zbiórki i zebrano do końca. 100 tysięcy było więc gotowe na ewentualne kłopoty. A mogły się one tylko mnożyć i mnożyć.

Piwo, miłość i braterstwo…

– Michał, wstawaj! Dopiero wieczór się zaczął, a Ty już w łóżku? – nad uchem wrzasnął Xavier, już ubrany i gotowy do wyjścia.

Michał, tym razem sprawnie, wstał z łóżka.

– Co tak się drzesz? Pali się? – ironicznie odpowiedział Michał.

– Ubieraj się, bo już impreza się zaczyna w lokalu.

Michał potrzebował dziesięciu minut, by się ubrać. I po tych dziesięciu minutach był już gotowy do wyjścia. Xavier zadowolony poklepał go po barach i wyszli.

– No, balujemy, balujemy. Za tydzień wracasz do siebie.

Zeszli schodami na sam dół klatki i wyszli z bloku. Pogoda tego wieczora była chłodna, na niebie chmury i ledwie kilka stopni na plusie. Dopiero lekki chłód pod chmurką orzeźwił ospałego Michała. Przed nim i jego towarzyszem cała noc. Tym razem Xavier zakopał topór wojenny. Z chwilą wejścia do lokalu, przed którym stali wartownicy, od razu zrobiło się cieplej. Gdy weszli do wnętrza, przy wyjściu byli jedynie Ludwik i Henri, którzy pełnili karną wartę. Znowu narobili kłopotu Stevenowi, więc musieli swoje odsłużyć. Po przywitaniu się z nimi weszli od razu do kawiarni. Zamówili po piwie, usiedli przy stoliku i się napili, wesoło ze sobą rozmawiając. Przy kilku stolikach łącznie siedziało kilkanaście osób, drugie mniej więcej tyle tańczyło. Spora część ubrana elegancko, jedynie Michał, Xavier, Louis oraz felerni wartownicy byli ubrani w t-shirty, flanelowe koszule i kurtki lotnicze.

– I jak bal się Wam podoba? – zapytał zadowolony Louis. – Michał, trochę ta kuracja w areszcie zmieniła na twarzy.

– Aż tak? – ze zdziwieniem Michał odpowiedział pytaniem na pytanie. Nie zauważył blizny, jaka zostanie na zawsze na lewym policzku, po ciosie pałką teleskopową podczas walk na Rue de Rivoli.

– Tak. – rzekł Louis i odszedł tańczyć z Michelle.

Xavier i Michał z zażenowaniem zmrużyli oczy i pili dalej. Wyczuli, że Louis był lekko wstawiony, ale ze względu na jego dużą tolerancję organizmu na alkohol można mu to było wybaczyć. Michał po opróżnieniu szklanki poszedł domówić piwa.

– No, jak pić, to pić! – krzyknął za nim Xavier. W międzyczasie dosiadł się Steven. – Michał, nie dwa, a trzy zamów na barze! Co tam, Steven?

– Sorry, chłopaki za Louisa. On już trochę się nawalił i lubi wariować. Wybaczcie mu to. – powiedział Steven w dobrym humorze. – Tu masz 5 euro dla Michała, oddam mu za to piwo.

– Ok. – z charakterystycznym zaciągiem odpowiedział Xavier.

W tym samym momencie przyszedł Michał z trzema piwami i wesoło podśpiewywał „Karczmę pod Starym Dębem” patriotycznej kapeli rockowej Horytnica z Polski:

U starej karczmy stoję bram,

Schronienie każdy znajdzie tam.

Zbiera się tamże zacna brać,

By trunki przednie w gardło lać.

To usłyszawszy, Steven natychmiast podszedł do prowadzącego muzykę i włączył płytę zespołu Horytnica, którą kiedyś kupił w Polsce przy okazji wyjazdu na Marsz Niepodległości. I po chwili z głośników zabrzmiała „Karczma pod Starym Dębem”.

Po chwili wesoło pił piwo z polskim towarzyszem i Xavierem.

– No, Michał, za tydzień wracasz do Polski. Jak to dobrze, że u was nie ma aż takiego burdelu, jak tu we Francji.

– Nie powiedziałbym. – odparł Michał – Rząd mojego kraju tak samo jak wcześniejsze wasze ściąga tanią siłę roboczą z Trzeciego Świata, nie ma suwerennej polityki zagranicznej, homopropaganda w szkołach, lewica dominuje na uniwersytetach, antyklerykalne incydenty i niezdecydowanie w ważnych sprawach. Doganiamy Zachód z opóźnieniem…

– Miałem na myśli wasze społeczeństwo. Wiem, że nie ma u was lekko, nigdzie nie ma nadziei, ale póki wasza młodzież jest w miarę konserwatywna i sprzeciwia się nawet wpisami w Internecie, to i tak dobrze. Jeszcze jest u was na ulicy wolność słowa, a wy jesteście wzorem dla całej Europy. Byłem na Marszu Niepodległości kilka razy z francuskimi Kolegami i serio, żebyśmy my potrafili tak się podnieść, to byłby raj na ziemi. A, dobra, kończmy politykowanie, bo nie przyszliśmy na wiec. – machnął ręką Steven i stuknął się piwem z Michałem.

Stuknęli i się napili, po czym patrzyli na tańczących. Michał szukał wzrokiem Anny, ale jej nie odnalazł. Była Karolina, była Michelle, Marcelina, Maria, Ludwika, ale Anny nie widu, ni słychu. Steven postanowił zaprosić Ludwikę do tańca, Xavier Marię, jednak on dostał kosza, bo ta była już narzeczoną Michela Duriota. Pozostał sam Michał i popijał wesoło piwo. Już drugie, oj coś czuje, że wypije do oporu. Po tym, jak skończył drugie piwo, wstał, żeby zamówić kolejne. Nie miał ochoty do tańca, więc wolał pić. Lecz po wstaniu ktoś objął go za barki od tyłu. Odruchowo zbliżył łokieć w stronę boku, zanim zorientował się, że objęła go… Anna. Pozwoliła mu usiąść i poszła do baru. Zamówiła po piwie. Po tym, jak usiadła do stolika, odłożyła szklanki, rzuciła się na Michała i namiętnie go całowała.

…Czekała na tę radosną chwilę… I objęcia Michała…

I się doczekała. Jak tylko Michał chciał się odezwać, ta przyłożyła palec wskazujący do jego ust. Nie trzeba było słów na opisanie tej radości:

– Michał, za dwa tygodnie z rodziną wyjeżdżamy do Polski. Czekaj na nas. – Anna w końcu się odezwała.

– Będzie mi bardzo miło. W końcu będziemy razem. – tym razem Michał wyrwał się do pocałunków. Nie dość, że litry piwa dobrze mu wchodziły, to jeszcze Anna swoją miłością go pragnęła upić. I dotrzymała niewypowiedzianego słowa.

– Wypiliśmy zdrowie Michela i Marii, którzy dzisiaj tu się oświadczyli. – zaczął Louis, po czym zaczął głęboko ziewać. Natychmiast dziewczyny przywołały tegoż ochlejmordę do porządku serią siarczystych ciosów otwartą dłonią w twarz.

Marcelina postanowiła kontynuować rozpoczętą myśl:

– Wypijmy teraz, kto co ma, szklaneczkę calvadosu, kieliszek wina, szklankę piwa czy kolejkę za Michała i Annę. Za ich Miłość, której nawet diabeł nie zniszczył.

Po chwili wszyscy wychylili swoje porcje trunków i ryknęli jak najgłośniej sto lat!

Gdy tylko oniemieli ze wzruszenia Anna i Michał wstali i poszli w końcu zatańczyć, to towarzystwo ustąpiło im miejsca na parkiecie. Po tańcu Anna i Michał, jak wrócili z parkietu, zadzwonili do swoich rodziców. Prosili o błogosławieństwo. Dostali zgodę. Jak tylko oboje się rozłączyli, bez słowa się oświadczyli. Nie mieli pierścionków, więc jako zamienniki podarowali sobie ręcznie uszyte wstążki, które przypięli sobie na ubraniach.

Jak Karolina zauważyła, co się święci, natychmiast krzyknęła:

– Zdrowie narzeczonych!

Wszyscy myśleli, że czas na kolejny toast za Michela i Marię, a dopiero otrzeźwieli, jak Maria tańcząc z Michelem powiedziała:

– Dziękujemy, ale toast nie za nas tym razem, a za Annę i jej polskiego ukochanego. Właśnie się oświadczyli!

Po słowach Marii kolejny toast. I wraz z tą chwilą impreza została zakończona, gdy głos zabrał Steven:

– Dzięki wszystkim za obecność na imprezie, ale jutro czeka nas masa roboty w związku z pomocą Michelowi Coupierowi, więc jeśli ktoś chce jeszcze posiedzieć przy barze, to może, tylko nie za długo! Braciom i siostrom z Action Francaise dziękuję za obecność, mam nadzieję, że zostaną piękne wspomnienia. Narzeczonym gratuluję i życzę szczęścia. Dobranoc.

Po tych słowach wszyscy karnie opuścili kawiarnię i rozeszli się…

***

I tak tego wieczora,

Na każdego przyszła senna zmora.

Jednak nie dla nas obojga,

Bo do tanga trzeba dwojga.

– wyszeptał Michał do ucha Anny, kiedy tańczyli skromnego przytulańca w ciemnym pokoju mieszkania, przy świetle Księżyca.

– Wiara, Nadzieja i Miłość. – odpowiedziała Anna.

Powyższy artykuł został opublikowany w trzecim numerze pisma “W Pół Drogi”. Cały numer jest dostępny TUTAJ. Wcześniejsze numery naszej gazety można ściągnąć TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.